reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
15:00

Na2Nóżkę podejmujące Ajaks Warszawa w poprzedni weekend to zdecydowanie starcie dwóch drużyn znajdujących się na zupełnie innych biegunach formy na początku tego sezonu. Gospodarze to ekipa, która zgłasza aspiracje do walki o czołowe lokaty w lidze, natomiast goście są na razie daleko od swojej najlepszej dyspozycji i wciąż nie znaleźli drogi do pierwszych punktów w tabeli.

To właśnie gospodarze znacznie lepiej weszli w to spotkanie. Dwie szybkie bramki ustawiły mecz, który szczególnie w drugiej połowie nabrał większych emocji i intensywności. Na szczególną uwagę zasługuje postać bramkarza — Aleksandra Sordyla. Ten wysoki golkiper przez całe spotkanie perfekcyjnie kontrolował grę swoich kolegów. Ilość podpowiedzi i korekt ustawienia, jakie przekazywał w trakcie meczu, była ogromna i naprawdę imponująca. Widać było, że jego komunikacja przynosi efekty — drużyna w pełni ufa swojej „ostatniej instancji” między słupkami, a momentami wyglądało to tak, jakby Aleksander sterował swoimi kolegami niczym kuglarz marionetkami.

Wróćmy jednak do samej gry. Druga odsłona przyniosła zdecydowanie więcej goli, ale wciąż pełną kontrolę tempa meczu ze strony gospodarzy. Kolejne trafienia autorstwa Samoraja, Kubickiego i Budihalaxa — każdy z nich zdobył dublet — tylko powiększyły i tak już bezpieczną przewagę Na2Nóżkę. Ajaks długo nie potrafił znaleźć sposobu na skuteczny atak. Na ratunek, choć już nieco za późno, przyszedł Karol Taradowski — autor dwóch bramek, które nieco zmniejszyły końcową różnicę między zespołami. Ostateczny wynik meczu to 7:3 dla Na2Nóżkę.

Największą ciekawostką pozostaje fakt, że dla Ajaksu była to trzecia porażka w trzecim meczu tego sezonu — i wszystkie zakończyły się dokładnie takim samym rezultatem: 3:7! Trzymamy kciuki, by w kolejnych kolejkach wpadły pierwsze punkty... albo przynajmniej by utrzymali tę osobliwą passę, która już teraz zapisuje się jako jedna z ciekawszych historii tego sezonu!

2
17:00

W trzeciej kolejce padła przekonująca wygrana FC Fenix nad drugą drużyną Dzików z Lasu – aż 10:3. Już do przerwy goście prowadzili 5:1, co najlepiej pokazuje, jak dużą przewagę zbudowali w pierwszej części spotkania. Fenix nie tylko szybko narzucił swoje tempo, ale też do samego końca nie oddał inicjatywy, kontrolując przebieg meczu i dominując praktycznie w każdym aspekcie gry.

Od pierwszego gwizdka było widać, że Fenix nie przyjechał na Arenę Grenady na spacer. Agresywny pressing, szybka wymiana podań i konsekwentne ataki sprawiały, że gospodarze mieli ogromne problemy z utrzymaniem się przy piłce. Goście od początku grali z pomysłem, a ich ofensywa przypominała dobrze naoliwiony mechanizm – bramki i asysty rozkładały się niemal równomiernie między wszystkich zawodników. Każdy dokładał swoją cegiełkę, przez co Dziki z Lasu II nie były w stanie skupić się na jednym konkretnym zagrożeniu.

To nie były przypadkowe błyski, tylko konsekwentna, zespołowa gra – przemyślane akcje, pewne wykończenia i pełna kontrola tempa. W drugiej połowie przewaga Fenixu tylko rosła. Goście praktycznie nie schodzili z połowy przeciwnika, a gdy gospodarze próbowali wyprowadzić piłkę, popełniali błędy pod presją. Fenix bezlitośnie to wykorzystywał – odbiór, szybkie dwa podania i piłka w siatce.

Dziki z Lasu II mimo wszystko walczyły i zdobyły trzy bramki, pokazując ambicję, ale różnica klas była tego dnia bardzo wyraźna. Wynik 10:3 to nie przypadek – to rezultat znakomitej organizacji gry, skuteczności i zespołowego podejścia, które pozwoliło Fenixowi odnieść w pełni zasłużone, wysokie zwycięstwo.

3
17:00

Mareckie Wygi rozpoczęły sezon 5. ligi z prawdziwym przytupem, a ich forma robi coraz większe wrażenie. After Wola radziła sobie do tej pory ze zmiennym szczęściem, jednak nikt nie spodziewał się, że ten mecz zakończy się aż tak wyraźnym wynikiem – zwłaszcza po pierwszej połowie.

Pierwsze dziesięć minut to prawdziwy huragan ze strony Wyg – trzy szybkie gole ustawiły mecz. Potem tempo nieco spadło, a After Wola złapała oddech i zdołała odpowiedzieć trafieniem, które na chwilę przywróciło nadzieję na emocje. W końcówce pierwszej połowy wydawało się, że spotkanie może jeszcze nabrać rumieńców, ale druga część rozwiała wszelkie wątpliwości.

Po przerwie Mareckie Wygi pokazały pełnię swojego potencjału. Grali szybko, zespołowo i z ogromną pewnością siebie, wygrywając drugą połowę aż 10:2. Ich ofensywa działała jak precyzyjna maszyna – każde podanie miało sens, a każdy atak kończył się zagrożeniem. Na wyróżnienie zasłużył duet Kuzmov – Hutarov, którzy obaj zanotowali hat-tricki, a Oleksandr Hutarov dołożył jeszcze asystę. Bardzo dobrze zaprezentował się również Szymon Pietrucha, zdobywca dwóch bramek, którego po meczu chwalili nawet rywale.

Mareckie Wygi, z trzema efektownymi zwycięstwami na koncie, są obecnie jednym z głównych faworytów do mistrzostwa 5. ligi. Ich forma, pewność w grze i szeroki skład robią wrażenie. After Wola z kolei musi jak najszybciej otrząsnąć się po tej porażce – drużyna ma potencjał, by wrócić do walki o górną połowę tabeli, ale potrzebuje więcej konsekwencji i stabilności w obronie.

4
19:00

Starcie Tylko Zwycięstwo z Warsaw Eagle okazało się jednym z najbardziej emocjonujących meczów tej kolejki. Choć faworytem przed spotkaniem byli gospodarze, to absencje dwóch kluczowych ofensywnych liderów – Andrzeja Morawskiego i Łukasza Walo – mocno odbiły się na ich grze, szczególnie w pierwszej połowie. Z kolei goście z Warsaw Eagle, mimo niedawnej porażki z Fenixem, od początku zagrali bardzo skoncentrowani, skuteczni i przede wszystkim bez kompleksów.

Do przerwy niespodziewanie to właśnie goście prowadzili aż 4:0, wykorzystując każdy błąd przeciwnika i pokazując dużą dyscyplinę w defensywie oraz skuteczność w ataku. Tylko Zwycięstwo wyglądało na zaskoczonych takim obrotem sprawy, a brak liderów w ofensywie był aż nadto widoczny – brakowało chłodnej głowy pod bramką i kreacji w środku pola.

Po zmianie stron gospodarze jednak pokazali, skąd wzięła się ich nazwa. Walczyli z determinacją, wrzucili wyższy bieg i zaczęli mozolnie odrabiać straty. Ich druga połowa była pełna pasji, agresywnego pressingu i szybkich ataków, które przyniosły aż sześć goli. Niestety dla nich – Warsaw Eagle odpowiedzieli trzema trafieniami, które ostatecznie zapewniły im zwycięstwo 7:6.

Mecz stał na bardzo wysokim poziomie intensywności i trzymał w napięciu do ostatnich sekund. Tylko Zwycięstwo może żałować przespanej pierwszej połowy, ale należą się im brawa za wolę walki i niemal udaną pogoń. Z kolei Warsaw Eagle pokazali, że potrafią zaskakiwać i z takim charakterem mogą powalczyć o coś więcej niż tylko utrzymanie.

5
22:00

Kryształ Targówek wciąż nie może odnaleźć formy, którą prezentował w poprzednich sezonach. Nie inaczej było w starciu z Lagą Warszawa, gdzie gospodarze w pierwszej połowie zagrali zdecydowanie poniżej oczekiwań. Goście od samego początku weszli w mecz bardzo mocno i już po kilku minutach objęli prowadzenie. Ku nieszczęściu Kryształu, Laga nie miała zamiaru się zatrzymywać – kolejne trafienia tylko napędzały ich do jeszcze lepszej gry.

Gospodarze próbowali coś kreować, ale w ich szeregach brakowało komunikacji i zrozumienia. Wiele akcji kończyło się indywidualnymi próbami, które rywale bez większego problemu neutralizowali w defensywie. Dopiero w końcówce pierwszej połowy ekipa z Targówka zdołała zdobyć pierwszego gola, jednak przy stanie 1:6 wydawało się, że szykuje się prawdziwy pogrom.

Po przerwie zobaczyliśmy jednak zupełnie inną drużynę gospodarzy – taką, jaka przypominała Kryształ z poprzednich lat. W ich grze pojawiła się zespołowość, wzajemna asekuracja i lepsze zrozumienie na boisku. Mecz się wyrównał, a zespół z Targówka rozpoczął pogoń za wynikiem. Na szczególne wyróżnienie zasługiwał Kacper Kubiszer, który swoją walecznością i techniką sprawiał sporo problemów defensywie rywala.

Niestety, mimo ambitnej pogoni, gospodarze nie zdołali doprowadzić do remisu. Ostatecznie to Laga Warszawa mogła cieszyć się z kompletu punktów po zwycięstwie 9:7. Wynik ten pokazuje, że w drugiej połowie to Kryształ był stroną dominującą, jednak lepszy początek w wykonaniu gości przesądził o losach spotkania. Dla Lagerów to ważne zwycięstwo i solidny krok w górę tabeli 5. ligi, natomiast Kryształ wciąż musi poszukać recepty na powrót do swojej dawnej dyspozycji.

Reklama