Sezon 2014/2015
Relacje meczowe: 9 Liga
- Wysoka temperatura i gorące głowy – te słowa idealnie opisują przebieg spotkania pomiędzy polskim Joga Bonito, a FC Vikersonn. Mecze, w których naprzeciwko siebie stają te dwie narodowości nigdy nie zawodzą i często przynoszą ogromne emocje. Minionej niedzieli, na warszawskim AWF-ie mierzyły się ze sobą ekipy z piątego oraz siódmego miejsca. Różnica zaledwie czterech punktów zwiastowała niebywale zacięte widowisko. - My – obserwatorzy nie zawiedliśmy się, ponieważ gracze obydwu drużyn wykazały się ogromnym zaangażowaniem. Mimo fatalnego startu dla Joga Bonito, kiedy to FC Vikersonn prowadził już 0:4, etatowy snajper, Dorian Kwieciński dał sygnał do odrabiania strat. Nie zważając na trafienie po asyście Jarego, Tuymkiw relatywnie szybko zdołał pokonać golkipera rywali. Przed końcem pierwszej połowy natomiast, wynik na 2:5 ustalił Klimaszewski. Druga odsłona rywalizacji, to kolejne i być może nawet większe emocje. Świadczy o tym ilość fauli i drobnych przepychanek w obydwu składach. Nie skupiając się jednak zbytnio na boiskowych niesnaskach, druga połowa obdarzyła widzów jak i samych piłkarzy jeszcze większymi emocjami. Gra wydawała się coraz szybsza, a padające bramki utwierdzały nas w przekonaniu o wysokiej jakości tego starcia. Dzięki temu, w finalnym rozrachunku, FC Vikersonn okazał się lepszy od Jogi Bonito, wygrywając aż 10:5. Te cenne trzy punkty dla Vadyma Butenki i spółki bez wątpienia znaczyły wiele. Dzięki nim zniwelowali straty na zaledwie dwa „oczka”, do czwartego Crimson Boys.
Walczący o pierwsze miejsce w dziewiątej lidze wicelider zespół TRCH mierzył się z drużyną FC Torpedo, która walczy o opuszczenie strefy spadkowej i pozostanie w tej klasie rozgrywkowej. Gospodarze od samego początku narzucili tempo oraz swój styl gry i już w 2 minucie wyszli na prowadzenie. Goście zdołali doprowadzić do wyrównania i starali się zdobyć kolejne trafienie, lecz nie byli w stanie pokonać formacji defensywnej rywala. Z kolei ten podwyższył swoje prowadzenie zdobywając kolejne trzy bramki w zaledwie trzy minuty! Zawodnicy FC Torpedo zdołali zdobyć drugiego gola w ostatniej akcji pierwszej połowy, który ustalił rezultat do przerwy. Różnica dwóch goli na korzyść gospodarzy dawała matematyczne szanse gościom na zbliżenie się do rywala, lecz świetna dyspozycja dnia Kamila Pasika wraz z jego kolegami szybko pozbawiła złudzeń oponentów. Cztery zdobyte gole przez gospodarzy przy zerowej zdobyczy gości podstemplował wynik różnicą sześciu bramek na korzyść faworytów. Zaangażowanie oraz walka o piłkę nie wystarczyły na pokonanie zespołu TRCH i drużyna FC Torpedo ma w dalszym ciągu cztery punkty starty do opuszczenia strefy spadkowej. Gospodarze dzięki zwycięstwu nie stracili „kontaktu” z liderem, a trzypunktowa strata zapowiada interesującą walkę pomiędzy tymi zespołami. Obu zespołom dziękujemy za walkę i życzymy powodzenia w nadchodzących meczach.
Okolice podium w 9-tej Lidze Fanów są bardzo interesujące, głównie z uwagi na bardzo niewielką liczbę punktów między zainteresowanymi strefa medalową ekipami. Tak też było w przypadku Crimson Boys oraz Hiszpańskiego Galeonu, które w bezpośrednim starciu walczyły o skok na najniższe miejsce "pudła". Pierwsza połowa była niesamowicie wyrównana i intensywna od pierwszych minut. Zaczęło się od akcji Norberta Skrzecza, który dostrzegł dobrze ustawionego Łukasza Śledzickiego i dośrodkował piłkę, którą strzałem główką napastnik Galeonu skierował do bramki. Co ciekawe, odpowiedź gospodarzy była bardzo podobna, gdy po dograniu Andrzeja Miłońskiego stan meczu na 1:1, również strzałem głową, wyrównał Piotrek Zieliński. Trochę w cieniu pozostał, będącym ważnym ogniwem zespołu, Damian Kucharczyk. Popularny "Kucharz" miał chyba nieco słabszy dzień, gdyż to, co zaprezentował w pierwszej odsłonie, nie odzwierciedlało jego prawdziwych umiejętności. Na domiar złego dla "Karmazynów", bramkę na 1:2, po podaniu Jacka Fijałka, zdobył Mikołaj Zakrent i takim wynikiem zakończyła się pierwsza część gry. Po zmianie stron Crimson Boys zupełnie stracili kontakt z rywalem, a swój koncert rozgrywał Mikołaj Zakrent. Dość powiedzieć, że od stanu 1:2 gracze Hiszpańskiego Galeonu poszarżowali aż do wyniku 1:7 ! W tym czasie Mikołaj zdobył aż cztery bramki, w tym jedną szczególnej urody, gdyż piłkę do bramki skierował piętą. Przebudzenie ekipa Sebastiana Bartosika nastąpiło późno, gdy wspomniany kapitan, a także Damian Kucharczyk wpisali się na listę strzelców. Były to jednak bramki na 2:7 i 3:7, a co więcej, nadal o swoim strzeleckim kunszcie przypominał Mikołaj Zakrent. To właśnie jego trafienie z "wapna" ustaliło wynik spotkania na 4:9, a wysoki napastnik Galeonu w całym starciu zapisał na swoim koncie aż sześć trafień ! Na pocieszenie dla gospodarzy, warte odnotowania było trafienie Damiana Kucharczyka na 4:8, kiedy to po podaniu Piotrka Zielińskiego huknął z taką siłą, że bramkarz rywali nawet nie drgnął. Niemniej, pewne zwycięstwo Hiszpańskiego Galeonu, po nieco mniej zaciętym, niż się spodziewaliśmy, widowisku, stało się faktem.
W 9 lidze naprzeciwko siebie stanęły drużyny zamykające tabele - Dynamo Wołomin podejmowało Awanturę Warszawa II. Mecz zapowiadał się bardzo emocjonująco, bowiem obie ekipy chciały pokazać się z jak najlepszej strony i przełamać serię bez zwycięstwa. Wszystko zaczęło się od szybkiego prowadzenia gospodarzy, którzy po kilku akcjach Kacpra Urbana prowadzili 2-0. Po stracie bramek przebudzili się goście, w ataku Awantury wyróżniał się Sebastian Dydecki i to właśnie on najpierw zdobył bramkę kontaktową, by po chwili wyrównać wynik spotkania. Goście wykorzystali dobry okres swojej gry i po zespołowej akcji Piotr Kucharski wyprowadza Awanturę na prowadzenie 2:3. Od tego momentu w grze gości widać było wyraźne rozluźnienie, co wykorzystywali młodzi zawodnicy z Wołomina. W ataku gospodarzy brylował Kacper Urban i to głównie po jego akcjach Dynamo stwarzało zagrożenie pod bramką rywala. Jeszcze przed przerwą ten zespół wyrównuje, a autorem bramki został Michał Matyja. Chwilę później sędzia odgwizdał koniec pierwszej części spotkania i na przerwę schodziliśmy przy wyniku 3:3. Po zmianie stron Dynamo kontynuowało swoją dobrą grę. Wydawało się, że goście zostali w szatni i zupełnie stracili koncepcję. W postawie zawodników Sebastian Dydeckego widać też było spore zmęczenie, które z pewnością wpływało na ich postawę. Dynamo w drugiej połowie szybko wychodzi na prowadzenie 4:3. Kilka minut później było już 5:3. Awantura zupełnie się pogubiła i traciła kolejne bramki. Od stanu 6:3 w grze gości było już widać zrezygnowanie i bezsilność, to zdecydowanie nie był ich dzień i na boisku byli tylko tłem dla bawiących się piłką zawodników z Wołomina. W końcowych minutach spotkania wynik ustalił Maciej Dorsz, który ostatecznie dał wygraną gospodarzom aż 10:3. Z przebiegu meczu wynik ten oddaje zupełnie to co działo się na boisku. Zwycięstwo gospodarzy daje im jeszcze realne szanse na miejsce w tabeli nad kreską, natomiast Awantura coraz bardziej oddała się od utrzymania na 9 poziomie rozgrywkowym.
Już przed pierwszym gwizdkiem sędziego było wiadomo, że to spotkanie będzie zacięte i nikt nie będzie tutaj odstawiać nogi. Od początku meczu obie drużyny ruszyły do ataku próbując wykazać swoją przewagę. Jednak to gospodarze jako pierwsi posłali piłkę między słupki i wyszli na prowadzenie. Drużyna Bad Boys’ów nie przejęła się za bardzo utratą bramki. Przez całą drużynę przemawiało doświadczenie rozgrywkowe i świadomość, że zaraz wszystko może odwrócić się na ich korzyść. Od tego momentu pewność kontroli nad meczem Bad Boys’ów tylko rosła, a Damian Borowski pokazywał, co to znaczy mieć w nogach sporo dobrej techniki, szybkości i celności. Goście szybko doprowadzili do wyrównania. Przez kolejne minuty mogliśmy oglądać dojrzałą piłkę, w której było dużo dokładności oraz spokoju. To pozwoliło gościom wyjść na trzybramkowe prowadzenie. Gospodarze próbowali odrabiać straty, ale zawsze któryś z przeciwników stawał na drodze przed finalizacją akcji. Dopiero tuż przed przerwą udało im się pokonać bramkarza rywali. Po przerwie doszło do wielu emocjonujących momentów. Początek drugiej połowy był wyrównany i każdy z zespołów strzelił po jednej bramce. Później już krystalizowała się przewaga gości, którzy w zawrotnym tempie zaczęli strzelać kolejne bramki oddalając się wynikiem od rywala. Jednak mogło okazać to się zgubne. Mocne strzały z armat Gunners okazywały się zabójczo skuteczne, co spowodowało, że w ostatnich dziesięciu minutach spotkania zdołali złapać kontakt z przeciwnikiem. Ostatnie minuty były przesiąknięte dramaturgią i emocjami, co sprawiało, że wspaniale się je oglądało. Ostatecznie Źli Chłopcy wygrali 7:8, co pozwoliło im na umocnienie się na pozycji lidera. Zdecydowanie możemy powiedzieć, że był to jeden z lepszych meczów, który był rozgrywany w ramach trzynastej kolejki. Oby takich spotkań jak najwięcej.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)