Sezon Lato 2021
Relacje meczowe: 15 Liga
W 15. lidze zapowiadało się bardzo ciekawe spotkanie Pogromców Poprzeczek z zespołem Yug.Bud. Zarówno gospodarze, jak i goście rozpoczęli sezon znakomicie - po czterech kolejkach obie drużyny pozostawały niepokonane. Pogromcy, z jednym remisem na koncie, zajmowali nieco niższą pozycję w tabeli niż ich rywale, którzy z kompletem zwycięstw przewodzili stawce.
Początek meczu był spokojny, obie drużyny wyczekiwały na błędy przeciwnika. Yug.Bud, dysponując szybkimi zawodnikami w ofensywie, nastawił się na kontrataki. Pogromcy z kolei szukali swoich szans w kombinacyjnych akcjach duetu Marcin Kowalski – Mateusz Niewiadomy.
Pierwsza bramka padła w 8. minucie, kiedy Volodymyr Kharin wykorzystał podanie Vladyslava Korobki i wyprowadził gości na prowadzenie. Od tego momentu przewaga Yug.Bud rosła z każdą minutą. Ich akcje były dynamiczne i raz po raz zagrażały bramce gospodarzy. Pogromcy próbowali odpowiadać, lecz brakowało im precyzji i zrozumienia w kluczowych momentach. Tuż przed końcem pierwszej połowy duet Korobka – Kharin ponownie dał o sobie znać, podwyższając wynik na 0:2. Do przerwy rezultat nie uległ już zmianie.
Po zmianie stron goście nadal dominowali. Ich akcje były coraz groźniejsze, a kolejne bramki wydawały się kwestią czasu. Trafienie na 0:3 było dziełem Vasyla Snirnova, który pewnym strzałem pokonał Michała Trelę. W 40. minucie Pogromcy zdobyli pierwszą bramkę. Dwójkową akcję Marcina Kowalskiego z Aleksandrem Peszko skutecznie wykończył ten drugi, zmniejszając straty do 1:3. Niestety, chwilę później Volodymyr Kharin ponownie błysnął formą, zdobywając dwie kolejne bramki i ustalając wynik na 1:5.
Wysokie prowadzenie nieco rozluźniło zespół Yug.Bud, co wykorzystali oponenci. Najpierw pięknym uderzeniem popisał się Marcin Kowalski, a chwilę później ten sam zawodnik wywalczył rzut karny. Sędzia wskazał na „wapno”, a Olek Markowski pewnym strzałem pokonał bramkarza gości, dając Pogromcom nadzieję. Niestety, były to tylko miłe złego początki. W końcówce spotkania goście ponownie przejęli inicjatywę i w kilka minut zdobyli trzy kolejne bramki. Gospodarze popełniali zbyt wiele błędów w obronie, brakowało im sił, co przy tak wymagającym rywalu okazało się kluczowe.
Mecz zakończył się wynikiem 3:8. Pogromcy Poprzeczek ponieśli pierwszą porażkę w sezonie, która zepchnęła ich na 5. miejsce w tabeli. Yug.Bud zanotował piąte z rzędu zwycięstwo i umocnił się na pozycji lidera 15. ligi.
Było to bezpośrednie starcie o podium 15. ligi i w obu ekipach dało się wyczuć ogromną mobilizację. Inter nie zaszalał jednak z frekwencją, co ostatecznie okazało się dla tej drużyny fatalne w skutkach.
Początkowo to właśnie goście dyktowali warunki gry i kreowali znacznie więcej groźnych akcji — tylko świetna dyspozycja Piotra Arendta sprawiała, że wynik przez długi czas pozostawał bezbramkowy. Dopiero w 13. minucie Inter przeprowadził skuteczną, dwójkową akcję – podanie Viacheslava Ufimtseva na gola zamienił Pavlo Hordieiev. Już minutę później było 0:2, gdy Bohdan Kulbashny wyłuskał piłkę i w sytuacji sam na sam nie dał szans bramkarzowi.
Oldboys długo nie mogli znaleźć drogi do siatki Serhiia Zaridze, aż w 20. minucie kapitalnym golem z przewrotki popisał się Piotr Grudzień. Ten sam zawodnik chwilę później zdobył bramkę wyrównującą po indywidualnej akcji, a jeszcze przed przerwą Oldboys wyszli na prowadzenie po przepięknym uderzeniu z rzutu wolnego autorstwa Jacka Łukasiewicza.
W finałowej odsłonie gospodarze coraz śmielej zapuszczali się pod bramkę Interu. W 30. minucie Viacheslav Ufimtsev został ukarany czerwoną kartką za bezmyślny faul na wychodzącym na czystą pozycję Łukaszu Łukasiewiczu. Oldboys szybko wykorzystali przewagę liczebną – kapitalnym uderzeniem z dystansu popisał się ponownie Jacek Łukasiewicz, podwyższając na 4:2.
Chwilę później mogło być nawet 5:2, ale Piotr Grudzień z dystansu nie trafił do praktycznie pustej bramki. Mimo to Oldboys byli w komfortowej sytuacji. Brak zmian w Interze przekładał się na rosnące zmęczenie i coraz większą niedokładność w grze. Pavlo Hordieiev dwoił się i troił, był niemal nieustannie groźny, a w 40. minucie zdobył kolejną bramkę dla swojego zespołu. Nie był jednak w stanie odwrócić losów meczu i to Oldboys mogli cieszyć się z kompletu punktów!
KP Syrenka nie zapadła się pod ziemię. Ktoś powie - a dlaczego miałoby to nastąpić? No cóż, porażka z RCD Los Rogalos, a więc zespołem, który w naszej lidze dostawał w ostatnich miesiącach takie bęcki jak nikt inny wcześniej, na pewno chluby ekipie gości nie przyniosła. Ale wiadomo - to tylko amatorska piłka.
Nawet jeśli gracze Syrenki wiedzieli, że prawdopodobnie zaprzepaścili w ten sposób jedyną szansę na zdobycie jakichś punktów w tym sezonie, to i tak stawili się do konfrontacji z Szeregiem Homogenizowanym w całkiem przyzwoitej liczbie. I oczywiście chcielibyśmy napisać, że pokazali klasę, że byli wyrównanym przeciwnikiem dla rywali… no ale niestety. Ten mecz tak naprawdę skończył się już po kilku minutach. W pierwszej groźnej akcji Szereg wyszedł na prowadzenie, a chwilę później było już 3:0.
Syrenka jednak nie odpuszczała. To nie jest tak, że chłopaki kładli przed przeciwnikiem czerwony dywan do swojej bramki. Po prostu brakowało jakosci i konkretów. Dopiero przy stanie 0:5 ligowi outsiderzy wreszcie mieli powód do radości. Maksymilian Pająk zagrał do Wojtka Woźniaka, a ten znalazł sposób na Adriana Zarasia.
To jednak tylko zdenerwowało faworytów, którzy w drugiej połowie zdobyli siedem goli z rzędu i prowadzili aż 12:1! Łupem bramkowym podzielili się przede wszystkim Aleksander Ryszawa oraz Jakub Myszór, choć warto docenić, że niemal wszyscy gracze Szeregu zapisali się w meczowym protokole z golem lub asystą. Na pocieszenie dla Syrenki - to oni zdobyli ostatnie trafienie w tej potyczce. Uczynił to Kacper Stępniak, ustalając wynik na 12:2.
Wiadomo, że przegrani muszą cieszyć się nawet z małych rzeczy, więc dobrze, że padły dla nich chociaż te dwa gole. Nie ma jednak wątpliwości, że piłkarsko byli dużo słabsi. A pomyśleć, że Szereg to przecież - przynajmniej według tabeli - ligowy średniak. Strach więc pomyśleć, co będzie, gdy przyjdą mecze z prawdziwymi tuzami 15. ligi. Dlatego drodzy gracze Syrenki: trzymajcie się dzielnie!
RCD Los Rogalos w 4. kolejce mieli wreszcie powody do świętowania. Po serii uciążliwych porażek, a momentami wręcz klęsk, w końcu zagrali wyrównany mecz – i co więcej, wygrali go! Paradoksalnie była to również dobra wiadomość dla ekipy NieDzielnych. Stało się bowiem jasne, że nie grozi im miano pierwszego zespołu, który dał się pokonać Rogalom – a taka presja potrafi czasem poplątać nogi.
Z drugiej strony forma rywali sprawiała, że nikt nie mógł być niczego pewien. Nawet jeśli bukmacherzy z Superbetu wystawili niski kurs na wygraną NieDzielnych, to historia zna wielu, którzy skusili się, by postawić na Rogali (tak, Marcin Godlewski, o Tobie mówię). My jednak byliśmy raczej przekonani, że na serię dwóch zwycięstw z rzędu Mateusz Drumlak i spółka będą musieli jeszcze poczekać. I, jak się okazało – nie pomyliliśmy się.
Początek meczu wyglądał klasycznie – sporo szachów, badanie sił, żadnych fajerwerków. Aż w końcu na boisku pojawił się ON, prawdziwy game changer – Maciek Piątek. Zawodnik, który wniósł nową energię i zmienił obraz gry. Mówi się, że to jego ostatnie chwile wolności (krążą bowiem pogłoski o zbliżających się oświadczynach), więc nic dziwnego, że po wejściu na plac biegał jak pies spuszczony ze smyczy. To właśnie jego wejście rozruszało ofensywę NieDzielnych. Chwilę po zameldowaniu się na murawie zaliczył błyskawiczną asystę – po jego zagraniu z rzutu rożnego Janek Wójcik głową otworzył wynik spotkania. Faworyci poszli za ciosem – dosłownie chwilę później Sławek Godyński huknął z lewej nogi nie do obrony i było już 2:0. Punktowanie Rogali trwało w najlepsze – po kilku minutach przewaga wzrosła do trzech bramek. Dopiero wtedy Los Rogalos przypomnieli sobie, że w piłce nożnej liczą się gole. Trafienie zaliczył Mateusz Drumlak, ale odpowiedź była natychmiastowa – ponownie błysnął Maciek Piątek, dogrywając piłkę do Sławka Godyńskiego, który po raz drugi wpisał się na listę strzelców. Na przerwę NieDzielni schodzili z bezpiecznym prowadzeniem.
Druga połowa miała już nieco inny przebieg. Rogale nie mieli nic do stracenia i zagrali odważniej, stwarzając kilka naprawdę groźnych sytuacji. W jednej z nich Marcin Aksamitowski w sobie tylko znany sposób obronił strzały rywali, ratując zespół przed stratą gola. A gdy chwilę później Bartek Kujawiński trafił na 5:1, stało się jasne, że o sensacji nie ma mowy. Rogalom to jednak nie przeszkadzało i ich ambicja została nagrodzona – Mateusz Drumlak zdobył jeszcze dwa gole, kompletując hat-tricka i ustalając wynik na 5:3.
Dla NieDzielnych było to długo wyczekiwane zwycięstwo – pierwsze od wielu miesięcy. Co najważniejsze, nie przyszło ono w męczarniach, lecz było efektem dobrej, przemyślanej (a przynajmniej tak się nam wydawało) gry. To wygrana, która z pewnością poprawi morale drużyny Marcina Aksamitowskiego.
Los Rogalos mimo porażki również mogą być zadowoleni. Zagrali drugi z rzędu wyrównany mecz, co dla nich jest nowością – w poprzednich kolejkach często wszystko kończyło się już w okolicach 5. minuty. Widać zresztą wyraźny postęp w ich grze i oby w tym kierunku nie zwalniali tempa.
Nie trzeba być bacznym obserwatorem 15. ligi, żeby ocenić procentowo szanse Wombatów na zwycięstwo z Green Teamem. Delikatnie rzecz ujmując nie były one najbardziej ekskluzywne. Wombaty jednak grają w tym sezonie solidnie i tak naprawdę tylko jeden mecz oddały bardzo wysokim wynikiem. Green Team punktów miał na swoim koncie znacznie więcej, choć ostatnio potknął się z Pogromcami Poprzeczek i dobrze wiedział, że na kolejną wpadkę pozwolić sobie nie może.
Mecz zaczął się jednak sensacyjnie! Paweł Kazimiriuk dostał podanie, ładnie odwrócił się w stronę bramki i pokonał Sebastiana Durańskiego. O konsternacji w obozie Zielonych nie mogło być jednak mowy. Każdy wiedział, że to dopiero początek i wszystko może się jeszcze odwrócić. Wombaty niestety nie zdołały namówić sędziego, by zagwizdał po raz ostatni ;) za to arbiter miał coraz więcej pracy ze wskazywaniem na środek boiska, bo Green Team błyskawicznie wziął się do roboty.
Szybko padło wyrównanie, potem zrobiło się 2:1, a na 3:1 ładnym uderzeniem z dystansu popisał się Łukasz Kuna. Ekipa Roberta Zawistowskiego nabierała rozpędu i nie było już wątpliwości, że tej maszyny nikt nie zatrzyma. Tym bardziej, że na nieszczęście Wombatów obudził się najlepszy zawodnik Zielonych Piotrek Waszczuk, który po przerwie zdobył gola na 4:1 a potem, jeszcze ładniejszego na 5:1.
Przegrywający mimo wszystko próbowali. Nieźle prezentował się Janek Śmigielski, szarpał ile mógł Maciek Stąporek, ale to było zdecydowanie za mało. W końcówce, już przy bardzo wysokim wyniku, Wombaty dwukrotnie obiły słupek i szkoda, że piłka choć raz nie wpadła do siatki, bo na tego jednego gola chłopaki naprawdę zasłużyli. Była walka, była nieustępliwość, ale rywal był po prostu lepszy.
Zieloni wracają na zwycięską drogę, z kolei Wombaty muszą poszukać punktów w starciu z przeciwnikiem bardziej na swoim poziomie.







)
)
)
)
)
)
)
)
)