reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
10:00

Na inaugurację sezonu w 8 lidze byliśmy świadkami bardzo ciekawie zapowiadającego się spotkania pomiędzy Warsaw Gunners FC a Kozice Warszawa. Już od pierwszych minut spotkania mecz obfitował w wiele ciekawych akcji zarówno po jednej, jak i drugiej stronie bramki. Wraz z upływem minut rysowała się nieznaczna przewaga gości, lecz często brakowało zimnej krwi pod bramką rywali. Na pierwsze trafienie czekaliśmy aż do 8 minuty, kiedy to Valentine Chekwube zdecydował się na strzał z przysłowiowego „karola” I pokonał bramkarza gospodarzy. Po stracie bramki zdecydowanie odważniej zaczęli atakować Gunnersi i już kilka minut później udało im się wyrównać za sprawą Marcina Siwca. Kolejne minuty to walka głównie w środku pola i liczne akcje w których brakowało wykończenia. W 12 minucie ponownie Kozice Warszawa wychodzą na prowadzenie, tym razem zdobywcą bramki jest Ali Abdullahi i mamy 1-2. Radość gości nie trwała zbyt długo, bo i tym razem zespół Arkadiusza Trwogi wyrównuje i na pauzę schodziliśmy przy remisie 2-2. Taki rezultat meczu zapowiadał bardzo ciekawą drugą odsłonę spotkania i tak też było. Od początku tej części meczu obie ekipy postawiły na atak i ofensywny styl gry, który często przynosił ryzyko utraty gola z kontrataku. Jako pierwsi bramkę w tej odsłonie zdobywają goście, Kacper Napora precyzyjnym strzałem pokonał bramkarza gospodarzy. Kilka minut później ten sam zawodnik podwyższa rezultat na 2-4, co stawiało gospodarzy pod ścianą i wymuszało na nich coraz odważniejszą grę w ataku. Sytuacja komplikowała się coraz bardziej, kiedy kontuzji nabawił się kapitan gospodarzy. Gunnersi nie zamierzali się poddawać i mimo niesprzyjających okoliczności starali się atakować i odrabiać straty. Sygnał do ataku dał świetnie dysponowany Marcin Siwiec, który zdobył już tego dnia swoją 3 bramkę. Kilka minut później na tablicy wyników było już 4-4, kiedy po fatalnym rozegraniu piłki bramkę po przejęciu futbolówki strzelił Marek Reszczyński. Grająca z tylko jedną zmianą drużyna gospodarzy opadała z sił, obrońcy często mieli problem z powrotem a zawodnikom z ataku coraz częściej brakowało precyzji. Taki obrót spraw z zimną krwią wykorzystali goście, którzy najpierw wyszli na prowadzenie, następnie podwyższyli wynik a w końcówce po pięknie rozegranym rzucie różnym zamknęli wynik spotkania. Mecz szczególnie w pierwszej wyrównanej połowie mógł się podobać i gdyby nie kontuzja kapitana oraz wąska ławka rezerwowych, to gospodarze postawiliby zdecydowanie trudniejsze warunki Kozicom. Spotkanie ostatecznie kończy się wynikiem 4-7 i to goście zgarniają pierwsze trzy punkty w nowym sezonie.

2
13:00

Pierwsza kolejka i brutalne zderzenie z rzeczywistością - zasadniczo w ten sposób moglibyśmy podsumować pojedynek pomiędzy Saską Kępą, a zespołem Na2Nóżkę. Goście w minionym sezonie znaleźli się na drugim miejscu w lidze, będąc gorszym jedynie od Deluxe Barbershop. Taki wynik trzeba interpretować w kategorii niemałego sukcesu! W starciu z wyżej notowanym rywalem mogli bezapelacyjnie liczyć na swój młody wiek i idącą za tym różnice w wytrzymałości.
Efektem tego było dwubramkowe prowadzenie do przerwy, dzięki trafieniom Śląza i bramce samobójczej w wykonaniu Sebastiana Sitka. Druga odsłona tego widowiska przebiegła jednak zgoła odmiennie. Pasjonującą remontadę rozpoczął wcześniejszy antybohater Saskiej, Sebastian Sitek, który zdobył bramkę bezpośrednio z rzutu wolnego. Ojciec na medal następnie dołożył kolejną cegiełkę, tworząc podwaliny sukcesu Saskiej. Po kapitalnym podaniu wcześniej wspomnianego zawodnika, do piłki dopadł Kamil Łukasik. Od tego momentu gospodarzom układało się niemalże wszystko. Goście jednak nie zamierzali tak łatwo oddać pola do manewru rywalowi. Efektem tego był długo utrzymujący się remis. Chwilowy ofensywny impas przełamał Mariusz Zgórzak. Utrata prowadzenia przez zespół Na2Nóżkę zadziałała na nich demotywująco, dodatkowo ze względu na wynik zostali zmuszeni do otwarcia się i podjęcia ryzyka. Niestety dla nich doświadczenie przeciwników zagrało kluczową rolę, przez co ich ofensywne poczynania co raz nadziewały się na precyzyjnie wyprowadzane kontry. Z tego powodu finalnie Saska Kępa wygrała 5:2.

3
16:00

To starcie było zdecydowanie jednym z najlepszych, jakie mogliśmy obejrzeć 24 września w ramach inauguracji Ligi Fanów. Zacznijmy od tego że obie drużyny postawiły sobie nawzajem bardzo ciężkie warunki, czego prawdopodobnie żadna ze stron się nie spodziewała. Do 20 minuty było 0:0. Nie wynikało to z nieskuteczności, tylko bardzo małej ilości sytuacji. Mecz toczył się głównie w środku pola. Mało akcji bramkowych plus dodatkowo dobra dyspozycja bramkarzy pozwoliła na stratę bramki w prawie 21 minucie. Legion wyszedł na prowadzenie i dołożył drugą bramkę tuż przed końcowym gwizdkiem pierwszej połowy. Na drugą odsłonę do drużyny Shot Dj przyjechały wzmocnienia. Jednym z nich był Marcel Winiarski, który zainkasował piękną bramkę z rzutu wolnego nie pozostawiając Maksymowi Popovowi nic do powiedzenia. Legion próbował oczywiście odpowiedzieć, jednak bezskutecznie. Druga połowa należała zdecydowanie do Shot Dj, co ponownie udowodnił Marcel podając koledze niemalże do pustej bramki. Zaczęła się bardzo ostra rywalizacja, co skutkowało częstszymi faulami a także frustracją zakończoną dwiema czerwonymi kartkami, po jednej dla każdej strony. Ostateczny wynik spotkania to 2:2. Pierwsza połowa dla Legionu, druga dla Shot Dj. Było to jedno ze spotkań, w którym padło najmniej bramek w tej kolejce i według nas sprawiedliwie zakończyło się remisem.

4
18:00
( 1 : 3 )
3 : 6
Raport

Nikt kto śledził rozgrywki Ligi Letniej nie miał pewnie żadnych rozterek, by w parze Hiszpański Galeon – BRD Young Warriors wskazać potencjalnego odbiorcę trzech punktów. Ci pierwsi byli wręcz murowanym faworytem, bo nie dość że wygrali zmagania 3.ligi i to w naprawdę dobrym stylu, to po drodze pokonali BRD w stosunku 6:3. I prawdę mówiąc – mniej więcej takiego wyniku się tutaj spodziewaliśmy. No i taki też otrzymaliśmy, tylko że nie zgadzała się jedna, podstawowa kwestia – zwycięzca. Bo niespodziewanie, aczkolwiek zasłużenie, triumf w tym meczu odnieśli podopieczni Adama Wojciechowskiego. Ale zacznijmy od początku. Start spotkania to dość duża przewaga Galeonu, który miał sporo okazji, by wyjść na prowadzenie, ale rywale bronili się heroicznie. Czasami wybijali piłkę z linii bramkowej, a czasami świetnie bronił Rafał Działo, który zastępował spóźnionego Adriana Kloskowskiego. Gracze BRD byli zdecydowanie skromniejsi w swoich okazjach, tyle że to co mieli, to zamieniali na gole! I w ten sposób dość szybko zrobiło się tutaj 3:0 dla Young Warriors. Zaczęło pachnieć sensacją, aczkolwiek wiedzieliśmy, że gdy Hiszpański wreszcie nastawi celownik, to może się pokusić o powrót do meczu. I tak też było – zaczęło się od bramki po indywidualnej szarży Jacka Fijałka, potem zrobiło się 2:3, a na 3:3 wyrównał z rzutu karnego Mikołaj Zakrent. Myśleliśmy, że to początek końca BRD. Że wszystko co dobre już się skończyło. Ale w sukurs tej ekipie przyszli rywale, a konkretnie ich poważny błąd zaraz po zdobyciu bramki wyrównującej. Fatalne zachowanie w obronie spowodowało, że gracze Warriors zainkasowali łatwe trafienie na 4:3. A gdy nominalni gospodarze jeszcze szukali między sobą winnych, oponenci zadali błyskawicznie kolejny cios i było 5:3! Galeon został więc zatopiony i już do końca meczu nie wrócił na właściwe tory, a w samej końcówce dał się skarcić raz jeszcze. Niespodzianka stała się faktem! Brawa dla BRD, bo mieli tutaj doznać porażki, a okazało się, że przy pomocy szczęścia, dobrze nastawionego celownika, ale też determinacji, można skutecznie powalczyć z każdym. Brawo! Galeon chyba z kolei poczuł się trochę za pewnie po Lidze Letniej i być może myślał, że wygra tutaj grając na kilkadziesiąt procent swoich możliwości. Otrzeźwienie przyszło bardzo szybko i liczymy na to, że chłopaki pozytywnie zareagują na tę wpadkę. Zwłaszcza, że to dopiero początek sezonu a punktów do zdobycia jest jeszcze bardzo dużo.

5
21:00

Ogrom emocji, grad bramek, walka o każdą piłkę i niezwykle zacięta gra - chyba nie można chcieć niczego więcej! Minionej niedzieli podczas inauguracji ósmej ligi, na warszawskim AWF-ie zmierzyły się ze sobą Mareckie Wygi i FC Polska Górom. Przed startem rywalizacji niezwykle trudno było wskazać zdecydowanego faworyta w tym spotkaniu. Ta przedmeczowa predykcja sprawdziła się chyba aż za bardzo! Pierwsza połowa spotkania rozpoczęła się od prowadzenia gości. Do bramki strzeżonej przez Mateusza Buciora trafił kapitalny tego dnia Kacper Kowalski. Na odpowiedź rywala nie musieliśmy jednak czekać zbyt długo. Do wyrównania doprowadził bowiem Szymon Pietrucha, po którego golu piłkę w bramce umieścił również jego kolega z drużyny, Łukasz Dąbrowski wyprowadzając tym samym Mareckie Wygi na prowadzenie. Mimo takiego obrotu spraw, Polska Górom zdołała wyjść na prowadzenie przed gwizdkiem sędziego Łukasza Matlęgi, który oznajmił przerwę. Druga część rywalizacji była chyba jeszcze bardziej emocjonująca niż pierwsze 25 minut. Gracze obydwu ekip wielokrotnie ścierali się w emocjonujących pojedynkach jeden na jeden. Efektem jednego z nich była nawet porwana koszulka zawodnika Polski Górom, Grzegorza Milewskiego. Pomimo zdecydowanie fizycznej gry, spotkanie obfitowało również w sporo bramek. To właśnie pierwsza połowa i prowadzenie jedną bramką zadecydowały o finalnym rezultacie. Wszystko z powodu pasjonującego remisu 5:5 w drugiej części meczu. Na koniec dnia to goście odnieśli jakże cenne zwycięstwo w stosunku 8:7.

Reklama