Sezon 2021/2022
Relacje meczowe: 1 Liga
Obecnego sezonu Ligi Fanów nie może do udanych zaliczyć Maciej Miękina i spółka. AnonyMMous, bo o nich mowa, po sześciu spotkaniach nie zdołali wygrać ani razu, zajmując niechlubne, ostatnie miejsce w tabeli. Ich niedzielny rywal czyli Gracze Gorszego Sortu prezentują znacząco lepszą tendencję do zdobywania punktów, ponieważ mają ich siedem. Ale jak na ich możliwości to wcale nie tak dużo, dlatego tutaj walka szła tylko i wyłącznie o całą pulę. Na początku meczu to GGS objął prowadzenie, lecz po straconej bramce, gracze w czarnych strojach znaleźli drogę do bramki strzeżonej przez Norberta Skórskiego. Radość niestety nie trwała zbyt długo. Przeciwnicy kolejny raz przyjęli bardziej defensywną postawę, oczekując na rywala na własnej połowie. Pojęcia „defensywa” nie należy mylić jednak z „biernością”. Było wręcz przeciwnie - gracze GGSu w fazie przejęcia byli niebywale aktywni, próbując odebrać piłkę przeciwnikom. Efektem tego były dwie kolejne bramki. Mimo pozornego spokoju AnonyMMous kolejny raz pokazali, że nie warto ich lekceważyć. Gola kontaktowego zdobył bowiem Dębski. W momencie, gdy wszystko wydawało się rozwijać na korzyść czerwonej latarni ligi, GGS podwyższył tempo rywalizacji, czego efektem były dwa trafienia, ustalające wynik do przerwy na 2:5. Mimo ogromu zaangażowania Anonimowych, same chęci nie wystarczyły, a druga połowa wypadła o wiele bardziej blado niż pierwsza. Nadmiar chaosu spowodowanego nerwowością zdecydowanie nie pomógł im, by coś tutaj ugrać. Rywal był tego dnia lepszy i w związku z tym końcowy rezultat 3:8 dziwić nikogo nie może.
Ekipa z Ukrainy w poprzednim tygodniu pokonała zaskakująco wysoko Ogień Bielany, udowadniając że jest w wyśmienitej formie. Warsztat Gepetto również tydzień temu wywiózł z AWFu ważne trzy punkty w starciu z Graczami Gorszego Sortu i ich planem na najbliższe kolejki było wydostanie się ze strefy spadkowej. Te marzenia chcieli im pokrzyżować Wikingowie. Spotkanie lepiej zaczęło się dla gospodarzy, którzy w 4 minucie cieszyli się z prowadzenia po dobrze rozegranym rzucie rożnym. Nie mogli zrobić nic lepszego niż pójść za ciosem i tak też uczynili. Po upływie następnych dwóch minut ponownie obserwowaliśmy u nich wybuch radości po strzelonym golu. Pierwsza część meczu wyraźnie należała do drużyny Ukranian Vikings, mających inicjatywę oraz kreujących spore zagrożenie pod bramką oponentów. Byli w swoich poczynaniach na tyle skuteczni, że na przerwę schodzili z wynikiem 5:2. Ozdobą pierwszej połowy była niezaprzeczalnie bramka Dimy Olejnika, który z pierwszej piłki oddał bardzo mocny strzał, a ten powędrował w samo okienko bramki. Po zmianie stron znów jako pierwsi trafienie zaliczyli gospodarze, co jednak pobudziło Warsztat Gepetto do lepszej gry i chwilę później trafieniem odpowiedział Adam Biegaj. Z każdą kolejną minutą gra ekipy Marka Szklennika wyglądała lepiej i ich skuteczność doprowadziła do tego, że w 37 minucie niestrudzony w tym meczu Adam Biegaj zdobył swoją czwartą bramkę, doprowadzając do wyniku 6:5. Pogoń za choćby remisem spełzła jednak na niczym, bo zawodnicy z Ukrainy odpowiedzieli w końcówce dwoma trafieniami, a przy obu bramkach udział miał główny dyrygent zespołu Wikingów – Yeugeni Syrotenko. Ukranian Vikings ostatecznie wygrali 8:5, ale na słowa uznania zasługuje goalkeeper Stefan Necula z Warsztatu, który wielokrotnie ratował swoją ekipę w beznadziejnych sytuacjach, pozwalając im na pozostanie w grze do samego końca. Gospodarze po zwycięstwie zrównali się punktami z liderującą Contrą, natomiast goście wciąż pozostają w strefie spadkowej ze stratą czterech punktów do siódmej lokaty.
Contra doznała siedem dni wcześniej bolesnej porażki z Wilkami. Ale biorąc pod uwagę doświadczenie tej ekipy, chłopaki pewnie szybko o tym zapomnieli, bo sezon jest długi i jakaś wpadka musiała się przytrafić. Trzeba było więc jak najszybciej wrócić na zwycięską drogę, a nadarzała się ku temu idealna okazja, bo rywalem był pokiereszowany kadrowo MixAmator. Podopieczni Michała Fijołka nie dość, że mają wystarczająco problemów w tym sezonie jeśli chodzi o wyniki, to w niedzielę znów pojawiły się problemy kadrowe. Ludzi do gry miało być więcej, ale część nie zjawiła się na Grenady, co postawiło Mixów w katastrofalnej sytuacji. I będziemy z wami szczerzy – oczyma wyobraźni widzieliśmy pogrom. Może nawet różnicą kilkunastu bramek, zwłaszcza że przez pierwszych kilkanaście minut, ten zespół grał o jednego mniej i dopiero po upływie kwadransa dojechał szósty zawodnik. Ale Mixamator uznał, że skoro już przyjechał, to trzeba powalczyć. Chłopaki szczelnie ustawili się na swojej połowie, zagęścili okolice pola karnego, a Contra kompletnie nie mogła sobie z tym poradzić. Początkowo faworyci byli jeszcze cierpliwi, ale z biegiem czas zaczęły się wzajemne uwagi. Sytuację uspokoiła trochę bramka na 1:0, a potem kolejna na 2:0. Jednak to nie spowodowało, że rywale się poddali. Wręcz przeciwnie – w końcówce pierwszej połowy Kamil Gadomski wykorzystał złe podanie Radka Parszewskiego i skierował piłkę do pustej bramki. Z kolei sensacją zapachniało na początku drugiej odsłony. Mateusz Karpiński, bramkarz Mixów, złapał piłkę po jednej z akcji i popędził z nią w kierunku pola karnego przeciwników. Nikt nie był w stanie go powstrzymać, dzięki czemu udało mu się wbiec blisko bramki i chociaż pierwszy strzał został obroniony, to dobitka była bezbłędna i mieliśmy remis! I bez względu na to, że pewnie wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, jak to się skończy, to Mixy miały swój moment chwały. Zmęczenie dawało jednak o sobie znać, rywale również naciskali coraz mocniej i mimo, że Mateusz Karpiński czasami dokonywał bramkarskich cudów, to przewaga faworytów powoli zaczęła rosnąć. Końcowy wynik to 7:3, ale nie sposób nie pochwalić przegranych i nie docenić ich wielkiego wysiłku. Grali konsekwentnie, zespołowo i to, że tak długo byli w stanie postraszyć Contrę – należy im się za to duży szacunek. Co do zwycięzców, to jesteśmy pewni, że mimo trzech punktów, pewnie chcieliby o tym spotkaniu jak najszybciej zapomnieć. Ale trochę ich wytłumaczymy, bo to był jeden z takich meczów, gdzie nic nie możesz wygrać, a wiele możesz stracić. Tutaj nikt się bowiem nie zastanawiał CZY, ale ILE wygrają, tym czasem po drodze pojawiły się komplikacje. Najważniejsze jednak, że udało się osiągnąć cel. I teraz trzeba już patrzeć wyłącznie w przód.
W 7 kolejce 1 ligi ekipa Wilków podejmowała drużynę FC Impuls UA. Pierwsza bramka padła już w 2 minucie meczu. Nowy nabytek drużyny gospodarzy Artem Revunov ładnie zgrał z klepki do wychodzącego na czystą pozycję Marcina Siwego i ten drugi bez problemu pokonał bramkarza gości. Dwie minuty później Wilki trafiły na 2-0. Aleksander Janiszewski sprytnie zagrał do wychodzącego na czystą pozycję Yegora Boiko i ten drugi bez problemu wykorzystał tę dogodną sytuację. Wydawać by się mogło, że faworyci mają ten mecz pod kontrolą, ale nic bardziej mylnego. Goście wreszcie ruszyli mocniej do ataku, nie mając tak naprawdę nic do stracenia. W tym momencie obudził się najlepszy gracz tego meczu Vladyslav Budz. Już w 6 minucie po ładnym prostopadłym podaniu Bohdana Ivaniuka strzelił swoją pierwszą z sześciu bramek. FC Impuls rozpędzali się a Wilki chyba delikatnie zaskoczeni tracili swój rezon z początku spotkania. Na 2-2 trafił ponownie Vladyslav Budz. Mecz walki trwał i żadna ekipa nie odpuszczała ani na moment. Bramkę na 3-2 strzelili jednak gospodarze, chociaż przebieg meczu mógł świadczyć o czymś zupełnie innym. Tym razem Marcin Siwy wystąpił w roli asystenta, uruchamiając wychodzącego na czystą pozycję Aleksandra Janiszewskiego a ten drugi bez problemu zapisał się na listę strzelców. Wilki prowadziły do 19 minuty, ale nie zgadzał się z tym najlepszy zawodnik ekipy przyjezdnych Vladyslav Budz. Otrzymał on ładne podanie klepką od Dmytro Hrynova i bez problemu pokonał golkipera gospodarzy, trafiając na 3-3. Chwilę później arbiter zakończył pierwszą cześć tego bardzo ciekawego spotkania. Druga połowa zaczęła się dosyć spokojnie, ale w 26 i 31 minucie Vladyslav Budz ukarał swoich przeciwników dwukrotnie. Zaistniałe okoliczności podziałały na ambitną ekipę Wilków. Lada moment zdobyli bowiem trafienie kontaktowe. Tylko co z tego, skoro nie potrafili upilnować Vladyslava Budza i Dmytro Hrynova. Duet ten zagrał ładną dwójkową akcję i za chwilę rezultat brzmiał 4:6 dla gości. FC Impuls wcale się nie zatrzymywał - wręcz przeciwnie co poskutkowało bramką na 7-4. Tym razem podawał Bohdan Ivaniuk a akcję wykańczał Yaroslav Kopylov. Wyraźnie zadowoleni z siebie i pełni zwycięskiego entuzjazmu zawodnicy gości trochę zwolnili tempo, z czego bardzo szybko skorzystała drużyna Wilków. Na 5-7 trafił bardzo waleczny Yegor Boiko. Chwilę później na 6-7 strzelił Kamil Malinowski, po szybkim wznowieniu gry przez swojego bramkarza. Przy tym wyniku zabrakło jednak już czasu, aby urwać chociaż remis. Może gdyby mecz trwał 10 minut dłużej, to coś by się tutaj ciekawego wydarzyło, ale niestety należało pogodzić się ze smakiem porażki. FC Impuls wygrywa i tym samym dołącza do ligowej czołówki, meldując się na pozycji vicelidera. Wilki spadły na trzecie miejsce.
W meczu na zapleczu Ekstraklasy pomiędzy Ogniem Bielany i Energią toczyła się w ten weekend walka o przysłowiowe sześć punktów. Przed spotkaniem ciężko było wskazać kto może wygrać, ponieważ z jednej strony mieliśmy nieprzewidywalny, młody, umiejący grać w piłkę zespół z Bielan, z drugiej strony Energię, która jest rewelacją tego sezonu w pierwszej lidze. Początek był bardzo wyrównany i na pierwsze trafienie przyszło nam czekać do 11 minuty. Ogień Bielany wyszedł na prowadzenie i w kolejnych minutach zdecydowanie podkręcił tempo, chcąc pójść za ciosem i podwyższyć prowadzenie. Sztuka ta udała się kilka minut później i po trafieniu Szymona Lisieckiego Ogniści prowadzili już dwoma bramkami. Rozpędzeni gospodarze coraz śmielej poczynali sobie w ofensywie, spychając jednocześnie gości do defensywy. Energia mimo, że oddała inicjatywę rywalom, to jednak po jednej z kontr potrafiła strzelić bramkę kontaktową, dzięki czemu na przerwę schodziła z nadzieją na odmianę wyniku. Po chwili odpoczynku okazało się, że Energetyczni poważnie podeszli do sprawy odmiany losów spotkania i najpierw doprowadzili do remisu, a następnie wyszli na jednobramkowe prowadzenie. Wizja porażki i straty bardzo ważnych punktów podziałała motywująco na Kacpra Cetlina i spółkę. Lider Ognia Bielany odpowiedział dwoma trafieniami, co pozwoliło wrócić jego zespołowi na zwycięskie tory, z których nie zjechali już do samego końca. Ich gra wyglądała imponująco, co skutkowało kolejnymi trafieniami. Ostatecznie Ogień Bielany wygrał 7:3 i dopisał do swojego konta ogromnie ważne trzy punkty. Energia po porażce spada na czwartą lokatę i na co najmniej tydzień musi pożegnać się z zieloną strefą. W tabeli pierwszej ligi różnice punktowe są niewielkie, dzięki czemu jesteśmy pewni, że każdy kolejny mecz będzie obfitował w piłkarską jakość i emocje.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)