Sezon Lato 2023
Relacje meczowe: 8 Liga
Ekipy Warsaw Gunners FC i BRD Young Warriors dzieli w tej edycji tak wiele, że nie dawaliśmy sobie wielkich nadziei na emocjonujące spotkanie w tej parze. Tym bardziej, że fani Arsenalu mogli wskoczyć nawet na pierwsze miejsce w tabeli, bo swój mecz z Shot DJ przegrała ekipa Na2Nóżkę. Young Warriors w teorii mieli potencjał, by tutaj uprzykrzyć życie oponentowi, bo jest to zespół, który jeśli dobrze zacznie i który złapie trochę pewności siebie, to potrafi zrobić psikusa. Ale w niedzielę nie miał niestety argumentów. Nie dość, że część zawodników przyjechała spóźniona, to wynik rozstrzygnął się bardzo szybko. Praktycznie w pierwszej akcji Wiktor Ziółkowski zdobył gola dla Warsaw Gunners i już to było zapowiedzią tego, co tutaj nastąpi. Dysproporcja w możliwościach piłkarskich była zdecydowanie za duża i same chęci graczy BRD nie mogły tego zniwelować. Już do przerwy wynik brzmiał 5:0, a gdyby nie wiele dobrych interwencji Mateusza Adamca, mogło być znacznie wyżej. I tak naprawdę jedyną niewiadomą przed drugą połową było, jak wysoko się tutaj zakończy. Kwestią sporną pozostawała też ta, dotycząca otwarcia dorobku bramkowego przez nominalnych gości. Ostatecznie to się udało, gdy trafienie na 1:5 zanotował Rafał Dobrosz. Niewiele to jednak zmieniło, w dalszym ciągu przewaga faworytów była ogromna, co finalnie przyniosło efekt w postaci pewnego zwycięstwa, w stosunku 8:2. Było to niestety spotkanie bez historii, ustawione szybkimi golami na samym starcie. Warsaw Gunners zrobili co do nich należało i na pięć kolejek przed końcem są na szczycie ligowej hierarchii, jakkolwiek najtrudniejsze mecze dopiero przed nimi. BRD nie zdołali natomiast wyskoczyć ze strefy spadkowej. I taką porażką nie poprawili też sobie nastrojów przed kluczową częścią sezonu, która zapowiada się dla nich bardzo wymagająco.
Choć w teorii obie ekipy o nic większego w tym sezonie nie będą grały, to jednak przy sprzyjającym zbiegu okoliczności, mogły się włączyć odpowiednio w walkę o utrzymanie w przypadku Legionu i nawet miejsce medalowe w przypadku Kozic. Znacznie lepiej weszli w mecz goście, którzy objęli prowadzenie po golu Kacpra Napory. Były to jednak miłe złego początki, bo Legion w mgnieniu oka nie dość, że wyrównał, to jeszcze wyszedł błyskawicznie na prowadzeni. I był też piłkarsko lepiej ułożonym zespołem, co przekładało się na przewagę na boisku. Wynik 5:1 do przerwy najlepiej świadczy o tym, kto w tym spotkaniu był stroną przeważającą. Druga część również zaczęła się od bramki Kozic na 5:2, ale podobnie jak w pierwszej połowie na tym strzelanie gości się skończyło. Legion za to punktował rywala, dokładając kolejne gole. Choć cały zespół Legionu grał równo, co wydaje się być sporym atutem tej ekipy, na wyróżnienie zasługuje Vladyslav Barabash, który w dużej mierze napędzał ataki gospodarzy. Ze strony Kozic dobrze pokazał się Debal Bose, który ofiarnie grał w destrukcji i m.in. dzięki jego postawie skończyło się na wyniku 9:2. Choć rezultat był już raczej rozstrzygnięty, w końcówce meczu atmosfera zaczęła gęstnieć. Na parę minut przed końcem doszło do spięcia pomiędzy zawodnikami, które zamieniło się w przepychanki, a arbiter tego spotkania musiał sięgnąć po czerwony kartonik, częstując nim dwóch zawodników, po jednym z każdej ekipy. Szkoda, że zawodnikom puściły nerwy, bo większość meczu była rozgrywana fair. Legion dzięki zwycięstwu jest już o krok od wyjścia ze strefy spadkowej, natomiast Kozice na dobre utknęły w środkowej części tabeli.
Runda wiosenna nie jest na razie wymarzoną dla FC Polska Górom i Saskiej Kępy. To i tak dość delikatne określenie, bo obydwie ekipy do tego momentu notowały serię kilku porażek z rzędu, przez co ich szanse na zajęcie wysokiego miejsca w tabeli dość drastycznie spadły. Dlatego tym bardziej warto było powalczyć o całą pulę w bezpośrednim starciu i chyba każda ze stron zadawała sobie pytanie – jeśli nie z nimi, to z kim? Początek należał do Polski Górom, która objęła prowadzenie po ładnym strzale po dalszym słupku Jakuba Korpysza, ale dalej nie było już tak kolorowo. Saska Kępa spokojnie, acz metodycznie narzucała własne warunki gry i zaczęła to dokumentować bramkami. Ze stanu 1:0, zrobiło się 1:3 dla braci Zgórzak i spółki, chociaż ostatnie słowo w tej części gry należało do oponentów. Jeden gol przewagi niczego jeszcze nie przesądzał, natomiast Saska Kępa wydawała nam się zespołem dużo konkretniejszym, co szybko potwierdziła na początku drugiej połowy. Błyskawiczny gol na 4:2 uspokoił zapędy oponentów i pozwolił z dużym spokojem oczekiwać kolejnych fragmentów. Polska Górom nie była w stanie na to odpowiedzieć. Brakowało siły przebicia w ataku, lecz tutaj nie ma się co dziwić. W ich składzie nieobecny był Kacper Kowalski, ten sam, który w poprzednim meczu tych ekip zdobył 5 goli i 5 asyst. Bez niego Saska Kępa dość łatwo rozbijała ataki przeciwników, a gdy podwyższyła stan posiadania na 5:2, było jasne, że krzywda jej się tutaj nie stanie. Przegrywający zdołali zmniejszyć straty do 5:3, jednak to nie był ich dzień i musieli pogodzić się z kolejną porażką z rzędu. Ich problem tkwi przede wszystkim w ofensywie, bo jesienią to był naprawdę bramkostrzelny zespół, a teraz, w czterech spotkaniach w drugiej części sezonu zdobyli zaledwie 7 goli. No i nic dziwnego, że właśnie znaleźli się tuż nad strefą spadkową. W górnej połowie tabeli utrzymała się za to Saska Kępa. Niedzielną potyczkę wygrali na doświadczeniu i młodszych rywali skutecznie wypunktowali. Ale czy to zapowiada powrót do walki o najwyższe cele? Co do tego można mieć wątpliwości, bo jednak strata do 3 miejsca zrobiła się spora, ale walczyć trzeba oczywiście do samego końca.
Mecz pomiędzy zespołami Mareckie Wygi i Hiszpański Galeon miał jednego faworyta. Gospodarze kroczą od zwycięstwa do zwycięstwa i są mocnym kandydatem do mistrzowskiego tytułu. Ich rywal spisuje się znacznie poniżej oczekiwań i zajmuje ostatnie miejsce w tabeli. Od początku inicjatywę przejęli gospodarze, którzy po dziesięciu minutach prowadzili już 4:0. W kolejnych fragmentach nieco zmniejszyli tempo, ale nie przeszkadzało im to w zdobyciu kolejnych dwóch bramek. W pierwszej połowie dzielili i rządzili na boisku. Ich rywale nie byli w stanie poważnie zagrozić ich bramce, a pojedyncze akcje kończyły się fiaskiem. Wynik do przerwy 6:0 był odzwierciedleniem boiskowych wydarzeń. Druga połowa ponownie rozpoczęła się od ataków zawodników z Marek, czego efektem były kolejne dwa trafienia. Wysokie prowadzenie trochę uśpiło faworytów. którzy na kwadrans przed końcem spotkania stracili pierwszą bramkę. Na straconego gola szybko jednak zareagowali, trzykrotnie pokonując golkipera oponentów. Ozdobą spotkania był gol strzelony przez całe boisko przez Artura Pręgowskiego – bramkarza Hiszpańskiego Galeonu. Niestety dla niego oraz jego kolegów to był jedyny pozytywny akcent w tym spotkaniu, które zakończyło się wysokim zwycięstwem Mareckich Wyg 12:2. Zdobyte trzy punkty pozwalają im realnie myśleć o tytule mistrzowskim. Dla zawodników Hiszpańskiego Galeona to kolejna porażka, która stawia ten zespół w coraz gorszej sytuacji....
Miał być hit i był hit. Tak można podsumować zmagania Na2Nóżkę z Shot DJ. Obie ekipy postarały się o widowisko godne walki o mistrzostwo 8 ligi. W poprzednim meczu tych ekip górą byli podopieczni Elliego Rosińskiego i gospodarze na pewno mieli chrapkę na rewanż, ale Shot zdecydowanie lepiej wszedł w to spotkanie. Szybkie narzucenie tempa spowodowało, ze już w 4 minucie Max Maslof otworzył wynik strzałem z dystansu, a w kolejnej akcji Jan Jabłoński pogalopował lewym skrzydłem, położył bramkarza i zapakował piłkę do siatki. Na2Nóżkę długo nie pozostawało dłużne i w 9 minucie gola kontaktowego po podaniu Macieja Samoraja strzelił Olek Kubicki. Jednak defensywa gospodarzy miała potężne problemy z zatrzymaniem rozpędzonego Jana Jabłońskiego, który w 10 minucie minął trzech obrońców i nie dał szans Aleksandrowi Sordylowi. Jeszcze przed przerwą Shot podwyższył golem Filipa Olaka, lecz sytuacji bramkowych nie brakowało po obu stronach boiska. Warto tutaj dodać, że kapitalne spotkanie rozgrywał golkiper Shot DJ, czyli Jeremi Szymański, który już w pierwszej części spotkania popisał się kilkoma błyskotliwymi interwencjami, a w drugiej połowie niemalże zaczarował swoją bramkę powodując frustrację i niedowierzanie u napastników przeciwnika. Po wznowieniu gry tempo spotkania przez chwilę wzrosło – zamieszanie pod bramką N2N skończyło się obiciem słupka, a kontrujących gospodarzy cudem powstrzymał Jeremi Szymański. Na2Nóżkę musieli gonić wynik i napierali na bramkę gości, ale golkiper Shota grał tego dnia jak natchniony i nie dał się już ani razu pokonać, a w 35 minucie zdecydował się na samodzielny rajd przez całe boisko i tylko ofiarna obrona Aleksandra Sordyla spowodowała, że nie padła bramka. Mając sporą zaliczkę goście nieco się rozluźnili, ale Jan Jabłoński wciąż szukał okazji do zdobycia kolejnego gola. Długo nie mógł pokonać bramkarza N2N, marnując nawet 100% okazję, lecz w 41 minucie przełamał się i Shot podwyższył prowadzenie do 1:5. W gruncie rzeczy goście byli tego dnia po prostu lepsi w każdym aspekcie gry i to oni zgarnęli trzy punkty. Zwycięstwo to spowodowało, że walka o mistrzostwo 8 ligi nabrało właśnie nowych kolorów i aż cztery drużyny będą się liczyły w pogoni za złotymi medalami.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)