Sezon 2014/2015
Relacje meczowe: Ekstraklasa
Alpan, wciąż walczący o utrzymanie, przystępował do niedzielnego spotkania z EXC Mobile Ochota skazywany na pożarcie, jednak nadzieja na sprawienie niespodzianki towarzyszyła gospodarzom od pierwszego gwizdka. I trzeba przyznać – początek był zaskoczeniem dla wszystkich obecnych na Arenie AWF.
Zespół Kamila Melchera rozpoczął z wysokiego „C” i po kilku minutach prowadził już 3:0. W szeregach gości pojawiło się lekkie zamieszanie – jakby potrzebowali chwili, by odpalić dobrze znaną maszynę. Gdy jednak ruszyli, nie było już odwrotu. Janek Grzybowski, który w tej rundzie regularnie wpisuje się na listę strzelców, ponownie nie zawiódł. EXC szybko doprowadziło do wyrównania, a potem zaczęło przejmować kontrolę nad meczem. Od stanu 3:3 Alpan starał się jeszcze walczyć, ale błędy w defensywie zaczęły się mnożyć. Świetnie w rozegraniu spisywał się Karol Bienias – jego przegląd pola i dokładne podania robiły różnicę. Do przerwy goście prowadzili już 5:3 i zaczynali narzucać swój styl gry.
Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił – EXC dążyło do kolejnych trafień, chcąc jak najszybciej „zamknąć” mecz. Skutecznie powiększali przewagę, kontrolując przebieg wydarzeń na boisku. Alpan walczył ambitnie do końca, ale brakowało argumentów, zwłaszcza w ofensywie. W końcówce Mateusz Izbicki nie wykorzystał rzutu karnego, co ostatecznie przypieczętowało rezultat. EXC Mobile Ochota wygrało pewnie 10:4 i wciąż trzyma się blisko czołówki, podczas gdy Alpan musi szukać punktów w kolejnych meczach, jeśli chce uniknąć relegacji.
Tur Ochota wciąż ma nadzieję na zakończenie sezonu w czołowej piątce, dlatego do starcia z Gladiatorami przystępował zmotywowany i z wiarą w zdobycie punktów. Goście, mimo problemów kadrowych i kilku kontuzji, zjawili się w niedzielny poranek na Arenie AWF w okrojonym, ale bojowym składzie.
Początek meczu był bardzo wyrównany – obie drużyny stworzyły sobie kilka niezłych okazji, jednak to Gladiatorzy jako pierwsi otworzyli wynik. Janek Szulkowski oddał sytuacyjny strzał z dystansu, a rykoszet zmylił Pawła Sobolewskiego, który musiał wyciągać piłkę z siatki. Chwilę później było już 0:2 i sytuacja gospodarzy znacznie się skomplikowała. Tur próbował wrócić do gry – kontaktową bramkę zdobył Oscar Kwapisz, który wykończył składną akcję swojego zespołu, dając impuls i nadzieję ekipie Jarka Kotusa. Niestety dla nich, chwilę później Bartek Gwóźdź uderzył z dystansu nie do obrony, a następnie kolejne trafienie dorzucił ponownie Szulkowski. Do przerwy Gladiatorzy prowadzili już 4:1.
Po zmianie stron Tur starał się odrabiać straty, ale brakowało konkretów w ofensywie, a dobrze zorganizowana obrona rywali nie pozwalała na wiele. Tymczasem Gladiatorzy wrzucili wyższy bieg – Janek Szulkowski kontynuował koncert strzelecki, a w końcówce Mariusz Zalewski zanotował imponujące trzy trafienia i jedną asystę, przełamując swoją niemoc w wielkim stylu. Przy stanie 1:10 Tur zdołał jeszcze odpowiedzieć dwoma bramkami, ale były to jedynie trafienia zmniejszające rozmiary porażki. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 3:11, który dobitnie pokazuje, kto dominował tego dnia na boisku.
Starcie Otamanów z Contrą zapowiadało się na jednostronne widowisko, ale boisko szybko zweryfikowało te przewidywania. Od samego początku obie drużyny postawiły na otwarty futbol – były proste rozwiązania, brak kompleksów i chęć do gry. Gospodarze ruszyli z większą inicjatywą, a pierwszy błąd gości – nieudane wybicie Damiana Zalewskiego – wykorzystał Nievdakh, otwierając wynik meczu.
Choć Contra miała swoje momenty, łącznie ze strzałem w słupek, to piłka lepiej „kleiła się” do nóg Otamanów. Świetną partię rozgrywał Warmiak, który – przy dużym wsparciu kolegów – skompletował klasycznego hat-tricka jeszcze w pierwszej połowie. Goście nieco opadli z sił, a gospodarze dorzucili kolejne trafienia. Po 25 minutach było już 5:1.
Druga połowa zaczęła się od prób gości, ale Zalewski musiał ponownie ratować swój zespół przed stratą kolejnych bramek. Otamany jednak były w gazie – skuteczne, dynamiczne, coraz bardziej dominujące. Kiedy tablica wyników pokazywała 9:1, wydawało się, że czeka nas prawdziwy pogrom. Ale wtedy coś się zmieniło. Contra w końcu złapała wiatr w żagle. Piękny gol z woleja Parszewskiego, a także trafienia Piórkowskiego i Kubickiego dodały im pewności siebie. Gra gości uległa wyraźnej poprawie – lepsza kontrola piłki, szybsze konstruowanie akcji i skuteczność w ofensywie sprawiły, że zobaczyliśmy cztery kolejne bramki z ich strony. Otamany wpadły w chwilowy marazm, momentami wyglądając na zaskoczonych takim obrotem spraw.
Na szczęście dla gospodarzy wcześniej zbudowana przewaga pozwoliła im spokojnie dowieźć zwycięstwo do końca. Mecz zakończył się wynikiem 9:5 i choć Otamany zasłużenie sięgnęły po komplet punktów, to postawa Contry w drugiej połowie naprawdę zasługuje na słowa uznania. Czekamy z niecierpliwością na ich przełamanie – bo pokazali, że mają potencjał, by w końcu zdobyć pierwsze ligowe punkty.
Kolejne emocje w Ekstraklasie za nami! W miniony weekend Ogień Bielany, znajdujący się w strefie medalowej, podejmował niżej notowane Esportivo Varsovia. Choć wynik mógł sugerować jednostronne widowisko, nie zabrakło fragmentów, które mogły odwrócić losy spotkania.
Od pierwszych minut to gospodarze nadawali ton wydarzeniom. Sprawne operowanie piłką, płynna gra i częste ataki sprawiły, że Ogień szybko zbudował przewagę. Bohaterem pierwszej połowy był Mateusz Michalski, który dwukrotnie wpisał się na listę strzelców, a w duecie z Kacprem Cetlinem siał spustoszenie w defensywie rywala. Do przerwy Ogień prowadził 4:1, choć końcówka tej części nieco się im wymknęła spod kontroli.
Początek drugiej połowy dał Esportivo cień nadziei – przez kilka minut zespół gości próbował złapać kontakt, a sygnał do ataku dał efektownym trafieniem z dystansu Maciek Kumor. Jednak jak przystało na zespół z czołówki tabeli, Ogień szybko się otrząsnął. Włączyli wyższy bieg i rozpoczęli festiwal bramek, ponownie z niezawodnym duetem Michalski–Cetlin w roli głównej. Łącznie obaj panowie zdobyli aż 9 bramek i dorzucili 3 asysty, przesądzając o pewnym zwycięstwie Ognia. Goście, mimo ambitnych prób i kilku niezłych momentów, musieli uznać wyższość dużo lepiej zorganizowanego przeciwnika.
Ogień Bielany utrzymuje się na ligowym podium i wciąż liczy się w walce o tytuł, natomiast Esportivo Varsovia będzie musiało szukać punktów w kolejnych spotkaniach.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)