Sezon 2023/2024
Relacje meczowe: 8 Liga
Mecz o życie – tak w skrócie możemy określić spotkanie pomiędzy drużynami BRD Young Warriors i Legion. Drużyny te to sąsiedzi w ligowej tabeli i obydwie cały czas balansują na granicy strefy spadkowej. Potencjalny wygrany zrobiłby więc duży krok w stronę utrzymania. Szybko okazało się, że tylko jedna drużyna utrzymała nerwy na wodzy i od początku miała kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami - był to Legion. Już w pierwszych minutach chłopaki z Ukrainy objęli dwubramowe prowadzenie, które wyraźnie podcięło skrzydła ich rywalom. Zawodnicy gospodarzy pojedynczymi akcjami starali się zagrozić bramce rywali, jednak robili to nieskutecznie. Znacznie lepiej radzili sobie z tym goście, którzy w pierwszej połowie jeszcze trzy razy zdołali pokonać golkipera przeciwników i na przerwę drużyny schodziły z wynikiem 0:5. Druga połowa nie różniła się znacznie od pierwszej części meczu. Goście w pełni kontrolowali przebieg gry, systematycznie powiększając swoją przewagę. W tej części meczu najbardziej aktywny był Vladyslav Barabash, który finalnie strzelił trzy bramki i zanotował pięć asyst. Liczby te znacznie przyczyniły się do końcowego sukcesu jego drużyny a finalny wynik brzmiał 12:0. Drużyna Legionu pewnie pokonała swoich rywali i cały czas ma duże szanse na utrzymanie się w 8 lidze. Porażka BRD Young Warriors sprawiła natomiast, że strata do bezpiecznego miejsca wynosi już 5 punktów i misja pozostania na tym poziomie wydaje się coraz mniej realna.
Drużyna DJ Shot podbudowana kolejnymi wygranymi przystępowała do meczu z Saską Kępą w roli faworyta, choć patrząc na umiejętności obu ekip, można było spodziewać się ciekawego pojedynku. Saska w tej rundzie to cień drużyny z jesieni, jednak jej ostatnie pojedynki wyglądały już znacznie lepiej. W niedzielnym spotkaniu dość niespodziewanie to właśnie oni jako pierwsi wyszli na prowadzenie. Po kilku minutach i akcji Sergeia Pankiva na tablicy wyników mieliśmy już 1-1. To nie podcięło skrzydeł gościom, którzy ponownie prowadzili dzięki bramce Sebastiana Sitka. Niestety Saską Kępa i tym razem długo nie nacieszyła się takim stanem rzeczy, bo po chwili na tablicy wyników mieliśmy 2-2. Pierwsza odsłona była bardzo wyrównana, co potwierdziły następne minuty meczu, kiedy obie drużyny zdobyły po jednej bramce. I gdy wszyscy myśleli, że pierwsza połowa zakończy się remisem w ostatnich minutach pierwszej połowy po akcji Sitek - Branowski ten drugi daje Saskiej gola przewagi. Po zmianie stron do odrabiania strat przystąpiła ekipa DJ Shot. Podopieczni Elie Rosinskiego narzucili swoje tempo gry i starali się pokonać bramkarza gości. Niestety często brakowało zrozumienia i dokładności, a to ponownie wykorzystali zawodnicy Korneliusza Truszczyńskiego, którzy po akcji Michała Morycza podwyższyli prowadzenie na 3-5. Gospodarze w końcu się jednak przebudzili i niemal chwilę po wznowieniu gry zdobyli swoją czwartą bramkę, a parę minut później mieliśmy już 5:5. Pięknym strzałem w okienko bramki popisał się Sergei Pankiv. Do końca meczu pozostawało trochę czasu i nagle role zaczęły się odwracać. Saska zaczęła gasnąć, być może ze względu na coraz większe zmęczenie, natomiast Shot DJ coraz mocniej atakowało rywala. W końcówce spotkania gospodarze raz po raz ostrzeliwali bramkę Leszka Gallewicza, jednak ten popisywał się świetnymi interwencjami i z większości akcji wychodził obronną ręką. Skapitulował dopiero wtedy, kiedy gospodarze wykonywali rzut rożny. Po szybkim rozegraniu z narożnika boiska sprytnym strzałem Bastien Piasecki wyprowadził swój zespół na prowadzenie 6-5. W ostatnich minutach Saska zagrała z lotnym bramkarzem, niestety nie przyniosło to pozytywnych efektów i goście musieli uznać wyższość rywala. Shot DJ należą się brawa za walkę do końca i wiarę w sukces. Bardzo dobre spotkanie rozegrała dwójka Sergei Pankiv oraz Bastien Piasecki, ciągnąc swój zespół szczególnie w drugiej części meczu. Saska może z kolei czuć się rozczarowana, ale na pocieszenie warto napisać, że momentami w końcu przypominała to, co grała kilka miesięcy temu.
Jak pisaliśmy w zapowiedziach było to niejako spotkanie decydujące o mistrzostwie i widać było, że presja udziela się obu drużynom. Już po pierwszym gwizdku sędziego dało się wyczuć napięcie i nerwowość w rozgrywaniu piłki po obu stronach boiskach, a w 3 minucie Na2Nóżkę wykorzystało błąd przeciwnika i po przejęciu niedokładnego wybicia Maciej Samoraj nie dając najmniejszych szans Arkadiuszowi Warpechowskiemu otworzył wynik. Całą pierwszą połowę można podsumować słowami: dużo walki, mało strzałów. Nie znaczy to, że golkiperzy obu ekip się nudzili, ale mimo wszystko głównym teatrem zdarzeń był środek boiska. Zdecydowanie groźniej atakowali goście, bo Gunners popełniali sporo błędów, ale nie przekładało się to na zdobycze bramkowe. Za to w 18 minucie gospodarze rozklepali obronę przeciwnika i gola wyrównującego zdobył Wiktor Ziółkowski. N2N jeszcze przed przerwą wróciło na prowadzenie za sprawą kapitalnego gola Macieja Samoraja. W drugiej części spotkania niewiele zmieniło się w obrazie gry. W 30 minucie znów mieliśmy remis po ładnej zespołowej akcji Gunners, którą wykończył Patryk Szerszeń. Druga połowa była niejako kalką pierwszych 25 minut, z tą różnicą, że Na2Nóżkę atakowało zdecydowanie bardziej groźnie. W 36 minucie tylko słupek uchronił gospodarzy od utraty bramki, a w 43 minucie goście nie trafili do praktycznie pustej bramki. Wynik pozostawał wciąż sprawą otwartą. W ekipie Gunners wyraźnie zabrakło Arkadiusza Trwogi i Kamila Anioła, którzy w takich sytuacjach potrafili pociągnąć swój zespół do zwycięstwa. Za to u gości klasę pokazał Maciej Samoraj, który w końcówce meczu wypracował kolegom dwie sytuacje, które na gole zamienili Mateusz Rosłanowski oraz Sebastian Roguski i rzutem na taśmę Na2Nóżkę wyszło z tego spotkania zwycięsko, wskoczyło na fotel lidera i wyraźnie przybliżyło się do zdobycia mistrzostwa 8 ligi.
Młodzieńcza noszalancja kontra stoicki spokój doświadczonego rywala. Tymi słowami można pokrótce zobrazować to, jak malowało się przed samym startem spotkanie Kozic Warszawa oraz Mareckich Wyg. Ekipa gospodarzy jak dotąd okupowała szóstą lokatę, przeplatając w kratkę dobre oraz słabe występy. Tym razem jednak biorąc pod uwagę porażkę Saskiej Kępy, mogli oni zaliczyć awans o jedną lokatę. Z tego powodu cel wydawał się tylko jeden, a mianowicie trzy punkty. Goście natomiast po czternastu seriach gier wciąż pozostawali z realnymi szansami na zdobycie mistrzostwa. Do liderującej ekipy Na2Nóżkę brakowało im bowiem zaledwie trzech punktów. Od samego początku bardziej doświadczeni gracze z podwarszawskich Marek narzucili swoje warunki gry. Pragmatyczne granie mogłoby wydawać się nudne, jednakże opanowanie na boisku skutkowało stopniowym powiększaniem prowadzenia. Dla gości pierwszym trafieniem popisał się niezawodny Oleksandr Hutarov, którego perfekcyjnym podaniem obsłużył Piotr Wtulich. Następnie do bramki trafiali kolejni gracze czwartej siły ligi. Istna kanonada zakończyła się dopiero na wyniku 0:5, kiedy to arbiter Łukasz Matlęga, skierował obydwie ekipy na zasłużony odpoczynek. W drugiej części meczu osłabieni brakiem swojej podpory, Michała Zduniaka, goście wyraźnie obniżyli swoje loty, szczególnie w formacji defensywnej. Skorzystały na tym Kozice, które dzięki tej stracie znalazły więcej przestrzeni na połowie rywali. Mimo o wiele lepszej gry, bramki Kacpra Napory oraz jedno trafienie Valentina Chekwube okazały się niewystarczające, biorąc pod uwagę kolejne trzy gole gości. Z tego powodu spotkanie to zakończyło się znaczącą porażką gospodarzy w stosunku 3:8.
W niedzielny wieczór na warszawskim AWF-ie Hiszpański Galeon podejmował FC Polska Górom. Obie ekipy dotknął prawdziwy piłkarski kryzys i od dłuższego czasu nie zaznały smaku zwycięstwa. Jedni i drudzy podeszli do tego spotkania z myślą o przerwaniu złej passy, co byłoby niezmiernie cenne w walce o utrzymanie w 8 lidze. Początek spotkania należał do ekipy gości, którzy po kilkunastu minutach prowadzili już 2:0. Zawodnicy Hiszpańskiego Galeonu nie zamierzali spuszczać głów i również szukali swojej szansy. W 14. minucie blisko zdobycia gola był Adam Strobel, ale jego strzał obronił bramkarz gości, do piłki dopadł jednak Wiktor Żbikowski i wpakował ją do siatki, dając bramkę kontaktową. Gospodarze nie poszli jednak za ciosem, a wręcz przeciwnie, bo przed przerwą pozwolili przeciwnikom zdobyć jeszcze dwie bramki. W ostatniej minucie pierwszej połowy odpowiedział z dystansu Mateusz Górski, co dawało Hiszpańskiemu Galeonowi nadzieję na odmianę losów meczu w drugiej połowie. Po przerwie i zmianie stron to jednak FC Polska Górom kontynuowała strzelanie. Z bardzo dobrej strony pokazał się Kacper Kowalski, który sprawiał najwięcej problemów oponentom. Nie tylko kreował grę, ale również sam wpisywał się na listę strzelców. Skuteczna gra FC Polska Górom zaprocentowała tym, że w 45. minucie meczu prowadzili już sześcioma bramkami i pewnie zmierzali po upragnione 3 punkty. W końcówce gospodarze zdołali odpowiedzieć zaledwie jednym trafieniem i przełamanie złej passy FC Polska Górom stało się faktem. Dzięki tej ważnej wygranej utrzymali miejsce nad strefą spadkową. Podnieśli swoje morale, co na pewno pozytywnie wpłynie na ich kolejny mecz w walce o utrzymanie z BRD Young Warriors. Hiszpański Galeon niestety kontynuuje serię porażek i wszystko wskazuje na to, że po tym sezonie opuści szeregi 8. ligi.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)