Sezon 2021/2022
Relacje meczowe: 8 Liga
Hit 8. ligi nie zawiódł. Synowie Księdza podejmowali Q-ICE Warszawa już o 8:00 rano, jednak mecz był na tyle emocjonujący, że budził nie gorzej niż mocna, włoska kawa. Zanim jednak zawodnicy weszli na najwyższe obroty, mogliśmy sobie przypomnieć, dlaczego 13 ma opinię pechowej liczby.
Jeśli ktoś nie wierzy w ten zabobon, to proszę bardzo: Eduard Vakhidov rozpoczął tę serię spotkań od utraty gola już w piątej minucie. Niby nic niezwykłego, ale na uwagę zasługuje styl – gwiazdor gości wybił piłkę wprost w Tomasza Godzimirskiego, futbolówka minęła bramkarza Q-ICE i wtoczyła się do bramki przy słupku. Natomiast w – nomen omen – 13. minucie Ihor Bakun niefrasobliwie zagrał piłkę w poprzek własnego pola karnego, a niezawodny w tym sezonie Piotr Ziembiński musiał tylko dołożyć nogę do tego prezentu. Tym samym wynik 2:0 dla Synów Księdza można uznać za niski wymiar kary, bo jeszcze kilka błędów gości mogło zamienić się w jeszcze wyższą przewagę.
Synowie Księdza pewnie zmierzali po komplet punktów w meczu z liderem, jednak maszyna Q-ICE w końcu odpaliła w drugiej połowie. Już w pierwszych minutach po przerwie do tlenu gospodarzy podłączył Maks Kondarevych, pewnie kończąc kontratak – 2:1. Poczuwszy wiatr w żagle, goście wyrównali, a nawet wyszli na prowadzenie 3:2. Jednak ich przewaga w tym spotkaniu trwała zaledwie 35 sekund. Gol na 3:3 po przechwycie sprawił, że Synowie Księdza poczuli krew. Ciągle nękali Q-ICE w rozegraniu piłki, z czego padły kolejne dwie bramki i w 37. minucie sensacyjnie prowadzili 5:3. Jednak mężczyzn (i mistrzów) poznaje się po tym, jak kończą. Goście walczyli do końca, cały czas skracając dystans do Synów Księdza. Maks Kondarevych uzbierał hat-tricka (gol na 5:4), Volodymyr Maidachevski dorzucił niezwykle ważnego gola na 5:5 i zdawało się, że do końca spotkania nie będzie już większych emocji. Nic bardziej mylnego!
W ostatniej minucie meczu zawodnicy obu drużyn zabrali nas na prawdziwy emocjonalny rollercoaster. Najpierw duet Mateusz Gołębiewski – Piotr Ziembiński wyłuskał piłkę przeciwnikowi, po czym pierwszy z nich wykorzystał kontratak 2 na 4. Jednak sędzia umożliwił gościom wykonanie ostatniej, rozpaczliwej akcji. Maidachevski uderzył z dystansu, do piłki doskoczył jako pierwszy Artem Zhuk, a Q-ICE po rozpaczliwym pościgu wyrównało z końcowym gwizdkiem na 6:6!
Gospodarze musieli obejść się smakiem, a remis okazał się tym bardziej bolesny, że Force Fusion FC niespodziewanie przegrało swoje spotkanie – tym samym Synom Księdza przeszedł koło nosa awans na pozycję wicelidera.
Nie najgorzej wygląda powrót ekipy FC Patriot do Ligi Fanów – do dwóch poprzednich zwycięstw dołożyli trzecie, i to nie z byle kim, bo z wiceliderem 8. Ligi, Force Fusion FC. Wszystko rozpoczęło się jednak tradycyjnie, z naciskiem na faworyta spotkania, gdyż gospodarze objęli prowadzenie już w 4. minucie meczu po dograniu Ruslana Yakubiva do Oleksandra Pilakina. Stracony gol podziałał na gości jak na byka czerwona płachta i gdyby nie kilka instynktownych interwencji Volodymyra Antoshki, to wynik bardzo szybko uległby zmianie. Jednak gdy do bezpańskiej piłki w pobliżu lewego narożnika dopadł Artem Bondarchuk i oddał potężny strzał, Antoshka nie miał już nic do powiedzenia. Podobna sytuacja pozwoliła przechylić różowo-czarnym wynik ponownie na swoją korzyść, a strzelcem owej bramki był Oleh Leshchyshyn.
Bardzo dużo korzyści w ofensywie przyniosło Patriotom wprowadzenie na plac gry Ruslana Petrijsii, który pomimo niepozornego wyglądu okazał się bezbłędnym napastnikiem – ustrzelił dublet w przeciągu dwóch minut, wlewając nadzieję na trzy punkty w serca kolegów z drużyny. Przed świetną szansą na powiększenie przewagi stanął Bondarchuk, ale podyktowany za wślizg rzut karny, który wykonywał, poszybował wysoko nad bramką. Niewykorzystane okazje lubią się mścić, więc niedługo potem w identycznej sytuacji znalazł się Yakubiv – przegrał jednak wojnę nerwów z Mykytą Raiem, który odczytał intencje kapitana Force Fusion.
Po zmianie stron bardzo trudno było gospodarzom przełamać zasieki defensywne przeciwnika, a ponadto między słupkami świetnie spisywał się Rai. Patriot w dużej mierze zaczął ograniczać się do kontr i stałych fragmentów, czego owocem był gol Bondarchuka bezpośrednio z rzutu rożnego oraz trafienie Maksima Abramaua. Niezwykle aktywny po stronie goniącej wynik był Dawid Paradowski, który w końcu przypieczętował swoje wysiłki asystą zewnętrzną częścią stopy do niepilnowanego Pilakina.
Czasu było już jednak zbyt mało, by odrobić straty czy choćby wyrównać, a na domiar złego zabójczą dwójkową akcję przeprowadzili Petrijsia i Buts, co zaowocowało golem na 3:6. Tym samym byliśmy świadkami niemałej niespodzianki i choć trudno będzie Patriotowi doskoczyć w ciągu tej rundy do podium, to ich solidna i zorganizowana gra stanowi konkretną, pozytywną przesłankę na najbliższą przyszłość.
Starcie walczącego o podium FC Alliance z broniącą się przed spadkiem Kresowią przyniosło nieoczekiwane rozstrzygnięcie. Pierwsza połowa to typowe piłkarskie szachy. Obie ekipy grały niezwykle zachowawczo, powoli rozgrywając piłkę głównie w środkowej strefie boiska. Na pierwsze emocje kibice musieli czekać aż do 23. minuty, kiedy to Alizarovich z Kresowii popisał się skutecznym strzałem zza pola karnego. Gospodarze odpowiedzieli niemal natychmiast, zdobywając – jak się później okazało – swojego jedynego gola w tym spotkaniu. Do szatni drużyny schodziły przy remisie 1:1.
Po zmianie stron obraz gry długo nie ulegał zmianie, a na słowa uznania za spokój między słupkami zasługiwali bramkarze. Kluczowy moment nadszedł w 42. minucie. Daniil Mikulich z Kresowii posłał dośrodkowanie, które… bardzo szczęśliwie wpadło bezpośrednio do siatki gospodarzy. Ten kuriozalny gol na 1:2 wyraźnie dodał wiatru w żagle przyjezdnym. Ostateczny wynik spotkania ustalił Bezbidovych, który ze stoickim spokojem wykorzystał świetne podanie Alizarovicha.
Zwycięstwo Kresowii to niezwykle ważny krok w walce o ligowy byt, a ich świetny występ udowodnił, że ten zespół potrafi skutecznie punktować wyżej notowanych rywali. Dla FC Alliance to z kolei bolesna wpadka, która może mocno skomplikować ich plany o zakończeniu sezonu na podium.
W starciu drużyn o zgoła odmiennych celach – walczącego o ligowy byt FC Pers oraz mierzącego w ligowe podium FC Legion UA – byliśmy świadkami prawdziwego widowiska. Stawka tego spotkania była ogromna, co przełożyło się na twardą walkę od pierwszej do ostatniej minuty.
Mecz rozpoczął się od błyskawicznego trafienia gospodarzy. Już w 1. minucie Kamol Obidov zamienił precyzyjne podanie Usmonova na gola. Goście nie pozostali dłużni i szybko odpowiedzieli potężnym strzałem z dystansu autorstwa Bohdana Batiuka. Pierwsza połowa przypominała klasyczną wymianę ciosów – gdy jedna strona wychodziła na prowadzenie, druga natychmiast wyrównywała. Choć w końcówce to Legion na moment przejął inicjatywę, FC Pers rzutem na taśmę zdołał odwrócić losy spotkania jeszcze przed przerwą, schodząc do szatni z jednobramkową przewagą przy stanie 5:4.
Druga odsłona była równie dynamiczna, choć obfitowała w nieco mniej trafień. Przyjezdni doprowadzili do wyrównania dzięki bramce Andriia Hehelskyiego, a tuż przed końcem meczu zadali kolejny cios, będąc o krok od upragnionego zwycięstwa. Gospodarze pokazali jednak swój największy atut – niezłomny charakter. Walcząc z ogromną determinacją, zdołali trafić do siatki tuż przed końcowym gwizdkiem.
To niezwykle intensywne starcie zakończyło się ostatecznie wysokim remisem 6:6, który pozostawia obie ekipy z dużym niedosytem.
Pojedynek Shitable z FC Dnipro United zakończył się wyraźnym zwycięstwem 7:3, choć początek spotkania nie zapowiadał aż tak jednostronnego wyniku. Jesienią oba zespoły zremisowały 5:5, jednak tym razem różnica na boisku była już wyraźna.
Pierwsze minuty były dość wyrównane, a Dnipro dłużej utrzymywało się przy piłce. Shitable nastawiło się na szybkie przejścia do ataku, jednak początkowo brakowało skuteczności – niewykorzystane sytuacje sam na sam i akcje dwóch na jednego mogły szybko ustawić mecz. Z czasem zaczęli jednak przejmować kontrolę i coraz częściej gościli na połowie rywali, a pewność między słupkami dawał Nikitenko, który dobrze radził sobie z groźnymi próbami Dnipro. Shitable szybko zamieniło swoją przewagę na bramki – w krótkim odstępie czasu zdobyło trzy gole i wyraźnie zaznaczyło swoją dominację. Najpierw Holubko trafił przy dalszym słupku, chwilę później podwyższył wynik z rzutu karnego, a serię zamknął Krayeuski, który głową po wrzucie z autu skierował piłkę do siatki.
Po zmianie stron Dnipro próbowało wrócić do gry i zdobyło pierwszą bramkę, jednak odpowiedź była natychmiastowa – Nikitenko wykorzystał podanie kolegi i przywrócił czterobramkową przewagę. W kolejnych minutach Danilo dwukrotnie pokonał bramkarza Shitable, wykorzystując błędy defensywy i zmniejszając straty do 5:3. Na więcej jednak nie było ich stać. Shitable ponownie przejęło kontrolę, a Nikitenko dołożył drugie trafienie, podwyższając wynik. W końcówce rezultat ustalił Boiarchuk, wykańczając akcję dwa na jednego.
Dla Dnipro to już dziewiąta porażka z rzędu, co jasno pokazuje, w jak trudnym momencie znajduje się zespół. Shitable natomiast dopisuje ważne trzy punkty i wciąż pozostaje w grze o wydostanie się ze strefy spadkowej.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)