reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
17:00

Furduncio było stawiane w roli faworyta w pojedynku z Santiago Remberteu i jakby chcąc potwierdzić nasze przewidywania od samego początku ruszyli do zdecydowanych ataków. Dość powiedzieć, że nie minęło nawet 20 sekund meczu, a już mieliśmy 0:1 dla Canarinhos. Biorąc pod uwagę formę obu zespołów w lidze letniej można było przypuszczać, że przy takim początku tej rywalizacji czeka nas bardzo wysoki wynik.  Jednak pomimo ataków, kolejna bramka dla Brazylijczyków padła dopiero w 8 minucie, przy czym znów był to bardziej prezent od obrońcy gospodarzy niż składna akcja gości. Z biegiem czasu gra Santiago Remberteu zaczęła się układać i co więcej - udało im się po kontrze zdobyć bramkę kontaktową, a chwilę później mieli nawet szansę na remis! To było ostrzeżenie dla Furduncio, że mecz jeszcze nie jest wygrany i na pewno nie można zlekceważyć przeciwnika. Gospodarze mieli dobry okres gry, szkoda że nie wykorzystali wtedy w większym stopniu Mateusza Wodnickiego, który był największym zagrożeniem dla rywali. Problem w tym, że znów zbyt frywolna gra w defensywie poskutkowała następnym trafieniem dla Furduncio. Kolejna prosta strata przed własnym polem karnym została wykorzystana z zimną krwią przez Douglasa Mesquita i właściwie od tego momentu gospodarze na dobre stracili kontakt z przeciwnikiem. Na domiar złego, goście jeszcze przed przerwą podwyższyli na 1:4. W drugiej części graczy Santiago stać było jeszcze na jeden zryw i gola na 2:4, ale był to już ostatni taki akcent w ich wykonaniu. Za to Brazylijczycy trafili do bramki jeszcze trzykrotnie i zasłużenie dopisali sobie 3 pkt w ligowej tabeli. Gospodarze wciąż pozostają bez choćby jednego "oczka" i przed nimi ostatnia szansa, by coś w tej kwestii zmienić. Jednak przede wszystkim jeśli liczą na jakąkolwiek zdobycz z meczu ze Scorpionsami muszą być bardziej skoncentrowani w defensywie, by nie rozdawać tylu prezentów, szczególnie w kluczowych momentach spotkania.

2
18:00

Obie drużyny podchodziły to tego spotkania w zupełnie różnych nastrojach. Gospodarze po czterech porażkach z rzędu i już bez szans na zajęcie wysokiego miejsca w tabeli i goście z Osiedla Derby, opromienieni trzema zwycięstwami w ostatnich trzech meczach. Już od samego początku było widać, że w tym spotkaniu nie będzie kalkulowania i oba zespoły nastawione są na grę o pełną pulę. Akcje przenosiły się od jednego pola karnego do drugiego, a bramkarze obu ekip musieli od pierwszego gwizdka być w pełni skoncentrowani, bo na brak pracy nie mogli narzekać. Jako pierwsi na prowadzenie wyszli zawodnicy Oldboys Derby, ale ich radość nie trwała zbyt długo, bo dosłownie parę minut później golkiper Rodziny Soprano skutecznie uruchomił kontrę, którą precyzyjnym strzałem wykończył Krzysiek Kulibski. Choć spotkanie było rozgrywane w naprawę niezłym tempie i obu zespołom nie brakowało okazji do zdobycia gola, po 25 minutach utrzymywał się wynik 1:1. W drugiej części coraz mocniej zaczęła się zarysowywać przewaga gospodarzy i kolejny gol dla teamu Grześka Bogdańskiego wisiał w powietrzu, bo o ile bramkarz Rodziny Soprano nie był już tak często angażowany do obrony swojej bramki jak w pierwszej połowie, o tyle Michał Piątkowski nie narzekał na nudę. Jednak i on musiał skapitulować, co gorsza dla jego zespołu, w okolicach 40 minuty aż trzykrotnie wyciągał piłkę z siatki w przeciągu zaledwie 5 minut. Przy traconych bramkach nie miał nic do powiedzenia, a już szczególnie w sytuacji, gdy po stracie jednego z Oldbojów ruszyło na niego aż trzech zawodników rywala. Warto też dodać, że wszystkie cztery trafienia gospodarzy były autorstwa Krzyśka Kulibskiego, który tym samym nawiązał do swoich najlepszych występów. Oldboysom udało się jedynie zmniejszyć rozmiary porażki do stanu 4:2 w samej końcówce. Rodzina Soprano tym samym przerwała złą passę, przy okazji pozbawiając Oldbojów szans na zajęcie podium w lidze letniej.

3
19:00

Będące na drugim miejscu w tabeli FC Vikersonn grało przeciwko Dynamo Wołomin, które plasowało się na trzeciej pozycji. Oba zespoły dzieliła tylko różnica bramek. Pierwsza połowa jak i cały mecz była bardzo wyrównana. Gospodarze szybko, bo już w 4 minucie wyszli na prowadzenie. Ofensywna gra obu zespołów nie przyniosła wielu bramek, lecz mogliśmy oglądać dużo bardzo ładnych kontrataków. Kiedy do końca pierwszej części meczu zostało pięć minut goście doprowadzili do wyrównania i na ich nie szczęście w tej samej minucie również stracili gola. Jednobramkowa przewaga gospodarzy i wyrównana walka o każdą piłkę zapowiadała interesującą drugą połowę. Po zamianie stron mecz zrobil się jeszcze bardziej interesujący. Zawodnicy z Wołomina w 30 minucie zdołali wyrównać i nic nie zwiastowało tego, co ma się za chwilę wydarzyć. Sześć minut po doprowadzeniu do remisu goście jakby zasnęli na trzy minuty. Właśnie tyle czasu potrzebowali gospodarze, aby zadać trzy szybkie ciosy i wyjść na prowadzenie, którego już nie oddali. Goście mimo usilnych starań nie byli w stanie zdobyć już choćby jednej bramki, a minutę przed ostatnim gwizdkiem stracili jeszcze jedną, która ustaliła wynik spotkania. Dzięki tej wygranej FC Vikersonn utrzymał się na drugim miejscu i w ostatniej kolejce potrzebuje tylko remisu, aby zachować swoją pozycję. Dynamo Wołomin wciąż ma szanse na zakończenie sezonu na podium, lecz muszą wygrać z liderem i liczyć na dobre rezultaty w pozostałych spotkaniach.

4
22:00

Patrząc na formę obu drużyn w ostatnich tygodniach to zdecydowanym faworytem tego spotkania była drużyna Dzików z Lasu. Mecz początkowo zaczął się dość wyrównanie. Zarówno jedni jak i drudzy dążyli do szybkiego otwarcia wyniku, jednocześnie nie narażając się na kontratak. Już w 3 minucie spotkania Poniatowski wykorzystał błąd defensora gospodarzy i wyprowadził Scorpionów na prowadzenie. Z upływem kolejnych minut zaczęła się jednak klarować przewaga gospodarzy, którzy coraz częściej gościli pod bramką rywala i na efekty nie trzeba było długo czekać. Dziki doprowadziły do wyrównania stanu meczu i od tej chwili zaczęły się kłopoty ich rywali. Nie podłamała ich strata bramki, ponieważ cały czas chcieli strzelić kolejną. Drużynie trenera Kałuskiego brakowało w pewnym momencie pomysłu na grę. Do tego dochodziły coraz większe luki w formacjach, przez co rywale mogli swobodnie przemieszczać się z piłką. W odstępie trzech minut Dziki zdobyły dwie bramki, co wprowadziło nerwowość do zespołu gości. Druga połowa rozgrywała się już bardziej pod dyktando faworytów. Przeciwnicy mogli liczyć jedynie na indywidualne przebłyski, które były szybko gaszone przez defensywę Dzików. Największą zmorą Scorpionów było wyprowadzanie piłki z własnej połowy. Praktycznie każdy gol dla Dzików w drugiej odsłonie meczu padł po stracie piłki na własnej połowie przez niedokładne i zbyt nerwowe podanie w poprzek boiska. Gospodarze bezlitośnie wypunktowali błędy rywali zdobywając kolejne trafienia. Wynik spotkania na 9:1 ustalił Brodowski, wykonując potem znaną cieszynkę z popularnej gry wideo. Ta klarowna wygrana Dzików zbliżyła ich do zdobycia mistrzostwa czwartej ligi. Natomiast drużyna rezerw Scorpionów trenera Kałuskiego straciła szansę na strefę medalową...

5
22:00

Niewiele brakowało, a starcie Fuszerki II z Polskim Drewnem nie doszłoby do skutku, gdyż jeszcze na pięć minut przed pierwszym gwizdkiem goście mieli tylko czterech graczy w swoich szeregach. Na szczęście, w ostatniej chwili zjawiło się jeszcze dwóch zawodników, a w trakcie meczu dotarł jeden spóźnialski, dzięki czemu obejrzeliśmy bardzo ciekawe widowisko z niespodziewanymi zwrotami akcji. Zaczęło się zgodnie z przewidywaniami. Świetnie dysponowany Mateusz Nykiel najpierw samodzielnie przechwycił piłkę i przeprowadził kontrę na 1:0, a następnie, po potężnym wyrzucie z bramki Artura Macka, dopadł do piłki podwyższając na 2:0. Do tego momentu wszystko toczyło się zgodnie z przewidywaniami: Fuszerka atakowała, "Drewniaki" się broniły i próbowały kontr. Przełom nastąpił, gdy po podaniu od Roberta Sadrena od własnej bramki, piłkę przyjął Grzesiek Maciejewski, a następnie pewnie przymierzył i zmniejszył deficyt do stanu 1:2. Stały fragment gry to zawsze świetna okazja dla Pawła Szydziaka, który i tym razem podszedł do wykonania rzutu wolnego i nie zmarnował okazji. Jego piękny strzał był nie do obrony i mieliśmy 2:2. Ku zaskoczeniu wszystkich - chyba nawet samych graczy Polskiego Drewna - inicjatywa przeszła na stronę gości. Doskonale na niedokładne zagrania rywali polował Hubert Dubiel, który dwukrotnie wyłuskiwał piłkę od rywali i samodzielnie karcił rywali za straty, dzięki czemu pierwsza połowa, dość niespodziewanie, zakończyła się stanem 2:4. Ku jeszcze większemu zdziwieniu, po golu Przemka Sosnowskiego goście prowadzili już 2:5 i w pewnym momencie kapitan rywali zażartował, że "trzeba było brać tego walkowera w ciemno". Jednak sportowa postawa odpłaciła się "Fuchmistrzom" z nawiązką. Od stanu 2:5 zrobiło się naprawdę świetne widowisko, które przerodziło się w prawdziwą remontadę. Świetne zawody rozgrywali bracia Półchłopek, Łukasz i Jakub, których doskonała postawa, w tym cztery trafienia Jakuba oraz gol i asysta Łukasza sprawiły, że z trzybramkowego deficytu Fuszerka II wyszła na prowadzenie 12:6! Na listę strzelców wpisywali się także Michał Dudziński, Daniel Dudziński, Adam Piekarniczek oraz Kamil Jabłoński. Trzeba jednak podkreślić, że dysponujący szeroką kadrą gospodarze wykorzystali fakt, że goście w drugiej połowie "oddychali rękawami" i z każdą chwilą tempo ich gry spadało. Niemniej, brawo dla obu ekip za dostarczone emocje, a szczególnie dla Fuszerki II za odwrócenie losów meczu. Ostatecznie gospodarze wygrali wyraźnie 13:6, dzięki czemu utrzymali miejsce na podium, a w ostatniej kolejce powalczą o srebro!

Reklama