Sezon 2023/2024
Relacje meczowe: 4 Liga
O godzinie 18:00 na sektorze C w ramach 4 kolejki ligi zmierzyły się ze sobą zespoły KS Driperzy oraz Legion. Obie drużyny zagościły u nas w szerokich gronach. Pierwsza połowa układała się po myśli gospodarzy. Mieli więcej sytuacji i ich gra wyglądała lepiej. Szczególnie niebezpieczne były ich akcje z kontry. Chwilę przed gwizdkiem kończącym pierwszą część spotkania i zapraszającym na przerwę drużyna gości strzela na 2:1. W drugiej odsłonie meczu na początku wciąż czerwone koszulki prowadziły grę, podwyższając wynik spotkania na 4:1, po pięknej bramce z rzutu wolnego. Ostatnie minuty należały już do białych barw. Gracze z Ukrainy strzelili w krótkim odstępie czasu dwie bramki, zbliżając się do wyrównania. Za późno się jednak obudzili, gdyż czas dobiegł końca. Rezultat końcowy to 4:3 dla KS Driperzy.
Starcie drugiej drużyny w tabeli, która w przypadku potknięcia lidera ma szanse na zajęcie jego pozycji, zawsze wzbudza w piłkarskich obserwatorach wiele emocji. Tym razem przed taką szansą stanął nowy piłkarski twór w naszej lidze, czyli ekipa Tonie Majami. W starciu z FC Torpedo nie mogli jednak liczyć na łatwe zawody. Mimo objęcia bardzo szybkiego i dwubramkowego prowadzenia, mecz który pozornie kontrolowali, błyskawicznie wymknął się im z rąk. Zawodnicy w pomarańczowych strojach dzięki dobrze dysponowanym graczom ofensywnym, błyskawicznie zdołali doprowadzić bowiem do wyrównania. Paradoksalnie jednak na gospodarzy wpłynęło to motywująco, dzięki czemu w relatywnie zbliżonym czasie odrobili to, co przed chwilą utracili. Przed gwizdkiem obwieszczającym przerwę, obydwie ekipy dołożyły jeszcze po jednym golu, co sprawiło, że na krótki odpoczynek obydwa zespoły schodziły przy wyniku 5:3. Prawdziwe apogeum sportowych emocji miało jednak dopiero nadejść. Przy wyniku 6:3, Tonie Majami wyraźnie spuściło z tonu. Na nieuwadze zespołu skorzystali rywale, dzięki czemu doprowadzili do sensacyjnego wyrównania! Niestety dla FC Torpedo prowadzonego przez Andriia Barana, remisu nie udało się dowieźć do końca. Jak zwykle kapitalny Filip Motyczyński po raz kolejny okazał się bowiem być prawdziwym motorem napędowym drużyny w której gra. Po dwóch kapitalnych zrywach gospodarze najpierw wyszli na prowadzenie, by na sam koniec pewnie przypieczętować zwycięstwo w stosunku 8:6.
Niepokonany lider czwartej ligi Fc Górka grał z drużyną New Samand, która tydzień temu odniosła swoje pierwsze zwycięstwo w tym sezonie. Gospodarze na mecz stawili się tylko z dwiema zmianami i musieli dobrze rozdysponować siły przeciwko rywalowi, który przyszedł prawie w komplecie. Pierwsza połowa była bardzo wyrównana, lecz Górka nie prezentowała się tak dobrze jak w wcześniejszych spotkaniach. New Samand dzielnie odpierali zapędy ofensywne rywala i jakby w ukryciu czekali na swoją szansę. Pierwszy gol padł dopiero w 14 minucie i to lider objął prowadzenie. Poruszeni stratą bramki goście zaczęli grać odważniej i pięć minut później doprowadzili do wyrównania. Od tego momentu Górka jakby zaczęła przygasać, w przeciwieństwie do New Samand, które wyglądało na boisku coraz lepiej. Kiedy wydawało się, że ta część meczu zakończy się remisem, goście w ostatniej akcji pierwszej połowy wyszli na prowadzenie. Po rozpoczęciu drugiej połowy zawodnicy z Tadżykistanu kontynuowali swoją grę i dość sensacyjnie powiększyli swoje prowadzenie. Gospodarze starali się wykorzystać swojego wysoko grającego bramkarza, lecz mimo przewagi w polu bardzo długo nie mogli odrobić strat. Ta sztuka udała się dopiero w 40 minucie, lecz do remisu potrzebowali jeszcze jednego gola. Podrażnieni rywale podobnie jak w pierwszej połowie bardzo szybko odpowiedzieli, lecz tym razem dwoma golami. FC Górka starała się odmienić losy meczu, jednak brak sił i czasu sprawiły, że New Samand odniosło niespodziewane, ale jak najbardziej zasłużone zwycięstwo. Były już lider spadł na drugi stopień podium i musi się pozbierać po pierwszej stracie punktów, jeżeli myśli o tytule mistrzowskim 4 ligi. Natomiast New Samand włączyło się do walki o podium, do którego traci zaledwie 3 punkty.
Po serii meczów z trudnymi oponentami, na FC Damak tym razem czekał przeciwnik z dołu tabeli. NKS nie wygrał w Lidze Letniej żadnego spotkania i raczej nie zapowiadało się, że tę czarną serię przerwie akurat teraz. Chociaż gdy okazało się, że w obozie faworytów nie ma ich najlepszego zawodnika, czyli Azamata Qutpiddinova, to widzieliśmy pewną furtkę dla podopiecznych Witka Zawiły. No i trzeba powiedzieć, że NKS świetnie wykorzystał okazję. Chłopaki już w pierwszej połowie grali bardzo dobrze i zupełnie nie było widać różnicy w tabeli między tymi ekipami. No i wreszcie przełożyło to się na gola, którego zdobył Mateusz Górka. Wynik 1:0 pozostał końcowym po 25 minutach, ale było jasne, że tak to się nie skończy. Czekaliśmy, aż Damak wreszcie zacznie grać na swoim poziomie i na początku drugiej odsłony postawa tego zespołu faktycznie się zazębiła. Faworyci wyglądali lepiej i wreszcie zdobyli bramkę wyrównującą autorstwa Beqi Qarqashadze. Widząc, jak to się rozwija, oczami wyobraźni wizualizowaliśmy sobie kolejne gole dla FC Damak, ale dokładnie w momencie, gdy zapisywaliśmy sobie te słowa, gola na 2:1 dla NKS zanotował Krzysztof Giza. Od razu przyszło trafienie na 3:1 Bartka Krzyżanowskiego i po tych bramkach NKS przejął totalną kontrolę nad spotkaniem. To było zabójcze 60 sekund, które z kolei pozbawiło energii faworytów. NKS zaczął regularnie punktować przeciwników, korzystał z jego prostych pomyłek i znakomitą część kolejnych goli zdobywał strzałami na pustą bramkę. Końcowy wynik to 6:1 i pewnie jest on trochę za wysoki, jak na to, co działo się na boisku, to jednego kwestionować nie można – to była zasłużona wygrana nominalnych gospodarzy. Wreszcie była odpowiedzialność w obronie, skuteczność w ataku i to przełożyło się na arcyważne trzy punkty. Oby tak dalej! Natomiast Damak chyba musi poczekać na powrót swojego kapitana, bo bez niego gra była bardzo przeciętna i nie było komu zarządzać na boisku. Szkoda, bo w ten sposób uciekły bardzo ważne „oczka”…







)
)
)
)
)
)
)
)