Sezon 2021/2022
Relacje meczowe: 8 Liga
Podbudowana ostatnią wygraną ekipa BRD Young Warriors mierzyła się z będącą w sporym kryzysie Saską Kępą. Mecz ten stał pod sporym znakiem zapytania i było już o włos, żeby zakończył się walkowerem z powodu braków kadrowych gości. Ostatecznie jednak gracze Saskiej zdecydowali się na rozpoczęcie spotkania w czteroosobowym składzie. Już po pierwszych minutach było widać, że będzie to starcie do jednej bramki. Zawodnicy BRD bez problemu stwarzali sobie sytuacje i punktowali bezradny zespół rywali. Przy stanie 6:0 dał o sobie znać Jakub Pietrzak, który po samodzielnym rajdzie zaskakująco zdobył pierwszego gola dla Saskiej Kępy. Lada moment na mecz dotarł kolejny zawodnik gości i gra toczyła się już 6 vs 5. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 8:2. Po przerwie kontuzji uniemożliwiającej dalszą grę doznał zawodnik Saskiej Kępy, Marcin Nowak, i tak samo jak na początku pierwszej połowy goście grali trójką zawodników w polu. Prawdziwy trening strzelecki na bezradnych oponentach zrobił sobie Marek Sanecki, wpisując się 9 razy na listę strzelców. Przewaga gospodarzy była niepodważalna i zwycięstwo nie było od początku do końca niczym zagrożone. Trzeba jednak zaznaczyć, że zawodnicy Saskiej Kępy, którzy stawili się na boisku do nierównej walki, wykazali się dużym zaangażowaniem i ambicją. Walczyli przez cały mecz i zdołali nawet wbić gospodarzom pięć bramek. Ostatecznie BRD Young Warriors wygrali 16:5, ale o utrzymanie będzie ciężko, ponieważ za tydzień czeka ich mecz z liderem, który wciąż nie jest pewny mistrzostwa i podejdzie do tego spotkania bez taryfy ulgowej. Sytuacja Saskiej Kępy nadal nie jest jasna i lawirują gdzieś między kwalifikacją do Pucharu Ligi Fanów a spadkiem. Wszystkiego dowiemy się w ostatniej kolejce.
W 17 kolejce Legion starł się z FC Polska Górom. Pierwsi bramkę już w 5 minucie strzelili goście. Jakub Korpysz wykorzystał ładne podanie w uliczkę Kuby Kucharskiego i bez problemu pokonał bramkarza rywali. 3 minuty później mieliśmy remis 1-1, a mecz walki trwał w najlepsze Atakowali raz jedni, raz drudzy. Na 2-1 ponownie trafili goście. Tym razem Kuba Kucharski uderzał, bramkarz sparował piłkę przed siebie i z tej okazji skorzystał Krystian Rodzaj trafiając do siatki rywala potężną dobitka. Ten wynik można było uznać za małą niespodziankę, ale gospodarze coraz mocniej naciskali przeciwnika i pod sam koniec pierwszej połowy trafili na remis. Po dużym zamieszaniu przed polem karnym jeden z zawodników Legionu padł jak "długi" i sędzia podyktował rzut wolny. Do stałego fragmentu gry podszedł Vladyslav Barabash i potężnym strzałem pokonał bezbronnego golkipera gości. Po tej akcji sędzia zakończył tę część spotkania. Druga połowa to do 38 minuty wzajemne ataki obydwu drużyn. Ciągłe wymiany strzałów, walka o środek pola i dominację w całym meczu. Dopiero we wspomnianej minucie zebrani kibice wreszcie się przebudzili. Na 3-2 trafił Maksym Popov po prostopadłym podaniu Igora Polskyego. Gospodarze byli więc o gola z przodu i wyglądało na to, że ten mecz jest już ich. Nic bardziej mylnego. Na 3-3 trafił Krzysztof Rodzaj po ładnym podaniu Oskara Zakrzewskiego. Jednak Legion nie poddawał się, ciągle naciskał i szukał swojej okazji. Ataki te dosyć szybko opłaciły się, gdyż efektem tego naporu był rzut karny dla Legionu. Do piłki podszedł sam poszkodowany, czyli Vladyslav Barabash, przymierzył po bocznej siatce i bez problemu pokonał bez problemu trafił na 4-3, tym samym dając zwycięstwo swojej ekipie. Po tym spotkaniu drużyna Legionu plasuje się na 6 miejscu i będzie walczyła o piątą lokatę, która stanowi przepustkę do Pucharu Ligi. FC Polska Górom zajmuje 9 miejsce w tabeli i jej los wydaje się przesądzony, zwłaszcza że w najbliższą niedzielę zagrają z Shot DJ.
Fani zebrani w niedzielę na AWF byli świadkami mini-multiligi, ponieważ równolegle do spotkania czwartych w tabeli Mareckich Wyg z liderami, boisko obok było rozgrywane spotkanie drużyn z miejsc 2-3. Różnica między wszystkimi wymienionymi ekipami wynosiła zaledwie 3 punkty, więc zapowiadały się duże emocje. Zawody od początku obfitowały w dobre sytuacje strzeleckie, ale solidne zawody rozgrywali bramkarze obydwu drużyn. Ciut lepsze okazje stwarzali sobie jednak liderzy i ich parcie na bramkę Mareckich Wyg opłaciło się w 16 minucie, kiedy to Kacper Bera strzelił bramkę na 0:1. Goście (pomimo chęci) nie byli jednak w stanie pójść za ciosem, co może wydawać się zaskakujące, gdyż gospodarze grali bez zmian. Na2Nóżkę mogło i powinno przed przerwą podwyższyć prowadzenie, bo rywale w ostatnich minutach pierwszej połowy byli wyraźnie zmęczeni trudami walki z młodszą i liczniejszą ekipą gości. Mareckie Wygi przetrwały ten cięższy moment, chociaż potrzebowali do tego odrobiny szczęścia. Przykładowo, Wiktor Sląz minął obrońcę, położył bramkarza, by z ostrego kąta trafić w słupek. W drugiej odsłonie Na2Nóżkę nieco spuściło z tonu, wynik jednak był po stronie gości, więc to oni mogli dyktować warunki. Kiedy w 44 minucie Mateusz Gąsiorowski strzelił bramkę na 0:2 po szybkim ataku i zamieszaniu w polu karnym przeciwnika, wydawało się, że nic już nas w tym meczu nie zaskoczy. Byliśmy jednak świadkami jednej z najbardziej szalonych końcówek w ostatnich sezonach Ligi Fanów. Na zaledwie pięć minut przed końcem, gospodarze w końcu się przełamali, a gola kontaktowego zdobył Tomasz Kąkol. Co więcej, Mareckie Wygi kontynuowały swój rajd i już po chwili zdobyły bramkę na 2:2, co sprawiało, że w wirtualnej tabeli przed ostatnią kolejką Na2Nóżkę spadało na pozycję wicelidera. Goście rzucili się więc do ataku i w dosłownie ostatniej akcji meczu udało im się wbić upragnioną bramkę na 2:3. Autorem zwycięskiego trafienia, najprawdopodobniej decydującego o mistrzostwie 8. ligi był Sebastian Roguski.
Niezwykle istotnym pojedynkiem była rywalizacja Warsaw Gunners z Shot DJ. Obie ekipy wciąż miały szanse na mistrzostwo, ale równie dobrze na koniec sezonu mogły wypaść poza podium. Tym bardziej ranga tego meczu była naprawdę wysoka, a tymczasem okazało się… że część drużyny Shot DJ pojechała na turniej do innego miasta. Mimo to goście stawili się licznie, choć doszło do jednej poważnej zmiany. Mianowicie między słupki powrócił Elie Rosinski i jak się okazało, był to całkiem udany powrót. Mecz początkowo był wyrównany i na pierwszą bramkę musieliśmy czekać do 8 minuty, kiedy do wynik spotkania otworzył nie kto inny jak Jan Jabłoński. Gospodarze szukali swoich szans na wyrównanie, ale bezskutecznie, za to goście w 16 minucie podwyższyli prowadzenie po kapitalnym strzale z dystansu Sergeia Pankiva. Ten sam zawodnik zaliczył trafienie numer trzy i już wtedy można było odnieść wrażenie, że Gunnersi będą mieli spore problemy, by odwrócić losy meczu. Nieco nadziei tchnął w swój zespół Arkadiusz Trwoga zdobywając bramki na 1:3, a następnie w samej końcówce na 2:4. W przerwie gospodarze próbowali się zmotywować na dalszą część meczu, bo właściwie nie mieli już nic do stracenia. Mieli świadomość, że nie mogą przegrać różnicą trzech i więcej bramek, by zachować jeszcze cień szansy na drugie miejsce, ale nie ma się co oszukiwać - tak naprawdę musieli w tym meczu przynajmniej zremisować. Założenia założeniami, a gdy rozpoczęliśmy drugą część to Shot DJ błyskawicznie zdobył kolejną bramkę. I niestety dla Warsaw Gunners nie ostatnią w tym spotkaniu. W pewnym momencie goście prowadzili już 2:8 i było jasne, że nominalni goście tego zwycięstwa nie wypuszczą z rąk. Ostatecznie skończyło się na wyniku 3:10 i Shoty zasłużenie zgarnęły komplet punktów. Jak zawsze bardzo dobre zawody rozegrał Jan Jabłoński, w kluczowych momentach pokazał się Sergei Pankiv. Na wyróżnienie zasłużyli także Max Maslof, który nie zagrał może tak efektownie jak wyżej wymienieni koledzy, ale mocno pracował dla drużyny w destrukcji, oraz Elie Rosinski, który oprócz asysty wybronił także rzut karny. Warsaw Gunners mimo porażki mają już zapewnione brązowe medale i w ich sytuacji nic już się nie zmieni, choć pewnie ambicje tego zespoły sięgały znacznie wyżej.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)