Sezon 2013/2014
Relacje meczowe: 9 Liga
Mecz na który z niecierpliwością czekała cała 9-ta Liga Fanów, a więc starcie FC Vikersonn z FC Torpedo. Derby Ukrainy na Arenie AWF zapowiadało się bardzo emocjonująco, zarówno Ihar Makhlai, jak i Andrzej Baran zapewniali przed spotkaniem, że interesuje ich tylko komplet punktów. Już pierwsze minuty utwierdziły nas w przekonaniu, że żadna z ekip nie zamierza dać rywalowi łatwych punktów. Gra była bardzo twarda, a o każdą piłkę walka toczyła się momentami dosłownie na granicy przepisów. W tych warunkach lepiej odnaleźli się zawodnicy gości, w szeregach których sprytnie zachował się Uladzislau Nazaruk, kiedy to wyłuskał piłkę po niepewnym zagraniu golkipera rywali i otworzył wynik spotkania, strzelając na pustą bramkę. Do wyrównania doszło ze stałego fragmentu gry, kiedy to z rzutu wolnego potężnie uderzył Ihor Makhlai, nie dając szans Andrzejowi Baranowi. W odpowiedzi indywidualną akcją popisał się Kyrylo Kud i po jego strzale „Torpedy” wyszły na prowadzenie 1:2. Kiedy wydawało się, że pierwsza odsłona zakończy się minimalnym prowadzeniem gości, doskonałym podaniem popisał się Roman Danchuk, a stworzonej okazji nie zmarnował Andrii Pavlyk, którego trafienie ustaliło wynik pierwszej połowy na 2:2. Po zmianie stron jako pierwsi do głosu doszli gracze FC Torpedo. Po raz kolejny pretensje do swojego bramkarza mogli mieć gracze FC Vikersonn, gdyż po jego błędzie piłkę przejął i umieścił w bramce Oleh Ilnytskyi. Było 2:3, a o bramkę wyrównującą pokusił się - po raz drugi tego dnia, Ihar Makhlai - tym razem wykorzystując dobre podanie Mykoli Lebediuka. Jednak wyjątkowo dobrze w przejmowaniu piłek od rywali czuł się w tym starciu Oleh Ilnytskyi, który po odebraniu futbolówki rywalom wyprowadził „Torpedy” na prowadzenie 3:4. Ku uciesze gospodarzy, zdołali oni jeszcze doprowadzić do wyrównania. Po pięknym strzale z rzutu wolnego, wynik spotkania na 4:4 ustalił Andrii Pavlyk, którego ostatecznie okrzyknięto najlepszym graczem tej potyczki. Wielkie emocje w ukraińskich derbach, a podział punktów jak najbardziej zasłużony!
Spotkanie rozegrane pomiędzy Joga Bonito (gospodarz) a Bad Boys (goście) mogło podobać się każdemu kibicowi piłki nożnej. Mocna i fizyczna walka po obu stronach boiska, nieszablonowe zagrania, sprytne i zaskakujące strzały oraz piękne robinsonady. Wszystko to miało miejsce w tym meczu. Lider 9 ligi Bad Boys chcieli udowodnić dlaczego zajmują pozycję na samym szczycie, natomiast Joga Bonito będąca na 3 miejscu grała w tym meczu pod hasłem "bij lidera". Kontry raz jednej raz z drugiej strony, zwiastowały zgromadzonym kibicom piękne i pełne emocji piłkarskie święto. Tak też było w tym spotkaniu. Pierwsi bramkę w 12 minucie zdobyli zawodnicy gospodarzy. Sebastian Kluczek otrzymał piękne podanie od Kamila Bubrzyka i nie zmarnował takiej okazji. Mieliśmy wiec 1-0 na tablicy wyników. Goście to ekipa która zawsze pokazuje charakter i wielkie zaangażowanie, więc i tym razem wzięli się ostro do roboty po straconej bramce. Już chwilę później, w 15 minucie Bartłomiej Podobas plasowanym strzałem wykończył dokładne podanie od Damiana Borowskiego i wyrównał na 1-1. Remis nie dawał żadnej z ekip faktycznej korzyści, więc obie drużyny rzuciły się do mocnej i fizycznej walki. Jednak to goście wygrali środek pola i coraz mocnej atakowali. Przyniosło to wymierny efekt w postaci bramki na 2-1. Bartosz Krajewski wyłuskał piłkę na środku boiska i nie zmarnował okazji sam na sam. Bad Boys kontrolowali grę, starali się grać rozważnie i próbowali kontrować. Joga Bonito czekali właśnie na te kontry i w przechwytach upatrywali swoich okazji. Fizyczne spotkanie trwało cały czas i po jednej ze strat zespołu gości, gospodarze trafili na 3-1. Napastnik Bad Boys Michał Podobas bez problemu zdobył gola po ładnej klepce i asyście Damiana Borowskiego. Podrażnieni takim obrotem spraw gospodarze nacisnęli jeszcze mocniej i momentalnie im się to opłaciło. Sebastian Kluczek przechwycił piłkę na 16 metrze i nie kalkulując pokonał świetnie broniącego w tym spotkaniu bramkarza Bad Boys. Notabene, golkiper gości Krystian Matysek, tak ładnie uwijał się w bramce że został wybrany MVP swojej ekipy. Brawo! Wynikiem 3:2 pierwsza odsłona tego meczu się zakończyła. Widać było, że na drugą połowę obie ekipy wyszły jeszcze mocniej zmotywowane. Gospodarze nie chcieli tego meczu przegrać, natomiast goście starali się utrzymać korzystny wynik. Ponownie trwała walka o środek pola, którą w tej połowie wygrali gospodarze. Przyniosło to szybko pożądany dla nich efekt i już 3 minuty po wznowieniu gry udało im się powiększyć dorobek. Mieliśmy więc 4-2 na tablicy wyników. Obie drużyny nie miały zamiaru się położyć i śmiało atakowały, jednak już się nie zmienił i to lider tabeli wziął 3 punkty. Trzeba przyznać, że obie ekipy dały z siebie 110% w tym meczu i było to bardzo mile dla kibicowskiego oka spotkanie. Oby więcej takich szlagierów!
Crimson Boys jako gospodarze podejmowali w roli gości drużynę Hiszpańskiego Galeona. Patrząc na tabelę 9 ligi można było stwierdzić, że będzie to mało ciekawe spotkanie. Nic bardziej mylnego! Goście już w drugiej minucie objęli prowadzenie za sprawą ich snajpera. Łukasz Śledziecki zdobył w tym meczu 4 bramki i od początku udowadniał, dlaczego to właśnie na niego warto stawiać w każdym spotkaniu. 2 minuty później ponownie zameldował się z bramką na koncie. Warto nadmienić że dwa pierwsze trafienia zdobył duet Łukasz Śliedziecki & Jacek Fijałek. Po tych bramkach goście jakby troszkę zwolnili tempo co było wodą na młyn dla ekipy gospodarzy. Szybkie, bo w 6 i 8 minucie meczu zdobyte bramki dały nam remis. Najpierw bramkę zdobył Sebastian Bartosik a dwie minuty później Piotr Zieliński też po przechwycie trafił ładnym strzałem i mieliśmy wynik 2-2. Mecz zaczął się więc od nowa. Trwała walka na całym placu, piłkarze "bili się" o każdy centymetr boiska. Mocno fizycznie, ale nie chamsko, zawodnicy obu ekip nie dawali się na szczęście ponieść emocjom. Po jednej z akcji gości, Mikołaj Zakrent otrzymał piękne podanie od Jakuba Szczypiorskiego i bez problemu zdobył bramkę. Goście prowadzili w tym momencie 3-2. Takim też wynikiem zakończyła się pierwsza połowa. Na drugą odsłonę obie ekipy wyszły bardzo głodne 3 punktów i kibice mieli co oklaskiwać. Bramki sypały się jak z worka pełnego prezentów na Święta Bożego Narodzenia. W 26 minucie gospodarze trafili 3-3, by kilka minut później stracić dwie bramki z rzędu. Przy wyniku 5-3 dla gości ekipa Galeonu delikatnie zwolniła tempo. Niestety był to duży błąd, ponieważ Crimson Boys pokazali nam w tym sezonie że w piłkę grać umieją i nie marnują takich okazji. Dwa celne trafienia zawodników gospodarzy przyniosły ponownie remis. Gol na 5-5 to czysty majstersztyk. Piotr Zieliński przejął piłkę na 25 metrze i z całej siły uderzył na bramkę rywala. Zaskoczony bramkarz gości mógł tylko wyciągnąć piłkę z siatki. Mecz po raz drugi zaczął się od początku. Żadna z ekip przy tym wyniku nie kalkulowała i to gospodarzom udało się strzelić na 6-5. Ponownie, tylko że tym razem z 16 metra uderzył Piotr Zieliński i znów bramkarz gospodarzy wyciągał piłkę z siatki. Poddenerwowani takim obrotem spraw goście szybko jednak się odgryźli i trafili na remis. Po mocnym uderzeniu jednego z zawodników Galeonu Mikołaj Zakrent sprytną dobitką trafił na 6-6 i mieliśmy po raz trzeci remis w tym spotkaniu. Mecz dobiegał końca, żadna z ekip nie miała zamiaru złożyć broni i każda chciała wyrwać 3 punkty, bo remis nie zadowalał nikogo. Arbiter miał za moment gwizdać koniec meczu, gdy nagle goście przeprowadzili zabójczą kontrę i MVP Hiszpańskiego Galeonu Łukasz Śledziecki trafił na 7-6. Chwilę później sędzia zakończył ten emocjonujący mecz. Brawo Panowie! Oby jak najwięcej takich spotkań w Lidze Fanów!
Spotkanie rozegrane pomiędzy Warsaw Gunners (gospodarz) a Dynamo Wołomin (goście) miało dwa oblicza. Pierwsza połowa to huraganowe ataki gości, które zaowocowały zdobyciem 4 bramek. Gunners próbowali przerywać ataki młodzieży z Wołomina, ale Dima Husak i spółka nie pozwolili im poszaleć w tej części gry. Gospodarze skupieni na obronie nie mieli za bardzo czasu na strzelanie bramek. Już w 3 minucie meczu Dynamo objęło prowadzenie. Składne akcje, kontry po dobrej grze obronnej i pomysł na grę dały właśnie taki efekt. Była to woda na młyn dla zespołu gości. Warsaw Gunners zdobyli w tej odsłonie tylko jedna bramkę co i tak mocno podrażniło chłopaków z Wołomina. 16,19 i 21 minuta to strzeleckie popisy MVP meczu Dimy Husaka. Koledzy z drużyny bardzo dobrze szukali swojego napastnika a ten bezlitośnie to wykorzystywał. Pierwsza połowa zakończyła się więc wynikiem 4-1 dla gości. Natomiast druga to zupełnie inna gra obu zespołów. Dynamo jakby trochę rozluźnione dało sobie wbić 3 bramki, zdobywając tylko jedno trafienie i na tablicy mieliśmy wynik 5-4. Jednak w tym momencie ponownie uruchomił się Dima Husak. W 49 minucie przejął piłkę na środku pola, kiwnął dwóch rywali i plasowanym strzałem w prawy róg bramki ustalił wynik spotkania na 6-4 dla Dynama Wołomin. Goście po tym zwycięstwie zajmują 4 miejsce z 7 punktami w tabeli 9 ligi i nadal uczestniczą w walce o miejsce premiowane awansem do wyższej ligi. Warsaw Gunners są natomiast na miejscu 7 i coraz ciężej będzie bić im się o awans. Może jest to efekt braku ich podstawowego napastnika i kapitana Arkadiusza Trwogi? Facet doznał złamania kostki po mocnej, ale sportowej walce i to mogło zaważyć na przebiegu tego spotkania. Gunners będą musieli grać do końca rundy bez swojego kapitana i może to być bardzo dużym wyzwaniem w kwestii ich potencjalnego awansu.
W piątej kolejce naszej ligi druga drużyna Awantury Warszawa podejmowała TRCH. Gospodarze mieli przed sobą nie lada wyzwanie, gdyż mierzyli się z drużyną z „pudła”. Mecz rozpoczął się w spokojnym tempie, lecz z każdą upływającą minutą przewaga gości robiła się coraz bardziej widoczna. Dobra kontrola piłki i zgranie zawodników zespołu TRCH pozwalały oglądać nam szybką grę na całej powierzchni boiska. Pierwszy gol, który otworzył worek z bramkami dla gości padł w dziewiątej minucie, a przez kolejne sześć ekipa TRCH jeszcze dwukrotnie pokonała bramkarza Awantury prowadząc 3:0. Takim wynikiem zakończyła się pierwsza część spotkania, a bardzo duży udział w tym miał Adrian Kras, który bezbłędnie bronił swojej bramki. Druga część spotkania rozpoczęła się od bardzo szybko (bo już w pierwszej minucie) zdobytej bramki kontaktowej przez gospodarzy. Ich radość nie trwała zbyt długo, bo zaledwie trzydzieści sekund później goście wrócili do trzybramkowej przewagi. Coraz lepsza gra ofensywna Awanturników była cały czas powstrzymywana przez wcześniej wspomnianego golkipera gości, który dwoił się i troił, aby jak najrzadziej wyciągać piłkę z siatki. Jedynie Sebastian Dydecki zdołał go dwukrotnie pokonać przez cały przebieg spotkania. Okazało się, że jest to za mało do wygrania lub choćby do zremisowania. TRCH odniosło swoje czwarte zwycięstwo i traci jeden punkt do lidera, z którym przyjdzie im się zmierzyć w następnej kolejce. Dziękujemy obu drużynom za pozostawione serca i płuca na boisku, oraz życzymy sukcesów w nadchodzących spotkaniach.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)