reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
19:00

Zacznijmy od gości. Ich droga w piątej dywizji Ligi Fanów to ścieżka ekstremalnie wyboista i… dość osobliwa. Początek? Katastrofa goniła katastrofę. Pierwsze trzy mecze = trzy porażki. Jak na standardy wielkiego, sławą ociekającego Kryształu Targówek, to wyniki zdecydowanie poniżej jakiegokolwiek poziomu. Właściwie to pytanie do FCPK: czy kiedykolwiek wcześniej przegrali trzy mecze z rzędu, jak miało to miejsce w 2., 3. i 4. kolejce?

Zostawmy to. Bo to ta gorsza strona medalu pod tytułem „kampania 2025/26 w wykonaniu Kryształu”. Przełamanie nadeszło w piątej (tak naprawdę czwartej) kolejce, w szóstej zostało wyszarpane w ostatniej akcji, a – jak każdy powyżej widzi – w nadrabianej w ten weekend kolejce, po hat-tricku porażek, ustrzelony został inny, klasyczny hat-trick – tym razem dla odmiany zwycięski.

Przechodząc do Warsaw Eagle. Po letniej edycji Ligi Fanów mogliśmy mieć wobec chłopaków spore oczekiwania. Nawet jeśli miejsce końcowe nie zachwycało, to niektóre ich mecze z naprawdę silnymi ekipami stały na wysokim poziomie. Nikt nie pomyślałby, że zaledwie kwartał później ta sama drużyna w piątej dywizji będzie przegrywać z kimkolwiek 4:25 czy 6:14. Sytuacja ich niedzielnego rywala jasno jednak pokazuje, że wydostać się można zawsze i wszędzie – choćby z największego bagna, a w tym przypadku: z mielizn ligowej czeluści.

Przechodząc już stricte do samego meczu. Gospodarze przystępowali do niego z czterema punktami na koncie, zaś goście z sześcioma. Oba zespoły orbitowały więc gdzieś wokół siebie. Do pewnego momentu, gdy Warsaw Eagle prowadziło 2:0, wydawało się nawet, że zobaczymy zmianę miejsc w tabeli. Wtedy jednak Kryształ przypomniał sobie, że przecież coś tam jeszcze potrafi kopać. Najpierw gol na 1:2, potem na 2:2. Mało? To lecimy dalej – 2:3, 2:4. Tym razem wyglądało, jakby to Warsaw Eagle zapomnieli, o co w tym sporcie chodzi. Mianowicie – o bramki. I nagle mieliśmy kolejny zwrot akcji: gospodarze zdobyli dwie bramki z rzędu, doprowadzając do remisu 4:4. Totalna sinusoida.

W następnej fazie spotkania wydawało się, że ten emocjonalny rollercoaster trochę wyhamował, a gra się wyrównała. Dowód? Kryształ strzela gola, Orły odpowiadają – 5:5. Następnie znów ekipa z Targówka trafia, rywale natychmiast ripostują – 6:6. I tu można by postawić kropkę, bo to był ostatni moment tej szalonej batalii, gdy obie ekipy jeszcze trwały w klinczu. FCPK w końcu wrzucił najwyższy bieg, co poskutkowało czterema golami z rzędu i ostatecznym zamknięciem dyskusji o tym, kto dopisze sobie trzy punkty.

Dzięki tym trzem oczkom – i trzem wygranym z rzędu – nad Targówkiem znów wyjrzało słońce. Perspektywy Kryształu znów są – pozostając w tej symbolice – promieniste. Jednak, trzymając się obrazków, rzucają wyraźny cień na Warsaw Eagle, którzy okopali się na dnie piątej dywizji Ligi Fanów.

ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
2
17:00

W zapowiedziach jako faworyta wskazywaliśmy ekipę gości, lecz boisko szybko i brutalnie zweryfikowało te przewidywania. Końcowy wynik 12:1 dla Mareckich Wyg może wydawać się szczególnie zaskakujący, zważywszy, że Na2Nóżkę to drużyna, która zazwyczaj nie traci wielu goli – głównie za sprawą swojego etatowego golkipera Aleksandra Sordyla. Tym razem jednak zabrakło go w bramce, i właśnie tutaj należy upatrywać jednej z przyczyn tak wysokiej porażki, bo występujący w roli bramkarza Jan Danisiewicz nie sprostał zadaniu.

Nie zmienia to faktu, że gospodarze pokazali po prostu kawał dobrego futbolu, zwłaszcza w defensywie – większość ataków gości kończyła się już w środku pola albo na nogach dobrze ustawionych obrońców. Napastnicy również nie próżnowali i niemal każda zespołowa akcja pod bramką przeciwnika kończyła się groźnym strzałem. O ile przez pierwszy kwadrans Na2Nóżkę toczyło jeszcze w miarę wyrównaną walkę, o tyle jeszcze w pierwszej połowie Wygi wyraźnie odskoczyły i schodziły do szatni z solidnym prowadzeniem 6:1.

Prawdziwy koncert skuteczności dali Igor Zuchora i Oleksandr Kuzmow, którzy we dwójkę kompletnie rozpracowali defensywę gości. Po zmianie stron obraz gry nie uległ większej zmianie. Przy stanie 11:1 Na2Nóżkę zdecydowało się na zmianę bramkarza – między słupki wszedł Maciej Samoraj i popisał się kilkoma udanymi interwencjami, choć ostatecznie i tak musiał wyciągać piłkę z siatki po golu niezawodnego Igora Zuchory.

Mareckie Wygi wygrały w pełni zasłużenie i w dobrych nastrojach mogą przygotowywać się do kolejnych spotkań.

3
21:00

Po długiej, letniej przerwie od ligowych rozgrywek na boiska AWF wróciły Laga oraz rezerwy Dzików z Lasu. Trudno było wskazać faworyta i faktycznie – mecz zapowiadał się wyrównany, takim też się okazał.

Nie będziemy oszukiwać i pisać, że zobaczyliśmy widowisko z gatunku „piłkarskich dzieł sztuki”. W rzeczywistości tempo gry było dość niskie, w dużej mierze przez krótką ławkę obu zespołów – każda drużyna miała do dyspozycji tylko po dwóch rezerwowych. Mimo tego napięcie i zainteresowanie utrzymywały się do końca, a decydował o tym sam wynik – żadna z ekip nie potrafiła odskoczyć choćby na dwie bramki. Szacunek jednak dla obu drużyn: mimo bliskiego wyniku grali spokojnie i dla własnej przyjemności, co ostatnio nie zawsze zdarza się na meczach LF.

W pierwszej połowie Laga szybko wyszła na prowadzenie dzięki trafieniu Kamila Poulaina. Dziki odpowiedziały – Dawid Goździewski zdobył gola po podaniu Kajetana Jasińskiego. W drugiej połowie historia się powtórzyła: Kamil Poulain popisał się świetnym strzałem z rzutu wolnego, ale duet Goździewski–Jasiński w końcówce znów doprowadził do remisu. Ostatnie minuty mogły przechylić szalę w obie strony, jednak rezultat 2:2 utrzymał się do końca.

Oba zespoły mogą zaliczyć inaugurację do udanych, choć w kolejnych kolejkach liczymy na większą skuteczność i jeszcze więcej bramek.

4
22:00

W pierwszej kolejce 5. Ligi Fanów beniaminek Ajaks Warszawa podejmował drużynę Tylko Zwycięstwo. Dla gospodarzy był to debiut w wyższej klasie rozgrywkowej i od początku było jasne, że czeka ich bardzo trudne zadanie. Spotkanie zakończyło się wynikiem 3:7, jednak sama gra Ajaksu pokazała wiele pozytywnych sygnałów na przyszłość.

Pierwsza połowa dobitnie uwidoczniła różnicę w doświadczeniu między obiema ekipami. Tylko Zwycięstwo grało dojrzale, spokojnie rozgrywało piłkę i skutecznie wykorzystywało błędy gospodarzy. Do przerwy na tablicy wyników widniało 1:4 i wydawało się, że losy meczu są już przesądzone. Ajaks jednak nie spuścił głów – walczył ambitnie, starając się odrobić straty i pokazać charakter.

Po zmianie stron tempo gry nadal dyktowali bardziej doświadczeni goście, którzy konsekwentnie powiększali przewagę. Mimo to Ajaks Warszawa potrafił jeszcze dwukrotnie znaleźć drogę do bramki rywali, co ostatecznie dało im trzy gole i pozwoliło zakończyć spotkanie z podniesionym czołem. Wynik 3:7 nie oddaje w pełni ich zaangażowania, determinacji i ambicji, widocznych aż do ostatniego gwizdka.

W drużynie Tylko Zwycięstwo trudno wskazać jednego bohatera, ponieważ cała ekipa funkcjonowała jak dobrze naoliwiona maszyna. Kolektywna gra, świetne zrozumienie i zespołowe akcje sprawiły, że każdy zawodnik miał swój udział w sukcesie.

Ajaks Warszawa został rzucony na głęboką wodę, ale takie mecze pozwolą mu szybciej nabrać niezbędnego doświadczenia. Jeśli zachowa swoją waleczność i poprawi organizację gry, wkrótce może sprawiać spore niespodzianki w 5. lidze.

Reklama