Sezon Lato 2023
Relacje meczowe: 8 Liga
Niesamowitą walkę i kawał dobrego futbolu oglądaliśmy w starciu Saskiej Kępy z Warsaw Gunners. Gospodarze jak dotąd wygrali dwa mecze i chcieli kontynuować dobrą passę. Ekipa Arkadiusza Trwogi po zwycięstwie w drugiej kolejce miała ambicję, by zdobyć punkty z wyżej notowanym rywalem. Team Korneliusza Troszczyńskiego planowo wyszedł na prowadzenie. Goście jednak grali z każdą minutą coraz lepiej i efektem tego była bramka wyrównująca. Od tego momentu dużo było walki w środkowej strefie i każda z drużyn skupiała się na szczelnej defensywie. Dopiero pod koniec pierwszej połowy gospodarze ponownie wyszli na prowadzenie. Gdy wydawało się, że na przerwę Saska Kępa zejdzie z minimalną przewagą Warsaw Gunners niespodziewanie zadali dwa ciosy rywalom. Piorunująca końcówka dała wynik 2:3 i to zapowiadało jeszcze większe emocje w drugiej odsłonie. Po zmianie stron długo utrzymywała się jednobramkowa przewaga gości. Dopiero strzałem z dystansu Jan Sroka doprowadził do remisu. Ta bramka trochę obciąża golkipera Gunnersów, który zostawił niemal całą bramkę pustą licząc chyba na dośrodkowanie, a nie strzał bezpośredni. W końcówce szalona walka o trzy punkty trwała w najlepsze. W Saskiej Kępie niezawodny Karol Mroczkowski po składnej akcji dał prowadzenie 4:3. Goście jednak mieli w ostatnich minutach trzy stuprocentowe sytuacje. Sam kapitan dwa razy głową, a raz strzelając w bramkarza minimalnie się pomylił i sędzia niestety zakończył ten mecz. Brawa dla obu ekip za fantastyczne widowisko i szkoda trochę Gunnersów, bo na punkt w tym meczu absolutnie zasłużyli.
Legion w tym sezonie nie zaznał jeszcze smaku zwycięstwa i tylko z jednym punktem jest w dolnej części tabeli. Na2Nóżkę z dorobkiem trzech punktów plasuje się w samym środku. Niewielka różnica w dorobku punktowym była widoczna na boisku. Od pierwszego gwizdka sędziego widzieliśmy bardzo wyrównaną grę, o czym może świadczyć, że pierwsza bramka padła dopiero w 15 minucie. Prowadzenie Legionu trwało zaledwie sześćdziesiąt sekund i goście doprowadzili do wyrównania. Dopiero dwie ostatnie akcje pierwszej połowy wyłoniły nam drużynę prowadzącą. Legion z dwubramkową przewagą przystępował do drugiej odsłony meczu, w której goście poważnie wzięli się za odrabianie strat. Bramka kontaktowa zdobyta w 29 minucie dała jeszcze większą wiarę w możliwość sięgnięcia po punkty w tym meczu. Zmasowane próby zdobycia gola przez gości bardzo długo powstrzymywał Maksym Popov. Uległ on po raz trzeci i zespoły powróciły do równowagi, która trwała zaledwie minutę i Legion ponownie był o gola z przodu. Minimalna przewaga i szybko upływający czas sprawiały, że mecz był bardzo emocjonujący. Na pięć minut przed końcem N2N po raz trzeci wyrównało i widowisko aż kipiało od emocji. Mimo starań obu zespołów do samego końca nie zobaczyliśmy już żadnej bramki. Finalny remis nie cieszył tak jak wygrana, lecz w naszych oczach jest jak najbardziej zasłużony dla obu drużyn.
Bardzo wyrównany pojedynek oglądaliśmy w starciu Shot DJ i Hiszpańskiego Galeonu. Gospodarze jakby z meczu na mecz się rozkręcali, goście natomiast szukali sposobu jak nawiązać do dobrych występów w Lidze Letniej. Długo utrzymywał się bezbramkowy remis. Pierwszą i jak się okazało jedyną bramkę w pierwszej części zdobył zawodnik Galeonu – skoro jednak musieliśmy tak długo czekać, to to trafienie rekompensowało nam ten okres. Jędrzej Skawina uderzył nadlatującą w jego kierunku piłkę zewnętrzną częścią stopy i futbolówka pięknie zakręciła tuż przy słupku Elie Rosinskiego. Bramka stadiony świata i mocny kandydat do miana trafienia kolejki. Pomimo prób z jednej i drugiej strony nikomu więcej w pierwszej części nie udało się pokonać bramkarza rywali. W drugą część znacznie lepiej weszli zawodnicy gospodarzy – minutę po wznowieniu gry mieliśmy już 1:1 po tym jak Gabriel Kermiche strzałem głową skierował piłkę do siatki. Swoją drogą rzadko widzimy bramki strzelane właśnie głową, ale jak się okazuje Shoty ten element mają dość dobrze opanowany. I choć pomimo kilku prób nie udało się tego powtórzyć, to jednak widoczne było, że w pojedynkach powietrznych górują Francuzi. Mecz zbliżał się ku końcowi i podział punktów wydawał się nieunikniony. Wtedy to Grzegorz Grzelak precyzyjnym strzałem wyprowadził Galeon na prowadzenie. Shot DJ rzucił się od odrabiania strat i zepchnął rywala do defensywy. I gdy wydawało się, że goście są o krok od utrzymania prowadzenia, w ostatniej akcji meczu Gabriel Kermiche doprowadził do wyrównania! Szał radości w drużynie gospodarzy wymieszał się z niedowierzaniem gości, a w tym wszystkim arbiter użył gwizdka po raz ostatni. Galeon zdobył pierwszy punkt w sezonie, ale na pewno wśród zawodników pozostaje spory niedosyt. Shot DJ nadal bez porażki, ale 4 punkty już gospodarzom gdzieś uciekły.
Chyba nikt nie mógł przypuszczać, że rywalizacja między Kozicami a FC Polska Górom przyniesie tak dużo emocji i zwrotów akcji. Był to prawdopodobnie jeden z najbardziej szalonych meczów podczas 3.kolejki, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Zacznijmy jednak od początku. Start spotkania, mimo że obfitował w sytuacje z obydwu stron, był dużo przyjemniejszy dla Kozic. Podczas gdy rywale nie mogli się wstrzelić w bramkę, a czasami obijali jej obramowanie, to nominalni gospodarze nie potrzebowali tylu prób, by wpierw otworzyć a następnie dorzucać do worka z bramkami kolejne skalpy. W tym okresie brylowali przede wszystkim Kacper Napora, a ładną bramkę na 3:0 zdobył Kuba Wieteska. Takim też wynikiem zakończyła premierowa odsłona i możemy się domyślać, że w przerwie w drużynie Polska Górom nie było zniechęcenia, bo mimo iż wynik był niekorzystny, to gra wcale nie korespondowała z rezultatem. Chłopaki wyszli więc z dużą determinacją na finałowe 25 minut, tylko że od razu dostali „gonga”, po tym jak Kacper Napora przejął piłkę i płaskim strzałem pokonał Marka Witusińskiego. Cztery gole różnicy to była bardzo duża przewaga, jednak przegrywający powoli zaczęli do tego meczu wracać. Pozytywnym symptomem był gol na 1:4, aczkolwiek Kozice dość szybko na to zareagowały własnym trafieniem. I być może uwierzyły, że tutaj nie może im się stać krzywda. Tymczasem oponenci powoli, acz systematycznie zaczęli dobierać im się do skóry. 5:2, 5:3, 5:4, a to wszystko głównie za sprawą bardzo skutecznego Grzegorza Milewskiego. Nagle robi się 5:5 i sami nie wiemy, w którą stronę to wszystko zmierza. Na fali są gracze Polska Górom, ale rywale wreszcie łapią oddech i po trafieniu Valentina Chekwube mają bramkę zapasu. To jednak nie zniechęca oponentów. Znowu w roli głównej Grzegorz Milewski i jest 6:6! I właśnie wtedy sprawy w swoje nogi bierze Kacper Napora. Rozgrywający znakomite spotkanie napastnik Kozic popisuje się fenomenalnym strzałem z ostrego kąta i piłka wpada pod poprzeczkę bramki Marka Witusińskiego. GOLAZO! Ale co najważniejsze – to trafienie okazuje się ostatnim, dzięki czemu po niesamowitej batalii Kozice triumfują w stosunku 7:6. Jednak brawa należą się obu zespołom, bo stworzyły Widowisko przez duże W. I aż żal, że w takim meczu nie można inaczej podzielić punktów, bo Polska Górom za swój zryw w drugiej połowie również zasłużyła, by coś do swojego dorobku dopisać.
Pierwszą kolejkę sezonu obie drużyny kończyły w zgoła odmiennych nastrojach, bo Mareckie Wygi zaliczyły falstart, a BRD wygrało swoje spotkanie. W drugiej serii obie drużyny zamieniły się rolami, więc po dwóch tygodniach gospodarze i goście mieli po 3 punkty na swoim koncie. Obie ekipy pojawiły się w niezłych składach, więc emocji miało nie zabraknąć. Innego zdania byli przede wszystkim zawodnicy Mareckich Wyg, a szczególnie Szymon Pietrucha, który w kilkanaście minut skompletował hat-tricka i wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie 3:0. Do przerwy reprezentanci Marek trafili jeszcze raz, a konkretnie uczynił to Damian Kotowski. BRD Young Warriors mimo licznej kadry, nie miało pomysłu na przełamanie defensywy rywali. Brakowało przede wszystkim ostatniego podania, a jak już udało się strzelić na bramkę rywali, to tam czekał Mateusz Bucior, który pilnie strzegł przestrzeni między słupkami. Przełamać tę niemoc udało się po przerwie, ale zanim to nastąpiło, Mareckie Wygi dorzuciły jeszcze dwa gole do swojego dorobku. Dopiero wtedy coś drgnęło w BRD, a jak już chłopaki zaczęli strzelać, to hurtowo, bo przy wyniku 6:0 dla gospodarzy, goście trafili trzykrotnie i zaczęło się robić gorąco. Na ławce Wyg widać było lekkie skonsternowanie, z kolei BRD uwierzyło, że może to wygrać i… zostało skarcone. Obudził się Artur Jesionowski, który był największą gwiazdą końcówki meczu. Zdobył dwa bramki, zaliczyl też asystę i ustalił wynik meczu na 9:3. Mareckie Wygi były bardzo mocne tego dnia, a BRD ma o czym myśleć po tym spotkaniu.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)