reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
08:00
( 0 : 2 )
1 : 11
Raport

Dość jednostronny mecz oglądaliśmy w starciu Awantury Warszawa II z Vikersonnem. Jeszcze na początku nie zapowiadało się, że goście będą aż tak przeważać. Pierwsze minuty były dość spokojne i na pierwszego gola musieliśmy czekać do 12 minuty, kiedy to wynik meczu otworzył Ruslan Kosmach. Na 0:2 podwyższył Andrii Kramarenko. Awantura co najwyżej mogła zagrozić rywalowi indywidualnymi zrywami, ale to było za mało, by cokolwiek zdziałać. Mieliśmy wrażenie, że gospodarze grali zbyt statycznie, a do tego za głęboko – przy wyprowadzeniu piłki mało było ruchu i pokazywania się do gry, przez co opcje zagrania piłki do przodu były mocno ograniczone. Niewątpliwie mieli o czym myśleć Awanturnicy w przerwie. Vikersonn natomiast wykorzystał słabszy czas przeciwnika i miał fajny okres gry, w którym mądrze i długo zawodnicy operowali piłką. Nie przełożyło się to jednak na kolejne bramki. Do przerwy utrzymał się rezultat 0:2, choć w samej końcówce było parę okazji, z jednej i drugiej strony, do jego zmiany. Po zmianie stron Vikersonn ruszył jeszcze mocniej na oponenta, dzięki czemu Ihor Makhlai po błędzie obrony podwyższył na 0:3. Kolejne dwa gole Vadyma Butenki właściwie przesądziły o tym, że goście tego zwycięstwa nie oddadzą. I nie zmienił tego nawet gol Sebastiana Dydeckiego, który jak się okazało, był jedynie trafieniem honorowym. Nie wiemy co się stało z zawodnikami Awantury, ale w dużej mierze Vikersonn zdobywał bramki po ich błędach. Przy golu na 1:6 do rywala podał piłkę bramkarz, w ciągu całego spotkania dwa trafienia samobójcze zaliczył Jakub Radzikowski. Zdecydowanie nie był to dzień Awanturników. Szczególnie, że w ofensywie też brakowało lepszego wykończenia, albo na wysokości zadania stawał golkiper oponentów. Ostatecznie zakończyło się 1:11 choć nie możemy pozbyć się wrażenia, że gdyby gospodarze byli lepiej skoncentrowani, wynik byłby znacznie niższy.

2
08:00
( 1 : 3 )
4 : 5
Raport

Niedzielne zmagania Ligi Fanów rozpoczęliśmy od meczu grających w kratkę Joga Bonito z drużyną, która utrzymuje równą formę, tylko że zawodników FC Torpedo na pewno to nie cieszy, bo jeszcze nie zdołali wygrać ani jednego meczu. Właśnie fakt, że goście prezentują tak słąbą dyspozycję wywołał u nas niemałe zaskoczenie, gdy Oleh Ilnytskyi wyprowadził swój zespół na prowadzenie z faworyzowaną Jogą Bonito. Następnie przez kilkanaście minut na boisku działo się względnie mało, dopiero w 16 minucie spotkania Artur Markiewicz doprowadził do wyrównania. Torpedo jednak wyglądało naprawdę dobrze, szczególnie Oleh Ilnytskyi który jeszcze przed przerwą zdołał skompletować hat-tricka i Torpedo po pierwszych 25 minutach schodziło na zasłużony odpoczynek z dwubramkową przewagą. Niefortunnie zaczęła się druga odsłona tego widowiska dla Mariusza Tkaczyka, który co prawda przypadkowo, ale jednak skierował piłkę do własnej bramki, przez co goście prowadzili już 4-1. Joga Bonito nie miała już nic do stracenia, dwoił się i troił Grzegorz Szostak który napędzał akcje swoich kolegów, często samemu je finalizując, co w rezultacie pozwoliło mu zdobyć 3 bramki. To było za mało na tak dobrze dysponowanych gości, którym wychodziło niemal wszystko, a już na pewno wszystko wychodziło Olehowi Ilnytskiemu który zdobył czwartą bramkę, która pozwoliła zwyciężyć FC Torpedo. I trzeba to jasno powiedzieć - triumfatorzy postarali się o niemałą niespodziankę w tym meczu. Brawo i oby tak dalej!

3
12:00

Starcie Crimson Boys z Warsaw Gunners FC można śmiało nazwać meczem "o 6 punktów". Obie ekipy przed tym spotkaniem miały po 9 oczek na koncie i aby móc spokojnie myśleć o przezimowaniu przerwy poza strefą spadkową, komplet punktów był niezbędny. Bez kontuzjowanego lidera, Arka Trwogi, goście musieli się zmobilizować jeszcze mocniej, ale waleczni "Crimsoni" nie zamierzali tanio skóry sprzedać, co udowodnili wychodząc na prowadzenie. Miało to miejsce po dokładnym podaniu od Sebastiana Bartosika do Damiana Kucharczyka. Popularny "Kucharz" zdecydował się na strzał "rogalem" z dystansu, wobec którego bezradny był golkiper rywali. Odpowiedź była jednak dość szybka, gdy po asyście Michała Koniecznego stan meczu na 1:1 wyrównał Wiktor Ziółkowski. Gra się zaostrzyła, nikt nie odstawiał nogi, a momentami dochodziło także do utarczek słownych. Efektem były rzuty wolne po obu stronach, które zostały zamienione na bramki. Najpierw strzałem bezpośrednio z rzutu wolnego popisał się Andranik Petrosjan, wyprowadzając gospodarzy na prowadzenie 2:1, a następnie do remisu doprowadził, również po stałym fragmencie gry, Wiktor Ziółkowski. Do przerwy 2:2, zatem liczyliśmy na bardzo ciekawe widowisko po zmianie stron. Nie zawiedliśmy się. O ile arbiter w pierwszej odsłonie pozwalał na męską grę, o tyle w drugiej połowie zaczął pokazywać kartoniki. Element przewagi wykorzystał po pięknym strzale niemal z połowy boiska, Wiktor Ziółkowski. Tym samym napastnik "Kanonierów" skompletował hat-tricka. Jednak gospodarze mieli w swoich szeregach niezawodnego Damiana Kucharczyka, który po dobitce wpisał się po raz drugi na listę strzelców, a swojej ekipie dał upragniony remis 3:3. Kiedy wydawało się, że mecz zakończy się podziałem punktów, genialnym crossem przez całe boisko popisał się bramkarz Warsaw Gunners FC, Patryk Czarniecki. Piłka po jego podaniu dotarła pod nogi Michała Koniecznego, a ten silnym uderzeniem dał swojej ekipie powód do ogromnej radości, gdyż było to trafienie przesądzające o wygranej gości 3:4! Ogromne słowa uznania dla bramkarza Gunnersów, Patryka Czarnieckiego, który w całym spotkaniu wybronił kilka 100% sytuacji, momentami sprawiając, że wszyscy na murawie łapali się za głowę. Do tego asysta przy bramce dającej jego drużynie komplet punktów! Za całokształt nagrodziliśmy Patryka tytułem MVP kolejki!

4
13:00
( 0 : 1 )
2 : 3
Raport

Druga ekipa 9 ligi TRCH podejmowała na swoim terenie czwartą drużynę Hiszpańskiego Galeonu. Spotkanie śmiało można określić mianem bardzo wyrównanego i mocno fizycznego meczu. Obydwie drużyny od początku grały spokojnie i widać było, że realizują założenia taktyczne oraz czekają na błąd przeciwnika. W 12 minucie gospodarze wykonywali rzut wolny ale bramkarz gości bez problemu obronił ten strzał. Dwie minuty później to goście mieli swój rzut wolny i również bramkarz przeciwnika wykazał się ładną robinsonadą. Ekipa Galeonu zaczęła zyskiwać przewagę, lecz brakowało skuteczności. Natomiast gospodarze na spokojnie łatali wszystko w obronie. W 20 minucie Jakub Grabowski chciał przymierzyć wprost z rzutu rożnego, lecz golkiper Galeonu pokazał iż nie jest nowicjuszem, zna się na swoim fachu i bez problemu wybił piłkę. Warto zaznaczyć, że coraz mocniej "kręcił" przeciwnikami zawodnik gości Mikołaj Zakrent. Okazało się to kluczowe, gdyż w 21 minucie zdobył swoją pierwszą z trzech bramek w tym spotkaniu. Galeon wyszedł więc na prowadzenie 1-0 i naciskał coraz mocniej. Efektem tego pressingu były dwa trafienia w słupek bramki rywala. Zabrakło już jednak czasu w pierwszej połowie, która zakończyła się wynikiem 1-0 dla gości. Druga odsłona to walka o środek pola oraz wymiana ciosów przez obie ekipy. W 28 minucie to gospodarze postawili na swoim i trafili na 1-1. Zapewne poddenerwowani takim obrotem spraw zawodnicy gości nie dali długo czekać kibicom na swoje trafienie. Kilka minut po straconej bramce niezawodny i bardzo aktywny Mikołaj Zakrent ponownie trafił do siatki rywala i goście wrócili na prowadzenie. Mecz układał się coraz bardziej po myśli Hiszpańskiego Galeonu, ale ekipa TRCH nie zamierzała odpuścić i w 39 minucie Kamil Pasik po akcji sam na sam zdobył bramkę na 2-2! Walka trwała na całego, środek pola zagęszczony maksymalnie i nie wiadomo było do końca kto jest mocniejszy w tym spotkaniu. Zebrani kibice mogli obserwować próby strzałów obydwu ekip i naprawdę było na co popatrzeć. Jednak to drużyna Galeonu dopięła swego i ponownie bardzo aktywny Mikołaj Zakrent pokazał dlaczego warto zwrócić uwagę na tego zawodnika. Przechwycił on piłkę w środku pola i nie zastanawiając się ani chwili bardzo mocno uderzył na bramkę rywala. Piłka odbiła się jeszcze od poprzeczki i bezradny bramkarz TRCH musiał wyciągać futbolówkę z siatki. Takim to sposobem mecz wygrała drużyna Hiszpańskiego Galeonu i panowie są tylko jeden punkt od trzeciego miejsca. TRCH natomiast są wiceliderem 9 ligi i nadal walczą o awans do wyższej klasy rozgrywkowej.     

5
20:00
( 2 : 4 )
3 : 9
Raport

Sporo działo się na meczu Dynama Wołomin z Bad Boys, choć końcowy wynik wskazywałby na dość jednostronne widowisko. Lepiej w mecz weszli zawodnicy gości, którzy szybko objęli prowadzenie 0:2. Taki wynik nieco rozluźnił Złych Chłopców, bo w ich grę wdała się zbyt duża nonszalancja. Wykorzystał to Kacper Urban, który po indywidualnej akcji zdobył bramkę kontaktową. Pięć minut później mieliśmy już remis, po tym jak zawodnicy Dynamo świetnie rozegrali rzut rożny. To podziałało otrzeźwiająco na Bad Boysów, bo już chwilę później Michał Podobas dobił odbitą przez bramkarza piłkę, doprowadzając do stanu 2:3, a następnie mocnym strzałem z dystansu Damian Borowski podwyższył na 2:4. Gospodarze nie złożyli broni, tylko mocniej zaatakowali w końcówce pierwszej części. Najpierw kapitalnie Tomasz Dzięcioł obrócił się z obrońcą na plecach zdobywając gola na 3:4 na następnie Dynamo przeprowadziło kolejną groźną akcję. Niestety przy obronie strzału Krystian Matysek doznał poważnej kontuzji i długo nie podnosił się z murawy. Zawodnicy Dynama kontynuowali akcję, ale sędzia w momencie strzału na bramkę przerwał grę i mimo, że piłka wpadła do siatki, gol nie został uznany. Krystian nie mógł kontynuować gry i między słupkami stanął Bartek Podobas. Po 25 minutach utrzymał się wynik 3:4, ale postawa Dynama dawała argumenty za tym, że będą w stanie jeszcze powalczyć w tym meczu. Jak się okazało, było zupełnie inaczej. Gospodarze nie potrafili znaleźć skutecznego sposobu na pokonanie bramkarza rywali, a gdy już im się to udało, to sędzia ponownie nie uznał im bramki, uznając, że przed strzałem piłka opuściła wcześniej boisko. Bad Boys za to punktował rywala, dorzucając w drugiej części kolejnych 5 bramek. Tym razem doświadczenie gości wzięło górę, ale widzieliśmy w zawodnikach gospodarzy potencjał, który w rundzie rewanżowej może dać im zwycięstwo.

Reklama