Sezon 2014/2015
Relacje meczowe: Ekstraklasa
Jedni i drudzy znani są kibicom w całym kraju ze swoich dobrych występów na arenie ogólnopolskiej. Obie drużyny od lat z powodzeniem występują również w naszej lidze. Ci pierwsi, po słabym początku sezonu spowodowanym wąską kadrą, odbudowali się w ubiegłym tygodniu, kiedy to pokonali Tur Ochota. Ci drudzy dobrze weszli w sezon, wygrywając na inaugurację, ale w kolejnych dwóch pojedynkach nie zdobyli nawet jednego punktu.
Dla obu zespołów to spotkanie było bardzo ważne w kontekście dalszej części sezonu. Początek meczu to wzajemne badanie sił i dużo gry w środku pola. Sytuacji strzeleckich nie było zbyt wiele – czuć było wagę tej rywalizacji. Jako pierwsi swojego rywala napoczęli goście. W 8. minucie meczu gola zdobył Budz po podaniu od Plaksy. Ten gol otworzył nam to spotkanie. Goście często rozgrywali swoje ataki pozycyjne z wykorzystaniem bramkarza, natomiast gospodarze stosowali wysoki pressing, który niejednokrotnie skutkował odbiorem piłki i sytuacją strzelecką. Dwie bardzo dobre okazje miał Nievdakh, ale w obu przypadkach uderzał obok bramki. FC Impuls UA również stworzył kilka groźnych sytuacji i kilkakrotnie sprawdził formę bramkarza rywali. W 23. minucie dobrą dwójkową akcję przeprowadzili Kashperuk oraz Sołtys, a ten pierwszy wpisał się na listę strzelców. Tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą część spotkania do protokołu wpisał się również zawodnik Otamanów – Vitalii Yakovenko, zdobywając gola kontaktowego. Po pierwszych 25 minutach prowadzenie gości 2:1.
Druga połowa rozpoczęła się od ataków gospodarzy, którzy za wszelką cenę chcieli doprowadzić do wyrównania. FC Impuls cofnął się nieco i próbował kontrować. Wicemistrzowie z ubiegłego sezonu raz po raz stwarzali sobie sytuacje strzeleckie, lecz ich celowniki były bardzo mocno rozregulowane. W końcu, na 10 minut przed zakończeniem pojedynku, gola na 2:2 zdobył niezawodny Yakovenko. Ostatnie fragmenty meczu to akcje podbramkowe z obu stron, jednak bez konkretów w postaci zmiany wyniku.
Kiedy wydawało się, że spotkanie zakończy się sprawiedliwym, remisowym rezultatem, w ostatniej sekundzie rywalizacji ponownie dał o sobie znać Yakovenko, wyprowadzając swój zespół na prowadzenie i zapewniając mu bardzo ważne 3 punkty.
Ostatecznie, po wyrównanym i bardzo emocjonującym meczu, FC Otamany pokonały FC Impuls UA 3:2.
W spotkaniu drużyn ze środka tabeli, które miały na koncie po 3 punkty, więcej zimnej krwi i jakości pokazali Lakoksy, pokonując Tur Ochotę 7:4. Dla gości był to ostatni sprawdzian przed nadchodzącym turniejem Ligi Mistrzów na Krecie – i trzeba przyznać, że test wypadł bardzo pozytywnie.
Mecz od początku miał dobry rytm i szybko dostarczył emocji. Już w pierwszych minutach Paweł Grzelak dwukrotnie pokonał bramkarza Tura, pokazując nieprzeciętny instynkt strzelecki. Lakoksy prowadziły 2:0 i wyglądały na zespół, który w pełni kontroluje wydarzenia na boisku. Gospodarze jednak nie pozostali dłużni. Po faulu tuż przed polem karnym Konopka wykorzystał dobrze rozegrany rzut wolny, zdobywając gola kontaktowego. Choć Lakoksy częściej utrzymywały się przy piłce, Tur potrafił odpowiadać groźnymi kontrami. W 19. minucie goście ponownie odskoczyli – świetnie rozegrana akcja zespołowa zakończyła się bramką na 3:1. Gdy wydawało się, że Lakoksy utrzymają dwubramkową przewagę do przerwy, Baranowski popisał się znakomitym uderzeniem z rzutu wolnego i w ostatnich sekundach pierwszej połowy Tur Ochota złapał kontakt – do przerwy było 2:3.
Po zmianie stron znów mocniej zaczęli goście. Już w pierwszych minutach zdobyli gola na 4:2, zwiększając presję na zespół Tura. Gospodarze jednak szybko odpowiedzieli – Jantarski trafił na 4:3, podtrzymując emocje w spotkaniu. Niestety dla miejscowych, kolejne dwie bramki Lakoksów padły po katastrofalnych błędach bramkarza Tura Ochoty – najpierw po nieporozumieniu z obrońcami, a następnie po fatalnym podaniu wprost pod nogi rywala. Goście nie wybaczyli i było już 6:3.
W 47. minucie Rosik zdobył jeszcze bramkę dającą cień nadziei, ale końcowe słowo należało do Lakoksów, którzy w samej końcówce ustalili wynik na 7:4.
To miał być kolejny świetny mecz tej jesieni w Ekstraklasie – i z pewnością nikt, kto oglądał to widowisko, nie mógł czuć się zawiedziony. Gladiatorzy, jako jedyna ekipa w najwyższej klasie rozgrywkowej, nie stracili dotąd punktów, dlatego chcieli kontynuować swoją imponującą passę. Ogień, po porażce z EXC, musiał walczyć o punkty, by dwaj najgroźniejsi rywale w walce o mistrzostwo nie uzyskali przewagi przed rundą wiosenną.
Patrząc na skład ekipy z Bielan i jej dość wąską kadrę, można było mieć pewne obawy – brak Antka Sidora i Kuby Soleckiego ograniczał pole manewru trenera. Rywal natomiast wystąpił w niemal optymalnym zestawieniu (poza nieobecnym kapitanem Michałem Dryńskim) i już od początku meczu wypracował sobie przewagę. Gospodarze dopiero przy stanie 0:3 zdobyli bramkę, ale nie zmieniało to faktu, że musieli gonić wynik. A wszyscy wiemy, że kiedy Gladiatorzy obejmują prowadzenie, potrafią konsekwentnie grać „do bólu” z bramkarzem Bartkiem Gwoździem, co wymusza na rywalach ogromny wysiłek i ma wpływ na intensywność gry w dalszej części spotkania. Do przerwy mieliśmy wynik 2:5.
Po zmianie stron Ogień musiał atakować, jednak szczelna obrona Gladiatorów, nawet jeśli dawała się zaskoczyć, to niemal natychmiast odpowiadała kolejnymi trafieniami. Mimo ambitnej postawy i wiary do końca, że da się odrobić straty, tym razem się nie udało. Mistrz Ligi Fanów wygrał 12:9 i wciąż pozostaje jedyną niepokonaną drużyną w tym sezonie.
Ogień musi teraz skrupulatnie punktować i – kto wie – być może pomyśleć o jednym lub dwóch wzmocnieniach. Bo gdy ktoś wypada z szerokiej kadry, siła tego zespołu wyraźnie się zmniejsza.
W Ekstraklasie Ligi Fanów spotkały się dwie uznane marki stołecznych szóstek – InPlus oraz KS Tanatos Browarek. Oba zespoły mają bogate doświadczenie, znane nazwiska i wielokrotnie udowadniały swoją wartość w meczach o dużą stawkę. Nic więc dziwnego, że ten pojedynek zapowiadał się jako jeden z hitów kolejki. Nikt jednak nie spodziewał się, że jego przebieg potoczy się w tak zaskakujący sposób.
InPlus pojawił się zaledwie w sześcioosobowym składzie, bez żadnych rezerwowych, co mogło sugerować, że czeka ich bardzo trudne 50 minut. Tymczasem gospodarze od pierwszego gwizdka ruszyli do ataku i rozpoczęli prawdziwe bombardowanie bramki, w której stał Darek Nowak. Już po kilku minutach było widać, że są znakomicie dysponowani – szybcy, agresywni i pewni w rozegraniu. Browarek próbował odpowiadać, ale wobec takiej formy przeciwników mógł zrobić niewiele.
Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 8:0, a nawet sami zawodnicy Janka Skotnickiego mogli być zaskoczeni własną skutecznością. Po przerwie gra się wyrównała – Tanatos w końcu odnalazł drogę do bramki i zdobył kilka trafień, grając momentami z lotnym bramkarzem. Jednak niemal każda ich próba ataku kończyła się groźną kontrą rywali. Gospodarze, mimo że grali bez zmian, utrzymali wysokie tempo, świetnie się przesuwali i skutecznie blokowali kolejne próby rozegrania piłki przez przeciwników. Browarek miał ogromne problemy z przełamaniem ich linii defensywnej i często tracił piłkę w niebezpiecznych sektorach boiska.
Ostatecznie spotkanie zakończyło się wysokim zwycięstwem InPlusu, który przez pełne 50 minut prezentował niezwykłą koncentrację, determinację i konsekwencję. Goście zdołali strzelić cztery bramki, co może być jedynie małą nagrodą pocieszenia po tak trudnym meczu – tym bardziej, że bilans bramkowy w tej lidze ma ogromne znaczenie.
Ten wynik z pewnością da im do myślenia i zmotywuje do lepszej gry w kolejnych kolejkach. InPlus natomiast wysłał jasny sygnał do całej Ekstraklasy – nie są tu przypadkiem. Ich forma rośnie z meczu na mecz, a sposób, w jaki poradzili sobie z Tanatosem, pokazuje, że mogą realnie włączyć się do walki o czołowe miejsca. Jeśli utrzymają ten poziom, wkrótce mogą stać się jednym z najgroźniejszych zespołów w lidze.
Spotkanie dwóch zespołów, które już w najbliższym tygodniu staną w szranki z najlepszymi drużynami w Europie — na greckiej Krecie rozegrana zostanie Liga Mistrzów Socca.
Gospodarze, po awansie do Ekstraklasy, jak tlenu potrzebują punktów. Do tej pory zgromadzili na swoim koncie zaledwie 3 oczka. Goście od początku sezonu pokazują natomiast mistrzowskie aspiracje. Po remisie w pierwszej kolejce, w kolejnych dwóch spotkaniach odnieśli zwycięstwa i do tego pojedynku przystępowali z zamiarem podtrzymania dobrej passy. To nastawienie było widać od samego początku — bardzo szybko przyniosło ono efekty w postaci dwóch bramek Miłosza Nowakowskiego. Gospodarze starali się przedostać pod pole karne faworyta, jednak dobrze dysponowani tego dnia mistrzowie Polski skutecznie bronili dostępu do swojej bramki. W 13. minucie nie byli jednak w stanie powstrzymać aktywnego jak zwykle Macieja Grabickiego, który zdobył gola kontaktowego. Goście błyskawicznie odpowiedzieli — najpierw Bienias, a chwilę później Olszak, i do przerwy prowadzili już 4:1.
Druga odsłona rozpoczęła się podobnie jak pierwsza — od szybko zdobytej bramki przez Nowakowskiego. Chwilę później odpowiedział Ruciński, zmniejszając straty do 2:5. W kolejnych minutach mistrzowie Polski pokazali większą dojrzałość i boiskowe doświadczenie. Umiejętnie wykorzystywali swojego bramkarza w rozegraniu, często budując ataki pozycyjne z jego udziałem. KSB grało bardzo ambitnie, lecz tego dnia nie było w stanie nawiązać wyrównanej rywalizacji z tak dysponowanym przeciwnikiem. Efektem dominacji były kolejne trafienia dla gości — Cetlin (dwukrotnie), Sobieszczuk oraz Milewski — które ustaliły wynik meczu na 9:2.
Zasłużone, pewne zwycięstwo mistrzów Polski.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)