reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
10:00

Spotkanie między Prykarpattią a Warsaw Sinaloa zapowiadało się może nie jako hit kolejki, ale na pewno jako mecz z charakterem. Obie drużyny znane są z dużego temperamentu i walki o każdy centymetr boiska, więc było jasne, że emocji tu nie zabraknie. I rzeczywiście od pierwszych minut czuć było napięcie.

Już w 9. minucie faworyzowana Sinaloa wyszła na prowadzenie po uderzeniu Patryka Abbassiego, który zdecydował się na strzał z dystansu po krótkim słupku i zaskoczył bramkarza gospodarzy. Chwilę później Daniel Guba obejrzał żółtą kartkę za zatrzymanie kontry, a grająca w przewadze Prykarpattia szybko to wykorzystała – Vladyslav Khmara dostał piłkę w polu karnym i wyrównał.

Przez długi czas wynik nie ulegał zmianie, co było lekkim zaskoczeniem, bo Sinaloa miała inicjatywę i wyglądała lepiej piłkarsko. Tymczasem na dwie minuty przed końcem pierwszej połowy to Yaroslav Nykyforak dał prowadzenie gospodarzom. Radość nie trwała jednak długo – błyskawiczna kontra Sinaloi w duecie Kucharczyk–Abassi zakończyła się golem, który ustalił wynik do przerwy na 2:2.

Początek drugiej połowy był niemal kopią końcówki pierwszej. Abbassi nie zwalniał tempa i już po chwili skompletował hat-tricka. Trzeba przyznać, że cała akcja była wzorowa – Guba zagrał kapitalną piłkę do Kucharczyka, ten zgrał ją w tempo, a Abbassi dokończył dzieła. Chwilę później sam Damian Kucharczyk wpisał się na listę strzelców, podwyższając prowadzenie na 4:2. Prykarpattia próbowała jeszcze wrócić do gry, ale kolejne minuty należały do gości. Obie drużyny trafiły jeszcze po razie, ustalając wynik na 3:5, po czym mecz... zamienił się w coś, co bardziej przypominało oktagon niż boisko.

Nerwy puściły po ostrzejszym faulu na Abassim, który nie wytrzymał i postanowił się odegrać. Doszło do przepychanek, padły mocne słowa, a sędzia musiał sięgnąć po żółte kartki. Na szczęście obyło się bez większych konsekwencji, a goście dowieźli swoje zwycięstwo do końca.

Sinaloa zgarnia kolejne trzy punkty i pozostaje w czołówce tabeli, natomiast Prykarpattia wciąż nie może znaleźć sposobu, by wyrwać się ze strefy spadkowej. Mecz był twardy, momentami chaotyczny, ale z pewnością nie brakowało w nim emocji – zarówno tych sportowych, jak i tych z gatunku „temperamentnych”.

2
12:00

To był mecz, w którym emocji nie brakowało od pierwszej do ostatniej minuty – zarówno tych sportowych, jak i pozasportowych. Spotkanie rozpoczęło się błyskawicznie, bo już w 1. minucie Valerii Shulha wykorzystał błąd w defensywie gospodarzy i z najbliższej odległości wpakował piłkę do pustej bramki. Deluxe Barbershop zareagował jednak szybko i po kilku minutach wyrównał, również po akcji zakończonej prostym wykończeniem.

Początkowa faza meczu była naprawdę wyrównana. Przez moment utrzymywał się wynik 2:2, ale później inicjatywę całkowicie przejęli goście. Vikersonn UA I ruszył z większą intensywnością, a pressing i szybkie przejście z obrony do ataku okazały się kluczem do sukcesu. W końcówce pierwszej połowy Ukraińcy trzykrotnie trafiali do siatki, budując solidną przewagę 2:5.

Po przerwie obraz gry nie uległ zmianie – to goście dyktowali warunki. Kapitalny występ zaliczył Yurii Rubinski, który zdobył dwa gole i zaliczył dwie asysty, będąc centralną postacią ofensywy Vikersonna. Deluxe próbował odpowiadać, ale brakowało im precyzji i konsekwencji w defensywie. Końcówka meczu przyniosła jednak sporo nerwów. Najpierw trener Vikersonna obejrzał czerwoną kartkę za niecenzuralne słowa skierowane do sędziego, a chwilę później z boiska wyleciał również Anatolii Ursu, co całkowicie rozbiło koncentrację gości. Mimo tego przewaga była na tyle bezpieczna, że nie wpłynęło to na końcowy rezultat.

Ostatecznie FC Vikersonn wygrywa pewnie różnicą pięciu goli, prezentując świetną skuteczność i dominację w środku pola. Dla Deluxe Barbershop to kolejna bolesna lekcja – nie brakowało ambicji, ale tym razem różnica w jakości gry była zbyt widoczna.

3
13:00

W meczu FC Comeback vs Orzeły Stolicy nie spodziewaliśmy się cudów ani niespodzianek. Gospodarze rozgrywają kapitalną rundę, odnosząc głównie zwycięstwa, zaś goście są cieniem samych siebie sprzed choćby dwóch lat, kiedy potrafili postawić się najlepszym. Spotkanie od pierwszego do ostatniego gwizdka przebiegało pod pełną kontrolą i dyktandem FC Comeback.

Ofensywne trio w składzie Ivan Vidosević, Kostiantyn Didenko i Mykhailo Harkavka kompletnie rozmontowało defensywę Orzełów. Kolejno wymienieni gracze zdobyli 5 goli i asystę, 3 gole i 6 asyst oraz 4 gole i asystę, przez co śmiało można powiedzieć, że ataki 3 na 5 w tym przypadku były zabójczo skuteczne. Po pierwszych 25 minutach goście nie byli w stanie strzelić choćby jednej bramki, co tylko pokazuje różnicę i dysproporcję między obiema drużynami.

W drugiej połowie obraz meczu nieco się zmienił . To goście byli bardziej aktywni i chętnie atakowali. Jednak odrobienie siedmiu goli to zadanie z najwyższego poziomu trudności. Ta sztuka im się nie udała - strzelili cztery bramki, lecz gospodarze odpowiedzieli również czterema trafieniami do siatki Filipa Grzywaczewskiego. Ostatecznie Comeback odniósł cenne i w pełni zasłużone zwycięstwo 11:4, dzięki czemu zajmuje obecnie 3. miejsce, natomiast Orzeły Stolicy wciąż znajdują się w strefie spadkowej, mając na koncie tylko jedno zwycięstwo.

4
14:00

O godzinie 14:00 na Arenie AWF zmierzyły się ze sobą zespoły Tonie Majami oraz FC Łowcy II. Faworytem był zespół gości, który po bardzo wyrównanym meczu z Orzełami Stolicy sprzed dwóch tygodni był głodny punktów. Gospodarze natomiast prezentują w tym sezonie słabą formę i liczyli na przełamanie właśnie w tym spotkaniu.

Niebywałego pecha miał bramkarz Tonie Majami, który już po niespełna dwóch minutach gry nie zdążył wyczyścić zagrożenia pod własną bramką i sprokurował rzut karny. "Jedenastkę" pewnie wykorzystał wzorowo dysponowany tego dnia Anton Nautiak, dając Łowcom wymarzone otwarcie meczu. Gospodarze starali się odpowiedzieć, szukając gola wyrównującego, jednak w natłoku ataków stracili piłkę, co rywale szybko zamienili na kolejne trafienie. W końcu „Fioletowi” doczekali się zasłużonego gola – fatalny błąd w rozegraniu bramkarza wykorzystał Adam Krzyżanowski, dając swojemu zespołowi nadzieję na kontakt. Końcówka pierwszej połowy była bardzo emocjonująca, ale praktycznie w ostatniej akcji goście po raz kolejny wykorzystali rzut rożny i do przerwy prowadzili 3:1.

Po zmianie stron obraz gry zmienił się diametralnie. Od tego momentu mecz przebiegał już całkowicie pod dyktando FC Łowców II, którzy zdobyli aż siedem bramek, nie tracąc przy tym żadnej. Cały zespół prezentował się znakomicie – piłka chodziła jak po sznurku, a kibice mogli cieszyć oczy efektowną, zespołową grą. Na szczególne wyróżnienie zasługuje współpraca między Antonem Nautiakiem a Denisem Denehą – obaj mieli ogromny wkład w zwycięstwo, notując po pięć udziałów przy bramkach swojego zespołu.

Finalnie spotkanie zakończyło się wynikiem 10:1 dla FC Łowców II, którzy dzięki temu triumfowi umocnili się w ligowej tabeli. Tonie Majami natomiast traci już siedem punktów do bezpiecznej strefy, więc w rundzie rewanżowej konieczna będzie zdecydowanie lepsza skuteczność, jeśli zespół chce utrzymać się w 3. Lidze.

5
22:00

GLK konta P.P.B. Artel Husarię Mokotów było spotkaniem wówczas lidera z trzecią drużyną ligi i zapowiadało się na naprawdę emocjonujący pojedynek, zamykający nam rywalizację na tym poziomie rozgrywkowym.

Już od samego początku widzieliśmy obraz meczu, do którego obie ekipy były dobrze przygotowane. Jedynym pytaniem pozostawało to, której drużynie bardziej opłaci się przyjęty plan. Odrobinę lepiej wyszło to gospodarzom, którzy po pierwszej połowie mogli cieszyć się z jednobramkowego prowadzenia. Goście długo utrzymywali się przy piłce, ale niewiele z tego wynikało. Dużo groźniejsi byli zawodnicy GLK, którzy, nastawieni na kontry, wyglądali na takich, którzy doskonale wiedzą, co robią i konsekwentnie realizują swoje założenia.

Druga odsłona spotkania nie różniła się znacząco od pierwszej, z tą różnicą, że faworytom piłka znacznie częściej wpadała do siatki podenerwowanych rywali, którzy wciąż nie mogli znaleźć drogi do bramki. Łukasz Trzpioła zaczarował w tym meczu bramkę GLK - dwoił się i troił między słupkami, a do tego dołożył dwie asysty, czym jeszcze bardziej zaimponował zarówno nam, jak i rywalom.

Nieco bezradna Husaria próbowała wciąż szukać okazji, ale sztuka ta udała się tylko raz, podczas gdy przeciwnicy punktowali aż czterokrotnie. Tym samym to obecny lider 3. ligi wyniósł z tego meczu pełną pulę.

Reklama