Sezon 2013/2014
Relacje meczowe: 9 Liga
Trudno wyobrazić sobie lepszy początek 3. kolejki sezonu 2022/23. Niedzielny poranek okazał się niezwykle satysfakcjonujący dla wszystkich widzów zgromadzonych na Arenie AWF - w tym koordynatora, który powrócił do obsługi meczów Ligi Fanów po krótkiej przerwie. Za takimi emocjami tęskni się całymi tygodniami, a żadna kawa, ani napój energetyczny nie pobudzą bardziej niż spotkania z udziałem tak utalentowanych zawodników. W starciu Crimson Boys z Dynamem Wołomin widzieliśmy wszystko: piękne gole, zwroty akcji i szaloną walkę do samego końca. Strzelanie rozpoczął Dima Husak, gdy wyprowadził zespół gości pięknym uderzeniem z dystansu. Nowy nabytek Dynama huknął zza pola karnego, piłka odbiła się od poprzeczki i zatrzepotała w siatce. Mniej szczęścia mieli zawodnicy gospodarzy, którzy również trafili w obramowanie bramki. Nie zmienia to faktu, że przewaga Crimson Boys rosła, czego efektem było późniejsze trafienie na 1:1 autorstwa Piotra Zielińskiego. Imiennik reprezentanta Polski i pomocnika Napoli doskonale wykorzystał rzut z autu swojej drużyny i płaskim strzałem pokonał golkipera rywali. Przed przerwą doświadczyliśmy małego deja vu, gdy Dima Husak ponownie huknął z dystansu, ponownie wyprowadzając swój zespół na prowadzenie. W drugiej części meczu trwały ataki Crimsonów, którzy po kilku świetnych sytuacjach, rozwiązali worek z bramkami. Nie minęło wiele czasu, a gospodarze prowadzili aż czterema golami! Do wyniku 6:2 doprowadzili w efektownym stylu. Zieliński przelobował bramkarza z ostrego kąta, wrzucając bramkarzowi piłkę za kołnierz. Korzeniowski pociągnął akcję bramkową skrzydłem, a Kucharczyk trafił bezpośrednio z wolnego. Dynamo Wołomin nie straciło jednak wiary w sukces. Dwa szybkie gole autorstwa Urbana (asysty Husaka) sprawiły, że goście poczuli krew. Żółta kartka, którą otrzymali gospodarze dodatkowo napędziła kolegów Husaka, ale na zegarku sędziego minuty prędko uciekały. Doping całej ławki rezerwowych zespołu DW sprawił, że niejako wygrali (a może zremisowali?) wyścig z czasem, bo w ostatnich akcjach zdołali strzelić gola kontaktowego, a później także wyrównującego. Piłkarze Crimson Boys i Dynama Wołomin wysoko zawiesili poprzeczkę dla pozostałych zawodników Ligi Fanów, bo mecz oglądało się z wypiekami na twarzy.
Przyjemne dla oka barwy obu drużyn, to nie wszystko co mogło nam się podobać w starciu rozgrywanym na sektorze C warszawskiego AWF-u. Ubrani w pomarańczowe koszulki piłkarze FC Vikersonn podejmowali fioletowych tego dnia Bad Boysów, więc walkę do upadłego braliśmy za pewnik. Nie spodziewaliśmy się jednak, że zawodnicy potraktują to tak dosłownie, bo upadek gracza BB w polu karnym rywala, został oceniony jako próbę wymuszenia odgwizdania rzutu karnego. Wówczas obejrzeliśmy pierwszą żółtą kartkę tego meczu, ale jak się później okazało, nie była to ostatnia kara tego spotkania. Przed przerwą doczekaliśmy się również goli, czyli tego, co wszyscy lubimy najbardziej. Dla gospodarzy strzelał Yehevenii Kyrii, a dla gości trafił Borowski. Damian posłał piłkę w okienko, doskonale wykorzystując podanie z rzutu rożnego. W drugiej połowie działo się jeszcze więcej. Najpierw Janowicz wyprowadził Bad Boysów na prowadzenie po płaskim dośrodkowaniu Lewandowskiego. Następnie Źli Chłopcy dostali upragnionego karnego, ale… nie wykorzystali go! Nie był to jednak problem, bo duet Lewandowski + Janowicz był w imponującej formie. Po golu na 1:3 sytuacja wydawała się opanowana, choć bramkarz zespołu FCV, Artur Karpinskyi, regularnie uprzedzał swoich rywali, dając nadzieję na odrobienie strat. Nic takiego jednak nie miało miejsca, bo Bartosz Krajewski przypieczętował zwycięstwo swojego zespołu, a rezerwowi z uśmiechem świętowali strzeleckie “przełamanie” kolegi z drużyny.
Do starcia z FC Torpedo młodzi gracze Hiszpańskiego Galeonu podeszli bardzo osobiście. Mieli bowiem w pamięci dotkliwą porażkę z poprzedniego sezonu, tak więc mogliśmy być pewni, że większa mobilizacja jest prawdopodobnie po stronie gości. Nie myliliśmy się. Pierwsza połowa została całkowicie zdominowana przez „Galeony”, a fenomenalne zawody rozgrywał Mikołaj Zakrent. Trzeba powiedzieć jasno, że gdyby odrobinę lepsza wizja kolegów z pola, to Mikołaj już w pierwszej odsłonie najpewniej zaaplikowałby rywalom pięć bramek, a tak, skończyło się na „skromnych” trzech. Napastnik gości sprawiał bardzo dużo problemów defensywie Torped, a w kilku sytuacjach dość ofiarnie musiał interweniować Andrzej Baran. Nie uchroniło to jednak ekipy z Ukrainy przed trzybramkowym deficytem po pierwszej połowie (0:3). O ile można było zrozumieć trudności w defensywie, o tyle ze zdziwieniem oglądaliśmy bezradność gospodarzy w ataku. Zazwyczaj bardzo skuteczny Anton Liashuk nie mógł tego popołudnia się wstrzelić. Goście natomiast kontynuowali marsz po trzy punkty. Najpierw na 0:4 podwyższył Mikołaj Zakrent, który przejął bezpańską piłkę. Stały fragment gry, w postaci rzutu wolnego na gola zamienił z kolei Norbert Skrzecz, a gdy kolejne, już piąte trafienie w tym meczu zanotował Mikołaj Zakrent, wynik brzmiał 0:6. Nie sposób nie wspomnieć tutaj o Grzegorzu Grzelaku, który trzykrotnie asystował przy bramkach Mikołaja i w całym meczu spisywał się naprawdę bardzo dobrze. Gospodarze obudzili się niestety troszkę za późno, a na domiar złego, marnowali doskonałe okazję. Po golu Luki Denylenko uwierzyli, że jeszcze nie wszystko stracone, zwłaszcza, gdy po chwili sędzia podyktował rzut karny. Ten niestety został zmarnowany przez Ruslana Pyschyka, a świetną interwencją popisał się Jędrzej Skawina. Na otarcie łez, po dobrej, dwójkowej akcji Luki Denylenko, piłkę do bramki skierował Anton Liashuk, jednak był to gol na 2:6 i takim rezultatem zakończyło się to spotkanie. Hiszpański Galeon zdecydowanie lepszy i trzy punkty zapisują na swoim koncie w pełni zasłużenie.
Spotkanie pomiędzy TRCH (gospodarze) a Joga Bonito (goście) na spokojnie można opisać jako mecz niespodziewanych zdarzeń. Od samego początku ekipa gospodarzy mocno cisnęła gości, ale to goście zdobywali swoje trafienia. Trch już w 2 minucie stworzyli zagrożenie pod bramką rywala, jednak golkiper ekipy Joga nie dał się zaskoczyć. Chwilę później ponownie gospodarze w natarciu, ale tym razem trafili w słupek, trochę szczęścia nigdy nie zaszkodzi. Goście natomiast jakby delikatnie schowani wyczekiwali swoich okazji. Przewaga Trch nie była bardzo duża, ale dosyć widoczna, jednak piłka nożna ma to do siebie ze można cały mecz atakować a i tak zejdziesz z boiska jako pokonany. Tak też było i w tym spotkaniu. Joga jak wytrawny gracz potrafiła wykorzystać swoje okazje. Duet Mateusz Bubrzyk (bramka i asysta) i Mateusz Hnatio (2 bramki i asysta) byli w tym meczu nie do zatrzymania jeżeli chodzi o atak, ale też i obronę. 2 z 3 zdobytych bramek w pierwszej odsłonie były dziełem tego duetu. Natomiast Trch atakujący całą połowę nie zdołali zdobyć ani jednej bramki w pierwszej odsłonie. Joga do szatni schodziła więc z 3 bramkami więcej i pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 3-0. Nadmienić należy ze goście mieli jeszcze trafienie w słupek pod koniec pierwszej połówki (Mateusz Hnatio). Druga połowa to mocniejsza gra fizyczna obydwu ekip i w końcu TRch zaczęli trafiać do siatki rywala. W 30 minucie Mateusz Tarnowski (2 bramki) trafił na 1-3 i widać było, iż gospodarze się rozpędzają. Nic bardziej mylnego. Mateusz Hnatio w 35 minucie pokazał dlaczego jest jednym z najważniejszych ogniw w ekipie Jogi. Po ładnym i celnym podaniu Sebastiana Groszyka, napastnik trafił do bramki rywala przepięknym wolejem z około 20 metrów. Bramka stadiony świata. Nic tylko klaskać! Od 40 minuty Joga jakby zwolniła, na co tylko czekała ekipa Trch. Najpierw na 4-2 ponownie trafił Mateusz Tarnowski i zrobił się mecz walki. Sportowa agresja aż kipiała, dwóch zawodników zobaczyło po jednej żółtej kartce. Goście ponownie trochę cofnięci próbowali konstruować swoje akcje, lecz to gospodarze zdobyli bramkę. Wprowadzony w drugiej połowie meczu Corneille Malonga, po pięknym samotnym rajdzie, minąwszy dwóch zawodników rywala zdobył bramkę kontaktową na 4-3 i remis wisiał w powietrzu. Jednak w tym momencie golkiper gości Patryk Wąsowski najpierw popisał się 4 interwencjami jedna po drugiej, z czego czwarta była bramkarskim majstersztykiem. Po bardzo mocnym uderzeniu strącił piłkę na poprzeczkę i tym samym uratował dla swojej ekipy 3 punkty w tym meczu walki. Spotkanie zakończyło się wynikiem 4-3 dla Joga Bonito, choć mogło by się wydawać, że to Trch mocniej naciskali. Obie ekipy zajmują miejsca w czubie tabeli, więc i obie walczą o fotel lidera w 9 lidze.
Spotkanie pomiędzy Warsaw Gunners FC z Awanturą Warszawa II nie miało wyraźnego faworyta. W lepszej sytuacji po dwóch kolejkach znajdowali się ci pierwsi, ponieważ w swoim dorobku posiadali trzy zdobyte punkty. Ich rywal do tej pory poniósł dwie wysokie porażki i szansy na zdobycie pierwszych punktów wypatrywał w tym właśnie spotkaniu. Od początku mecz był bardzo wyrównany, obydwie drużyny skrupulatnie broniły dostępu do swojej bramki. Pierwszą akcję bramkową zobaczyliśmy w siódmej minucie i została ona zdobyta przez zawodnika gości. Chwilę później mieliśmy już dwubramkowe prowadzenie zespołu Awantury, którzy po ładnej akcji zdołali pokonać bramkarza rywali. W kolejnych minutach inicjatywę przejęli gospodarze, których wysiłek został nagrodzony w końcowych fragmentach pierwszej części. Nagrodą była bramka, która ustaliła wynik premierowej odsłony na 1:2. Druga połowa rozpoczęła się od zmasowanych ataków goniących wynik zawodników drużyny Warsaw Gunners. Na efekty nie trzeba było długo czekać, ponieważ jeden z tych ataków zakończył się zdobytą bramką. Chwilę po jej zdobyciu ci sami zawodnicy mogli się cieszyć po raz kolejny, ale piłka po ich strzale trafiła w słupek. W kolejnej akcji dopięli jednak swego i pierwszy raz wyszli na prowadzenie. Odpowiedź ich rywali była natychmiastowa, kiedy to Sebastian Dydecki dwukrotnie pokonał bramkarza gospodarzy i ponownie jego zespół wyszedł na prowadzenie. Ostatnie pięć minut to koncertowa gra gospodarzy, którzy najpierw zdobywając bramkę z rzutu karnego wyrównali a w ostatnich fragmentach grając w osłabieniu zdobyli dwa gole. Od razu po ostatnim trafieniu sędzia zakończył spotkanie i zakończyło się wynikiem 6:4 dla Warsaw Gunners FC. Drużyna ta po raz drugi zdobywa komplet punktów, natomiast zespół Awantura Warszawa II nie wykorzystuje dobrej okazji do punktowania i zamyka ligową tabelę z zerowym dorobkiem punktowym.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)