reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
12:00

W spotkaniu pomiędzy Bad Boys a Joga Bonito, faworyt mógłby tylko jeden. Ekipa Bartłomieja Podobasa cały czas walczy o mistrzostwo w 9 lidze i wydawała się być faworytem w starciu z zajmującą miejsce w środku tabeli ekipą Joga Bonito. Już od pierwszych minut było widać, że gospodarze zdecydowanie lepiej weszli w mecz. W 6 minucie świetnym strzałem z rzutu wolnego w długi róg bramki popisał się Damian Borowski. Chwilę później Bartosz Krajewski podwyższył prowadzenie gospodarzy i mieliśmy 2-0. W grze goście nic się nie kleiło, brakowało skuteczności i dokładnego ostatniego podania. Bad Boysi natomiast kontrolowali całkowicie przebieg meczu i jeszcze przed przerwą Damian Borkowski podwyższa rezultat meczu i na pauzę schodziliśmy przy wyniku 3-0. Po zmianie stron to ponownie gospodarze strzelają bramkę. Wydarzenia z pierwszej odsłony oraz początek drugiej części meczu nie napawały optymizmem graczy gości. Jednak jakże miłym zaskoczeniem dla obrazu gry była postawa Jogi Bonito w dalszej części meczu! Bad Boysi zdecydowanie opadli sił, często grali długą, niedokładną piłkę czym jeszcze bardziej ułatwiali grę zawodnikom oponentów. Joga Bonito dzięki swojej nieustępliwości i niezłomnemu charakterowi w drugiej odsłonie, najpierw doprowadziła do remisu, by ostatecznie wygrać to spotkanie 5-7. Świetne zawody rozegrał Sebastian Kluczek, który to w głównej mierze niemal w pojedynkę doprowadził do prawdziwej remontady. Sebastian brał udział przy pięciu bramkach swojej ekipy, w tym ostatnich dających prowadzenie i wygraną w tej rywalizacji. Spotkanie ostatecznie kończy się wynikiem 5-7 i jest znakomitym przykładem, że wierzyć i walczyć trzeba do samego końca!

2
13:00

Starcia drużyn na takim poziomie zdecydowanie przypadają nam do gustu! Minionej niedzieli, na warszawskim AWF-ie, mierzyły się ze sobą drużyny lidera z czwartą lokatą, która nadal ma jeszcze szansę na wejście do strefy medalowej. Nie dziwi więc zajadła walka, która towarzyszyła nam – obserwatorom – od początku, aż do samego końca. Strzelanie w tym spotkaniu rozpoczęli gospodarze, którzy po składnej akcji Cornelle’a Malongi z Kamilem Pasikiem zdołali wyjść na prowadzenie. Trafienie na 1:0 jednak nie ustawiło przebiegu spotkania zgodnie z oczekiwaniami TRCH, bo ich rywal, czyli Hiszpański Galeon, momentalnie zaznaczył, że nie będzie tego popołudnia chłopcem do bicia. Takie podejście opłaciło się zaledwie minuty po pierwszym trafieniu, kiedy to do bramki rywala trafił Jacek Fijałek. Mimo, że pierwsza połowa nie obfitowała w bramki, co zdecydowanie potwierdza wynik 1:1 do przerwy, finałowe 25 minut zdecydowanie podniosło wszystkim zgromadzonym ciśnienie, generując ogrom emocji. Goście w drugiej odsłonie zdołali wyjść na dwubramkowe prowadzenie, co w zasadzie zabiłoby nie jeden mecz. Jednakże, jak doskonale wiemy z poprzednich spotkań, ekipa TRCH nie uznaje półśrodków i zawsze walczy do końca. Efektem tego była szalona pogoń za wynikiem, którą finalnie udało im się zrealizować. Przy tym szalenie emocjonującym rollercoasterze, ucierpiał jednakże najlepszy gracz gospodarzy, a mianowicie Kamil Pasik, który ofiarnym zagraniem próbował skierować piłkę do bramki, zostając przy tym trafionym w głowę. Z naszych informacji wynika jednak, że młody zawodnik nie odniósł poważnego urazu. Kamil zdecydowanie jednak może spać spokojnie, bo jego koledzy dali radę, pokazując, że drużynowa i zaangażowana postawa się opłaca, a finalny wynik 4:3 jest tego odzwierciedleniem.

3
17:30

Niezwykle ważne starcie w kontekście utrzymania w 9-tej Lidze Fanów oglądaliśmy w parze Dynamo Wołomin kontra FC Torpedo. Było to spotkanie starych znajomych, gdyż obie ekipy są beniaminkiem tego szczebla rozgrywkowego i dobrze się znały z boiska. Pierwsza połowa to zdecydowanie lepsza gra gospodarzy, którzy mimo optycznej przewagi przez bardzo długi czas nie byli w stanie pokonać Andrzej Barana, jednak ostatnich kilka minut to już koncert w ich wykonaniu. Zaczęło się od podania Michała Matyi przez niemal całe boisko do Tomka Dzięcioła, który w polu karnym musnął piłkę i zmienił trajektorię lotu futbolówki, kierując ją do bramki. Ten sam zawodnik był autorem trafienia na 2:0, gdy po podaniu od Maćka Dorsza przymierzył z dystansu i ładnym strzałem nie dał szans golkiperowi rywali. Wynik tej odsłony ustalił Mateusz Milczarek, który również został obsłużony dobrym podaniem przez Maćka Dorsza. Po zmianie stron goście nieco się przebudzili i zaczęli skuteczniej grać w ataku. Po zamieszaniu w polu karnym do odbitej przez bramkarza piłki dopadł Luka Danylenko, a jego dobitka znalazła drogę do siatki i mieliśmy 3:1. Wydawało się, że Torpedo włączy się w wyścig o punkty, jednakże wtedy o swoim talencie strzeleckim przypomniał Kacper Urban. Czołowy napastnik Dynama brał udział przy kolejnych czterech bramkach, trzykrotnie wpisując się na listę strzelców, a także jednokrotnie asystując. Po jego wyśmienitym fragmencie gry Dynamo odjechało zupełnie z wynikiem do stanu 8:1 i było jasne, że goście mogą zapomnieć o chociażby punkcie. Na osłodę, to właśnie gości ustalili wynik spotkania na 8:2, a autorami akcji kończącej spotkanie byli Yevhenii Vasylchenko oraz Luka Danylenko, gdzie pierwszy kreował, a drugi wykańczał. Ostatecznie gospodarze wygrali to spotkanie 8:2 dzięki czemu zachowali cień szansy na utrzymanie. Dla gości porażka niestety oznacza relegację do niższego poziomu.

4
18:00
( 3 : 0 )
10 : 2
Raport

Walcząca o pierwsze punkty w tej rundzie Awanturza Warszawa I podejmowała w niedzielę zespół FC Vikersonn. Nikomu nie będziemy tutaj mydlić oczu, pisząc że spodziewaliśmy się zaciętego spotkania, które rozstrzygnie się na poziomie 1-2 bramek różnicy. Wiedzieliśmy, że faworytem są zawodnicy z Ukrainy, którzy walczą o medale, podczas gdy ich rywal jest już pogodzony ze spadkiem. Ale początek spotkania wcale nie zapowiadał, że faworytów czeka spacerek. Awanturnicy dobrze ustawili się na własnej połowie i mimo, że rzadko byli przy piłce, to jak już wchodzili w jej posiadanie, to potrafili zagrozić bramce oponenta. Było jednak jasne, że to wszystko zmieni się, gdy Vikersonn wyjdzie na prowadzenie. Co prawda trochę musieliśmy na to poczekać, jednak gdy wynik uległ pierwszej zmianie, to mecz z minuty na minutę nabierał coraz bardziej jednostronnego wymiaru. Faworyci już do przerwy byli na spokojnym prowadzeniu 3:0, a w drugiej połowie kontynuowali swój marsz po kolejne gole. Mimo wszystko kibicowaliśmy Awanturze, by nie została z niczym, bo za swoją dzielną postawę, coś jej się tutaj należało. Skończyło się na dwóch trafieniach, a ostateczny wynik brzmiał 2:10. Ale był to kolejny mecz tej ekipy, gdzie rywal wcale nie miał tak łatwo, jak mogło się wydawać. Mimo wszystko Vikersonn był drużyną zdecydowanie lepszą, a na uwagę zasługuje fakt, że dwie bramki dla tej ekipy zdobył Ihor Makhlai. Zwykle dyryguje on swoimi kolegami zza linii bocznej, ale tutaj pokusił się o kilkuminutowy występ i mimo, że przy piłce był rzadko, to jednak trochę swoje statystyki indywidualne podreperował. Teraz przed Vikersonnem znacznie trudniejsze zadanie, bo czeka ich konfrontacja z Hiszpańskim Galeonem. I tutaj trzeba będzie zagrać na 100% możliwości, bo w przeciwnym wypadku marzenia o medalach mogą odfrunąć bezpowrotnie.

5
20:30

Będący cały czas tuż za podium Crimson Boys podejmował pogrążony w wiosennym kryzysie Warsaw Gunners FC i chcąc do końca liczyć się w walce o awans musiał koniecznie to spotkanie wygrać. Damian Kucharczyk z ekipą długo nie czekali z tym, żeby ruszyć do ataków, już pierwsza akcja przyniosła bramkę i widać było, kto będzie chciał mocniej atakować w tym meczu. Na kolejną bramkę czekaliśmy do 9 minuty, którą to na swoje konto zapisał Damian Kucharczyk. Warsaw Gunners FC przegrywali, ale nie wyglądało to tak, że nie mają nic do powiedzenia. Mieli i powinni w pierwszej połowie strzelić kilka bramek. Gospodarze kilkukrotnie dochodzili do dogodnych sytuacji strzeleckich, ale albo bramkarz rywali stawał na drodze, albo... sami zawodnicy Arkadiusza Trwogi utrudniali sobie zadanie, czego najlepszym przykładem było, gdy wyszli z akcją 3 na bramkarza, lecz niedokładne podanie pozwoliło wrócić gościom i zażegnać niebezpieczeństwo. Takich problemów z koncentracją nie miał Crimson Boys, który w pierwszej połowie zdobył jeszcze dwie bramki. Druga połowa to znów gole strzelane przez gości, a prym wiódł w tym Damian Kucharczyk razem z najlepszym tego dnia na boisku Piotrem Zielińskim. Gunnersi oczywiście próbowali różnych rozwiązań, zmian ustawień, dwoił się i troił Wiktor Ziółkowski, ale niewiele z tego wychodziło. Dopiero w końcówce meczu wspomniany Wiktor zdobył bramkę honorową. Crimson Boys wygrał to spotkanie 11-1, pozostając w walce o podium, natomiast Warsaw Gunners są dość bezpieczni w kontekście utrzymania, ale jeszcze jakieś punkty przydałoby się zdobyć, by już matematycznie przypieczętować pozostanie w lidze. 

Reklama