Sezon 2013/2014
Relacje meczowe: 3 Liga
Patrząc na pozycje w tabeli obu drużyn oraz dotychczasowy poziom, jaki prezentowały w poprzednich meczach, większość obserwatorów mogła sądzić, że BM bez problemu poradzi sobie z rywalem. Nic bardziej mylnego – to goście lepiej weszli w to spotkanie. Franciszek Pogłód otworzył wynik meczu, a chwilę później Michał Wójcik popisał się pięknym strzałem z rzutu wolnego, podwyższając prowadzenie. Bramkarz gospodarzy mógł tylko odprowadzić piłkę wzrokiem – było 0:2 i BM dostał jasny sygnał: nie można tej drużyny lekceważyć.
Jeszcze przed przerwą trafienie kontaktowe zanotował Volodymyr Bevziuk, dając swoim kolegom nadzieję na odwrócenie losów spotkania. Druga połowa zapowiadała się emocjonująco – lider nie mógł pozwolić sobie na kolejną wpadkę w kontekście walki o mistrzostwo. I chyba właśnie ta świadomość sprawiła, że faworyci ruszyli do odrabiania strat.
Warszawska Ferajna wyraźnie opadła z sił – zabrakło tej samej energii i intensywności, którą prezentowali w pierwszej połowie. BM bezlitośnie to wykorzystał. Mimo naprawdę solidnego występu obu drużyn, końcowy wynik wskazuje na pewne zwycięstwo gospodarzy – 6:3. Trzeba jednak podkreślić, że nie był to mecz do jednej bramki – Ferajna postawiła liderowi bardzo trudne warunki, zwłaszcza w pierwszej części gry.
W niedzielne popołudnie słońce prażyło niemiłosiernie, a czerwona latarnia 3. Ligi – zespół Laga Warszawa – przystępował do meczu bez żadnych zawodników na ławce rezerwowych. Dodajmy do tego fakt, że ich rywalem była niezwykle silna Ternovitsia i łatwo się domyślić, że zapowiadało się mocno jednostronne widowisko. I rzeczywiście – takie też było. Ale nie uprzedzajmy faktów.
Gospodarze potrzebowali zwycięstwa, by utrzymać się na podium, a jednocześnie pracowali nad poprawieniem indywidualnych statystyk. Choć Volodymyr Hrydovyi może spać spokojnie na pozycji lidera klasyfikacji strzelców, to Pavel Paduk walczył o miano najlepszego asystenta ligi.
Ternovitsia szybko zdobyła dwie bramki, ale gracze Laga Warszawa nie zamierzali składać broni. Tworzyli sytuacje, dochodzili do strzałów, jednak brakowało im precyzji, albo dobrze spisywał się bramkarz gospodarzy – Vasyl Borys. W końcu jednak Julian Wzorek zdecydował się na potężne uderzenie z dystansu i zdobył honorową bramkę – przy takim strzale golkiper był bez szans.
Mimo starań gości, tego dnia nie było mocnych na trio: Pavel Paduk (aż 9 asyst), Volodymyr Hrabovskyi (5 asyst) i Volodymyr Hrydovyi (15 bramek). Szczególnie druga połowa, w której Laga opadła już z sił, należała zdecydowanie do zespołu z Ukrainy.
Pomijając jednostronny wynik, warto zwrócić uwagę na atmosferę spotkania. Jedni chodzą na „silent disco”, my byliśmy świadkami czegoś w rodzaju „silent football”. Były piękne bramki, efektowne asysty, a wszystko to bez zbędnych komentarzy, fauli i negatywnych emocji. Jak trafnie podsumował sędzia Łukasz Matlęga – oby więcej takich meczów.
To było absolutne rozbicie w pył!. W 17. kolejce 3. ligi P.P.B. Artel Husaria Mokotów urządziła sobie prawdziwą strzelecką ucztę, demolując Perłę Warszawa aż 19:2. Już wynik do przerwy – 6:0 – mówił sporo, ale to, co działo się po zmianie stron, to była całkowita dominacja.
Od pierwszego gwizdka było widać, że spotkały się drużyny z dwóch różnych światów. Gospodarze grali swoje – szybko, dokładnie, z pełnym zaangażowaniem. Perła? Jakby tylko przyszła dograć sezon. Mnóstwo błędów, dramatyczna organizacja w obronie i brak jakiejkolwiek reakcji na boiskowe wydarzenia.
Husaria robiła, co chciała. A największym katem Perły został Jakub Cegiełka – 5 goli i 4 asysty. Był wszędzie. Grał na luzie, technicznie, błyskotliwie – i momentami wyglądało to, jakby biegał po podwórku z dzieciakami, a nie grał ligowy mecz.
Po zmianie stron gospodarze jeszcze podkręcili tempo, dorzucając kolejne 13 bramek. Perła odpowiedziała dwoma honorowymi trafieniami, ale to nic nie zmienia – dostali bardzo surową lekcję, która niestety pieczętuje ich cały słaby sezon, który kończy się spadkiem. Z kolei Husaria wysłała jasny sygnał – będzie grała o kolejne zwycięstwa do samego końca. Podium to już nie da, lecz satysfakcję - jak najbardziej.
W meczu pomiędzy Deluxe Barbershop a RCD Los Rogalos byliśmy świadkami absolutnej dominacji jednej drużyny. Gospodarze rozgromili rywali aż 27:2, a prawdziwym bohaterem spotkania został Husein, który zdobył aż 18 bramek – wynik niezwykle rzadki, nawet na poziomie amatorskim.
Od pierwszych minut Deluxe narzuciło wysokie tempo i praktycznie nie schodziło z połowy przeciwnika. Już po dziesięciu minutach prowadzili 6:0, a Husein miał na koncie cztery trafienia. Los Rogalos wyglądało na zupełnie zagubione – ich defensywa nie była w stanie nadążyć za szybkimi i pomysłowymi atakami gospodarzy. Każda próba skonstruowania akcji kończyła się błyskawiczną kontrą, która zazwyczaj zamieniała się w gola.
Do przerwy było już 10:0, ale prawdziwy festiwal rozpoczął się w drugiej połowie, kiedy Husein rozkręcił się na dobre i nie przestawał trafiać do siatki. Jego łączny dorobek – 18 goli – to rezultat wręcz absurdalny, który z pewnością zapisze się w historii ligi. Pozostali zawodnicy Deluxe również dołożyli swoje trafienia, a zespół grał bardzo zespołowo, nie forsując tempa mimo ogromnej przewagi. Rogale zdołali odpowiedzieć jedynie dwoma bramkami, które miały wyłącznie charakter honorowy.
Spotkanie zakończyło się wynikiem 27:2 – rezultatem, który najlepiej oddaje skalę dominacji Deluxe Barbershop oraz strzelecki show w wykonaniu Huseina.
W 17. kolejce jednym z najbardziej emocjonujących i znaczących starć był bez wątpienia pojedynek FC Dziki z Lasu z Elite Team. Dla gospodarzy stawką były dalsze losy w walce o mistrzostwo – porażka mogła definitywnie wykluczyć ich z gry o tytuł. Z kolei Elite chciało potwierdzić swoją klasę i zrobić kolejny krok w kierunku wysokiej pozycji na koniec sezonu.
Spotkanie rozpoczęło się z mocnym przytupem. Już od pierwszych minut wyróżniał się Mateusz Muszyński, który otworzył wynik meczu i regularnie ratował swój zespół, kiedy presja ze strony Dzików rosła. Za każdym razem, gdy gospodarze starali się przejąć inicjatywę, Muszyński skutecznie odpowiadał. Jeszcze w pierwszej połowie na listę strzelców wpisał się również Grzegorz Och, a Elite Team schodził na przerwę z solidnym prowadzeniem 5:2. Ich gra była poukładana, dojrzalsza, i zapowiadała ciężką przeprawę dla Dzików po zmianie stron.
Druga połowa zaczęła się od zrywów gospodarzy, którzy rzucili się do odrabiania strat. Widać było u nich ogromną determinację – przez moment wydawało się, że mogą wrócić do gry. Jednak Elite Team zachował zimną krew. Odpowiedzieli na próby rywala, spowolnili tempo i znów przejęli kontrolę nad przebiegiem konfrontacji.
Było to bardzo intensywne, dynamiczne i fizyczne spotkanie – momentami na granicy faulu. Obie drużyny zostawiły na boisku mnóstwo sił i pokazały ogromne zaangażowanie. Mimo że Dziki z Lasu nie zdołały odwrócić losów meczu, to zarówno one, jak i Elite Team zaprezentowały futbol na naprawdę wysokim poziomie.







)
)
)
)
)
)
)
)
)