Sezon 2014/2015
Relacje meczowe: 9 Liga
Na papierze pojedynek pomiędzy będącymi w świetnej dyspozycji Crimson Boys, a liderującymi Bad Boysami zapowiadał się arcyciekawie. Już jesienne spotkanie tych zespołów było niezwykle emocjonujące i liczyliśmy, że tym razem również nie zabraknie dramaturgii. Mecz zaczął się po myśli gości, którzy w 6 minucie wyszli na prowadzenie po precyzyjnym strzale przy słupku Bartka Podobasa. Obie drużyny poszły na wymianę ciosów i w przeciągu niespełna 5 minut zobaczyliśmy aż pięć bramek. Najpierw do wyrównania doprowadzili gracze Crimson, następnie Źli Chłopcy znów byli o gola z przodu po dobrze wykonanym wyrzucie z autu, a na sam koniec duet Damian Kucharczyk – Piotr Zieliński dwukrotnie rozmontował defensywę rywala i po 10 minutach mieliśmy wynik 3:2. Otwarta gra z obu stron zapowiadała nam grad bramek, ale w pierwszej części zobaczyliśmy już tylko jedno trafienie, które zaliczył Andranik Petrosjan. Do przerwy rezultat 4:2 nie przesądzał jeszcze o końcowym triumfie Crimsonów. Jednak w drugiej części gospodarze zadali trzy szybkie ciosy i trudno było przypuszczać, że Bad Boysi będą w stanie podnieść się po takim nokdaunie. Swoją drużynę próbował jeszcze zmobilizować Bartek Podobas, który zaliczył gola i asystę doprowadzając do stanu 7:4. Crimson Boys mieli jednak już mecz pod kontrolą i dwie bramki Damiana Kucharczyka ustaliły wynik spotkania na 9:4. Tych goli po stronie gospodarzy mogło być znacznie więcej, bo okazji, szczególnie w drugiej części, mieli pod dostatkiem. Crimson Boys zagrali niemal perfekcyjny mecz. W środku pola rządził Piotr Zieliński, Damian Kucharczyk wykazał się świetną skutecznością zaliczając aż 6 trafień. Ten ofensywny duet świetnie uzupełniał Andranik Petrosjan, do tego zawodnicy defensywni wraz z bramkarzem zagrali bardzo uważnie w obronie, przez co lider nie miał za bardzo możliwości, by złapać kontakt w trakcie meczu. W pełni zasłużone zwycięstwo gospodarzy sprawia, że podium jest już na wyciągnięcie ręki i z taką formą mają spore szanse na awans do wyższej ligi. Bad Boysi zaliczyli za to drugą porażkę w sezonie i mają już tylko 3 pkt przewagi nad drugim TRCH.
W same południe na arenie AWFu drużyna FC Vikersonn podejmowała TRCH. Spotkanie czołowych ekip dziewiątej ligi zapowiadało się bardzo ciekawie. Gospodarze musieli wygrać, żeby wciąż myśleć o miejscu premiującym awansem do wyższej ligi, goście wiedzieli natomiast, że strata punktów może całkowicie przekreślić ich szanse na końcowy w dziewiątej lidze. W grze obu ekip widać było dużo zaangażowania, akcje były szybkie, składne i ładne dla oka. W FC Vikersonn problem pojawiał się w momencie oddawania strzału. Te były notorycznie blokowane przez zawodników z Tarchomina, bądź skutecznie interweniował bramkarz gości. TRCH natomiast był niemal przeciwnością swojego oponenta. Ich akcje trwały krótko, gra się kleiła. Pierwsze poważne zagrożenie przyszło, kiedy to jeden z obrońców sfaulował zawodnika gości w polu karnym. Sędzia bez wahania wskazał na „wapno”, a do piłki podszedł Kamil Pasik. W tej sytuacji gospodarze wyszli obronną ręką, bo świetnie interweniował bramkarz Serhii Zaridze. Niestrzelony karny tylko podbudował gości do jeszcze bardziej zdecydowanych ataków. Kilka minut później gracze TRCH prowadzili już 0:2, pięknym uderzeniem z woleja popisał się Bartek Fiks. FC Vikersonn cały czas borykało się z brakiem skuteczności, co wraz z upływem minut budowało frustrację w szeregach gospodarzy. Goście na przerwę schodzili z dwubramkową przewagą, bo jeszcze przed przerwą na mocny i precyzyjny strzał po ziemi zdecydował się bramkarz TRCH Adrian Kras. Starzał był na tyle mocny, że zasłonięty bramkarz Vikersonn był bezradny w tej sytuacji i mieliśmy 0:2. Po przerwie obraz gry obu ekip nie zmienił się, Vikersonn naciskało próbując znaleźć sposób na obronę gości oraz świetnie interweniującego bramkarza drużyny z Tarchomina. Goście natomiast grali swoją piłkę, wyprowadzając raz po raz groźne kontrataki. W ataku TRCH brylował Corneille Malonga, który był motorem napędowym większości ataków gości. Corneille nie tylko wyróżniał się w grze ofensywnej, gdy było trzeba wracał się do obrony skutecznie zabierając piłkę graczom FC Vikersonn. Ten sam zawodnik ustalił wynik tego spotkania, po szybkiej kontrze strzelił trzecią bramkę czym zamknął nadzieje na korzystny rezultat graczom z Ukrainy. Chwilę później sędzia zakończył spotkanie, w którym TRCH pokonało FC Vikersonn w stosunku 3:0.
Ten mecz to parabola wrażeń i emocji, ale też spotkanie ponad podziałami i przede wszystkim fair play. Obie drużyny grały dobry futbol bez niepotrzebnych spięć i emocji. Dzięki umiejętnościom graczy do samoregulacji własnych emocji, których często brakuje w innych drużynach, było to miłe dla oka 50 minut piłkarskiej fiesty. Obejrzeliśmy aż dziewięć bramek, a pierwsza z nich strzelona została przez Sebastiana Dydeckiego, który wykorzystał błąd bramkarza i przejął piłkę w polu karnym rywala umieszczając ją w siatce. Bramkarz Hiszpańskiego Galeonu nie był tym faktem zachwycony, ale wiedział, że przed nim jeszcze cały mecz i warto wziąć się w garść. Niedługo później po zagraniu ręką w polu karnym sędzia podyktował jedenastkę, a wykorzystał ją Zakrent z Hiszpańskiego Galeonu, co doprowadziło do bramkowego remis. W pierwszej połowie Galeon zdecydowanie przeważał, co potwierdza wynik 4:2 do przerwy. Niedługo po zmianie stron gracze Awantury usilnie próbowali doprowadzić do remisu, ale finalnie mecz skończył się wynikiem 5:4, a gospodarze dopisali sobie trzy punkty w tabeli. Na wyróżnienie zasługuje Aleksander Chyliński z Hiszpańskiego Galeonu, który znalazł się w szóstce kolejki. Z kolei w Awanturze hat-tricka i asystę zanotował wspomniany wcześniej Sebastian Dydecki. Niestety pod koniec spotkania kapitan Galeonu Magnus Michalski doznał poważnej kontuzji i musiał pojechać do szpitala. My życzymy Magnusowi dużo zdrowia i liczymy, że powróci jak najszybciej na nasze ligowe boiska. Na największe wyróżnienie zasługuje jednak natychmiastowa pomoc lekarska na boisku zawodnika z Awantury Warszawa II, który jest lekarzem. Jest to przykład tego, że piłka powinna nas przede wszystkim łączyć, a nie dzielić.
Warsaw Gunners FC jeszcze bez porażki w rundzie wiosennej podejmował znajdujący się w strefie spadkowej FC Torpedo. Już przed meczem przeczuwaliśmy, że to może być niezwykle wyrównanie spotkanie i już pierwsze minuty potwierdziły, że tak właśnie będzie. Pierwszy kwadrans to wzajemne badanie się, oczekiwanie na jakiś błąd rywala czy też jakiś przebłysk indywidualnych umiejętności. Właśnie po upływie pierwszego kwadransa o swoich możliwościach przypomniał najlepszy strzelec Gunnersów Arkadiusz Trwoga, który wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Po upływie kolejnych 3 minut gospodarze podwyższyli stan posiadania, co mogło troszkę rozluźnić do tej pory mocno skoncentrowane głowy, bo chwilę przed przerwą bramkę na 2:1 zanotował Oleh Ilnystskyi. Po kilku minutach gry w drugiej części znów Oleh Ilnytskyi skierował piłkę do siatki i wróciliśmy do stanu wyjściowego. Remis długo się jednak nie utrzymał. Już w kolejnej minucie Torpedo wyszło na prowadzenie i byliśmy blisko niewielkiej, ale jednak niespodzianki. Arek Trwoga ma w swoim zespole zawodników, którzy potrafią sobie radzić pod presją i zaczęli gonić wynik. Chwilę po utracie prowadzenia do remisu doprowadził Patryk Szerszeń, a 10 minut przed zakończeniem meczu Arkadiusz Trwoga ustalił wynik spotkania na 4:3. Tak jak się spodziewaliśmy, mecz był niezwykle wyrównany i każda z ekip mogła go rozstrzygnąć na swoją stronę. Udało się to Warsaw Gunners FC, ale Torpedo dzielnie walczyło o kolejne punkty.
Spotkanie pomiędzy drużynami Dynamo Wołomin i Joga Bonito to mecz zespołów znajdujących się w drugiej części ligowej tabeli. W nieco lepszej sytuacji są ci drudzy, którzy mają kilkupunktową przewagę nad strefą spadkową. Gospodarze natomiast po kilku słabszych meczach, w których zdobyli tylko jedno "oczko" coraz bardziej oddalają się od wizji pozostania na tym poziomie rozgrywkowym. Lepiej spotkanie rozpoczęli wyżej notowani zawodnicy, którzy po pięciu minutach prowadzili już 2:0. W kolejnych minutach nie zwalniali tempa, ale nie wykorzystali kilku sytuacji m.in. strzelając w słupek bramki przeciwników. Chwilę później sprawy w swoje nogi wziął zawodnik Jogi Bonito - Mateusz Hnatio, który zdobywając dwa gole skompletował klasycznego hat-tricka. Trafienia te zakończyły strzelanie w pierwszej połowie. Początek drugich 25 minut to podwyższenie rezultatu o kolejną zdobytą bramkę i wydawało się, że losy meczu są przesądzone. Jednak młodzież z Wołomina niejednokrotnie pokazała, że gra do końca i z biegiem czasu zaczęła odrabiać straty bramkowe. W ciągu dziesięciu minut aż trzykrotnie pokonali bramkarza rywali i zbliżyli się do swoich przeciwników już tylko na odległość dwóch trafień. Minutę później padł kolejny gol autorstwa napastnika gości, jednak już po chwili dwa trafienia zanotowali rywale i na trzy minuty przed końcowym gwizdkiem mieliśmy już tylko jedną bramkę przewagi. Goniący wynik gospodarze postawili wszystko na jedną kartę, lecz ryzyko się nie opłaciło i w zamieszaniu podbramkowym piłka ponownie znalazła drogę do ich świątyni. Trafienie to ustaliło wynik końcowy na 7:5 dla Joga Bonito, którzy przez większość pojedynku kontrolowali przebieg tej rywalizacji. Zawodnicy Dynamo Wołomin przespali pierwszą połowę i dziś można gdybać, czy grając wówczas tak jak w drugiej połowie, nie pokusiliby się o coś więcej niż honorowa porażka.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)