Sezon Lato 2021
Relacje meczowe: 15 Liga
W niedzielnym spotkaniu na Arenie AWF zmierzyły się ekipy YUG.BUD oraz RCD Los Rogalos. Gospodarze przystępowali do meczu z kompletem punktów i imponującym bilansem bramkowym, nie tracąc gola w dwóch pierwszych kolejkach. Rywale z kolei wciąż szukali formy, licząc na przełamanie po trudnym początku sezonu.
Początek meczu mógł jednak zaskoczyć wszystkich – Los Rogalos stworzyli kilka groźnych sytuacji, a po jednej z nich piłka odbiła się od spojenia poprzeczki ze słupkiem. Gdyby wpadła do siatki, obraz gry mógłby wyglądać zupełnie inaczej. YUG.BUD szybko jednak przejął inicjatywę, uporządkował grę i rozpoczął prawdziwy festiwal strzelecki. Do przerwy gospodarze prowadzili już 8:0, pokazując swoją siłę w ofensywie i pełną kontrolę nad przebiegiem meczu.
Po zmianie stron scenariusz się nie zmienił – YUG.BUD zdominował rywala we wszystkich aspektach gry. Największym katem dla Los Rogalos okazał się Volodymyr Kharin, który rozegrał fenomenalne zawody. Napastnik zdobył aż osiem bramek i dołożył cztery asysty, będąc bezsprzecznie najlepszym zawodnikiem spotkania. Goście zdołali jednak zdobyć dwa honorowe trafienia autorstwa Mateusza Drumlaka, który był najjaśniejszą postacią w zespole Rogali. Mimo wyniku 20:2, ambicji jemu ani całej ekipie Los Rogalos nie można było odmówić.
YUG.BUD po trzeciej kolejce pozostaje liderem z kompletem punktów i imponującym dorobkiem bramkowym. Los Rogalos natomiast wciąż czekają na pierwsze zwycięstwo, a kolejną okazję będą mieli w meczu z KP Syrenką.
Mecz, na który czekała cała liga! Prawdziwe derby nie tylko tej klasy rozgrywkowej, ale być może całej Ligi Fanów w ostatnich latach. Jasne, można znaleźć drużyny o wyższym poziomie piłkarskim i bardziej doświadczonych zawodników, ale czy właśnie to jest najważniejsze w futbolu amatorskim? Oczywiście, że nie. Tu liczy się emocja, klimat i to, że wokół meczu gromadzi się społeczność. A w tej kategorii Old Boys i Pogromcy są absolutnie bezkonkurencyjni.
Tak, niektórzy pół żartem, pół serio nazywają to „El Clásico”, ale zainteresowanie tym spotkaniem było jak najbardziej prawdziwe. Obie drużyny podeszły do meczu w bojowych nastrojach i niemal w optymalnych składach. Wzajemny szacunek? Oczywiście. Ale każdy wiedział, że to nie jest zwykły mecz.
Przed spotkaniem statystyki wyglądały imponująco. Od sezonu 2021/22 zespoły rozegrały między sobą osiem oficjalnych meczów: trzy zwycięstwa Pogromców, trzy Old Boysów i dwa remisy. Idealny bilans i idealna okazja, by przechylić szalę historii na swoją stronę. W obecnym sezonie obie ekipy pozostawały niepokonane — OldBoys mieli na koncie dwa zwycięstwa, a Pogromcy jedno zwycięstwo i remis z Interem.
Początek meczu należał do Pogromców, choć OldBoys również potrafili odpowiedzieć kilkoma groźnymi akcjami. Wreszcie przewaga Pogromców została udokumentowana golem. Marcin Kowalski posłał perfekcyjne podanie wzdłuż linii do kapitana Mateusza Niewiadomego, a ten precyzyjnym strzałem trafił między nogami kapitana Old Boysów – symbolicznie, jakby chciał podkreślić, kto dziś rozdaje karty. Po tym golu tempo gry nieco spadło. Piłka częściej krążyła w środku pola, a obie drużyny skupiły się na taktyce i kontroli meczu. Właśnie w tym fragmencie Marcin Kowalski spróbował strzału niemal z połowy boiska. Uderzenie nie wyglądało groźnie, lecz piłka zaczęła opadać i po delikatnym rykoszecie od obrońcy wpadła do bramki, zaskakując wszystkich.
Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem korzystnym dla Pogromców, którzy grali dojrzale, pewnie i kontrolowali przebieg spotkania. Byli bliżej kolejnych bramek niż OldBoys kontaktowego trafienia.
Druga połowa rozpoczęła się błyskawicznie. Marcin Chmielewski zdobył gola kontaktowego po długim zagraniu bramkarza Przemka Białego. Radość OldBoysów nie trwała jednak długo — natychmiast odpowiedział Michał Kowalski, a chwilę później Norbert Plak wykorzystał podanie na pustą bramkę i podwyższył wynik na 4:1. W tym momencie Pogromcy chyba zbyt wcześnie zwolnili tempo. Zamiast dalej grać swoje, skupili się na obronie wyniku – i zapłacili za to. Piotr Grudzień zdobył dwa szybkie gole i na pięć minut przed końcem Old Boys zmniejszyli straty do 4:3. Czuć było, że nadchodzi nerwowa końcówka.
Ale wtedy znów pojawił się bohater wieczoru – Marcin Kowalski. W końcówce meczu zdobył swojego drugiego gola i ostatecznie zamknął temat. Pogromcy zwyciężyli 5:3 w meczu, który w pełni zasłużył na miano „ognistego klasyku”.
Spotkanie spełniło wszystkie oczekiwania: było intensywne, emocjonujące i trzymało w napięciu do ostatniego gwizdka. Pogromcy byli tego dnia drużyną dojrzalszą, ale OldBoys pokazali charakter, walcząc do końca. Obie ekipy mają potencjał, by bić się o podium, dlatego już teraz można odliczać dni do rewanżu wiosną. Na ten moment – w tabeli i w bezpośrednim bilansie – górą są Pogromcy.
Mecz w 15. lidze pomiędzy Interem a Szeregiem Homogenizowanym można śmiało nazwać niezwykłym widowiskiem – dostarczył bowiem wszystkiego, co w futbolu najlepsze. Były zwroty akcji, samobój, efektowne gole i walka do ostatnich sekund. Po 50 minutach intensywnej gry zwycięstwo odnieśli gospodarze, wygrywając 6:5 i tym samym kontynuując swoją serię bez porażki. Ich determinację i głód zwycięstwa było widać od pierwszego gwizdka.
Lepiej w mecz weszła jednak doświadczona ekipa gości, która już po trzech minutach wyszła na prowadzenie po trafieniu Artura Moczulskiego. Szereg Homogenizowany wyraźnie dominował, a przy wyniku 4:0 wydawało się, że ma pełną kontrolę nad spotkaniem. Wtedy jednak przyszło rozprężenie – po fatalnym błędzie Adrian Zaraś skierował piłkę do własnej bramki, dając gospodarzom iskrę nadziei. Inter to wykorzystał, zdobywając jeszcze jednego gola przed przerwą i schodząc do szatni przy wyniku 2:5.
Po zmianie stron obraz gry zmienił się diametralnie. Tym razem to Inter przejął inicjatywę i z minuty na minutę coraz mocniej naciskał na rywala. Sygnał do odrabiania strat dał Serhii Melkozerov, który popisał się kapitalnym strzałem z dystansu. Ten sam zawodnik był prawdziwym bohaterem drugiej połowy – to on napędzał ofensywę gospodarzy, zdobywał kolejne bramki i prowadził zespół do sensacyjnego odwrócenia losów meczu. Oblężenie bramki oponentów trwało w najlepsze, a tempo gry nie spadało ani na moment. Decydujący, zwycięski gol padł na pięć minut przed końcem spotkania, choć gdyby Inter wykazał się większą skutecznością, trzy punkty mógł zapewnić sobie znacznie wcześniej.
Podsumowując – początek meczu należał do Szeregu Homogenizowanego, ale to niezłomność, charakter i waleczność Interu przyniosły im upragnione zwycięstwo. A Serhii Melkozerov, który praktycznie w pojedynkę odwrócił losy spotkania, z pewnością będzie koszmarem gości jeszcze przez długi czas.
Zdecydowanym faworytem w meczu Syrenki z Green Team byli goście, jednak początek spotkania mógł zaskoczyć wszystkich. Pierwsze minuty należały bowiem do gospodarzy, którzy grali odważnie, z animuszem i niespodziewanie wyszli na prowadzenie. Młoda drużyna Syrenki tworzyła kolejne sytuacje, a faworyzowany Green Team przez chwilę nie potrafił złapać swojego rytmu. Dopiero po kilkunastu minutach goście uspokoili grę i zaczęli coraz mocniej naciskać. Po kilku groźnych akcjach, w których Syrenka miała jeszcze sporo szczęścia, w końcu padło wyrównanie.
Gol na 1:1 dodał pewności zawodnikom w zielonych trykotach, którzy poszli za ciosem i w krótkim odstępie czasu zdobyli kolejne trafienia. Do przerwy Green Team prowadził już 4:1, kontrolując przebieg wydarzeń na boisku.
Po zmianie stron przegrywający spróbowali ruszyć do ataku, chcąc odrobić straty, jednak nadziali się na kontrę, po której goście podwyższyli prowadzenie na 5:1. W środkowej fazie drugiej połowy mecz nieco się wyrównał – obie drużyny miały swoje okazje, ale zawodziła skuteczność lub świetnie interweniowali bramkarze. W końcówce spotkania Syrenka wykorzystała szybki kontratak i zdobyła drugiego gola, jednak odpowiedź Green Teamu była natychmiastowa. Marcin Walczak pięknym uderzeniem z rzutu wolnego w samo okienko ustalił wynik meczu na 6:2.
Ostatecznie to Zieloni dopisują kolejne trzy punkty do swojego dorobku i umacniają się w górnej części tabeli. Syrenka, mimo porażki, pokazała się z coraz lepszej strony – widać postęp w grze i jeśli utrzymają ten kierunek, w nadchodzącym spotkaniu z Rogalami mogą wreszcie zapisać na swoje konto pierwsze punkty w sezonie.
Obie drużyny przystępowały do tego spotkania w kiepskich nastrojach. Niedzielni ostatni raz cieszyli się ze zwycięstwa 13 lipca, w pierwszej kolejce letniej ligi przeciwko Lisom Bez polisy. Wombaty miały jeszcze dłuższą serię bez wygranej – ich poprzedni triumf datował się na 13 kwietnia, właśnie w meczu z Niedzielnymi. Nic więc dziwnego, że obie ekipy traktowały ten mecz jako idealną okazję, by wreszcie zdobyć trzy punkty w rundzie jesiennej.
Szybko jednak okazało się, że emocji długo nie będzie. Już w pierwszym kwadransie Wombaty prowadziły 3:0 po klasycznym hat-tricku Maćka Stąporka, który trafiał z każdej pozycji. Niedzielni złapali oddech dopiero tuż przed przerwą, gdy po rzucie wolnym gola zdobył Jan Wójcik, dając drużynie nadzieję na lepszą drugą połowę.
Ta jednak nie ułożyła się po ich myśli. Zamiast odrabiać straty, Niedzielni stracili kolejne trzy bramki, a wynik 6:1 praktycznie zamknął mecz. W końcówce udało się jeszcze lekko zmniejszyć różnicę, ale o emocjach nie mogło być już mowy.
Na wyróżnienie w ekipie Wombatów zasłużyli przede wszystkim bohater spotkania — Maciek Stąporek (4 gole + 1 asysta) - oraz Jan Śmigielski, który do dwóch trafień dorzucił asystę. To właśnie oni poprowadzili zespół do pierwszej wygranej od miesięcy i pokazali, że Wombaty znów mogą być groźne.
W drużynie Niedzielnych zabrakło wyraźnego lidera. Co prawda Przemek Sosnowski zdobył dwa gole w drugiej połowie, ale było już za późno, by odmienić losy meczu. Początek sezonu w ich wykonaniu nie jest zły - wyniki są wyrównane, jednak jeśli chcą wreszcie zapunktować, muszą zacząć skuteczniej wykorzystywać swoje okazje.







)
)
)
)
)
)
)
)
)