reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
17:00

Radosny futbol miał być słowem klucz w spotkaniu Warszawskiej Ferajny z Playboys Warszawa. Jedni i drudzy słyną przecież z ofensywnej, skutecznej gry opartej na szybkości, wymiennych pozycjach i dużą ilością strzałów. Tego wszystkiego się spodziewaliśmy, a co otrzymaliśmy? Na pewno kontrolę w meczu przejął Kacper Domański ze swoją Ferajną, ich gra wyglądała znacznie lepiej i skutek takiej gry przyszedł już po pierwszych kilku minutach, kiedy to niezawodny kapitan gospodarzy otrzymał podanie w polu karnym i z zimną krwią zdobył bramkę. Następnie w odstępie jednej minuty Ferajna zdobyła dwa kolejne gole, co pozwalało myśleć, że ten mecz zakończy się ich zdecydowanym zwycięstwem. Playboys jednak nie złożył broni. Kolejni zawodnicy, którzy dołączali do gości w trakcie upływających minut wpłynęli na poziom swojego zespołu i jeszcze w pierwszej połowie Mikołaj Kosieradzki zdobył bramkę kontaktową. Pierwsze minuty drugiej połowy wyglądało jak zbieranie sił na końcówkę meczu, jakby obie ekipy przewidywały, że odpowiednia forma fizyczna w tym starciu będzie na wagę 3 punktów. Po 10 minutach drugiej odsłony meczu niezawodny ostatnio Adrian Dembiński zdobył czwartą bramkę dla gospodarzy. W tym momencie zaczęliśmy oglądać szaloną pogoń gości za poprawą wyniku. Udało się dojść jednak tylko na jedną bramkę i ostatecznie mecz wygrała Ferajna 4:3, ale na pewno Playboysi nie mają czego się wstydzić i ciekawi jesteśmy jakby ten mecz wyglądał gdyby wszyscy zawodnicy gości stawili się punktualnie na obiekcie Grenady.

2
19:30

Goniąca podium drugiej ligi drużyna Graczy Gorszego Sortu mierzyła się zajmującą drugą pozycją FC Górką. Goście do spotkania przystąpili tylko w pięciu i grali o jednego zawodnika mniej przez 7 minut. Z tej okazji skorzystała ekipa GGS-u strzelając w piątej minucie bramkę wysuwającą ich na prowadzenie. Po dołączeniu szóstego gracza u gości mecz zrobił się bardziej wyrównany. Szanująca energię Górka starała się wykorzystywać błędy rywala grając z kontry i broniąc swojej bramki. Taka taktyka popłaciła im i finalnie po pierwszej połowie prowadzili 4:2. Im dłużej mecz trwał tym bardziej widoczna była przewaga Graczy Gorszego Sortu nad coraz bardziej opadającą z sił drużyną gości. W przeciągu kwadransa gospodarze pokonali bramkarza Górki siedmiokrotnie pozwalając tylko raz w tej połowie na utratę bramki. Mecz zakończył się wynikiem 9:5, a dzięki waleczności i doświadczeniu obu ekip widzieliśmy bardzo interesujące spotkanie i gdyby nie braki kadrowe w zespole gości to przebieg meczu wraz z jego atrakcyjnością byłby na jeszcze wyższym poziomie. Teraz przed nimi mecze z zespołami zajmującymi miejsca w dolnej części tabeli. Chcąc osiągnąć postawione przed rundą rewanżową cele oba zespołu powinny powalczyć o zwycięstwo.

3
20:00

Mecz Zjednoczonej Ochoty z Explo Team okazał się spotkaniem drużyn o bardzo podobnym charakterze. Nieustępliwość, twarda walka o każdą piłkę, spore umiejętności indywidualne to cechy jednego i drugiego zespołu, a kiedy spotykają się takie ekipy na boisku aż wrze od emocji. Już od pierwszego gwizdka nie brakowało sytuacji pod jedną i druga bramką i szczególnie golkiper Ochoty Aleksander Gęściak musiał popisać się kilkoma dobrymi interwencjami. Inicjatywa przechyliła się na stronę Explo Teamu, który oddawał zdecydowanie więcej strzałów, zarówno w światło bramki jak i obok. Zjednoczona Ochota została nawet zepchnięta do gry na własnej połowie, ale jeden zabójczy kontratak wystarczył, aby otworzyć wynik. W 13 minucie Mikołaj Chomontowski wyprowadził piłkę prawym skrzydłem, wyłożył piłkę Krystianowi Kołodziejskiemu, a ten nie dał szans bramkarzowi gości i Ochota wyszła na prowadzenie. Po golu schemat gry nie uległ zmianie – w natarciu było Explo, ale Zjednoczona cierpliwie czekała na swoją okazję i niemalże kalkę pierwszej akcji zobaczyliśmy w 19 minucie – tym razem kontrę po lewym skrzydle pociągnął Rafał Popis, a z pierwszej piłki uderzył Oskar Górecki. Dla gości był to wyraźny sygnał, że trzeba zabrać się do odrabiania strat i już po dwóch minutach gola kontaktowego trafił Jan Zapolski. Ochota szybko odpowiedziała drugim golem Krystiana Kołodziejskiego, ale Explo ani myślało oddawać inicjatywy i chwilę przed przerwą Jan Zapolski strzelił gola do szatni. Druga połowa rozpoczęła się od kilku ofiarnych interwencji defensorów Zjednoczonej, ale w końcu nie wytrzymali presji nałożonej przez zespół przyjezdny i w 28 minucie Marek Pawłowski strzelił gola wyrównującego. Dalszego przebiegu tego meczu nie powstydziłby się nawet finał Ligi Mistrzów – w 33 minucie za przytrzymanie zawodnika wychodzącego na czystą pozycję żółty kartonik obejrzał Mikołaj Chomontowski. Explo Team próbował, ale mądra gra na czas w wykonaniu defensywy gospodarzy i świetne interwencje Aleksandra Gęściaka spowodowały, że przewagi liczebnej nie udało się wykorzystać. Za to w 39 minucie Zjednoczona Ochota miała szansę na rozstrzygnięcie spotkania, kiedy po faulu bramkarza Kamila Jarnutkowskiego sędzia podyktował rzut karny. Mogło być po meczu, ale Kamil wyczuł strzał w lewe okno i kapitalną paradą uchronił swój zespół od straty bramki. Wojnę nerwów w końcówce meczu lepiej znieśli gospodarze. Mikołaj Chomontowski w pełni zrehabilitował się za żółtą kartkę – miękko wyłożył piłkę z rzutu rożnego, a Rafał Popis urwał się obrońcom i głową strzelił nie do obrony. Do ostatniego gwizdka Explo Team szukało gola wyrównującego, ale Zjednoczona Ochota zamurowała dostęp do bramki i to ekipa Daniela Gałązki wywiozła z tego meczu arcyważne trzy punkty. Był to jeden z najlepszych meczy, jakie oglądaliśmy w tej rundzie i nawet sędzia po zakończeniu spotkania wypowiadał się o nim z nieukrywanym uznaniem.

4
20:30
( 5 : 0 )
16 : 1
Raport

Spotkanie wicelidera 2 ligi Black Eagles Warszawa przeciwko ostatnim w tabeli Saska Kępa dostarczyło nam wielu emocji, tych pozytywnych jak i niestety negatywnych. Już na samym początku bardzo techniczni zawodnicy Czarnych Orłów szybko zdobyli bramkę na 1-0. Kilka minut później, rozgrywający świetne spotkanie Grzegorz Kończyński podwyższył na 2-0, bramka padła po pięknym podaniu bardzo aktywnego w tym spotkaniu Przemysława Harasimowicza. W tym momencie mocno zbudowana fizycznie i bardzo siłowa ekipa „saskich" została zepchnięta do głębokiej defensywy przez bardzo aktywnych i świetnie wyszkolonych technicznie zawodników Czarnych Orłów. Wszystkie bramki do stanu 5-0 to bardzo duża zasługa całej drużyny gospodarzy, ale przede wszystkim mocno wyróżniających się Przemysława Harasimiuka, Kacpra Pękały( w całym meczu 4 asysty), Grzegorza Kończyńskiego i Artura Wrzeszcza ( również w trakcie spotkania zanotował 4 asysty). Widać, że to bardzo dobrze zgrana ze sobą ekipa. Saska Kępa próbowała ugrać coś z kontry, ale defensywa Czarnych Orłów nie pozwalała na wiele przeciwnikom. Efektem tej „mocnej" obrony była niestety żółta kartka dla zawodnika Orłów. Spóźnił się on z interwencją i musiał pauzować 3 minuty. Saska mając przewagę jednego zawodnika niestety nie była w stanie zdobyć choćby jednej bramki. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 5-0 dla gospodarzy. Druga połowa to duża przewaga „czarnych" i ich huraganowe ataki. Saska Kępa próbowała się odgryzać lecz nie mogli przebić się przez dobrze zorganizowaną defensywę przeciwnika. Można było wyczuć w powietrzu narastającą frustrację ekipy z „saskiej" co niestety przyniosło im żółtą kartkę. Trzy minuty kary mocno osłabiły i tak już walczącą jak ranny lew drużynę i oczywiście w żaden sposób im nie pomogło. Wicelider będąc w przewadze nie omieszkał jeszcze mocniej nacisnąć i zdobywał bramkę za bramką. Momentalnie zrobiło się 10-0 dla gospodarzy, a nawałnica trwała dalej. Napięcie wzrastało wraz z upływem czasu i niestety zawodnik „saskich" musiał opuścić boiska na 10 minut, ponieważ otrzymał czerwoną kartkę i jedyne co mógł zrobić to obserwować mecz z „ławy". „Czerwień" nie została jednak na szczęście „wlepiona" za brutalny faul, tylko za niepotrzebne rozmowy, przytyki i krzyki w stronę sędziego. Przy takim wyniku ta kartka nie była w ogóle potrzebna, a jedynie zepsuła i tak już ciężki mecz Saskiej Kępy. Ta sytuacja to była woda na młyn dla „czarnych". Grzegorz Kończyński dzielił i rządził w środku pola, a reszta ekipy wicelidera tylko korzystała z jego kreatywności. Mecz zakończył się wynikiem 16-1 dla wicelidera 2 Ligi.

5
21:30
( 1 : 2 )
6 : 6
Raport

Mecz pomiędzy sąsiadującymi drużynami zawsze przynosi dużo emocji. Tym razem padło na zespoły drugiej ligi. Siódme Orzeły Stolicy mierzyły się z szóstą drużyną Eternis. Mała różnica punktowa pomiędzy obiema ekipami mobilizowała gospodarzy w dążeniu do zwycięstwa. To właśnie ta drużyna, jako pierwsza wyszła na prowadzenie. Jan Wnorowski w dwudziestej sekundzie idealnie wykorzystał podanie od Tomasza Czerniawskiego i pokonał bramkarza gości. Zaskoczona tak szybką stratą drużyna Eternisu nie pozwoliła ponieść się emocjom, grając „swoje" dążyła do odrobienia strat. Udało im się to osiągnąć z nawiązką, co nie było łatwe. Oba zespoły grały rozważnie. Szanowały piłkę starając się, aby nie popełniać błędów w rozegraniu, bo każda strata była groźna. Na przerwę z niewielką przewagą bramkową w lepszych nastrojach schodziła drużyna gości. Dalsza część gry była jeszcze bardziej wyrównana, a w miarę upływającego czasu mecz będący na styku robił się powoli, co raz bardziej otwarty. Bramka za bramkę nie pozwalały wskazać faworyta tego widowiska. Naprzemienne zdobywanie goli zakończyło się w 45 minucie przy wyniku 6:6. Podział punktami najlepiej odzwierciedla jak wyrównane i emocjonujące było to spotkanie, za które dziękujemy obu zespołom i liczymy na więcej.

Reklama