Sezon 2013/2014
Relacje meczowe: 2 Liga
Spotkanie Eagles z Rock’n Roll Warszawa rozpoczęło się z kilkuminutowym opóźnieniem, ponieważ lider 2. Ligi musiał podjąć decyzję, czy akceptuje zamieszanie kadrowe w ekipie przeciwnika. Rock’n Roll gra każdy mecz, by cieszyć się piłką i walczyć o zwycięstwo, ale tym razem stawką było mistrzostwo ligi, więc zawodnicy dostali chwilę na podjęcie decyzji. Ostatecznie doszło do rywalizacji – i przebiegała ona zgodnie ze scenariuszem, którego mogliśmy się spodziewać.
Szybko uzyskane dwubramkowe prowadzenie pokazało, że zmiany w ekipie gospodarzy niewiele wniosły, a goście pewnie kroczą po kolejną wygraną. W drużynie lidera prym wiedli ci, którzy zwykle. Vladyslav Rakhmail zdobył cztery gole, a Vladyslav Voronov dołożył dwa trafienia i dwie asysty. Ozdobą spotkania było trafienie Voronova na 2:4. Zawodnik przejął piłkę wyrzuconą z autu, sprawnie się z nią obrócił i przedryblował dwóch rywali. W zdobyciu gola początkowo powstrzymał go bramkarz gospodarzy, ale odbił piłkę tak niefortunnie, że ta trafiła Voronova w twarz i ostatecznie znalazła drogę do siatki. Gracz gości okupił to trafienie drobną kontuzją, ale po przerwie wrócił do gry.
W zespole Eagles na wyróżnienie zasługiwał Denisio Chea – autor dwóch bramek i asysty. Jego aktywna gra na niewiele się jednak zdała i spotkanie zakończyło się wysoką porażką gospodarzy.
W niedzielny wieczór do rywalizacji przystąpiły drużyny Ukrainian Vikings oraz After Wola. Oba zespoły z pewnością nie mogą być zadowolone ze swojej formy w letnich rozgrywkach – zarówno gospodarze, jak i goście po pięciu kolejkach mieli na koncie zaledwie 3 punkty, co plasowało ich w strefie spadkowej 2. Ligi. To spotkanie było więc okazją na poprawę dorobku punktowego.
Mecz rozpoczął się od kilku groźnych akcji gospodarzy, jednak nie przyniosły one otwarcia wyniku. Jako pierwsi bramkę zdobyli zawodnicy z Woli – na listę strzelców wpisał się Paweł Korycki. Vikingowie odpowiedzieli błyskawicznie i już po chwili Vasyl Pidluzhnyi doprowadził do wyrównania. Kolejne minuty należały do gospodarzy – po dwóch szybkich kontrach Victor Yeremii wyprowadził swój zespół na dwubramkowe prowadzenie. Gra gości nie układała się po ich myśli, a dodatkowym problemem był fakt, że dysponowali tylko jednym zmiennikiem. W końcówce pierwszej połowy trafienie Adriana Giski pozwoliło After Woli złapać kontakt. Na przerwę schodziliśmy przy wyniku 3:2.
Druga połowa rozpoczęła się zdecydowanie lepiej dla zawodników Ukrainian Vikings. Szybko przejęli inicjatywę i narzucili swój styl gry, który wyraźnie nie pasował ekipie z Woli. Goście popełniali mnóstwo indywidualnych błędów, po których gospodarze zdobywali kolejne bramki. Chwilowe rozprężenie przydarzyło się również Vikingom – pozwolili rywalom zbliżyć się na jedno trafienie (5:4), ale od tego momentu na boisku dominował już tylko jeden zespół.
After Wola grała z ogromnym sercem, jednak brak zmian i odpoczynku dawał się mocno we znaki. Ukrainian Vikings wygrali to kluczowe dla nich spotkanie 10:6 i na kolejkę przed końcem letnich rozgrywek uciekli ze strefy spadkowej. After Wola, z dorobkiem 3 punktów, straciła już matematyczne szanse na ucieczkę z czerwonej strefy.
Ternovitsia potwierdziła swoją wysoką formę, odnosząc pewne zwycięstwo nad zamykającą tabelę Warszawską Ferajną. Gospodarze pokazali dużą skuteczność i pewność w ataku. Choć goście mieli swoje momenty, różnica klas była w tym spotkaniu wyraźnie widoczna.
Mecz rozpoczął się od przykrego zdarzenia – jeden z zawodników Ferajny musiał opuścić boisko z powodu urazu i nie wrócił już do gry. W 6. minucie Stefaniak dał gościom prowadzenie mocnym strzałem zza pola karnego. Radość przyjezdnych trwała jednak krótko. Hrydovyi wyrównał niecodziennym trafieniem z połowy boiska – piłka wpadła do siatki po zmyleniu bramkarza przez ruch jednego z zawodników. Chwilę później Romanovskyi dobił piłkę po zamieszaniu w polu karnym, a Kaczmar potężnym uderzeniem podwyższył na 3:1. Tuż przed przerwą Hrydovyi skompletował dublet, dając gospodarzom pewne prowadzenie 4:1.
Po zmianie stron przewaga Ternovitsii była jeszcze wyraźniejsza. Hrabovskyi, Hrydovyi oraz Kaczmar ponownie wpisali się na listę strzelców, doprowadzając do stanu 7:1. Ferajna zdołała odpowiedzieć kilkoma trafieniami – Stefaniak wykorzystał kuriozalny błąd bramkarza, Pietrzak dobił piłkę po obronie, a w końcówce spotkania Burdalski zdobył bramkę. Było to jednak za mało, by realnie zagrozić gospodarzom. Ternovitsia dorzuciła jeszcze dwa gole – jedno trafienie zapisał na swoim koncie Hrabovskyi, a wynik na 10:4 ustalił pechowy samobój Stefaniaka.
Gospodarze w pełni zasłużenie zgarnęli trzy punkty, imponując bezlitosnymi atakami. Ferajna walczyła ambitnie, ale różnica w jakości była zbyt duża, by myśleć o korzystnym rezultacie.
Ekipa BM rozgrywała swój mecz tuż po spotkaniu z udziałem Rock’n Roll Warsaw. A ponieważ najgroźniejsi rywale w walce o mistrzostwo swoje zadanie wykonali i zgarnęli trzy punkty, drużyna Oleksandra Maksymowa nie miała wyjścia – musiała również odnieść zwycięstwo. Zadanie było o tyle trudniejsze, że BM musiało radzić sobie bez Faizena Rahmatsoeva czy Oleha Katushynskiego. Rywalem było walczące o brąz Tonie Majami.
Początek zapowiadał sporą dramaturgię. Tonie Majami prezentowało się solidnie, a po znakomitym crossowym podaniu Patryka Kamoli do Bazylego Grabca padł gol otwierający wynik. Jak się jednak okazało, trafienie to tylko rozdrażniło BM. Faworyci błyskawicznie wrócili do gry i w zaledwie kilka minut zdobyli trzy bramki z rzędu. Dwie z nich wyglądały niemal identycznie – Heorhii Pechnikov otrzymywał piłkę, ścinał z nią do środka i skutecznie uderzał z okolica pola karnego. Tonie Majami nie wyciągało wniosków, a sytuację przeciwników dodatkowo pogorszył fakt, że do ofensywnej gry wziął się Yevhen Mushnin. Ten do przerwy skompletował hat-tricka i dołożył asystę, a wynik 5:1 praktycznie przesądził losy meczu.
Mimo to Tonie Majami nie złożyło broni. W drugiej połowie chłopaki grali tak, jakby wciąż wierzyli w zdobycie punktów. I choć na odwrócenie losów spotkania szans już nie było, to samą tę część gry wygrali 1:0 po kolejnym trafieniu Bazylego Grabca. Nie jest to wielkie pocieszenie, ale pokazuje charakter drużyny i daje niezły prognostyk przed decydującym starciem o brąz z Ternovitsią. Tam Tonie Majami musi wygrać, by zameldować się na podium.
BM natomiast zrobiło swoje. W ostatniej kolejce stanie naprzeciwko Rock’n Roll Warsaw w bezpośredniej walce o złoto. I tu również tylko zwycięstwo da tytuł. Patrząc na potencjał obu zespołów, możemy spodziewać się naprawdę fantastycznego widowiska, na które już zacieramy ręce.







)
)
)
)
)
)
)
)