Sezon 2021/2022
Relacje meczowe: 8 Liga
Po ostatnich kilku kolejkach mamy taką obserwację, że FC Polska Górom z Kacprem Kowalskim, to zupełnie inna drużyna, niż bez niego. Byliśmy bardzo ciekawi, czy w starciu z Saską Kępą nasza teoria się potwierdzi, gdyż rywal bardzo doświadczony i potrafiący dobrą grą napsuć krwi każdemu przeciwnikowi. Pierwsza połowa starcia była niesamowicie zażarta i obejrzeliśmy przysłowiową, piłkarską wymianę ciosów. Jako pierwsi strzelanie rozpoczęli goście, chociaż chyba nie do końca w sposób, jaki by sobie tego życzyli, gdyż piłkę do własnej bramki skierował David Frączek. Na szczęście dla ekipy Korneliusza Troszczyńskiego, wyrównanie przyszło równie szybko, gdy po podaniu Mariusza Zgórzaka do stanu 1:1 doprowadził Karol Mroczkowski. W pierwszych dziesięciu minutach wymiana uprzejmości miała miejsce jeszcze dwukrotnie i dopiero przy stanie 2:2 zaczęła się wyłaniać lekka przewaga gospodarzy. Doskonały fragment gry zaliczył Kacper Kowalski, który na przestrzeni dwóch minut najpierw wpisał się na listę strzelców, a następnie asystował przy golu na 4:2 autorstwa Grześka Milewskiego, dzięki czemu "Polacy" odskoczyli z wynikiem na dwie bramki. Słynąca z nieustępliwości ekipa z południa Warszawy nie zamierzała oddawać łatwych punktów i po dwóch akcjach typu "klepka", za sprawą bramek zdobytych przez Marcina Jaśkowca oraz Karola Mroczkowskiego doprowadzili po raz kolejny do wyrównania, tym razem w wymiarze 4:4. Niesieni na fali zdobytych goli gracze gości nieco się jednak rozluźnili pod koniec pierwszej odsłony, a nieostrożność w defensywie dwukrotnie wykorzystał duet Kacper Kowalski & Oskar Zakrzewski. Popularny "Oski" w obu akcjach kreował okazje strzeleckie, a niezawodny Kacper Kowalski skutecznie je wykańczał, ustalając wynik do przerwy na 6:4. Grad goli, męska gra dwóch twardych ekip i perspektywa równie zaciętej drugiej połowy napawały optymizmem entuzjastów piłki niedzielnej. Po zmianie stron lepiej skoncentrowani wyszli gracze Saskiej Kępy, którzy dzięki bramce weterana warszawskich orlików, Marusza Zgórzaka, skrócili dystans do stanu 6:5. Nie trzeba było jednak długo czekać, aby po raz kolejny do akcji wszedł zabójczo skuteczny w ataku duet Zakrzewski-Kowalski. Panowie w dwóch akcjach wymienili się rolami, a każdy z nich zaliczył po asyście i bramce, dzięki czemu FC Polska Górom wyszła na solidne prowadzenie 8:5. Goście w przeszłości odrabiali już większe straty niż trzy bramki, więc gdy po podaniu Mariusza Zgórzaka kolejnego gola na swoim koncie zapisał Karol Mroczkowski mieliśmy nadzieję, że to początek pogoni za wynikiem, jednak końcówka w wykonaniu gospodarzy to istne "one-man-show". Wspomniany wcześniej, bardzo skuteczny i grający zarówno efektowny, jak i efektywny futbol Kacper Kowalski brał udział przy ostatnich trzech golach tego spotkania, dwukrotnie wpisując się na listę strzelców oraz raz asystując przy golu Grześka Milewskiego. W całym meczu Kacper zanotował imponujące pięć trafień i pięć asyst, a jedyną bramką przy której nie brał bezpośredniego udziału, była dobitka po strzale...z jego podania. Ostatecznie FC Polska Górom pokonała Saską Kępę 11:6, dzięki czemu utrzymała się w czołówce 8-mej Ligi Fanów. Saska Kępa mimo porażki, nadal liderem.
Pierwszy raz w tej rundzie mieliśmy okazję obserwować na Arenie Grenady zespoły Na2Nóżkę i BRD Young Warriors. Nie wiedzieliśmy czego się do końca spodziewać, natomiast otrzymaliśmy bardzo emocjonujące widowisko, gdzie do niespodzianki zabrakło bardzo niewiele. A byłoby nią zwycięstwo BRD, bo oni byli niżej w tabeli, tymczasem na boisku w ogóle nie było tego widać. Przez pełne 50 minut trwała zacięta batalia, w której nikt nie potrafił wyrobić sobie odpowiedniej przewagi. Natomiast łatwo było zauważyć, że obóz Na2Nóżkę stawiał bardziej na grę techniczną, spowodowaną wysokimi umiejętnościami indywidualnymi poszczególnych graczy, podczas gdy rywale korzystali z dobrej organizacji własnej gry i schematów, polegających głównie na wykorzystywaniu Marka Saneckiego, do którego były posyłane górne piłki, a Marek starał się je przyjmować a następnie rozdzielać. I to się sprawdzało. Był to może sposób bezpośredni, pozbawiony fajerwerków, jakkolwiek skuteczny. Spowodował on, że Young Warriors za każdym razem, gdy rywale byli o gola z przodu, potrafili odpowiedzieć. 1:0, 1:1, 2:1, 2:2, 3:2, 3:3, 4:3, 4:4 – taki był przebieg tego spotkania, ale właśnie w tym momencie schemat został przełamany i to gracze BRD wyszli na pierwsze prowadzenie. Nie cieszyli się jednak z niego długo, bo po błędzie w obronie wyrównał Wiktor Sląz. Wówczas napór Na2Nóżkę wzrósł, bo im jeden punkt absolutnie nie odpowiadał. Oponenci z takiego stanu rzeczy byliby bardziej zadowoleni, lecz paradoksalnie to oni mieli lepszą okazję, by zmienić wynik na 6:5. Maciek Karczewski minął już nawet bramkarza, jednak z ostrego kąta nie zdołał zmieścić piłki w siatce, bo ta uderzyła tylko w słupek. To się zemściło, bo rywal swojej okazji nie zmarnował, chociaż to nie był jeszcze koniec emocji. Tuż przed końcem spotkania piłkę na nodze wartą jedno oczko miał Adam Wojciechowski, ale pomylił się z dobrej pozycji i nominalni gospodarze mogli odetchnąć. To był dla nich trudny bój, w którym długo męczyli się z przeciwnikami. Piłkarsko byli lepsi, tylko co z tego, skoro długo nie potrafili tego udowodnić. W końcówce zachowali jednak więcej zimnej krwi i debiut na Arenie Grenady mogą zaliczyć do udanych. Mimo wszystko brawa należą się także BRD. Chłopaki fajnie pracowali przez cały dystans spotkania, włożyli mnóstwo wysiłku w grę i chociaż porażka boli, to według nas ze swojej postawy powinni być zadowoleni.
Przed spotkaniem te dwie ekipy znajdowały się w tabeli obok siebie z podobnym dorobkiem punktowym, a wszystko miało miejsce w strefie spadkowej. Gospodarze przystąpili do meczu z jednym zmiennikiem, a drużyna gości w szerokiej kadrze. Rozpoczynając mecz wydawało się, że żadna z drużyn nie jest pewna zwycięstwa. Badały się wzajemnie sprawdzając, która ze stron jest w stanie na więcej pozwolić przeciwnikowi. Wynik spotkania otwiera Kacper Napora, zaskakując bramkarza Legionu bramką z dystansu. Chwile później ponownie to on podwyższa prowadzenie Kozic. W drugiej połowie Legion się przebudza, wyrównując wynik w niecałe dwie minuty! Do niemalże 49 minuty mieliśmy remis 2:2, ale znów przypomina o sobie Kacper Napora, zdobywając trzecią bramkę i wyprowadzając drużynę gości na prowadzenie. Legion chcąc doprowadzić chociaż do remisu, decyduje się na grę z lotnym bramkarzem. Ich cel staje się jednak zupełnie niezrealizowany, gdyż w skutek podjętej decyzji tracą kolejne dwie bramki. Końcowy rezultat 2:5 dla Kozice Warszawa. W tym meczu na wyróżnienie zasłużył zdecydowanie Kacper Napora notując cztery trafienia i dokładając asystę, co daje udział przy każdej bramce drużyny gości. Po meczu Legion trafił na 8 miejsce, zaś Kozice wyszły ze strefy spadkowej i są na 6 lokacie.
Ten mecz rozpoczął się od srogiego strzelania, bo nie minęły nawet cztery minuty gry, a sędzia czterokrotnie pokazywał na środek boiska. Rozpoczęli gospodarze, którzy już w pierwszej akcji wypracowali sytuację strzelecką, którą na gola zamienił Wiktor Ziółkowski. W kolejnej akcji Shot zripostował trafieniem Gabriela Kermiche, a następnie znów trafili Gunners, ale tym razem dwukrotnie bramkarza gości pokonał Kamil Anioł. Po szalonym otwarciu obie ekipy nieco uszczelniły defensywę, lecz jeszcze w pierwszej połowie oglądaliśmy kolejne trafienia i bardzo ciekawy zwrot akcji. Pięć minut zajęło Shotowi wyjście na prowadzenie, a fenomenalną formą wykazał się Jan Jabłoński, który najpierw popisał się akcją indywidualną, a następnie dwukrotnie skorzystał z podań kolegów i nie dał szans Patrykowi Czarnieckiemu. Po tej wpadce gospodarze odzyskali zarówno koncentrację i nie dali się już zaskoczyć, ale sami również nie byli w stanie zdobyć bramki i pierwsza połowa skończyła się skromnym prowadzeniem Shot DJ. Druga za to rozpoczęła się od kolejnego zwrotu akcji, tym razem korzystnego dla Gunners. W 27 minucie pięknym strzałem z wolnego piłkę do siatki zapakował Wiktor Ziółkowski, a dwie minuty później Kamil Anioł dobił strzał kolegi i gospodarze wyszli na prowadzenie. Emocje nie opadały, bo choć Gunners po golach Sebastiana Lisockiego i Patryka Szerszenia odskoczyli z wynikiem na 6:4, to goście wciąż stwarzali zagrożenie. W 39 minucie Giacomo Monti strzelił na 7:5, a po chwili kapitalną akcją popisał się bramkarz Shota Stephane Tanter, który wyłapał niedokładne dośrodkowanie, następnie przegalopował przez pół boiska i wyłożył piłkę Janowi Jabłońskiemu. Comeback gości wydawał się coraz bardziej realny, ale w 45 minucie zapał ekipy Elie Rosińskiego zgasił Marcin Siwiec, który strzelając na 8:6 pogrzebał szanse Shota na dogonienie wyniku i Gunners, choć nie bez problemu, zgarnęli trzy punkty.
Po sześciu kolejkach w tabeli ósmej ligi panował nie lada ścisk. Między czwartym a ostatnim miejscem występowała różnica zaledwie pięciu oczek. W przypadku korzystnego rezultatu w trzech ostatnich kolejkach, dla Hiszpańskiego Galeonu oznaczać to mogło opuszczenie przed zimą strefy spadkowej. Szansa na poprawę losu nadarzyła się już minionej niedzieli, kiedy to goście podejmowali ekipę z Marek, która zaledwie bilansem bramkowym wyprzedzała ósme Kozice Warszawa. Nadzieja w serca graczy w czerwono-białych strojach wlała się relatywnie prędko, ponieważ za sprawą trafienia Jakuba Szczypiorskiego objęli oni prowadzenie. Niestety dla nich lepiej prezentujący się na ich tle rywal szybko przejął inicjatywę, narzucając swoje warunki gry. Boiskowa dominacja w wielu aspektach spowodowała, że obydwie ekipy schodziły na przerwę zarządzoną przez arbitra głównego tego spotkania, Piotra Krajczyńskiego, przy stanie 6:1. Mimo usilnych starań w drugiej odsłonie pojedynku, gościom nie udało się odrobić strat, a co za tym idzie odwrócić losów tego widowiska. Zasadniczo całe spotkanie przebiegło pod dyktando Mareckich Wyg, które składne akcje o wiele częściej potrafiły zamienić na bramki. Motorem napędowym tego dnia był bezapelacyjnie gracz oznaczony numerem „11”, Oleksandr Hutarov, który zdobył cztery bramki, dokładając do tego dwie asysty. Dzięki takiej postawie Wygi mogły cieszyć się ze zwycięstwa 13:4, które zbliżyło ich do trzeciego miejsca. Zaledwie dwa punkty straty do FC Polska Górom oraz pięć oczek do Saskiej Kępy zwiastują, że losy niedzielnych gospodarzy nie są jeszcze policzone, a ich szansa na awans na podium mocno się zwiększyła.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)