reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
08:00

Inauguracyjne starcie ósmej ligi dostarczyło sporo emocji i od razu pokazało, że Synowie Księdza nie zamierzają być jedynie barwną ciekawostką po awansie. W spotkaniu z uznawanym za faworyta Force Fusion zaprezentowali się z dużą pewnością siebie i wygrali 6:4, potwierdzając, że ich zeszłoroczny rajd po awans nie był dziełem przypadku.

Pierwsza połowa była bardzo otwarta i obfitowała w bramki. Synowie od początku narzucili szybkie tempo i konsekwentnie szukali drogi do siatki rywala. Do przerwy prowadzili już 4:2, co pozwoliło im kontrolować przebieg meczu. Kluczowa w ich grze była nie tylko ofensywa, ale i kolektywne zaangażowanie – cała drużyna funkcjonowała jak dobrze naoliwiona maszyna, w której każdy dokładnie wiedział, jakie ma zadanie.

Na wyróżnienie zdecydowanie zasłużył Damian Węgierek, który zanotował aż trzy asysty. Jego wizja gry, umiejętność znajdowania kolegów w idealnych sytuacjach i precyzyjne podania sprawiły, że ofensywa Synów była wyjątkowo groźna. Warto jednak podkreślić, że tym razem nie było jednego bohatera – cała ekipa zagrała równo i z ogromną determinacją, co przełożyło się na końcowy sukces.

Force Fusion nie poddawało się i próbowało odwrócić losy meczu. Dwukrotnie na listę strzelców wpisał się Dawid Paradowski, swoje trafienie dołożył także Oleh Leshchyshyn, a dodatkowo padł gol samobójczy po niefortunnej interwencji bramkarza Prycińskiego z Synów Księdza. To jednak było za mało – rywale grali zbyt pewnie i konsekwentnie, by wypuścić zwycięstwo z rąk.

Ostateczny wynik 6:4 pokazuje, że ósma liga może być dla Synów Księdza dużym wyzwaniem, ale mają oni wszelkie argumenty, by powalczyć tu o coś więcej niż tylko utrzymanie. Dla Force Fusion to zimny prysznic na start – jeśli chcą myśleć o kolejnych sukcesach, muszą szybko poprawić grę w defensywie.

2
10:00

Ciekawe widowisko zaserwowały nam ekipy Kresovia Warszawa i Dnipro United. Od początku mecz toczył się w dobrym tempie, a obie drużyny chciały koniecznie dobrze wejść w nowy sezon. Pierwsze groźne sytuacje stworzyli goście, ale bramkarz gospodarzy kilkukrotnie popisał się świetnymi interwencjami. Po akcji Kiryło Kuda i strzale Maksyma Marchenki nie zdołał jednak odbić piłki i na tablicy wyników było 0:1.

Zespół Danila Mikulicha dążył do wyrównania i dopiął swego po składnej akcji całego zespołu. Od stanu 1:1 obie ekipy miały swoje okazje, ale trzeba przyznać, że po obu stronach znakomicie spisywali się bramkarze. Do przerwy utrzymał się remis.

W drugiej odsłonie gospodarze mieli świetną szansę na objęcie prowadzenia, lecz nie wykorzystali okazji i to Dnipro ponownie wyszło na prowadzenie. Kresovia znów musiała gonić wynik i po kolejnej zespołowej akcji ponownie wyrównała. Chwilę później Mykola Tiuryn miał znakomitą okazję i po raz pierwszy drużyna Danila Mikulicha wyszła na prowadzenie.

Mając korzystny rezultat, gospodarze starali się kontrolować grę, ale po jednej ze strat zawodnik Kresovii ratował się faulem, za co otrzymał żółtą kartkę. Grając w przewadze, goście zdobyli bramkę wyrównującą, a do końca meczu pozostawały niespełna cztery minuty. Końcówka była niezwykle emocjonująca – obie drużyny miały swoje szanse, a najlepszą z nich zawodnik Dnipro, którego strzał zatrzymał się jednak na słupku.

Po bardzo dobrym meczu w wykonaniu obu zespołów spotkanie zakończyło się zasłużonym remisem 3:3 i podziałem punktów na inaugurację sezonu.

3
12:00

Q-Ice Warszawa w inauguracyjnej kolejce podejmowało zespół FC Legion UA – i było to starcie, które w pełni spełniło przedmeczowe oczekiwania. Strzelanie rozpoczęło się błyskawicznie: już po niespełna dwóch minutach goście objęli prowadzenie mocnym i pewnym strzałem. Duet Pushkarenko–Hehelskyi nadawał ton ofensywie Legionu, wymieniając się asystami i skutecznie finalizując kolejne akcje.

Gospodarze nie zamierzali jednak ustępować. Maks Kondarevych raz po raz odpowiadał rywalom, swoimi trafieniami doprowadzając do wyrównań i utrzymując wynik w równowadze. Pierwsza połowa zakończyła się sprawiedliwym remisem, a tempo gry nie pozwalało nawet na chwilę oddechu.

Po przerwie obraz meczu się nie zmienił – wciąż była to wyrównana batalia, choć nieco lepiej prezentował się zespół Łukasza Mroza. To właśnie Q-Ice potrafiło w decydujących momentach zachować więcej zimnej krwi. Końcówka spotkania zamieniła się w prawdziwą wojnę nerwów, z której zwycięsko wyszli gospodarze.

Kluczową rolę odegrali liderzy drużyny: wspomniany wcześniej Kondarevych, Vlad Yarmoliuk – autor czterech goli – oraz bramkarz Eduard Vakhidov, który popisał się aż pięcioma asystami, co w jego przypadku staje się wręcz znakiem firmowym. Ostatecznie Q-Ice Warszawa wygrało różnicą dwóch bramek, a ambitny Legion UA, mimo dobrej gry, musi uzbroić się w cierpliwość, jeśli chodzi o premierowe punkty.

4
13:00

Ciekawy pojedynek zapowiadał się w 8. lidze – obie drużyny awansowały klasę wyżej i każda chciała dobrze wejść w sezon. Pers zachował swój skład, natomiast Alliance w pełni uzasadnił swoją nazwę, łącząc w jednym zespole zawodników kilku ukraińskich ekip, głównie Ukrainian Devils i Astry.

Początek spotkania to prawdziwy zimny prysznic dla Alliance. W ciągu kilku minut Pers objął pewne prowadzenie 3:0 i konsekwentnie kontrolował grę. Jak zwykle największe zagrożenie stwarzało ofensywne trio Obidov–Usmonov–Musoev. Alliance odpowiedział, ale do przerwy i tak przegrywał 2:4.

W drugiej połowie długo utrzymywała się podobna historia – gdy tylko Alliance zbliżał się wynikiem, Pers szybko odpowiadał golem. Wydawało się, że mecz jest rozstrzygnięty. Jednak przy stanie 5:7 Alliance zdobył trzy bramki w szybkim odstępie czasu i sensacyjnie wyszedł na prowadzenie. Największy udział w tej pogoni miał Volodymir Lazaruk, który rozegrał kapitalne zawody i skompletował poker, zostając bezsprzecznie bohaterem meczu. Ostatni gol padł w kuriozalnych okolicznościach: dwóch zawodników Persa zderzyło się ze sobą i z rywalem, a przeciwnik otrzymał stuprocentową okazję, której nie zmarnował.

Chwilę później doszło jeszcze do ostrego, zupełnie niepotrzebnego faulu i na boisku wywiązała się przepychanka. Nie ma sensu o niej więcej wspominać – o szczegółach pisaliśmy już w „plusach i minusach” kolejki. Obu drużynom lepiej skupić się na piłce, bo te dwa zespoły naprawdę potrafią grać w futbol, a dzisiejszy mecz był tego najlepszym dowodem.

5
13:00

W pierwszej kolejce 8. Ligi Fanów doszło do spotkania, które przez długi czas było niezwykle wyrównane. Shitable podejmowało w roli gospodarza ekipę Legionu, a pierwsza połowa pokazała, że oba zespoły są gotowe na intensywną i fizyczną rywalizację. Do przerwy utrzymywał się remis 2:2, co dobrze oddawało zaciętość pojedynku i determinację obu stron.

Gospodarze dysponowali szerszą kadrą, co dawało im możliwość częstszych zmian i wydawało się, że to właśnie może być ich atut w drugiej części meczu. Jednak po przerwie Legion całkowicie przejął inicjatywę i wykorzystał swoje największe atuty – skuteczność oraz świetną organizację gry.

Kluczowe okazały się występy Igora Polskyiego oraz Vladyslava Barabasha. Obaj byli nie do zatrzymania przez defensywę Shitable – Polskyi dwukrotnie trafił do siatki, podobnie jak Barabash, a ich gole podcięły skrzydła gospodarzom. Z minuty na minutę Legion coraz mocniej dominował, zdobywając aż pięć bramek w drugiej połowie i nie pozostawiając rywalom żadnych złudzeń.

Ostatecznie spotkanie zakończyło się wygraną Legionu 7:2, co było jasnym sygnałem dla reszty ligi, że to drużyna, z którą trzeba się poważnie liczyć. Shitable walczyło ambitnie i miało swoje momenty, ale zabrakło im koncentracji i skuteczności po przerwie. Legion natomiast pokazał charakter oraz siłę ofensywną, która może stać się ich największą bronią w nadchodzącym sezonie.

Reklama