Sezon 2022/2023
Relacje meczowe: 11 Liga
W zapowiedziach meczowych stawialiśmy na gospodarzy, bo patrząc na liczbę punktów w tabeli można było śmiało wyciągnąć w ten sposób idące wnioski. Nic bardziej mylnego! Piłka nożna jest nieprzewidywalna, a ten mecz tylko to potwierdził. Już w 5 minucie Ihor Makhlai trafił do siatki po świetnym dośrodkowaniu od Vadyma Butenko. Na kolejny gol gości nie trzeba było długo czekać, bo już za moment Yevhenii Kyrii doskonale wykorzystał błąd gości. Po przejęciu piłki długo się nie zastanawiał i jeszcze sprzed pola karnego wykonał strzał, którego nie obroniłby nawet tak wybitny bramkarz jak Adam Maj. Kiedy tempo gospodarzy nieco spadło goście wykorzystali moment nieuwagi i przechwycili piłkę w mistrzowskim stylu. Zrobił to Adam Włodarczyk, który w tym meczu był niekwestionowaną gwiazdą. Adam został MVP 8 kolejki właśnie za to spotkanie, w którym pokazał swoje niesamowite umiejętności. Strzelił bowiem aż 4 gole i zaliczył jedną asystę. Drugi jego gol to fantastyczny strzał z dystansu, kolejny raz po przejęciu piłki. Pierwsza połowa meczu zakończyła się wynikiem 2:2, ale emocje w drugiej części spotkania nie opadły, a wręcz się podwoiły. Obie ekipy miały apetyt na zwycięstwo, które zaspokoiłyby ich głód punktów. W drugiej połowie na pochwałę zasługuje Vadym Butenko, który po szarży przez całą długość boiska i minięciu wszystkich rywali umieścił piłkę w prawym dolnym rogu siatki. Przez całe spotkanie goście próbowali wyrównywać wynik i gonić za Vikersonem. Sytuacja zmieniła się w 42 minucie. Był to moment, od którego goście zaczęli prowadzić, a gospodarze mocno denerwować. Mecz finalnie zakończył się wynikiem 5:7, jednak nie pozwoliło to Old Boys Derby III wyjść ze strefy spadkowej w 11 lidze i w kolejnej, ostatniej kolejce będą musieli się jeszcze trochę postarać.
Bardzo ciekawe i obfitujące w gole, choć na wstępie trzeba zaznaczyć, że nie tylko do jednej bramki, spotkanie obejrzeliśmy w starciu Orłów Zabraniecka z Kometą Warszawa. Już w 2 minucie Kometa objęła prowadzenie, ale nie cieszyła się z niego długo, bo w kolejnej akcji to bramkarz gości musiał wyjmować piłkę z siatki. Z pewnością nie takiego obrotu sprawy spodziewali się zawodnicy Komety. Co więcej, gdy znów wyszli na prowadzenie, Orły ponownie szybko odpowiedziały trafieniem na remis, a do tego, gdy gospodarze dość nieoczekiwanie poszli za ciosem i zdobyli bramkę na 3:2, zrobiło się bardzo ciekawie. Kometa nieprzyzwyczajona do przegrywania ruszyła do odrabiania strat i tym razem role się zamieniły, bo już chwilę po stracie gola, to goście wyrównali stan meczu. Gdy wydawało się, że obie ekipy zejdą na przerwę przy remisie, w ostatniej akcji pierwszej części Daniel Ziółkowski okazał się najsprytniejszy w polu karnym i zdobył bramkę na 3:4. W drugiej części obraz meczu znacząco się nie zmienił. Co prawda Kometa przeważała i miała zarówno większe posiadanie piłki jak i więcej akcji bramkowych, ale Orły nie pozostawały dłużne stawiając na kontrataki. Już na początku drugiej części znów udało się doprowadzić do wyrównania 4:4, ale wtedy Kometa wrzuciła wyższy bieg i uciekła z wynikiem na 4:7. Można było się spodziewać, że goście będą mieli już ten mecz pod kontrolą, ale Orły znów zaczęły odrabiać straty. Po dwóch golach w zaledwie 3 minuty udało się doprowadzić do stanu 6:7. Był to już jednak ostatni zryw gospodarzy, bo końcówka zdecydowanie należała do Komety. Daniel Ziółkowski dwoma trafieniami przypieczętował swój dobry występ jak i wygraną swojego teamu 6:9. Mimo, że Kometa była lepsza piłkarsko, miała niełatwą przeprawę z rywalem. Widać było, że preferują szybką wymianę podań, co na mniejszym boisku znacznie lepiej się sprawdza.
Wszyscy chyba wiedzą, że Pogromcom Poprzeczek bardziej niż na punktach w tabeli zależy na obijaniu górnej części konstrukcji bramki. Inaczej sprawa się ma w przypadku ekipy Dynama Wołomin. Młodzi, pełni ambicji i sił witalnych gracze zespołu Maćka Dorsza przyjechali tego wieczoru na Picassa po wygraną. Trochę musieli się zdziwić, gdyż jako pierwsi do bramki trafili gospodarze, a konkretnie Grzesiek Darłak. Oczywiście rozjuszyło to charakternych graczy Dynama i do końca pierwszej połowy gra toczyła się pod ich dyktando. Do wyrównania, po podaniu Michała Żelazowskiego, doprowadził Emil Krasnodębski. Bramka na 1:2 to z kolei wyczyn Marcina Kubika, który przejął piłkę po niefortunnym zagraniu rywala i pewnie umieścił piłkę w bramce. Ostatnie dziesięć minut przed przerwą to koncert Kacpra Urbana, który dwukrotnie, bezlitośnie wykorzystał złe ustawienie defensorów Pogromców i zanotował trafienia na 1:3 oraz ustalające wynik pierwszej części meczu na 1:4. Po zmianie stron Kacper skompletował hat-tricka, kiedy po podaniu Emila Krasnodębskiego podwyższył na 1:5. W zasadzie nie zapowiadało się na jakąś pogoń za wynikiem, ale ekipa Mateusza Niewiadomego lubi zaskakiwać! Sam wspomniany napastnik Poprzeczek dwukrotnie wpisywał się na listę strzelców, a wtórowali mu Norbert Plak oraz Patryk Rejmiś. Po bramce drugiego z wymienionych dystans skrócił się do stanu 5:7 i pojawił się realny scenariusz podziału punktów! Jednak gracze z Wołomina zwarli szeregi w obronie i już tego dnia nie pozwolili rywalom na wbicie kolejnych goli. 5:7 wygrało Dynamo, ale trzeba przyznać, że emocji było znacznie więcej, niż zapowiadało się na początku spotkania !
Karol Brążkiewicz – zapamiętajcie to nazwisko. To właśnie ten zawodnik, grający na pozycji bramkarza, był koszmarem Vistuli Varsovii, podczas starcia z Piwem Po Meczu. Pierwsze minuty spotkania to, cytując klasyka, mecz walki i brak bramek przez kwadrans. Spory w tym udział miał jednak wspomniany golkiper gości, który był bardzo solidny między słupkami. Jego doskonałą postawę wynagrodzili koledzy w ataku. Najpierw premierową bramkę na swoim koncie zanotował Jakub Królik, który dobił piłkę po strzale kolegi z zespołu. Bramka ustalająca wynik pierwszej odsłony to akcja duetu Michał Izydorczyk i Kamil Kosiński, gdzie pierwszy z wymienionych graczy zajął się wykreowaniem sytuacji, a drugi pewnie umieścił piłkę w siatce i mieliśmy 0:2. Wydawało się, że będzie to starcie dość wyrównane, jednak druga połowa wyglądała już znacznie gorzej w wykonaniu „Wiślan". Wysokie obroty włączył Piotrek Zakrzewski, który brał udział przy trzech z czterech trafień swojego zespołu w drodze od stanu 0:2 do 0:6. Mało kto byłby w takiej sytuacji w stanie zebrać się i walczyć dalej, jednak ekipie nieobecnego Bartka Pawluczuka ta sztuka się udała. W ciągu zaledwie trzech minut totalnie zaskoczyli defensywę i świetnie grającego Karola Brążkiewicza. Bramki zdobywali Wojtek Podgórski, dwukrotnie oraz Mateusz Legacki. Przy stanie 3:6 widać było wśród graczy Vistuli, że ten mecz jest jeszcze do odkręcenia. Ich wysiłek jednak nie przyniósł już efektu, a co więcej, rywale jeszcze dwa razy znajdywali receptę na pokonanie bramkarza gospodarzy. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 3:8 i trzeba przyznać, że poza kilkuminutowym zrywem Varsovii, lepsi tego dnia byli „Piwosze", zatem wynik uczciwy.
Nie mogło być inaczej. Gospodarze z jednym zmiennikiem w składzie zmierzyli się z w pełni przygotowaną drużyną FC Torpedo. W tym meczu padło piętnaście goli, ale tak naprawdę niewiele się wydarzyło. Od początku dominowali goście, nie dopuszczając rywali do większej ilości sytuacji. Strzelanie zaczął Kud, później dołączyli do niego również Pshchyk i Nazaruk. Ten ostatni, trafiając na 4:0, pięknie uderzył z rzutu wolnego. Ładnego gola zdobył również Kamil Jagsch - reprezentant Green Teamu! To właśnie dzięki tej bramce został wybrany przez rywali najlepszym zawodnikiem swojej drużyny. Skoro o stałych fragmentach mowa, chwilę później Torpedo trafiło z rzutu karnego. Najpiękniejsze trafienie pierwszej połowy należy natomiast do Pshchyka, który uderzył w okienko ze skraju pola karnego niczym Thierry Henry. W drugiej części meczu chwaliliśmy Mariusza Pytkę, bramkarza gospodarzy, który robił wszystko, aby wynik 1:7 nie powiększył się w pozostałych 25 minutach. Niestety ataki Torpedo były na tyle imponujące, że z czasem padały kolejne gole. Przy rezultacie 1:11 ponownie przełamali się gospodarze. Łukasz Chciałowski pokonał golkipera gości i sprawił, że kwestia trafień honorowych była już odhaczona. Chwilę później zrewanżowali się reprezentanci FC Torpedo. Vasylchenko wturlał do bramki piłkę, której nie zdołał utrzymać w rękach golkiper Green Teamu. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 2:13, dobitnie potwierdzając, że FC Torpedo musi w przyszłym sezonie zagrać w wyższej lidze.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)