reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
08:00

Rywalizację w 5 lidze zaczęliśmy już o 8:00 meczem zespołów z dolnej części tabeli, czyli będącym w strefie spadkowej Bartolini Pasta oraz znajdującymi się tuż nad nimi, z trzypunktową przewagą, Skorpionami. Spotkanie rozpoczęło się wręcz idealnie dla gospodarzy, który już w 20 sekundzie objęli prowadzenie. Świetne prostopadłe podanie Krzysztofa Gniadka wykorzystał Michał Cholewiński. Gracze Bartolini nie cieszyli się jednak zbyt długo, bo już dwie minuty później wyrównał Paweł Poniatowski. Bramka była dość niecodzienna, bo w rejonie z którego zawodnik Skorpionów oddał strzał pojawiła się piłka z drugiego boiska, co zdaniem gospodarzy miało wpływ na utratę gola. Sędzia uznał inaczej, o co część zawodników Bartolini miała do niego spore pretensje. Gra toczyła się dalej, a sam mecz, po tak intensywnym początku nieco zwolnił tempo i żadna ze stron nie potrafiła osiągnąć znaczącej przewagi. Kolejną bramkę zobaczyliśmy dopiero w 17 minucie. Zawodnik gości podał z autu do bramkarza, który miał trudności z opanowaniem piłki. Trafiła ona pod nogi Arkadiusza Kamińskiego, ten zagrał do Mateusza Brożka, który pewnym strzałem umieścił piłkę w siatce. Do przerwy 2:1 dla Bartolini. Po zmianie stron gospodarze podwyższyli wynik na 3:1, znów wykorzystując indywidualny błąd zawodnika A.D.S. Scorpion’s. Goście nie mieli już nic do stracenia, ale zamiast zmniejszyć straty, stracili kolejną bramkę. Dopiero w 44 minucie Paweł Poniatowski dał jeszcze wiarę w korzystny rezultat, ale skuteczna kontra Bartolini te nadzieje skutecznie zgasiła. Warto odnotować w tej kontrze udział Mateusza Brożka, który najpierw odebrał piłkę, rozprowadził ją na skrzydło, a następnie spokojnie sfinalizował akcję, po drodze jeszcze wykopując piłkę, która wpadła z innego boiska (tym samym historia z wpadającymi piłkami zatoczyła koło). Na otarcie łez bramkę na 3:5 dla Skorpionów zdobył Bartek Filip. Bartolini zagrało dobre spotkanie jako kolektyw, bo trudno było kogoś jednoznacznie wyróżnić za ten mecz – każdy dołożył swoją cegiełkę do wygranej. Skorpiony natomiast mogą być niepocieszone, bo to ich druga porażka tej wiosny, do tego zrównały się punktami z zespołami ze strefy spadkowej. Błędy indywidualne i kiepska skuteczność pod bramką rywala – to w dużej mierze zadecydowało o tej przegranej.

2
09:00

Konfrontacja Munji ze Sportowymi Zakapiorami zapoczątkowała nie tylko niedzielne zmagania w 10.kolejce na Arenie Grenady, ale całą rundę rewanżową na tym obiekcie. W pierwszej części sezonu, gdy te ekipy mierzyły się ze sobą na jesieni zdecydowanie lepsi byli podopieczni Daniela Lasoty, wygrywając 14:4. To mogło sugerować, że Munja leży Zakapiorom, a dodatkowo faworytom ułatwił zadanie stan personalny oponentów. Nie po raz pierwszy brakowało wielu ważnych zawodników, co spowodowało, że Maciej Affek musiał dopisać dwóch kolejnych graczy. Nie wróżyło to najlepiej i niestety te przewidywania się sprawdziły. Mecz okazał się starciem bez historii, ale czy mogło być inaczej, skoro Zakapiory już w po pierwszych dwóch akcjach prowadziły 2:0? Widać było, że ta drużyna chce szybko wrócić na zwycięskie tory po porażce z Deluxe Barbershop i można powiedzieć, że zmiotła z planszy swojego rywala. Do przerwy było 8:2, a druga połowa to już prawdziwy pogrom Munji, która zwłaszcza w końcówce spotkania totalnie odpuściła, rywale robili co tylko chcieli i ta część meczu zakończyła się wynikiem 0:12, a cały pojedynek aż 2:20. Tak naprawdę, to w obozie pokonanych na uwagę zasługują tylko jedna rzecz – debiut Julii Szczepanik. Cała reszta do zapomnienia. Z kolei Zakapiory pokazują, że poprzednia porażka była jedynie wypadkiem przy pracy, a ponieważ swój mecz w tej kolejce przegrał Georgian Team, to Daniel Lasota i spółka powrócili na szczyt 5.ligi. Czyli tam, gdzie zamierzają być po ostatniej kolejce.

3
10:00

BM i Old Eagles Koły stworzyły w rundzie jesiennej bardzo fajne i wyrównane widowisko. Ekipa BM notowała wówczas passę kilku zwycięstw z rzędu, która została jednak przerwana właśnie przez drużynę z Koła. Zastanawialiśmy się, czy teraz jest szans na rewanż, zwłaszcza że skład zespołu nominalnych gospodarzy trochę się zmienił względem pierwszej części sezonu. No i to długimi fragmentami było widać. Orzełki znacznie lepiej weszły w to spotkanie i do przerwy zbudowały sobie dwubramkową przewagę, a na uwagę zasługuje zwłaszcza indywidualna akcja Piotrka Parola, zakończona golem na 2:0. Gdy ten sam zawodnik uderzył celnie z rzutu wolnego i zmienił wynik na 3:0, myśleliśmy że wszystko jest rozstrzygnięte. Impuls ekipie BM dał jednak Yeuhen Mushnin. Ten zawodnik pojawił się na boisku dopiero w drugiej połowie, ale błyskawicznie rozruszał grę swojej ekipy i to on zdobył bramkę na 1:3. Potem trafienie kontaktowe zaliczył Oleksandr Smoliar i sytuacja z perspektywy Old Eagles nie była już tak różowa. Tym bardziej, że pod koniec spotkania zespół z Koła nie wykorzystał bardzo dobrej okazji, za co spotkała go kara w postaci wyrównującej bramki Oleha Blintsova. To jednak nie był koniec emocji. Orzełkom udało się ponownie odzyskać prowadzenie w tym spotkaniu i myśleliśmy, że ich doświadczenie zrobi tutaj swoje i nie dadzą sobie wyrwać trzech punktów. Rywale grali jednak do ostatniego gwizdka i zanim sędzia użył swojego atrybutu po raz ostatni, ładnym strzałem zza pola karnego popisał się Oleksandr Smoliar i mecz zakończył się remisem 4:4. Z perspektywy Old Eagles to oczywiście strata dwóch punktów, bo to starcie należało „dopchnąć” i ten zespół powinien to zrobić. Nie wolno jednak odbierać chwały rywalom, którzy mimo iż całe spotkanie gonili, to nie załamywali się i los ich za to wynagrodził. Ten remis z perspektywy tabeli jest zresztą wynikiem idealnym, bo powoduje, że walka o najniższy stopień podium będzie trwała w najlepsze.

4
11:00

Po tym jak ekipa Deluxe Barbershop pokonała dwa tygodnie temu Sportowe Zakapiory, byliśmy pewni, że chłopaki z Azerbejdżanu będą chcieli pójść za ciosem. By tak się stało, należało pokonać FC Patriot. Drużyna Dmytro Bobyra znajdowała się co prawda wyżej w tabeli, jednak była w zasięgu podopiecznych Amina Huseynova. Początek meczu był wyrównany i jeszcze wtedy trudno było przewidzieć, na którą stronę może przechylić się szala zwycięstwa. W końcu nastąpił jednak przełom – gracze Deluxe zdobyli dwa szybkie gole i widać było, że to oni szybciej złapali wiatr w żagle. Patrioci odpowiedzieli co prawda swoim trafieniem, ale końcówka pierwszej połowy to już skuteczna gra oponentów, którzy ze stanu 1:2 zrobili 1:5. Być może ta różnica byłaby mniejsza, ale kapitalnie w obozie Deluxe sprawował się bramkarz. Aziz Latifov bronił fenomenalnie i stanowił mur nie do przeskoczenia dla napastników FC Patriot. To powodowało, że gdy reprezentanci Azerbejdżanu zdobywali kolejne trafienia, Patrioci frustrowali się następnymi, niewykorzystywanymi sytuacjami. A wynik rósł. W pewnym momencie zapachniało tutaj nawet dwucyfrówką, ale ostatecznie gracze Barbershop wygrali 9:1. Oczywiście zasłużenie, natomiast w naszej ocenie zdecydowanie zbyt wysoko jak na to, co widzieliśmy na boisku. Ta porażka powoduje jednak, że strata Patriotów do podium robi się coraz większa i trzeba szybko wrócić do punktowania. Z kolei Deluxe odbijają się powoli od dna i brakuje im bardzo niewiele, by wychylić głowę znad strefy spadkowej. I widząc w jakiej są formie, to sytuacja gdzie wskakują do bezpiecznej strefy, wydaje się tylko kwestią czasu.

5
13:00

Inferno Team w poprzedniej rundzie grało koszmarnie, ale w rundzie rewanżowej kapitan Igor Patkowski zapowiadał że zobaczymy odmieniony zespół, który powalczy o punkty z każdym. Georgian Team po udanym turnieju przed startem ligi pewnie wygrał zaległe spotkanie i do starcia z ostatnim zespołem w stawce przystępował w roli zdecydowanego faworyta. Od początku meczu widać jednak było, że gości czeka ciężka przeprawa i nie będzie łatwo o punkty. Gospodarze choć pierwsze minuty mieli dość słabe a gra była troszkę rwana, to z każdą minutą szczególnie napastnicy rozkręcali się na dobre. Do przerwy mieliśmy wynik 3:5, tak więc druga odsłona zapowiadała się emocjonująco. Szybkie tempo meczu z każdą minutą dawało się we znaki Gruzinom, a niepewny wynik potęgował coraz więcej dyskusji w drużynie. Inferno realizowało swoje założenia i nie dość, że potrafiło dogonić wynik to w pewnym momencie wyszło na trzybramkowe prowadzenie. Znakomicie współpracowało trio ofensywne Hull, Łojek, Cioth, które strzelało kolejne bramki. Do tego niepotrzebna frustracja wykluczyła z gry Sabę Lomię, który dostał dwie żółte kartki, czym jeszcze bardziej osłabił zespół. Przegrywający zdołali się jeszcze podnieść i za sprawą braci Gabrichidze dogonili wynik, bo zrobiło się 10:10. Jednak końcówka należała do Inferno i to oni wygrali zasłużenie to spotkanie w kosmicznym wyniku 14:10.

Reklama