reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga

Relacje meczowe: 2 Liga

ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
17:00

Choć Tonie Majami wygrało swój pierwszy mecz w Lidze Letniej – w przeciwieństwie do swojego oponenta – to nieco więcej szans w tym starciu dawaliśmy zawodnikom Eagles FC, którzy całkiem nieźle zaprezentowali się na tle faworyta rozgrywek, BM. Przed meczem byliśmy ciekawi pojedynku Mouada Tahiriego z Denisio Cheą, którzy błysnęli w pierwszej kolejce.

Mecz początkowo był wyrównany – obie ekipy badały się nawzajem – a strzelanie zaczęliśmy od… bramki samobójczej zawodnika Tonie Majami. Jednak nie podłamało to gospodarzy, którzy ruszyli do odrabiania strat. Błyskawicznie wyrównali, a parę minut później objęli nawet prowadzenie w meczu. Był to jednak ostatni moment, w którym Tonie Majami miało przewagę. Eagles FC odrobiło lekcję, skupiając się na wyłączeniu z gry Mouada Tahiriego, choć ten i tak zdążył do przerwy zdobyć dwie bramki. Pierwsza połowa zakończyła się remisem 3:3, choć jeżeli mielibyśmy wskazać drużynę, która prezentowała się lepiej, byłyby to Eagles. Sporo pracy w pierwszych 25 minutach miał Kacper Romanowski i gdyby nie jego interwencje, wynik byłby znacznie wyższy na niekorzyść jego drużyny.

Jednak i on nie był w stanie wybronić wszystkiego, co leciało w jego stronę – i druga część tego meczu była już o wiele bardziej jednostronna. Worek z bramkami rozwiązał się na dobre i po ponad 10 minutach drugiej odsłony podopieczni Hasanagny Gasimliego odskoczyli na prowadzenie 3:7. Właściwie stało się jasne, że gościom już nic złego w tym pojedynku się nie stanie. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 4:8, przy czym – co warto nadmienić – gospodarze w drugiej części ani razu nie trafili do siatki, a jedyny gol, jaki wpadł na ich konto, to było trafienie samobójcze rywala. Ekipie Tonie Majami ewidentnie brakowało większej jakości w ofensywie, zwłaszcza że napastnicy zacięli się na dobre po przerwie.

Natomiast Eagles FC potwierdziło, że jest bardzo ciekawym zespołem – i co najważniejsze – mocno wyrównanym, w którym odpowiedzialność za wynik rozkłada się na kilku graczy. Trudno jednoznacznie wskazać tu jednego czy dwóch liderów. Tak więc wygrana nad Tonie Majami może być początkiem fajnej przygody nominalnych gości.

2
17:00

Spotkanie Ukrainian Vikings – BM to kolejne starcie, jakie mogliśmy tego dnia oglądać na obiektach AWF. Mecz, który w pierwszej połowie rozpoczął się niezwykle wyrównanie, dobrze oddawał obraz gry, jaki obserwowaliśmy przez całą tę część spotkania.

Chociaż to zawodnicy BM mieli nieco więcej z gry, musieli być cały czas czujni, bo zabójcze kontry rywali regularnie przynosiły efekt bramkowy. Goście za sprawą Heorhii Pechnikova wyszli na dwubramkowe prowadzenie, a późniejsza wymiana cios za cios sprawiła, że ta odsłona zakończyła się wynikiem 3:5, dając nadzieję na równie emocjonującą drugą połowę.

Niestety – dla postronnego kibica – tak się nie stało. Po przerwie zawodnicy BM całkowicie zdominowali boisko, a ich przewaga z każdą minutą była coraz bardziej wyraźna. W tej części gry pierwszoplanową postacią był Yevhen Mushnin – autor aż czterech trafień w tym spotkaniu. Był bezlitosny dla rywali i zdecydowanie wyróżnił się w naszych oczach. Każda drużyna potrzebuje takiego zawodnika, na którym można oprzeć wykończenie akcji – a Yevhen bez wątpienia jest taką postacią. W ekipie gospodarzy widać było wolę walki – tego Vikingom nigdy nie brakowało i nie można im tego odmówić – ale piłkarsko to po prostu nie był ich dzień. Nawet bramka zdobyta z połowy boiska przez bramkarza Eduarda Vakhidova mogła być co najwyżej miłym akcentem na otarcie sportowych łez.

Wierzymy jednak, że Vikings szybko wrócą na właściwe tory – to wciąż bardzo jakościowa drużyna. Zespołowi BM natomiast gratulujemy pewnego zwycięstwa!

3
20:00

Mnóstwo emocji towarzyszyło starciu pomiędzy ekipami Ternovitsia i Rock’n’Roll Warsaw. Było wiele pozytywnych akcentów – piękne akcje, efektowne trafienia – ale niestety byliśmy też świadkami czegoś, czego w futbolu oglądać nie chcemy: licznych kłótni i kar indywidualnych w postaci upomnień.

Cztery żółte i jedna czerwona kartka to zdecydowanie dużo, jak na tak solidne drużyny, i nie spodziewaliśmy się, że dojdzie w tym meczu do takich sytuacji. Skupmy się jednak na tej pozytywnej, piłkarskiej stronie – bo ta, mówiąc wprost, zdecydowanie „dowiozła”.

Obie ekipy dały z siebie wszystko – widać było, że każdemu zależy na zwycięstwie. Długo utrzymywał się wynik remisowy, aż nadszedł moment kulminacyjny: czerwona kartka dla gospodarzy. Niepotrzebna sytuacja związana z obrazą sędziego po zwykłym faulu sprawiła, że Ternovitsia musiała przez pełne 10 minut grać w osłabieniu. Goście nie mieli problemów z wykorzystaniem tej przewagi. Gdy kara dobiegła końca, ekipa w złotych strojach miała już cztery gole przewagi.

Gospodarze próbowali jeszcze wrócić do gry w drugiej połowie, ale dobra postawa Rock’n’Roll Warsaw nie pozwoliła im realnie zagrozić wynikowi. Szczególnie Duet Voronov–Rakhmail błyszczał w tym spotkaniu – chłopaki łącznie brali udział przy zdecydowanej większości bramek swojej drużyny, pokazując wysoką klasę piłkarską. Ciągła wymiana ciosów sprawiła, że to właśnie goście zeszli z boiska z trzema punktami oraz bilansem trzech bramek na plus.

Ternovitsia musi z kolei przełknąć gorycz porażki. Gdyby nie gra w osłabieniu, na której stracili bardzo wiele, mogli w tym spotkaniu realnie powalczyć o punkty. A tak – trzeba było obejść się smakiem.

4
21:00

Zarówno Warszawska Ferajna, jak i After Wola musiały przełknąć gorzki smak porażki w inauguracyjnym meczu Ligi Letniej. Tym ważniejszy wydawał się bezpośredni pojedynek tych dwóch zespołów, bo z racji tego, że latem gramy jedynie siedem kolejek, kolejna strata punktów mogła oznaczać, że walka o wyższe cele zakończy się, zanim na dobre się rozpocznie.

Mobilizacja w ekipie gości była na znacznie wyższym poziomie niż tydzień wcześniej, natomiast team Kacpra Domańskiego stawił się bez nominalnego bramkarza, więc między słupkami musiał stanąć Patryk Nowicki. Miało to swoje plusy – Ferajna mogła dzięki temu tworzyć przewagę wysoko grającym golkiperem i początkowo ten plan nawet zdawał egzamin. Problemem było jednak wykończenie. Ferajna objęła co prawda prowadzenie, ale do wyrównania doprowadził Patryk Abbassi, lobując z własnej połowy wysoko wysuniętego Patryka Nowickiego. I to był największy minus obranej przez Ferajnę taktyki – niemal każda niedokładność w rozegraniu narażała gospodarzy na groźne kontry. W pierwszej połowie bilans wyszedł na niekorzyść Warszawskiej Ferajny – do przerwy schodzili przy wyniku 2:5.

Na drugą część dojechał już nominalny bramkarz Ferajny, ale nie odmienił on diametralnie gry swojego zespołu. Kolejny błysk formy zaliczył Patryk Abbassi, notując dwa kolejne trafienia i asystę. After Wola podwyższyła prowadzenie do 2:8. Mecz był już właściwie przesądzony, choć gospodarze walczyli do samego końca – chociażby o kolejne bramki. Dokonali zresztą jeszcze jednej zmiany w bramce i do ostatniego gwizdka oglądaliśmy otwarty, bardzo ofensywny mecz. Z tej strzelaniny zwycięsko wyszli goście – wynik 5:14 nie pozostawia złudzeń, kto był w tym spotkaniu lepszy.

Warszawska Ferajna ma spory materiał do analizy i przemyśleń, by w kolejnych meczach zaprezentować się po prostu lepiej. After Wola natomiast zdaje się wracać na właściwe tory i być może jest w stanie powalczyć o medale w tej edycji.

Reklama