Sezon 2022/2023
Relacje meczowe: Ekstraklasa
Ostatnie w tabeli Narodowe Śródmieście podejmowało mającą aspiracje do walki o czołowe lokaty Kebavitę. Gospodarze mający ogromne problemy ze składem w eksperymentalnym zestawieniu przystąpili do spotkania. Goście tego dnia oprócz swoich etatowych zawodników mieli kilku graczy, którzy sporadycznie pojawiali się w tym sezonie. Do bramki powrócił także, dawno nie widziany na Grenady Piotr Kalbarczyk. Początek meczu to szybkie dwa trafienia dla Kebavity. Autorem bramek był Christian Namani i wydawało się, że kolejne trafienia są kwestią czasu. Jednak po dobrym początku zapanował w ekipie Buraka Cana chaos i efektem tego były dwie stracone bramki. Najpierw Mateusz Bienias po podaniu Oscara Kalickiego strzelił bramkę kontaktowego, a po chwili był już remis. Nieszczęśliwa interwencja defensora gości dała gola samobójczego. Gdy wydawało się, że Narodowe Śródmieście łapie wiatr w żagle to niefortunny kiks bramkarza wykorzystał ponownie Christian Namani i do przerwy Kebavita skromnie prowadziła 2:3. Po zmianie stron oglądaliśmy sporo bramek i mecz obfitował w grę ofensywną. W obronie obie ekipy robiły sporo błędów i jak na ekstraklasowy mecz sporo było gry improwizowanej, a mało było taktyki i wyrachowania. Przy wyniku 3:8 Narodowe Śródmieście zaliczyło jeszcze zryw i w krótkim czasie doprowadziło do stanu 5:8, ale w końcówce to gracze Kebavity byli skuteczniejsi i ostatecznie pokonali swoich przeciwników 6:11. Gospodarze nadal bez punktów i mimo że walczą w każdym spotkaniu to odstają zdecydowanie od reszty stawki. Goście zdobyli zgodnie z planem trzy punkty ale tym razem gra nie była zachwycająca i w starciu z mocniejszymi rywalami nie ma co oczekiwać dobrych wyników.
W meczu na szczycie w ekstraklasie Tur Ochota podejmował lidera tabeli FC Gorlicką. Gospodarze tego dnia nie mieli kilku podstawowych zawodników i to nie napawało optymizmem przed starciem z drużyną która ma w swoich szeregach naprawdę kilku klasowych zawodników. Początek tego prestiżowego starcia nie był przyjemny dla oka. Dominowała siłowa gra i sporo było fauli i niepotrzebnego gadania na boisku. Oliwy do ognia dolewali kibice, którzy dodatkowo podgrzewali atmosferę na boisku. Gdy wreszcie trochę się sytuacja uspokoiła zaczęły się pojawiać pierwsze dogodne sytuacje. Najpierw świetną okazję zmarnował Konrad Kowalski nie trafiając w dogodnej sytuacji. To chwilę później się zemściło. Eryk Murawski przejął piłkę w środku pola i mocnym strzałem nie dał szans Pawłowi Wysockiemu. Tur miał swoje okazje i dopiął swego w końcówce pierwszej połowy. Konrad Kowalski przejął futbolówkę i płaskim strzałem pokonał Mateusza Kota. Do przerwy mieliśmy zatem remis 1:1. Po zmianie stron Gorlicka napierała i widać było coraz większą przewagę ekipy Daniela Gello. Kwestią czasu były bramki i na przestrzeni dwóch minut szybko mieliśmy wynik 1:3. Świetnie grający całe spotkanie Maksymilian Kot najpierw wyłuskał piłkę obrońcy, a chwilę później po akcji zespołowej ponownie pokonał bramkarza rywali. Z tego Tur próbował się podnieść i atakował coraz bardziej ryzykując. Niestety nic, mimo kilku okazji nie chciało wpaść, a do tego Gorlicka ponownie dwa razy skutecznie skontrowała i było już 1:5. Decyzja o grze z lotnym bramkarzem nic tak naprawdę nie dała i w końcówce Kamil Dankowski ustalił wynik spotkania na 1:6. Bolesna lekcja dla obecnego mistrza i niestety w tabeli strata punktowa do rywali coraz większa. Dawno tak się nie zdarzyło by Tur przegrał trzy mecze z rzędu. Brawa dla Gorlickiej za konsekwencję i grę która była niezwykle skuteczna w ten weekend na Grenady.
Po słabym początku sezonu Contra kontynuuje serię zwycięstw, tym razem pokonując beniaminka ekstraklasy - Mixamatora. Spodziewaliśmy się zaciętego spotkania i taki mecz oglądaliśmy, aczkolwiek inicjatywa niemal od samego początku była po stronie ekipy Michała Raciborskiego. Goście agresywnie otworzyli spotkanie i dwoma strzałami postraszyli Macieja Antczaka, ale Contra szybko ustabilizowała grę w ataku i szansę na strzał z rzutu wolnego dostał Maciej Kurpias. Nie udało się wykorzystać stałego fragmentu gry, ale kilka minut później Maciej przejął niedokładne podanie i otworzył wynik meczu. Mixy coraz mocniej atakowały bramkę gospodarzy i Maciej Antczak kilkukrotnie popisał się fenomenalnymi obronami. Contra powoli, ale skutecznie budowała przewagę bramkową. W 17 minucie Jakub Dąbrowski wypracował sytuację strzelecką wykończoną skutecznie przez Pawła Pająka. Tuż przed przerwą Rafał Osiński rozegrał precyzyjne podanie do Pawła z rzutu rożnego, a ten celnym strzałem z główki wpakował piłkę do siatki i mieliśmy już 3:0. W przerwie zawodnicy Mixamatora musieli powiedzieć sobie kilka męskich słów, bo tuż po wznowieniu gry Kamil Kamiński zdobył gola kontaktowego. Niestety motywacji nie wystarczyło gościom na więcej i była to jedyna bramka zdobyta w tym meczu przez zespół Michała Fijołka. Contra za to dostała prezent w postaci rzutu wolnego przed samym polem karnym, kiedy za zagranie ręką żółtym kartonikiem został ukarany defensor Mixów. Maciej Kurpias strzelił obok bramki, a gospodarzom nie udało się ostatecznie przekuć przewagi liczebnej na bramkę, ale kontrolowali grę na tyle, aby Mixamator nie miał zbyt dużo okazji do złapania wyniku. W 42 minucie trzecią bramkę strzelił Paweł Pająk, a w samej końcówce meczu dało się już zauważyć zrezygnowanie w ekipie gości. Tuż przed ostatnim gwizdkiem za zagranie ręką, tym razem w polu karnym, Damian Starosta został ukarany kartonikiem koloru czerwonego, a rzut karny pewnym strzałem zamienił na gola Michał Raciborski, ustalając wynik meczu na 5:1.
W ekstraklasie zmierzyły się zespoły In Plus & Pojemna Halina oraz FC Implus UA. Patrząc na tabelę zdecydowanym faworytem tego spotkania była drużyna wicelidera czyli In Plus. My jednak pamiętając zaciętą rywalizację tych dwóch drużyn w Warsaw Cup liczyliśmy, że goście postawią się faworyzowanej drużynie rywali. Gospodarze przystąpili do tego spotkania bardzo zmotywowani i już sam początek spotkania pokazał jak ciężki mecz czekał zespół z Ukrainy. Początek spotkania to całkowita dominacja ekipy In Plus & Pojemna Halina, która już w pierwszych minutach meczu wychodzi na prowadzenie. Pięknym strzałem praktycznie z połowy boiska popisał się bramkarz Mateusz Cichawa. Kolejne minuty to kolejne bramki gospodarzy, którzy imponowali spokojem, dokładnością w rozgrywaniu piłki i pewnością siebie. Przy wyniku 7:0 pierwszy raz do głosu doszli goście, którym końcówce pierwszej połowy udało się strzelić dwie bramki. Strzelcem obu goli był Kostiantyn Didenko. Druga część meczu miała podobny przebieg co pierwsza odsłona. Drużyna In Plus & Pojemna Halina od samego początku oblegała bramkę gości, sukcesywnie powiększając swoją przewagę. Każda następna bramka nakręcała ich coraz bardziej. Goście próbowali odgryzać się nielicznymi kontrami i w stałych fragmentach szukali swojej szansy na zdobycie bramki. Po jednym z takich kontrataków oraz po błędzie bramkarza gospodarzy Impuls UA strzela swoją trzecią bramkę w tym spotkaniu. Jak się później okazało bramkę na otarcie łez. W końcówce meczu obrona gości rozsypała się już całkowicie, zawodnicy z Ukrainy całkowicie stracili pomysł na grę czego efektem błędy i strata kolejnych bramek. Mecz ostatecznie kończy się deklasacją i wynikiem 16:3. W drużynie "Haliny" wyróżniało się szczególnie dwóch zawodników Patryk Szeliga oraz Jan Skotnicki, który był tego dnia nie do powstrzymania. Ekipa In Plus & Pojemna Halina pokazała, że jest dla gości rywalem z innej piłkarskiej półki, potwierdzając tym samym swoje mistrzowskie aspiracje na koniec sezonu.
Niezwykłych emocji dostarczyło nam starcie East Windu z Anonimowymi. Obie ekipy mają o co walczyć, bo obecnie w tabeli plasują się w górnej części tabeli i zwycięstwo mogłoby zdecydowanie poprawić ich notowania. Gospodarze przyszli w solidnym zestawieniu i byli mocno zdeterminowani by zdobyć kolejne trzy punkty. Goście bez kapitana Maćka Miękiny, ale z solidnym w bramce Norbertem Plichtą i z jedną zmianą, która jak się okazało po niespełna kilku minutach gry nie była już dostępna. Robert Dębski naciągnął mięsień dwugłowy uda i Anonimowi musieli grać bez zmian niemal całe spotkanie. To jednak jak się okazało nie było przeszkodą, bo mądrze grający team gości długo utrzymywał korzystny dla siebie wynik. Gospodarze po trafieniu Michała Kępki wyszli na prowadzenie i gdy wydawało się, że pójdą za ciosem to zostali skarceni przez rywali. Dwie bramki zdobył Michał Głębocki i do przerwy było nieoczekiwanie 1:2. Jak wcześniej wspomnieliśmy Anonimowi grali mądrze w obronie i czekali cierpliwie na swoje okazje. I z takim nastawieniem wyszli na drugą odsłonę. By nie podpalać się i na siłę atakować lecz rozsądnie się bronić i czekać na kolejne szanse na kontry. East Wind szybko jednak wyrównał. Jeszcze dobrze nie zaczęła się druga połowa, a Damian Patoka pokonał golkipera przeciwników i było 2:2. Wydawało się, że to nakręci zespół gospodarzy, ale mimo że optyczną przewagę miał team Sebastiana Dąbrowskiego, to ta przewaga nie przekuwała się na zmianę wyniku. Niezwykle ambitna ekipa Anonimowych potrafiła perfekcyjnie wykorzystać błędy rywali., a było ich w tym meczu sporo i Damian Karczmarczyk miał sporo pracy. Gdy goście trafili na 2:3 East Wind zdjął golkipera i zagrał z lotnym bramkarzem. To była jednak zła decyzja, bo po chwili było już 2:4. Po stracie w rozegraniu napastnik ekipy Maćka Miękiny wykorzystał szansę i podwyższył prowadzenie. Do końca spotkania trwał pościg za wynikiem i East Wind do końca walczył choćby o remis, ale ostatecznie przegrał to starcie 5:6 i trochę skomplikował sobie sytuację w tabeli. Brawa za kolejny kapitalny mecz Anonimowych tym bardziej, że grali niemal 50 minut bez zmian.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)