Sezon 2014/2015
Relacje meczowe: 3 Liga
Jak przystało na pojedynek dwóch ukraińskich ekip o zbliżonym poziomie umiejętności, było to spotkanie niezwykle zacięte i trzymające w napięciu niemal do samego końca. O tym, jak wyrównana była ta rywalizacja, świadczy fakt, że pierwszy gol padł dopiero w 21. minucie.
Początkowo obie drużyny dość nieśmiało atakowały bramkę przeciwnika, lecz z upływem czasu rosła inicjatywa po stronie Vikersonna, który w pewnym momencie praktycznie zmusił gospodarzy do nieustannej obrony i ograniczył ich do kontrataków. W 10. minucie żółtą kartkę obejrzał Ivan Pozaruk, ale Vikersonn nie potrafił wykorzystać przewagi liczebnej. W końcu zespołową akcję na jeden kontakt wykończył Ivan Vovk i goście objęli prowadzenie, jednak cieszyli się nim zaledwie dwie minuty – podanie przez całe boisko od bramkarza trafiło pod nogi Andrija Dutchaka, który obrócił się i nie dał szans golkiperowi Vikersonna, ustalając wynik pierwszej połowy na 1:1.
Po zmianie stron Yurii Rubinski wykorzystał fatalny błąd bramkarza Prykarpattii i wyprowadził swój zespół na prowadzenie. W 41. minucie ponownie wpisał się na listę strzelców, podwyższając na 1:3. Gdy wydawało się, że Vikersonn spokojnie dowiezie zwycięstwo, Bohdan Yosupchuk pognał lewym skrzydłem i zdobył bramkę kontaktową na 2:3.
Mimo wszystko wojnę nerwów w końcówce lepiej znieśli goście – na 2:4 trafił Viacheslav Tymkiv, a kropkę nad i postawił Ivan Vovk. Mecz zakończył się wynikiem 2:5.
Pierwsza kolejka 3. Ligi skrzyżowała ze sobą drużyny Warsaw Sinaloa oraz Tonie Majami. Od samego początku gospodarze ruszyli do agresywnego pressingu, co szybko przyniosło efekty w postaci trzech strzelonych goli. Wynik otworzył Abbassi, a chwilę później bramki dołożyli Kucharczyk i Dąbrowski.
Największą ochotę do gry wśród gości od pierwszych minut przejawiał Mouad Tahiri i to po jego podaniu w 8. minucie bramkarza rywali pokonał Sobczak. Radość beniaminka nie trwała jednak długo – ten sam Tahiri, który asystował przy golu kolegi, chwilę później… pokonał własnego bramkarza.
W dalszej części pierwszej połowy obie ekipy miały okazje do zmiany wyniku, lecz strzały były niecelne albo skutecznie interweniowali bramkarze. Druga odsłona zaczęła się podobnie jak pierwsza – od trafienia Abbassiego, który popisał się kapitalną indywidualną akcją, dryblując niemal całą drużynę przeciwników. Przewaga gospodarzy rosła z minuty na minutę, czego dowodem był gol Popławskiego. Wydawało się, że nic wielkiego już się nie wydarzy.
Nic bardziej mylnego. Od tego momentu do pracy mocno wzięli się zawodnicy Tonie Majami. Sygnał do ataku ponownie dał Tahiri, pokonując bramkarza gospodarzy. Kilka minut później, po bramce Teodorskiego, zrobiło się już 6:3. Goście poszli za ciosem – trafiali Gromysz oraz ponownie Tahiri. Na kilka minut przed końcem, ku uciesze Tonie Majami, wyrównującą bramkę zdobył Teodorski.
Obie ekipy mogły w samej końcówce przechylić szalę na swoją korzyść, lecz zabrakło im precyzji. Ostatecznie mecz zakończył się spektakularnym remisem 6:6.
Mecz pomiędzy FC Łowcy II a FC Comeback od początku trzymał w napięciu wszystkich obserwatorów. Goście weszli w spotkanie zdecydowanie lepiej – szybkie tempo, pressing oraz odważne wejścia w pole karne pozwoliły im zbudować przewagę. Już w pierwszej połowie Comeback trzy razy znalazł drogę do siatki, co wyraźnie ustawiło dalszy przebieg rywalizacji. Pięknym uderzeniem z rzutu wolnego popisał się Kostiantyn Didienko. Łowcy odpowiedzieli jedynie trafieniem z rzutu karnego autorstwa Antona Nautiaka i do szatni schodzili przy stanie 1:3.
Po przerwie gospodarze pokazali zupełnie inne oblicze. Wysunięta linia pressingu oraz większa liczba graczy w ofensywie szybko przyniosły efekty. Dwukrotnie na listę strzelców wpisał się Danylo Tkachuk, a gola kontaktowego dorzucił również Oleh Halka. Kibice zgromadzeni na trybunach przecierali oczy ze zdumienia, bo jeszcze kilka minut wcześniej wydawało się, że Comeback spokojnie dowiezie korzystny wynik. W końcówce spotkania znów dało o sobie znać doświadczenie i chłodna głowa zawodników gości. Po składnej akcji piłkę otrzymał Kostiantyn Didenko i strzałem do pustej bramki pokonał bramkarza Łowców, ustalając rezultat na 5:4. Należy pochwalić Ivana Vidosevicia, który przez całe spotkanie napędzał ofensywę swojego zespołu i miał ogromny wpływ na końcowy sukces.
Ostatecznie FC Comeback sięgnął po komplet punktów, ale Łowcy II udowodnili, że potrafią walczyć z każdym. Jeśli poprawią organizację gry w defensywie i unikną przestojów w pierwszych fragmentach meczu, mogą jeszcze sprawić wiele niespodzianek w tym sezonie.
Na inaugurację 3. ligi byliśmy świadkami meczu pomiędzy drużyną GLK oraz zawsze groźną ekipą Deluxe Barbershop. Spotkanie od pierwszych minut stało na bardzo dobrym poziomie sportowym. Widać było, że obie ekipy solidnie przepracowały przerwę wakacyjną i z dużymi ambicjami przystępowały do niedzielnego meczu.
Pierwsze minuty to duża przewaga gospodarzy, którzy już po kilku minutach prowadzili 3:0, a autorem wszystkich trafień był Mateusz Grabowski, który tego dnia na boisku czuł się wyśmienicie. Goście długo nie mogli wstrzelić się w bramkę Patryka Dominiaka, jednak w 8. minucie Raul Mammadov strzelił pierwszego gola dla Barberów. Kolejne minuty to pełna kontrola ekipy GLK – chłopaki świetnie czuli się w ofensywie, co przynosiło im kolejne bramki. Gra w obronie również nie sprawiała im problemów, a gdy już przeciwnik dochodził do sytuacji strzeleckich, świetnie na bramce interweniował młodszy z braci Dominiaków. W końcówce pierwszej odsłony do głosu doszli zawodnicy Deluxe, którzy strzelając dwie bramki zmniejszyli straty i na przerwę schodziliśmy przy wyniku 6:3.
Druga odsłona tego meczu to prawdziwy pokaz ofensywnej gry po obu stronach boiska. Zawodnicy seryjnie zdobywali bramki – pierwsi strzelanie w tej połowie rozpoczęli goście, którym udało się nawet dojść rywala na odległość jednego trafienia. GLK, czując presję, ponownie włączyli wyższy bieg i po bramkach Grabowskiego oraz Sebastiana Dominiaka odskoczyli na dwie bramki. Kolejne minuty to już wymiana ciosów. GLK znów zaczęło kontrolować przebieg spotkania i nawet pomimo utraty bramki gospodarze szybko odpowiadali swoimi trafieniami. W drugiej połowie padło aż 10 goli – po 5 dla każdej z ekip. Spotkanie ostatecznie zakończyło się wynikiem 11:8. Deluxe Barbershop nie grali źle, widać, że drzemie w nich duży potencjał i z pewnością jeszcze namieszają w 3. lidze. GLK było dziś lepsze – panowie stanowili kolektyw w obronie, a w ofensywie mieli Mateusza Grabowskiego, który strzeił aż 8 bramek. Mateuszowi oraz całemu zespołowi GLK gratulujemy udanego rozpoczęcia sezonu!
Ostatni mecz dnia rozegrała druga drużyna Husarii. Dla gospodarzy był to już szósty pojedynek w ciągu weekendu, a dla niektórych zawodników kolejne spotkanie w krótkim czasie, więc można było spodziewać się zmęczenia. Mimo to Husaria wystawiła solidny skład, z dwoma wysokiej klasy bramkarzami, a w zespole panowała przyjazna, koleżeńska atmosfera. Rywalem były Orzeły Stolicy – ekipa doświadczona, choć nieliczna, która idealnie wpisuje się w zasadę „jakość ponad ilość”.
Spotkanie można podzielić na dwie części. Pierwsza połowa to prawdziwa huśtawka – wynik zmieniał się jak w kalejdoskopie: 0:1, 1:1, 1:2, 2:2, 2:3, 3:3. Orzeły kilkukrotnie obejmowały prowadzenie, ale Husaria za każdym razem odrabiała straty, imponując spokojem i determinacją.
Po przerwie gospodarze przejęli inicjatywę. Szybko zbudowali trzybramkową przewagę i kontrolowali przebieg gry: 6:3, 7:4, 8:5, 9:6, 10:7. Każda próba powrotu Orzełów natychmiast spotykała się z błyskawiczną odpowiedzią Husarii, która nie pozwoliła rywalom zbliżyć się wynikiem.
Mecz obfitował w ciekawe liczby. Jedynka oznaczała pierwszy triumf Husarii w sezonie, a zarazem pierwszą porażkę przeciwników. Dwójka przypominała o rzadko spotykanej sytuacji – Husaria skorzystała z usług dwóch bramkarzy w jednym spotkaniu, a obaj spisali się bez zarzutu. Trójka to dorobek Adama Wownysza, który zdobył hat-tricka dla Orzełów, choć nie zdołał odwrócić losów meczu. Czwórka natomiast symbolizowała wyczyn Krzysztofa Mamli – autora czterech goli i dwóch asyst, bezsprzecznego bohatera wieczoru.
To widowisko było idealnym zakończeniem dnia. Husaria, mimo zmęczenia, udowodniła klasę i koncentrację, a Orzeły – choć przegrały – zostawiły po sobie bardzo dobre wrażenie i z pewnością w następnych kolejkach powalczą o pierwsze punkty.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)