Sezon 2022/2023
Relacje meczowe: 9 Liga
Jednym z najbardziej zaciętych starć w 3 kolejce Ligi Fanów było spotkanie pomiędzy Legionem i Czasoumilaczami. Mecz rozpoczął się o godzinie 17:00 na sektorze D. Długo czekaliśmy na pierwsze trafienie. Nie dziwnego, bo sytuacji do strzelenia bramki żadna z ekip nie miała zbyt wiele. Wreszcie po bezbłędnie przeprowadzonych akcjach, zespół gości strzela dwie bramki z rzędu. Mimo prowadzenia mecz wciąż był bardzo zacięty, ale Legion nie mógł się wstrzelić. W końcu ekipa Igora Polskiego doprowadza przed przerwą do wyrównania. Druga część spotkania wciąż była zacięta. Po golu dla graczy w niebieskich koszulkach na 2:3, zawodnicy Legionu musieli się otworzyć, chcąc odrobić straty. Nic to jednak nie pomogło i zamiast doprowadzenia do remisu, skończyło się to jedynie stratą kolejnych dwóch bramek. Wynik końcowy to 2:5 dla Czasoumilaczy.
Obie ekipy delikatnie mówiąc nie zaczęły najlepiej obecnego sezonu. Wiemy jak trudne bywają początki dla debiutantów, dlatego zdajemy sobie sprawę, że niektórzy potrzebują czasu, by dostosować się do ligowej rzeczywistości. Choć akurat w przypadku Blokersów trudno tu mówić o absolutnych debiutantach, bo w składzie gospodarzy możemy zobaczyć zawodników, którzy już od pewnego czasu w Lidze Fanów funkcjonują. Tak czy inaczej zapowiadaliśmy to spotkanie jako mecz na przełamanie, bo pierwsze dwie kolejki okazały się sporym falstartem. I być może świadomość tego o co toczy się gra sprawiła, że pierwsza połowa była mocno szarpana i chaotyczna w wykonaniu obu zespołów. Składnych akcji było niewiele, raczej mieliśmy do czynienia z indywidualnymi zrywami poszczególnych zawodników. Na pewno na plus w tej części wyróżnił się bramkarz Interu, Jan Lewandowski, bo paroma interwencjami uchronił swój zespół przed utratą bramki. Pierwsza część zakończyła się prowadzeniem Blokersów po golu Huberta Brodowskiego. Niewiele wskazywało na to, że druga połowa będzie inna, ale obie ekipy na dobre się rozstrzelały. Najpierw Blokersi podwyższyli na 2:0 i gdy wydawało się, że przejmą kontrolę nad tym pojedynkiem, Inter doprowadził do wyrównania! Następnie oba zespoły trafiły po razie i przy wyniku 3:3 Inter spuścił z tonu, a inicjatywę przejęli Blokersi. Ostatnie pięć minut przesądziło o tym, że 3 punkty powędrują do gospodarzy, bo w tym czasie pokonali bramkarza rywali aż czterokrotnie. Hat-tricka skompletował Hubert Brodowski, walnie przyczyniając się do zwycięstwa swojej drużyny. Inter wciąż pozostaje bez punktu, ale jeżeli poprawi parę elementów w swojej grze, być może jego pozycja w tabeli wkrótce się zmieni.
W zapowiedziach lekko faworyzowaliśmy ekipę z Wilanowa. Ostatecznie boiskowa rzeczywistość okazała się brutalna i gospodarze praktycznie zdeklasowali team Oskara Zakrzewskiego, choć z początku nic nie zwiastowało takiego scenariusza. Wręcz przeciwnie – pierwszy gol padł dopiero po 20 minutach gry, a wcześniej zarówno defensywa, jak i ofensywa PG radziła sobie całkiem obiecująco. Wieloma dobrymi interwencjami popisał się golkiper gości Kamil Nowak, a koledzy z napadu oddali kilka groźnych, choć przeważnie niecelnych strzałów. Wynik otworzył się, jak wspomnieliśmy wcześniej, w końcówce pierwszej połowy. Karol Kowalski oddał niewygodny strzał z fałszu, a bramkarz Polska Górom nie zdążył zareagować. Jeszcze przed przerwą Karol dołożył kolejne trafienie, a prawdziwy worek z golami rozerwał się na początku drugiej części spotkania. Karol Kowalski był tego dnia po prostu nie do zatrzymania i praktycznie rozmontował blok obronny PG. Wtórowali mu Kuba Świtalski i Piotr Wdowiński, a Dominik Pietruczuk oraz golkiper Wilanowa Maciej Dobrowolski zapisali się w gronie asystujących. Gospodarze wykorzystali niemalże każdą sytuację, która się im nadarzała. Z drugiej strony było zgoła odmiennie, bo zawodnicy Polska Górom próbowali i próbowali, ale nic nie chciało wpaść. Najbliżej goście byli w 39 minucie, ale potężny strzał z dystansu skończył się obiciem spojenia. Wyraźnie nie był to dzień ekipy Oskara Zakrzewskiego, ale czasem zdarzają się i takie spotkania. W końcówce meczu goście już nieco histerycznie szukali gola honorowego, ale nawet tego nie udało się osiągnąć. Końcowy wynik 11:0 nie do końca oddaje charakteru meczu, bo w pierwszej połowie był on nawet wyrównany i dopiero początek drugiej zaważył o spadku morale PG i wysokim zwycięstwie Warsaw Wilanów.
Debiutująca w Lidze Fanów Skra Warszawa wciąż czeka na pierwsze zwycięstwo. I gdyby mecz z Mistrzami Chaosu odbywał się kilka lat temu, to pewnie nie miałaby większych problemów, by właśnie w starciu z tą ekipą dokonać przełamania. Ale od pewnego czas drużyna Jakuba Spławskiego czynni regularne postępy, co w połączeniu z przemyślanymi transferami, daje coraz lepsze efekty. Nic więc dziwnego, że to właśnie Mistrzowie Chaosu byli tutaj faworytami i jak się później okazało – ze swoich obowiązków wywiązali się bez zarzutu. Wszystko zaczęło ich po ich myśli od samego początku. Najpierw wykorzystali prezent od obrony rywali, potem Kacper Owczarek podwyższył na 2:0 i nawet kontaktowe trafienie Mateusza Leszka niewiele zmieniło, bo błyskawicznie odpowiedział Damian Królak. Gol tego zawodnika był zresztą początkiem bramkowej serii faworytów, którzy regularnie wykorzystywali pomyłki oponentów i prowadzili nawet 5:1. Jednak to wcale nie było tak, że Skra grała słabo. Według nas ten zespół wciąż uczy się „mniejszej piłki”, bo jak wiemy przyszedł do nas z boiska pełnowymiarowego. Chłopaki chcieliby każdą akcję wypieścić, przepuścić przez kilku zawodników, natomiast na tak małym placu potrzeba konkretów i prostych środków. Takich właśnie, jakie uskuteczniali Mistrzowie Chaosu, którzy do przerwy prowadzili 5:2. No i właśnie na poziomie 3-4 bramek różnicy ta potyczka „dojechała” aż do finału. Nawet gdy Skra zdobywała jakiegoś gola, to wszystko to, co wypracowywała sobie w ofensywie, łatwo oddawała w obronie. Z tego też powodu mieliśmy w finałowych 25 minutach mały festiwal strzelecki, który zakończył się przy stanie 10:6. Prawda o tym meczu jest taka, że Skra Warszawa zagrała lepiej, niż wskazuje na to rezultat. Ten zespół ma potencjał, pod warunkiem, że wyeliminuje banalne pomyłki w obronie. Mistrzowie Chaosu czerpali z nich garściami i wcale nie musieli tutaj zagrać wielkiego meczu, by zwyciężyć. Natomiast nie da się ukryć, że łatwość kreowania sobie okazji w tej drużynie jest dużo większa niż kiedyś. To już nie jest ekipa, która męczyła się w ataku pozycyjnym i zdobywała po 2-3 gole w spotkaniu. Czyżby więc, po latach posuchy, w końcu do klubowej gabloty miało trafić jakieś trofeum? Pożyjemy zobaczymy, ale chłopaki są na pewno na dobrej drodze.
Późnym wieczorem, bo o 22:00 oglądaliśmy spotkanie pomiędzy FC Dziki z Lasu II, a Heavyweight Heroes. Gospodarze znajdujący się na podium tabeli 9 ligi byli faworytem tego meczu. Brak nominalnego bramkarza po stronie gości nie ułatwiał im zadania, ale trzeba było spróbować podjąć rękawicę. Pierwsza połowa, jak i cały mecz układał się po myśli Dzików. Spokojnie rozgrywali piłkę pomiędzy sobą, budując akcje ofensywne już na własnej połowie. Jako pierwszy w 7 minucie wcielającego się w rolę golkipera Michała Dudzińskiego pokonał Mateusz Okulus. Goście z mniejszą ilością zmian musieli dobrze rozłożyć siły na cały mecz i ich starania o bramkę wyrównującą były bardziej rozważne. Mimo paru sytuacji nie zdołali zdobyć gola w pierwszej połowie. Dziki jeszcze przed przerwą trzykrotnie umieściły piłkę w siatce rywala i schodziły na odpoczynek z czterobramkowym prowadzeniem. Początek drugiej odsłony przyniósł gola dla Heavyweight Heroes. Maciek Chrzanowski wykorzystał dobre podanie od Kamila Weredy i Maciek Biliński musiał wyciągać piłkę zza własnych pleców. Pobudzeni zdobytym golem goście zaczęli grać odważniej. Dość wyrównana gra trwała do 38 minuty. W tych 60 sekundach Dziki z Lasu zamknęły to spotkanie, strzelając trzy gole. Zanim sędzia zakończył mecz, gospodarze powiększyli swoje prowadzenie o kolejne dwa trafienia. Goście musieli uznać wyższość rywala i może w następnej kolejce sięgną po swoje pierwsze punkty. Dziki dzięki zwycięstwu obroniły swoją pozycję i są jedną z trzech drużyn w 9 lidze bez straty punktów.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)