Sezon 2021/2022
Relacje meczowe: 8 Liga
Niedzielny poranek przyniósł starcie pomiędzy Kresowią Warszawa a FC Pers, które dostarczyło kibicom sporo emocji, choć ostatecznie zakończyło się pewnym zwycięstwem gospodarzy 6:3. Spotkanie miało dość wyrównany początek – Kresowia prowadziła do przerwy 3:1, jednak goście pokazali charakter i w drugiej połowie zdołali doprowadzić do remisu.
Mimo ambitnej postawy FC Pers nie byli w stanie utrzymać tempa narzuconego przez rywali. Zaledwie jeden rezerwowy oraz brak nominalnego bramkarza dały o sobie znać w końcówce spotkania, gdy brakowało już sił, by skutecznie odpowiadać na kolejne ataki gospodarzy. Kresowia wykorzystała to w pełni – zwiększyła intensywność, utrzymywała piłkę i bezlitośnie punktowała zmęczonego przeciwnika.
Na szczególne wyróżnienie zasłużył Anton Liashuk, który był prawdziwym liderem Kresowii. Zakończył spotkanie z hat-trickiem i jedną asystą, będąc kluczową postacią ofensywy swojego zespołu. Jego dynamika, precyzyjne wykończenie akcji i umiejętność znajdowania się w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie robiły ogromną różnicę.
Dzięki temu zwycięstwu Kresowia Warszawa umacnia swoją pozycję w tabeli i pokazuje, że może być jednym z poważnych kandydatów do walki o czołowe miejsca. FC Pers natomiast, mimo przegranej, udowodnił, że potrafi grać z sercem – jeśli w kolejnych meczach pojawią się w pełniejszym składzie, mogą jeszcze niejednego rywala zaskoczyć.
Na Arenie AWF odbyło się starcie pomiędzy zespołami Q-Ice Warszawa a Shitable. Bez cienia wątpliwości możemy tu mówić o gładkiej wygranej gospodarzy, którzy odnieśli zwycięstwo aż 11:1. Był to prawdziwy pogrom i festiwal bramek w wykonaniu zawodników prowadzonych przez Łukasza Mroza. Od pierwszego do ostatniego gwizdka gracze Q-Ice mieli mecz pod pełną kontrolą — rywal ani na moment nie był w stanie im zagrozić.
W pierwszej połowie gospodarze kompletnie zasypali swoich przeciwników nawałnicą akcji ofensywnych — zarówno szybkimi kontrami, jak i atakami pozycyjnymi z poszanowaniem futbolówki. Cała ekipa Q-Ice zagrała kapitalny mecz, lecz z tego miejsca warto wyróżnić dwóch graczy ofensywnych, bez których ciężko byłoby się obyć: zawodnika z numerem 9 na koszulce, Maksa Kondarevycha, oraz z „jedenastką” na plecach — Vlada Yarmoliuka.
Chłopaki zabłysnęli w tym meczu przede wszystkim umiejętnościami indywidualnymi, dryblingiem, szybkością i zwinnością. To właśnie te cechy sprawiły, że napsuli rywalom mnóstwo krwi. Niemniej jednak ich liczby również robią ogromne wrażenie — Maks zdobył 2 bramki i zaliczył 3 asysty, natomiast Vlad ustrzelił 6 goli i dołożył 2 kluczowe podania. Wow!
To zwycięstwo daje drużynie Łukasza Mroza cenne 3 punkty, dzięki czemu rywalizacja na poziomie 8. ligi nabiera naprawdę ciekawego obrotu spraw.
W niedzielne przedpołudnie odbyło się starcie pomiędzy drużynami FC Force Fusion a FC Alliance. Spotkanie to obfitowało w piękne bramki, niespodziewane zwroty akcji, pogoń za wynikiem w wykonaniu zarówno jednych, jak i drugich - wymieniać można wiele. Końcowy wynik od początku do końca stał pod wielkim znakiem zapytania, bo długo nie dostawaliśmy odpowiedzi na pytanie, kto jest lepszy.
Ostatecznie, rzutem na taśmę — tak naprawdę w ostatniej akcji meczu — to Force Fusion mogą cieszyć się z trzech punktów, pokonując ekipę FC Alliance 8:7. Obie drużyny bez wątpienia miały swoich bohaterów. Pierwsza połowa to absolutny popis w wykonaniu Dawida Paradowskiego, który brał udział w każdej bramce w pierwszych 25 minutach. W drugiej części natomiast oddał pole do popisu Piotrowi Szpilarewiczowi, który de facto zdobył gola dającego jego drużynie wygraną.
U gości z kolei najbardziej aktywny był Kyrylo Shepel — imponował wizją gry, spokojem w rozegraniu oraz, mówiąc kolokwialnie, „kowadłem w nodze”. Bez cienia wątpliwości można stwierdzić, że mimo zwycięstwa Force Fusion, gracze Alliance utrzymali wysoki poziom i grali z rywalem jak równy z równym. Jak to się mówi — do tanga trzeba dwojga — a goście stanęli na wysokości zadania, pokazując prawdziwą boiskową klasę.
W meczu 3. kolejki 8. Ligi Fanów zmierzyły się zespoły Legionu i Synów Księdza, które przed tym spotkaniem znajdowały się tuż obok siebie w tabeli. Gospodarze mieli na koncie trzy punkty, goście jeden więcej, więc stawka meczu była wysoka dla obu drużyn. Jak się jednak okazało, różnica w formie była tego dnia bardzo wyraźna.
Od pierwszego gwizdka to Synowie Księdza przejęli inicjatywę – częściej utrzymywali się przy piłce i konsekwentnie szukali okazji do zdobycia gola. Ich przewaga została udokumentowana w 12. minucie, kiedy świetne, długie podanie od bramkarza wykorzystał Ziembiński, zdobywając bramkę na raty po pierwszym odbiciu piłki od golkipera. Kilka chwil później role się odwróciły – Ziembiński zagrał dokładnie w pole karne, a akcję celnym strzałem zakończył Trentowski, podwyższając prowadzenie na 2:0. Do końca pierwszej połowy Synowie Księdza mieli jeszcze kilka okazji, ale zawodziła skuteczność lub na wysokości zadania stawał bramkarz Legionu. Gospodarze próbowali się odgryzać pojedynczymi kontratakami, jednak nie przyniosły one żadnego efektu.
Po przerwie mecz na chwilę stracił tempo – w grze obu drużyn pojawił się chaos – ale szybciej opanowali go goście. Ich kontratak w 30. minucie ponownie wykończył Ziembiński, zdobywając swoją drugą bramkę w tym meczu. Chwilę później prowadzenie podwyższył Węgierek, który wykorzystał złe ustawienie defensywy gospodarzy.
Legion zdołał zdobyć honorowego gola – skutecznym strzałem z rzutu wolnego popisał się Todorovic, zaskakując bramkarza rywali. Jednak ostatnie minuty ponownie należały do Synów Księdza, którzy nie spuścili z tonu i dorzucili aż trzy trafienia. Ostatecznie spotkanie zakończyło się pewnym i zasłużonym zwycięstwem gości 7:1.
Synowie Księdza pokazali dojrzałość, skuteczność i konsekwencję w grze, natomiast Legion będzie musiał popracować nad organizacją gry – zwłaszcza w defensywie – jeśli chce liczyć się w walce o górną połowę tabeli.
Choć wiele osób mogło dziwić, że to właśnie Dnipro wywiozło z tego spotkania trzy punkty, to analizując przebieg meczu – zupełnie nie było w tym przypadku. Jako pierwsi strzelanie rozpoczęli gracze Legionu, a konkretniej Andrii Hehelskyi po asyście Ivana Pushkarenki. Goście, mimo straty bramki, nie zrazili się kolejnymi nieudanymi próbami ataków i w końcu dopięli swego za sprawą znajdującego się w odpowiednim miejscu i czasie Denysa Prokopenki.
Wprawdzie to gospodarze częściej byli przy piłce, konstruując swoje ataki pozycyjne, ale i tak nie dało się odeprzeć wrażenia, że cała reszta pierwszej połowy zmagań była jednym wielkim „Grunchak show”. Zawodnik sprowadzony z FC Bulls skompletował błyskawicznego hat-tricka, wykorzystując podania Prokopenki i Savchuka oraz rzut karny podyktowany za zagranie ręką jednego z rywali. W tym czasie FC Legion UA zdołał odpowiedzieć jedynie golem Yuriego Chornobaia i na przerwę schodził z dwubramkową stratą.
Na drugą odsłonę meczu w zawodników w czarnych koszulkach wyraźnie wstąpiły nowe siły – nie zwlekając, zabrali się za odrabianie strat. W nieco ponad dwie minuty zdezorientowane Dnipro straciło swoją dwubramkową zaliczkę, a na listę strzelców wpisali się obaj bracia Chornobai. Nie dość, że całe spotkanie stało na bardzo wysokim poziomie i właśnie wchodziło w niezwykle dynamiczną, wyrównaną fazę, to jeszcze doczekaliśmy się trafienia, które śmiało może kandydować do miana bramki kolejki – na 4:5 przepięknym uderzeniem z powietrza ponownie zaznaczył swoją obecność kapitan gości, Prokopenko.
Legion nie dał jednak za wygraną i wyrównał po bramce Oleksandra Hehelskyiego, lecz pomimo zaciętej walki o każdy centymetr boiska, był to ostatni akcent, na jaki zdobyła się ta drużyna. Cóż za ogromna radość panowała na ławce rezerwowych Dnipro, kiedy zwycięskie trafienia zdobywali Tovchyha, Marchenko i Serheiev!
Tym samym FC Dnipro sięgnęło po swoje premierowe zwycięstwo w nowym sezonie i w efektownym stylu zrewanżowało się Legionowi UA za dotkliwą porażkę z ubiegłego lata.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)