Sezon Lato 2023
Relacje meczowe: 4 Liga
Dynamo Wołomin w meczu 3. Kolejki z Furduncio Brasil nie byli stawiani w roli faworyta, jednak doskonale wiedzieliśmy, że mogą zagrozić im w meczu. Początek starcia bardzo wyrównany, sporo niedokładności z obydwu stron. To wyglądało tak, jakby brakowało zgrania. Brazylijczycy ewidentnie czekali na przechwyty, by jak najszybciej przetransportować piłkę do fazy ofensywnej i zagrozić bramce rywali. Mieliśmy fragment ostrzeliwania bramki przez gości, by chwilę później Dynamo dwukrotnie zagroziło bramce rywali. Niestety, ale gospodarze wyglądali na spiętych, ale w tej części gry Radek Kania super wyglądał między słupkami. Canarinhos co prawda wygrywali pojedynki w powietrzu, ale nie przynosiło im to korzyści. Do przerwy po akcji prawą stroną wyszli na prowadzenie, które utrzymali do końca pierwszej połowy, mimo że Dynamo potrafiło się szybko podnieść i narzucić presję po straceniu bramki. Po zmianie stron akcja za akcję, ale to goście prowadzili i kontrolowali grę. Szybko na 0:2 podwyższył strzałem z wolnego prawdopodobnie najlepszy na boisku Ismailey Maia. Od tego momentu goście się rozpędzili i co chwila stwarzali podbramkowe sytuacje, dużo gry zespołowej, wymiany pozycji i kreowania sytuacji kolegom. Przy wyniku 0:4 gospodarze mogli strzelić pierwszą bramkę, jednak zawodnik Dynamo trafił w kolegę i rezultat nie uległ zmianie. Kolejne minuty to dalsza egzekucja gości. W finalnym rozrachunku faworyci wygrali 0:7 co umocniło ich na ligowym podium. Warto zaznaczyć, że mimo straconych bramek zawodnicy Dynamo muszą zaprosić swoich bramkarzy na dobry obiad w zamian za ich dyspozycję.
Od mocnego uderzenia rozpoczął się mecz Rodzina Soprano – Polskie Drewno. Gospodarze już od pierwszych minut rozpoczęli szarżę na bramkę strzeżoną przez Roberta Sadrena. Grzegorz Bogdański podaniem na lewe skrzydło znalazł Kulibskiego, który huknął jak z armaty pod poprzeczkę nie dając szans bramkarzowi. Zawodnicy Polskiego Drewna tuż po rozpoczęciu gry od środka popełnili błąd w rozegraniu i pięknym strzałem z dystansu popisał się Kamil Gadomski. Na pewno nie takiego początku spodziewali się goście, gdyż po zaledwie trzech minutach meczu przegrywali już dwiema bramkami. Nie oznaczało to jednak, że postanowili całkowicie złożyć broń w tym spotkaniu. W 11 minucie po rzucie z autu świetnie w polu karnym zachował się Daniel Czekaj i zdobył bramkę kontaktową na 2:1. Rodzina Soprano musiała zdecydowanie odpowiedzieć, ponieważ rywale dostali mocny sygnał, że jest szansa odmienić losy meczu. Na ich szczęście niezawodny był duet Bogdański-Kulibski, i to głównie za ich sprawą udało się doprowadzić do wyniku 5:1. Przed przerwą goście odpowiedzieli jeszcze dwoma trafieniami, w tym rzut karny na bramkę zamienił Eryk Gumowski. Po zmianie stron zmotywowani gracze Polskiego Drewna rzucili się do odrabiania strat, co poskutkowało doprowadzeniem do remisu 5:5. Taki obrót spraw dodał spotkaniu jeszcze większej dramaturgii i Rodzina Soprano nie mogła już pozwolić sobie na rozluźnienie. Zabrali się do pracy i zdobyli trzybramkową przewagę, której nie oddali już do końcowego gwizdka. Ostateczny wynik 10:7 pozwala Kulibskiemu i spółce poważnie myśleć o medalach w sezonie letnim.
Santiago Remberteu wciąż nie może pochwalić się zwycięstwem w naszych rozgrywkach, ale z meczu na mecz ekipa Krzysztofa Bienkiewicza wygląda coraz lepiej, choć do tej pory mierzyła się z wyjątkowo niewygodnymi ekipami. Nie inaczej było tym razem - przeciwnik równie wymagający, bo chłopaki z FC Vikersonn znani są z dość nieprzewidywalnego, ale przede wszystkim bardzo walecznego i wybieganego stylu gry. Nie minęła nawet minuta, a golkiper Santiago Mariusz Linkiewicz musiał wykazać się dobrą interwencją. Choć pozostawał bardzo czujny między słupkami musiał skapitulować już w 5 minucie. Slawik Tuymkiw przebił się przez obrońców i nie dał szans bramkarzowi. Gospodarze nie pozwolili pójść Vikersonnowi za ciosem i w 10 minucie gola wyrównującego zdobył Piotr Wójtowicz. Goście błyskawicznie zripostowali trafieniem Ivana Kachuka, a już chwilę później było 1:3 po drugim golu Slawika Tuymkiwa. W 20 minucie goście dosłownie rozmontowali defensywę Santiago i Roman Danchuk wyprowadził swój zespół na trzybramkowe prowadzenie, ale tym razem to ekipa Krzysztofa Bienkiewicza szybko się zrewanżowała, a gola z rzutu wolnego zdobył Andrzej Leńczuk. Pierwsza połowa skończyła się więc wynikiem 2:4, ale po prawdzie gdyby nie rewelacyjna dyspozycja bramkarza Santiago, wynik mógłby być dużo bardziej korzystny dla pomarańczowych. Vikersonn praktycznie non-stop był w natarciu i bezustannie zagrażał bramce przeciwnika, gospodarze za to atakowali dość czytelnie, a ich ofensywie brakowało dynamiki i pomysłowości, ale przede wszystkim rozciągania gry po skrzydłach. Mimo to Santiago skrzętnie wykorzystywało raczej skromną ilość nadarzających się akcji podbramkowych i na początku drugiej połowy Piotr Wójtowicz trafił na 3:4, a w 37 minucie po drugim golu Andrzeja Leńczuka mieliśmy remis. Goście czując, że zwycięstwo ucieka rzucili się do ataku i Mariusz Linkiewicz musiał się srogo napracować. W 41 minucie po strzale jednego z zawodników Vikersonna piłka obiła słupek, ale bramka wisiała w powietrzu i w 43 minucie zwycięskiego, jak się potem okazało, gola strzelił Ruslan Kosmach. Nie mając nic do stracenia Santiago Remberteu powinno przesunąć się całkowicie do ofensywy, jednak gospodarzom wyraźnie brakowało już sił i pomysłów, a samotne kontrataki napastników z Rembertowa rozbijały się o obronę gości. Santiago wciąż pozostaje bez punktu, ale zbiera doświadczenie, które z pewnością zaprocentuje w przyszłości. FC Vikersonn w końcu przełamał się i po serii dwóch remisów zgarnął ważne 3 punkty, które mogą okazać się kluczowe w walce o medale.
Spotkanie na szczycie czwartej ligi jakim było starcie rezerw Oldboysów Derby z rezerwami Scorpionsów zebrało dużą liczbę kibiców gospodarzy. Patrząc na składy na ten dzień, to Oldboysi dysponowali szerszą ławką rezerwową aniżeli ich rywale. To jednak nie przeszkodziło gościom, bo już w pierwszej akcji meczu wykorzystali złe ustawienie defensywy rywali i Michał Kaźmierczak otworzył wynik przy asyście Pawła Pytko. Skorpiony były blisko kilkukrotnie zwiększyć przewagę, lecz błyszczał w bramce gospodarzy błyszczał Rafał Wieczorek. W 17 minucie okazję na wyrównanie wyniku miał Andrzej Kalinowski, lecz jego mocny strzał po rzucie rożnym trafił w słupek świątyni Piotrka Arendta. Pierwsza połowa meczu zakończyła się jedną zdobytą bramką przez Skorpionów. Po przerwie to gospodarze zaczęli bardziej atakować na połowie rywali. W 27 minucie Jacek Łukasiewicz z rzutu wolnego trafił w słupek, ale dobrze ustawiony był Michał Piątkowski pewnie dobijając piłkę do bramki gości doprowadzając do remisu. Po chwili świetną kombinacją podań popisał się Marcin Sobczak z Michałem Piątkowskim gdzie to ostatni z nich asystował przy bramce Michała Bugajskiego. W 41 minucie po dobrym odbiorze piłki na polu gospodarzy przez Jurija Łukjanca Skorpionsy wyrównują spotkanie. Dwie minuty później zamieszanie w obronie rywali wykorzystuje Paweł Poniatowski przy asyście Jurija. Ostateczny wynik 2-4 ustalił Szymon Rudnik i zwycięstwo zbliżyło ADS do walki o medale, gdzie stratę do podium mają tylko na poziomie dwóch punktów.
FC Dziki z Lasu II jak do tej pory siały postrach w 4.lidze. Dwie pewne wygrane powodowały, że perspektywa ustrzelenia zwycięskiego hat-tricka była realna. Tym bardziej, że w niedzielę mierzyli się z Fuszerką II, która zajmowała lokatę w strefie zaznaczonej w tabeli na czerwono. Ale jak pokazały boiskowe realia – to wcale nie była konfrontacja hegemona ze słabeuszem. Dość powiedzieć, że losy tej potyczki rozstrzygnęły się dopiero w drugiej połowie, a do tego momentu Fuszerka była równorzędnym rywalem dla swoich przeciwników. Co więcej – nie brakowało fragmentów, gdzie gra tej ekipy podobała nam się bardziej, co zresztą dało chłopakom prowadzenie 2:1, mimo że to rywal jako pierwszy rozpoczął strzelanie w spotkaniu. Zespół Łukasza Półchłopka może jednak żałować, że w sytuacji, gdy złapał właściwy rytm, nie zdobył więcej goli, bo okazji nie brakowało. To był z kolei sygnał ostrzegawczy dla Dzików. Wiele ożywienia w poczynania tej drużyny wniosło wejście Michała Janowicza, który przyspieszył grę, potrafił zrobić przewagę, no i to przełożyło się na rezultat. Po 25 minutach gry to Dziki były o gola z przodu i myśleliśmy, że będzie kwestią czasu, gdy postawią stempel na trzech punktach. Fuszerka nie dawała się jednak złamać. Widać było duże zaangażowanie oraz determinację i właśnie tym ten zespół nadrabiał pewną różnicę w technice, która była na korzyść rywali. Jedyne, czego Fuszerka powinna żałować, to okoliczności straty gola na 2:4, kluczowego dla losów meczu. Za lekkie podanie do bramkarza wykorzystał jeden z rywali i stało się jasne, że Dziki tego meczu już nie oddadzą. Ostatecznie faworyci triumfowali 5:2, ale nie był to dla nich spacerek. I można się dziwić, jak to jest, że tak grająca Fuszerka zajmuje tak niską pozycję w tabeli. Mamy więc nadzieję, że to spotkanie – chociaż przegrane – będzie punktem zwrotnym w ich przygodzie z ligą letnią, bo tę ekipę stać na to, by bić się z najlepszymi jak równy z równym.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)