Sezon 2021/2022
Relacje meczowe: 5 Liga
Spotkanie zespołów z dolnych rejonów tabeli. W nieco bardziej komfortowej sytuacji przed tym spotkaniem byli gospodarze, którzy znajdowali się na ostatnim bezpiecznym miejscu w ligowej tabeli, trzy punkty nad strefą spadkową. Goście natomiast jak tlenu potrzebowali punktów, bo porażka w tym pojedynku oznaczałaby, że w przyszłym sezonie zagrają na niższym szczeblu rozgrywkowym. Pierwsze minuty przebiegały bardzo spokojnie. Jedni i drudzy próbowali swoich sił w ataku pozycyjnym, ale nie przynosiło to pożądanych efektów. Po około kwadransie gry padł pierwszy gol. Zdobył go Dawid Polucha wykorzystując niefrasobliwość w obronie zawodników Bartolini Pasta. Podrażnieni gospodarze do końca pierwszej odsłony starali się doprowadzić do wyrównania, ale mimo kilku niezłych sytuacji strzeleckich nie udało im się pokonać bramkarza przeciwników. To czego nie potrafili zrobić w pierwszych 25 minutach, dokonali chwilę po przerwie, kiedy to "prezent" podarowany przez Inferno Team na gola zamienił Cholewiński. Kilka chwil później następny podarunek od gości. Tym razem w postaci samobójczego trafienia Dawida Poluchy. Wisienką na torcie tego pojedynku był znakomicie wyprowadzony kontratak przez gospodarzy, który wykończył Miłkowski, przyczyniając się do odskoczenia od swoich rywali na dwie bramki. Ten sam gracz dorzucił kilka minut później kolejne trafienie i właściwie karty w tym meczu zostały rozdane. Ambitnie grający goście w ostatniej minucie zdołali za sprawą Załuski strzelić jeszcze jednego gola, ale ostatecznie ulegli 2:4 i następny sezon zaczną na niższym szczeblu rozgrywkowym.
Chociaż Sportowe Zakapiory już tydzień wcześniej zapewniły sobie tytuł mistrzowski w 5.lidze, to każdy kto pomyślał, że chłopaki odpuszczą resztę spotkań, nie zna charakteru tego zespołu. Dlatego Old Eagles Koło nie mogło tutaj w żadnym stopniu liczyć na taryfą ulgową. Problemem Orzełków była też po raz kolejna frekwencja oraz brak kilku ważnych graczy. Jakby kłopotów było mało, to szybko kontuzji nabawił się Jarosław Senator i było jasne, że ciężko będzie powalczyć o punkty. I nawet gdy Old Eagles udało się wyjść na prowadzenie po trafieniu Sylwestra Madeja, to wiedzieliśmy, że prędzej czy później faworyci dojdą tutaj do głosu. Intuicja nas nie zawiodła, bo jeszcze przed przerwą lider tabeli zdołał wyjść na prowadzenie. Najpierw gola zdobył powracający do zespołu Daniel Lasota, a potem świetnym strzałem po długim rogu popisał się Aleksy Sałajczyk. A gdy na początku drugiej części spotkania Robert Lach kapitalnym wolejem podwyższył stan posiadania na 3:1 stało się jasne, że Orzełki muszą powoli oswajać się z myślą o porażce. Dość bezpieczne przewaga Zakapiorów powodowała, że w dalszej części spotkania oglądaliśmy dość otwarte widowisko, gdzie bramki padały dla obydwu stron. Końcowy rezultat, czyli 5:3 uczciwie oddaje to, co widzieliśmy na placu boju, co jeszcze powiększyło przewagę triumfatorów nad resztą stawki. W tym momencie to już 11 punktów i żadna inna drużyna nie wyrobiła sobie tak dużej różnicy punktowej w całej Lidze Fanów. Z kolei Old Eagles są w tym momencie na piątym miejscu i żeby wcisnąć się na podium, potrzebują koniecznie wygrać dwa ostatnie mecze. Na szczęście terminarz mają dość przyjemny i zakładając, że ktoś przed nimi straci punkty, być może uda im się rzutem na taśmę dorzucić kolejne medale z najlepszej ligi szóstek w Polsce.
Jeszcze niedawno pisaliśmy, że jeśli Georgian Team będą grali do końca sezonu tak, jak w całej rundzie wiosennej, to może się okazać, że wylądują poza podium. Te obawy z kolejki na kolejkę robią się coraz bardziej realne, zwłaszcza że w niedzielę bracia Gabrichidze i spółka znów mierzyli się z kłopotami kadrowymi. Upał był spory, a ich było zaledwie sześciu, co już wtedy podpowiadało, że z licznie przybyłymi na mecz Patriotami mogą mieć problemy. Ogólnie było to szalone spotkanie, gdzie długo ciężko było wskazać, kto okaże się zwycięzcą. Powodem było chaotyczna postawa FC Patriot. Ta ekipa miała w rękach wszystkie narzędzia, by szybko sobie ten mecz ustawić, a potem spokojnie go kontrolować. No ale nie do końca się to udawało. Co prawda nominalni gospodarze prowadzili już 3:1, ale odważna gra z lotnym bramkarzem reprezentantów Gruzji powodowała, że rezultat szybko zbliżył się do remisu. Na początku drugiej połowy wynik brzmiał 3:3. Patrioci grali nerwowo, z kolei ich przeciwnicy starali się być cierpliwi i tak naprawdę wszystko rozbiło się o sytuację przy stanie 4:4. Wówczas sędzia podyktował dla Gruzinów rzut karny, a do piłki podszedł Saba Lomia. Niestety strzał kompletnie mu nie wyszedł i bramkarz Patriot nie musiał nawet interweniować. A że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić, to lada moment mieliśmy gola w drugą stronę. Fatalny błąd popełnił Shuquri Lomia, który stał wówczas na bramce swojej ekipy i z jego pomyłki skrzętnie skorzystał Maksim Abramau. Zaraz zrobiło się 6:4 i wówczas z przegrywających zeszło powietrze. Kolejne gole dla Patriotów zaczęły padać hurtowo i skończyło się na 9:4. Oczywiście Gerogian Team nie byli tak słabi, jak wskazuje rezultat, ale w ich sytuacji niewiele to zmienia. Tę rundę trzeba dograć i jak najszybciej o niej zapomnieć. A najlepiej byłoby pokonać w następnej kolejce BM, bo wówczas uda się powrócić na drugie miejsce w tabeli. Patrioci walczą natomiast o lokatę nr 5, która dałaby im przepustkę do Pucharu Ligi. I chociaż w ich grze wciąż jest sporo mankamentów, to najważniejsze, że powoli wszystko wraca na właściwe tory. Oby tak do końca sezonu.
Okręt, którego kapitanami są trener Artur Kałuski oraz Paweł Poniatowski, zdaje się przeciekać coraz bardziej. Na początku rundy widoczna była zmiana stylu gry ekipy ADS-ów. Utarte schematy zmieniły się we frywolne boiskowe działania. Niestety z każdą kolejką gra dobrze znanych Scorpionów wygląda coraz bardziej chaotycznie, przez co tracą bardzo dużo punktów. Tym razem przyszło im się zmierzyć z rywalami wprost zza wschodniej granicy. Mowa tu o ekipie BM, która jak dotąd zgromadziła pokaźny dorobek 27 punktów – w porównaniu „Skorpiony” mogły pochwalić się przed startem zawodów zaledwie 14 oczkami. Jedno przed startem spotkania było pewne. Jeżeli goście zamierzali pozostać w walce o utrzymanie, to spotkanie musieli wygrać. Na ich szczęście, rywale z Ukrainy dość wcześnie wpakowali piłkę do własnej siatki, dzięki czemu goście prowadzili 0:1. Od tego momentu zasadniczo o grze ADS-ów ciężko jest powiedzieć coś pozytywnego. Masa nieskuteczności pod polem karnym rywala zaowocowała szybkimi kontrami w wykonaniu przeciwników. Bardzo często to właśnie po nich padały bramki, przez co pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 4:1. Mimo tak mizernego okresu gry, w drużynie w białych strojach wciąż była widoczna wola walki oraz ambicja, która często okazuję się nieoceniona, w szczególności na tak małym placu gry. Niestety nie tym razem… Rywal w drugiej odsłonie tego spotkania podwoił swój dorobek, co w zestawieniu z zaledwie jedną bramką w wykonaniu najmłodszego z graczy ADS-ów – Dominika Dedka – okazało się niewystarczające. To właśnie z tego powodu mecz zakończył się wynikiem 8:2 dla ekipy BM, która dzięki temu wskoczyła w tabeli na drugie miejsce.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)