Sezon 2013/2014
Relacje meczowe: 2 Liga
Niedzielne granie w drugiej lidze zaczęliśmy z wysokiego “c”. Jak w końcu inaczej nazwać poprzeczkę w pierwszych sekundach meczu? Gracze Gorszego Sortu postraszyli bramkarza rywali, oddając potężny strzał bezpośrednio po pierwszym gwizdku sędziego. Szybko (i skuteczniej) odpowiedzieli im zmotywowani zawodnicy Warszawskiej Ferajny. Już w trzeciej minucie Adrian Dębiński “odpalił petardę” w kierunku bramki przeciwnika i wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Kolejne minuty również były niezwykle intensywne (dla piłkarzy, którzy dawali z siebie 110% i dla koordynatora, który co chwila notował nazwiska kolejnych strzelców). Często w protokole meczowym wspominany był właśnie Dębiński, ale również kapitan gości, Kacper Domański, który finalnie został wybrany zawodnikiem meczu (między innymi dzięki jego umiejętności zastawiania się i gry “na ścianę”). Po stronie GGS należy wyróżnić Łukasza Kuleszę, w którym upatrywaliśmy nadzieję dla zespołu gospodarzy. Jego powrót na ligowe boiska miał wnieść (i wniósł) sporą jakość - zdobył wszystkie bramki dla swojej drużyny, choć pewnie żałuje, że skończyło się na dwóch trafieniach. Niestety dla niego zawodnicy Warszawskiej Ferajny byli w tym spotkaniu lepsi w większości aspektów. Również w strzałach “ze środka”, bowiem na początku drugiej połowy skopiowali taktykę rywali i od razu posłali piłkę w kierunku bramkarza, Patryka Kieszkowskiego. Golkiper ten mimo wyraźnych starań i obiektywnie niezłego spotkania, nie zdołał zapobiec temu uderzeniu, ani jeszcze kilku następnym, bo końcówka wyglądała dość jednostronnie. Czas skończył się przy wyniku 2:11, a nasz typ odnośnie zwycięstwa zespołu spod znaku Weszło się sprawdził.
Grające w tym sezonie w kratkę Orzeły Stolicy podejmowały kraczące od zwycięstwa do zwycięstwa Black Eagles Warszawa. O tym, że dla gospodarzy to był mecz w którym mogli się pokusić o niespodziankę było sprawą oczywistą. I tak też Orzeły rozpoczęły mecz, bardzo składne i szybkie akcje pozwoliły szybko objąć dwubramkowe prowadzenie. Ekipa gości starała się jak mogła, zdobyli nawet bramkę kontaktową, którą zdobył Artur Wrzyszcz, ale Jan Wnorowski razem ze swoją ekipą dalej rozgrywał koncert, szybko zdobywając dwie kolejne bramki. I od tego momentu koncert Orzełów stał się jedynie suportem przed prawdziwym spektaklem Black Eagles Warszawa. Goście wzięli się w garść i mimo, że osłabieni absencją kilku ważnych dla siebie zawodników to jednak ekipa która znajduje się w czołówce drużyn sześcioosobowych w Warszawie. Rozkręcił się na dobre Adam Wosiek, szalał w obronie Łukasz Dworakowski i nawet brak nominalnego bramkarza przestał przeszkadzać gościom. Orzeły przy tak dysponowanym rywalu nie miały już nic do powiedzenia, szybko roztrwoniona przewaga trzech bramek i później już sukcesywne oddawanie pola Black Eagles kończyło się kolejnymi stratami bramkowymi. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 5:11 i tylko możemy się zastanawiać, jak wyglądałby ten mecz, gdyby Orzeły byli w stanie przez cały mecz grać tak, jak robili to na początku. Natomiast goście kroczą pewnie po mistrzostwo i chyba nikt im w tym nie przeszkodzi.
Podchodząc do rywalizacji z FC Nova Group zawodnicy Szmulkers Team nie byli w zbyt dobrych nastrojach. Okrojony skład i brak zmian nie nastrajał zbyt pozytywnie, ale boisko bardzo szybko zweryfikowało obawy gości, bo nie minęła nawet minuta gry, a już było 0:1 dla Szmulkersów po strzale Patryka Nowickiego. Kapitan ekipy przyjezdnej rozegrał rewelacyjne spotkanie i walnie przyczynił się do ostatecznego triumfu swojego teamu. W 3 minucie dostał okazję do wykonania rzutu wolnego i nie czekając na gwizdek zapakował piłkę do siatki. Gospodarze mieli ogromny problem w poukładaniu swojej gry, aż w końcu się udało i bramkę zdobył Kamil Filipek, ale po chwili fatalny błąd bramkarza Novy skończył się trzecią bramką dla Szmulkers. Jeszcze przed przerwą goście podwyższyli na 1:4 i ich przewaga powoli stawała się bezdyskusyjna. Nova Group grała zupełnie bez polotu i nawet mając trzech rezerwowych nie była w stanie zabiegać świetnie zgrany zespół ze wschodniej części Warszawy. W drugiej części spotkania fantastyczną robotę między słupkami drużyny gości odegrał bramkarz Sebastian Blichta, który nie tylko popisał się kilkoma świetnymi interwencjami, to na dodatek obronił rzut karny, a już wisienką na torcie była sytuacja z 36 minuty, kiedy koledzy podarowali Sebastianowi rzut karny, a ten potężnym strzałem w środek bramki nie dał szans bramkarzowi przeciwników. Nova Group zagrała bardzo słabe spotkanie i nie była w stanie zagrozić Szmulkersom. Dwie bramki strzelone w końcówce meczu nieco osłodziły gorycz porażki, ale wynik 3:8 wyraźnie wskazuje Szmulkers jako drużynę, która zdominowała ten mecz.
Po meczu Zjednoczonej Ochoty z Eternisem oczekiwaliśmy nieco więcej, ale gościom niestety nie udało się zebrać optymalnego składu. Wobec braków kadrowych przeciwnika naturalnym faworytem była tutaj drużyna z Ochoty i ekipa Daniela Gałązki widząc oczywistą przewagę rozpoczęła spotkanie bardzo agresywnie. W efekcie już w 2 minucie gola otwierającego wynik zdobył Krystian Kołodziejski, ale już akcję później był remis po bramce Adriana Idzikowskiego. Gospodarzy trochę zaskoczył taki obrót spraw, ale szybko odzyskali rezon i już po chwili prowadzili 3:1 po trafieniach Rafała Popisa i Damiana Dąbrowskiego. Eternis znów wykorzystał chwilę dekoncentracji w szeregach obronnych Zjednoczonej i drugą bramkę trafił Adrian Idzikowski. Wydawało się, że goście mają remis w zasięgu ręki, ale chłopaki z Ochoty poprawili nieco komunikację w defensywie i Eternis długo nie był w stanie zagrozić bramce Przemysława Morawskiego. Gospodarze mozolnie budowali ataki w środkowej części boiska, aż w końcu Przemysław Kostrzycki podwyższył na 4:2. Kolejna bramka to kapitalne trafienie nożycami Rafała Popisa, a na 6:2 podwyższył kapitan swojego zespołu Daniel Gałązka. Goście odpowiedzieli jeszcze golem Damiana Rudego i pierwsza połowa skończyła się solidnym prowadzeniem Zjednoczonej Ochoty 6:3. Druga część spotkania wyglądała już zupełnie inaczej – choć tempo gry nieco opadło i jedyną bramkę obejrzeliśmy w 29 minucie po drugim trafieniu Daniela Gałązki, to gra wyrównała się i na boisku oglądaliśmy sporo sportowej walki. Niezmordowani zawodnicy Eternisu mądrze rozgrywali piłkę w obronie i szukali okazji strzeleckich, ale rewelacyjne spotkanie rozgrywał golkiper gospodarzy Przemysław Morawski, który co i rusz popisywał się świetnymi interwencjami. Zwycięstwo dało Zjednoczonej Ochocie utrzymanie pozycji wicelidera 2 ligi, a Eternis ma czego żałować, bo przy solidniejszym składzie przebieg tego meczu mógł wyglądać zupełnie inaczej.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)