Sezon Lato 2023
Relacje meczowe: 4 Liga
Minionej niedzieli, na boiskach warszawskiego AWF-u, mieliśmy przyjemność rozpocząć letni sezon zmagań, który powrócił do naszego „repertuaru” po blisko dwóch latach. W ramach czwartego i tym samym najniższego szczebla ligowej piramidy mierzyły się ze sobą ekipy Rodziny Soprano oraz włochowskich ADS’ów. Drużyna pod wodzą Artura Kałuskiego zdecydowanie oczekiwała na ten moment, aby udowodnić sobie, że jest w stanie walczyć o najwyższe cele. Należy przypomnieć, że Scorpiony w minionym sezonie, dopiero na finiszu rozgrywek straciły upragnioną szansę na udział w Pucharze Ligi Fanów. Naprzeciwko im stanął skład, który na papierze wydawał się być faworytem. W szeregach Rodziny Soprano znaleźli się bowiem między innymi gracze z pierwszoligowego Mixamatora oraz czwartoligowego LTM’u. Ku zdziwieniu wszystkich, boiskowe wydarzenia miały zgoła odmienny przebieg. To gracze gości otworzyli wynik, za sprawą trafienia Juriego Łukjanca. Podrażnieni gospodarze, po stracie bramki momentalnie rzucili się do zmasowanych ataków. Mimo szalonego tempa narzuconego przez ekipę w białych strojach pewną postawą między słupkami wykazał się golkiper Konrad Dudek, który fantastycznymi paradami (momentami nawet w sytuacjach sam na sam) niejednokrotnie ratował swoich kolegów przed utratą bramki. Do przerwy wynik nie uległ zmianie, jednakże druga odsłona tego widowiska była już zdecydowanie bardziej otwarta i bogata – w to, co lubimy najbardziej – czyli w bramki. Rodzina Soprano najpierw zdołała doprowadzić do wyrównania, aby chwilę później objąć prowadzenie. Radość jednak nie trwała zbyt długo, ponieważ po sporym zamieszaniu w polu karnym, jeden z graczy w białych strojach wpakował piłkę do własnej siatki. Zaledwie kilka chwil później, wracający po kontuzji Paweł Pytko, pewnym uderzeniem pokonał bramkarza rywali, dając ADS’om prowadzenie. Niestety dla zawodników trenera Kałuskiego rywale nie poddali się do samego końca, czego efektem było trafienie wyrównujące, które jednocześnie ustaliło wynik spotkania na 3:3.
Mecz pierwszej kolejki czwartej ligi, w letnich rozgrywkach pomiędzy Oldboys Derby, a FC Vikersonn nie przyniósł wielu bramek, lecz dostarczył nam wiele sportowych emocji. Od samego początku oglądaliśmy zaangażowanie obu zespołów w dążeniu do zdobycia gola. Jako pierwsi na prowadzenie wyszli zawodnicy gości pokonując w 10 minucie Rafała Włodarczyka. Odpowiedź gospodarzy nadeszła cztery minuty później za sprawą Marcina Sobczaka, który jak w meczu Polska – Czechy doskonałym wyrzutem z autu podał piłkę Miłoszowi Suchcie, a ten umieścił ją za plecami bramkarza Vikersonnu Wyrównana oraz szybka gra na całej powierzchni boiska była ucztą dla oczu i przynosiła wiele emocji i parad obydwu golkiperów. Gola dającego prowadzenie na przerwę zdołali zdobyć gospodarze, czym podrażnili sportowe emocje gości. Kiedy oba zespoły wróciły po chwili odpoczynku na murawę, dalej oglądaliśmy wyrównany pojedynek. FC Vikersonn na trzynaście minut przed końcem spotkania zdobył gola, którego autorem był jak się później okazało najlepszy zawodnik minionego weekendu tego poziomu rozgrywkowego Slawik Tuymkiw. Chwilę po stracie prowadzenia gospodarze mogli znów posiadać bramkową przewagę, lecz nie zdołali wykorzystać rzutu karnego strzelając w lewy słupek bramki. Uniesieni przestrzeloną jedenastką goście zaczęli jeszcze mocniej atakować bramkę Oldboysów i w 44 minucie po raz ostatni wyszli na prowadzenie. Kiedy do końca spotkania zostały sekundy gola na wagę remisu zdobył Adam Włodarczyk. Obu zespołem dziękujemy za emocje dostarczone w meczu, a remis, mimo, że żadnej ze stron nie zadowala był dobrym podsumowaniem boiskowych wydarzeń.
Mecz pomiędzy młodymi zawodnikami Dynama Wołomin, a bardziej doświadczonymi drugiej drużyny Fuszerki od samego początku toczył się w szybkim tempie. Naprzemienne akcje ofensywne przez pierwsze czternaście minut nie przyniosły żadnej ze stron utęsknionego gola. Dopiero w ów minucie goście zdołali pokonać bramkarza Dynama wychodząc na prowadzenie. Młodzieńczą werwę gospodarzy dało się odczuć na boisku, lecz nie była ona w stanie przeciwstawić się doświadczeniu boiskowemu Fuszerki. Pierwsza połowa nie przyniosła więcej goli, mimo, że obie drużyny miału ku temu sposobność. Zamiana stron nie przyniosła większej różnicy w grze zawodników. Naprzemienne próby zdobycia gola kończyły się niecelnym strzałem lub doskonałymi paradami bramkarskimi. Osiem minut przed końcem spotkania Dynamo mogło wyjść na prowadzenie, lecz na drodze piłki stanął Konrad Jastrzębski, który pokazał swój kunszt. „Co się odwlecze, to nie uciecze”. Tymi słowami możemy podsumować ostanie trzy minuty tego zaciętego – wyrównanego meczu. Gospodarze w tym czasie zdołali po raz pierwszy pokonać golkipera gości, a minutę później powtórzyli ten wyczyn, który był wart trzech punktów. Pierwsze cenne zwycięstwo w nowym sezonie podbudowało morale chłopaków z Wołomina, a niewielka różnica bramkowa na koniec może zwiastować, że oba zespoły będą liczyły się w walce o najwyższe cele.
Od samego początku spotkania dało się zauważyć, że to drużyna gości będzie w tym spotkaniu kontrolować grę. Santiago Remberteu miało problemy w powstrzymywaniu składnie budowanych ataków Dzików z Lasu II. Worek z bramkami otworzył Łukasz Sypiański, który po szybkim wyjściu z kontratakiem 3 na 1 umieścił piłkę w pustej bramce. Po zdobyciu gola drużyna gości zaczęła kontrolować przebieg meczu. Jej zawodnicy utrzymywali się przy piłce, starając się zbudować przewagę, a przy tym zdobywali kolejne trafienia. Do przerwy wynik spotkania wynosił 0:6. Druga połowa szybko pokazała, że przebieg meczu pozostanie bez zmian. Sam Michał Ossowski w tym spotkaniu zdobył aż 4 gole, a do tego dołożył jedną asystę. Honorową bramkę dla gospodarzy zdobył Łukasz Zawadzki. Wynik meczu na 1:18 ustawił Antoni Herman, który pewnym strzałem pokonał bramkarza po podaniu Łukasza Sypiańskiego. Z tego miejsca również dziękujemy Agnieszce, która jest kolejną reprezentantką skromnej grupy grających kobiet w Lidze Fanów. Mamy nadzieję, że nasze boiska Ci się spodobają i zostaniesz z nami na dłużej niż tylko lato! Zasłużone 3 punkty na inaugurację ligi letniej powędrowały do Dzików, a gospodarze jak na razie z pustym kontem. Nie jest to jednak czas, żeby się zamartwiać i poddawać. Wręcz przeciwnie! Jeszcze wiele niedziel przed nami, aby pokazać swoje umiejętności innym rywalom.
Brazylijska samba kontra polska myśl szkoleniowa. W takim zestawieniu zwycięzca zdawał się być znany już na papierze. Nic bardziej mylnego! Polacy nie tylko postawili się Brazylijczykom, co napędzili im nie lada stresu. Co prawda sympatyczna ekipa z Ameryki Południowej objęła jako pierwsza prowadzenie, strzelając dwie bramki, których autorem był fantastyczny Rafael Andrade, ale podrażniona Polska ofensywa nie zamierzała pozostawać dłużną. Najpierw Paweł Szydziak zdołał pokonać bramkarza Furduncio Brasil. Następnie po jednym z podań z autu, do piłki dopadł Eryk Gumowski, dając tym samym upragnione wyrównanie. Dzięki tej bramce zawodnicy obydwu ekip schodzili na przerwę przy stanie bramkowym 2:2. Druga część pojedynku obfitowała w podobne, jak nie większe emocje. Strzelanie w finałowej odsłonie rozpoczęli gospodarze, którzy po raz pierwszy w tym spotkaniu wyszli na prowadzenie. Miało to miejsce po trafieniu nowego nabytku ekipy w zielonych strojach, Mateusza Załogi. Radość jednak nie trwała zbyt długo, ponieważ uderzenie Diego Caballero nie zostało obronione przez golkipera Drewna, któym był tego wieczora Mateusz Jastrząb. W kolejnym etapie spotkania kolejny raz gospodarze zdołali pokonać Angela, znowu przejmując inicjatywę. Niestety dla nich zryw Furduncio w końcówce spotkania zakończył się bramką dającą upragniony remis. Po meczu możemy śmiało powiedzieć, że obydwie drużyny będą w gronie faworytów do wygrania ligi. Jednakże przed nimi długa i wymagająca droga, dlatego z ostatecznymi wnioskami należy jeszcze poczekać.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)