Sezon 2022/2023
Relacje meczowe: Ekstraklasa
W tym meczu spodziewaliśmy się wyrównanej rywalizacji, a ostatecznie skończyło się pogromem zaserwowanym przez ekipę Impulsu. Początek spotkania absolutnie nie zapowiadał takiego scenariusza – obie drużyny cierpliwie szukały błędów w obronie przeciwnika, a pierwszy gol padł dopiero w 13. minucie gry, i to z dobitki. Na listę strzelców wpisał się Roman Sołtys.
W podobnej sytuacji goście zapunktowali ponownie – strzał z dystansu Volodymyra Slobozheniuka został wypiąstkowany wprost pod nogi Vasyla Ivaniuka, który nie dał szans Cezaremu Wachnikowi i było 0:2. Na 0:3 podwyższył Vladyslav Budz, posyłając piłkę do siatki lobem niemal z połowy boiska.
Po zmianie stron KSB w końcu się obudziło, a indywidualną akcją popisał się Krystian Pękul. Chwilę później gospodarze trafili w spojenie bramki strzeżonej przez Volodymyra Slobozheniuka, ale na tym skończyła się inicjatywa KSB, które w dalszej części meczu zostało po prostu stłamszone przez świetnie zgrany kolektyw Impulsu. W 31. minucie na 1:4 trafił Vladyslav Budz, a w 40. minucie, po dwójkowej akcji, gola dołożył Roman Ocheretnyi i było już praktycznie po spotkaniu. KSB próbowało rozgrywać piłkę z pomocą bramkarza, ale defensywa Impulsu była ustawiona tak ciasno, a obrońcy doskakiwali do rywali w takim tempie, że nawet w ten sposób gospodarze nie byli w stanie przedrzeć się przez formację obronną gości.
Gracze z Ukrainy dołożyli jeszcze dwa trafienia i już w pierwszym meczu pokazali, że w tym sezonie mają znakomicie zgrany zespół oraz potencjał, by namieszać w tabeli Ekstraklasy.
Spotkanie dwóch drużyn, które w poprzednim sezonie do samego końca walczyły o najwyższe cele. Obie awansowały również na turniej finałowy mistrzostw Polski, choć tam nie poszło im najlepiej. Nowy sezon to nowe wyzwania i spore zmiany kadrowe. U gospodarzy wciąż trwa proces fuzji z FC Łowcy, dlatego w składzie pojawiło się wielu zawodników na co dzień grających w tamtej drużynie. Gościom z kolei brakowało przede wszystkim Kacpra Cetlina – bohatera jednego z najgłośniejszych transferów letniego okienka – który swoją przygodę z Ligą Fanów będzie kontynuował w ekipie EXC Mobile Ochota.
Mimo braku wspomnianego zawodnika Ogień Bielany kapitalnie rozpoczął ten mecz. Już po sześciu minutach brązowi medaliści z ubiegłego sezonu prowadzili 3:0. Zawodnicy zza naszej wschodniej granicy szybko jednak otrząsnęli się z letargu – najpierw gola zdobył Andryhchuk, a chwilę później Burda, zmniejszając stratę do jednej bramki. Obie ekipy miały jeszcze swoje szanse w pierwszej odsłonie, a poziom i intensywność gry stały na naprawdę wysokim poziomie. Gdy wydawało się, że do przerwy nic już się nie wydarzy, Warmiak podwyższył prowadzenie Ognia na 4:2, po czym rozległ się gwizdek kończący pierwszą połowę.
Drugą część spotkania lepiej rozpoczęli zawodnicy Otamanów, którzy szybko zdobyli bramkę kontaktową. Goście odpowiedzieli jednak równie błyskawicznie – najpierw ponownie Warmiak, a następnie Michalski, wyprowadzili swój zespół na prowadzenie 6:3. Przy takim wyniku gospodarze zdecydowali się wprowadzić lotnego bramkarza w osobie Denysa Blanka i ten manewr okazał się strzałem w dziesiątkę. Sam Blank zdobył dwie bramki, a kolejne trafienie dorzucił Yakovenko, doprowadzając do remisu na dziesięć minut przed końcem.
Końcówka była prawdziwą grą nerwów. Lepiej wytrzymali ją goście, którzy jeszcze czterokrotnie znaleźli drogę do bramki Otamanów. Ukraińcy odpowiedzieli tylko jednym trafieniem, co ustaliło końcowy rezultat na 10:7 dla Ognia Bielany.
W starciu beniaminka z aktualnym mistrzem Ligi Fanów emocji nie brakowało od pierwszego do ostatniego gwizdka. Choć faworytem byli Gladiatorzy Eternis, ekipa Bartka Królaka nie zamierzała oddać pola bez walki i postawiła bardzo trudne warunki.
Spotkanie rozpoczęło się od przewagi Gladiatorów, którzy częściej utrzymywali się przy piłce i groźniej atakowali. Wynik w 9. minucie otworzył Kuczewski po dobrym podaniu Racisa. W dalszej części pierwszej odsłony obie drużyny miały swoje okazje, ale nadal groźniejsi byli goście, co udokumentowali skuteczną akcją przeprowadzoną przez Dryńskiego i Pawłowskiego – ten drugi podwyższył na 2:0. Chwilę później trzeciego gola dołożył Pietrzak, który minął obrońcę i bez pomocy kolegów pokonał bramkarza Lakoksów. Beniaminek nie zamierzał się jednak poddać. Tuż przed przerwą Jeziorek zdobył kontaktową bramkę po składnej akcji i asyście Wosztyla, ustalając wynik pierwszej połowy na 3:1 dla mistrzów z ubiegłego sezonu.
Po zmianie stron Lakoksy ruszyły do ataku i znacznie częściej niż w pierwszych 25 minutach zmuszały Bartka Gwoździa do interwencji. Po jednej z dość chaotycznych akcji gospodarze zdobyli bramkę kontaktową – konkretnie zrobił to Wosztyl – i mecz ponownie się otworzył. Gladiatorzy odpowiedzieli jednak błyskawicznie: Dryński po świetnej indywidualnej akcji wpisał się na listę strzelców, odbierając rywalom nadzieję. W końcówce Wosztyl jeszcze raz dał impuls Lakoksom, trafiając na 4:3, ale na wyrównanie zabrakło czasu. Na szczególne wyróżnienie zasługuje Bartek Gwóźdź, który kilkukrotnie ratował swój zespół przed stratą gola.
Ostatecznie Gladiatorzy Eternis wygrywają, ale Lakoksy pokazały, że mają potencjał, by napsuć krwi każdemu ligowemu rywalowi.
Tur, po słabszym poprzednim sezonie i odejściu kilku zawodników, musiał na nowo szukać wzmocnień. Młodzież, którą zwerbował do gry Jarek Kotus, w niedzielę miała pierwszy test umiejętności i charakteru, mierząc się z In Plusem połączonym z Alpanem. Trzeba przyznać, że wynik meczu dla wielu był sporym zaskoczeniem. Goście mieli co prawda mocno osłabiony skład, ale to wcale nie umniejsza sukcesu ekipy z Ochoty.
Początek spotkania to walka o każdy centymetr boiska. Jako pierwsi na prowadzenie wyszli gospodarze. Młodych zawodników mocno wspierali doświadczeni gracze, tacy jak Rafał Polakowski czy Robert Hankiewicz, pilnując, by drużyna nie „odpaliła się” po szybko strzelonej bramce. Nie zabrakło też kapitana Konrada Kowalskiego, który również starał się jak mógł, by pomóc zespołowi. Ekipa Janka Skotnickiego starała się dłużej utrzymywać przy piłce, ale mądrze i twardo grający zawodnicy Tura skutecznie neutralizowali atuty rywali. W pierwszej połowie oglądaliśmy jeszcze cztery trafienia – po dwa z każdej strony – i po 25 minutach rywalizacji na tablicy widniał wynik 3:2.
Po zmianie stron goście niemal całą drugą połowę nacierali na bramkę Tura. Jednak ofiarna obrona i niezliczone interwencje bramkarza Pawła Sobolewskiego utrzymywały korzystny rezultat dla gospodarzy. Ci z kolei czyhali na kontry i dwukrotnie udało im się je skutecznie wykorzystać. Mając przewagę, nie zmieniali taktyki, a gol Bartka Januszewskiego w końcówce meczu jedynie zmniejszył rozmiary porażki In Plusu połączonego z Alpanem.
Zespół Jarka Kotusa zasłużenie wygrał 5:3, a nam szczególnie zapadł w pamięć Bartosz Mazurek. Ten młody zawodnik pokazał spore umiejętności i będziemy bacznie obserwować go w kolejnych meczach tego sezonu.
Zdaniem wielu osób miał to być hit tej kolejki – i ci, którzy wieczorem zjawili się na arenie AWF-u, z pewnością się nie zawiedli, oglądając ten pojedynek. EXC Mobile Ochota, choć nie w najmocniejszym składzie, przystąpiła do rywalizacji z nastawieniem na zwycięstwo. KS Tanatos Browarek to ekipa, która w tym sezonie realnie może myśleć o walce o mistrzostwo, a patrząc na zawodników, jacy wyszli na plac w tej kolejce, ten cel wydaje się jak najbardziej uzasadniony.
Od początku oba zespoły narzuciły szalone tempo. Gra przenosiła się z jednej na drugą stronę, a walka toczyła się o każdy centymetr boiska. Świetnie dysponowani byli bramkarze – zarówno Krzysiek Jabłoński, jak i Darek Nowak bronili kapitalnie, dlatego na pierwsze trafienie trzeba było długo czekać. Wynik w końcu otworzył Michał Koszela. EXC starało się szybko odrobić stratę, ale tuż przed przerwą goście zadali kolejny cios i do szatni schodzili prowadząc 2:0.
Po zmianie stron gospodarze błyskawicznie zdobyli bramkę kontaktową, jednak radość z tego stanu nie trwała długo. Tanatos Browarek podwyższył wynik, lecz zamiast spokojnie kontrolować grę, dał się ponownie zaskoczyć. Od stanu 2:3 lepiej funkcjonowało EXC Mobile, a ciężar gry wzięli na siebie Janek Grzybowski i Krystian Nowakowski. Po wyrównującym golu goście byli wyraźnie sfrustrowani, że znów dali się dogonić. Gdy wydawało się, że kolejnych bramek już nie zobaczymy, kapitalnym strzałem popisał się Eryk Kopczyński. Czasu do końca było niewiele, ale wówczas, nie kto inny jak Krystian Nowakowski, swoim firmowym zagraniem ponownie dał remis ekipie z Ochoty.
Ostatecznie drużyny podzieliły się punktami i był to wynik jak najbardziej sprawiedliwy w kontekście całego meczu. Oba zespoły jednocześnie wysłały sygnał, że są w wysokiej formie i będą liczyć się w walce o złote medale w tej kampanii.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)