Sezon Lato 2021
Relacje meczowe: 9 Liga
Spotkanie TRCH z ASAP Vegas FC w ramach 9. ligi, 5. kolejki dostarczyło prawdziwego spektaklu bramkowego! Mecz zakończył się wynikiem 7:17, a do przerwy goście prowadzili 10:3, prezentując grę pełną luzu, skuteczności i taktycznej dyscypliny. Choć różnica bramek była znacząca, warto podkreślić postawę fair play zawodników ASAP Vegas FC, którzy zdecydowali się grać w osłabieniu – o jednego zawodnika mniej – by rywale, mający kłopoty kadrowe, mogli rywalizować na bardziej wyrównanych zasadach. Takie zachowanie pokazuje ogromny szacunek do przeciwnika i ducha sportowej rywalizacji, który powinien przyświecać całej lidze.
Na boisku wyróżniał się przede wszystkim Łukasz Czerwionka, który rozegrał super zawody. Jego 6 bramek i 4 asysty mówią same za siebie. Czerwionka był wszędzie – potrafił znaleźć się w odpowiednim miejscu w polu karnym, perfekcyjnie odczytywał intencje partnerów, imponował skutecznością i dynamiką. W drużynie TRCH najjaśniejszym punktem był Kamil Pasik, który mimo niekorzystnego wyniku nie przestawał walczyć. Jego 4 gole i asysta to dowód ogromnej determinacji. Próbował indywidualnymi zrywami poderwać zespół do walki, często brał ciężar gry na siebie i nie bał się pojedynków z obrońcami. Choć wynik nie pozwolił jego drużynie myśleć o zwycięstwie, jego postawa z pewnością zasługuje na uznanie.
To spotkanie pokazało dwie strony futbolu amatorskiego – z jednej dominację i skuteczność, z drugiej pasję oraz sportową postawę mimo trudności. Wynik - w takich okolicznościach - nie mógł być jednak inny.
W 9. lidze, podczas 5. kolejki rozgrywek, doszło do niezwykle interesującego starcia pomiędzy zespołami Bielany Legends a ADS Scorpions. Spotkanie rozpoczęło się od prawdziwego zaskoczenia – już na początku meczu goście wyszli na prowadzenie po fenomenalnym trafieniu Dominika Dedka, który popisał się strzałem bezpośrednio z rzutu rożnego. Piłka po jego uderzeniu wpadła do siatki w stylu przypominającym legendarne zagrania Kazimierza Deyny.
Początkowo wydawało się, że Scorpions złapali wiatr w żagle i będą w stanie narzucić swoje tempo gry. Przez pierwsze minuty prezentowali się odważnie, podejmowali ryzyko i próbowali budować akcje skrzydłami. Jednak z biegiem czasu inicjatywę zaczęli przejmować gospodarze. Bielany Legends udowodnili, że doświadczenie i chłodna kalkulacja potrafią być skuteczniejszą bronią niż efektowne, ale chaotyczne zagrania. Ich styl gry był niezwykle poukładany – krótkie podania, ruch bez piłki i konsekwentne wykorzystywanie błędów rywala robiły różnicę. Do przerwy prowadzenie 4:2 dawało im komfort psychiczny, który w drugiej połowie potrafili w pełni wykorzystać.
Zespół z Bielan nie zwolnił tempa – wręcz przeciwnie, z każdą minutą zwiększał presję i dominował w każdym fragmencie gry. Świetna organizacja w defensywie oraz zabójcza skuteczność w ataku sprawiły, że ostateczny wynik 9:3 nie pozostawił złudzeń. ADS Scorpions próbowali odpowiadać kontratakami, jednak brakowało im dokładności i zimnej krwi pod bramką przeciwnika. W miarę upływu czasu w ich szeregach pojawiało się coraz więcej frustracji i nieporozumień, podczas gdy Bielany Legends grali coraz pewniej i z większą swobodą.
Po ostatnim gwizdku nie było wątpliwości, że triumf gospodarzy był w pełni zasłużony. Ten mecz pokazał, że prostota, dyscyplina i zespołowość wciąż stanowią fundament skutecznego futbolu. Bielany Legends udowodnili, że nie zawsze trzeba grać widowiskowo, by zwyciężać – czasem wystarczy konsekwentnie realizować założenia taktyczne i grać dla drużyny, a nie dla efektu.
Posiadający trzy punkty na swoim koncie zawodnicy KróLewskich z Woli podejmowali wicelidera dziewiątej ligi – Gambę Veloce. Goście do tej pory tylko raz zaznali smaku porażki, pewnie wygrywając w pozostałych spotkaniach.
Gospodarze przystąpili do meczu w okrojonym i wciąż niezgranym składzie, bez nominalnego bramkarza. W jego rolę wcielił się Paweł Szumielewicz, który od pierwszych minut miał ręce pełne pracy. Pierwsza połowa należała do gości, a w szczególności do Filipa Wolskiego, który zdobył dwa gole i zanotował jedną asystę. Filip brał udział przy wszystkich bramkach zdobytych w tej części meczu. Przewaga Gamby Veloce była widoczna przez całe pierwsze 25 minut, a dobra dyspozycja całej drużyny sprawiła, że na przerwę schodzili z czystym kontem po stronie strat.
Druga część spotkania w wykonaniu KróLewskich wyglądała już znacznie lepiej. Z minuty na minutę widać było coraz lepsze zgranie między zawodnikami, co w końcu zaowocowało pierwszym golem w meczu. Ich rywale, choć wciąż skuteczniejsi i lepiej zorganizowani, nie mieli już tak łatwej „autostrady” do bramki gospodarzy. Bezpieczna przewaga z pierwszej połowy i wymiana ciosów po przerwie, zwieńczona jeszcze jednym trafieniem w końcówce, dały Gambie Veloce kolejne cenne trzy punkty.
Zawodnicy KróLewskich, mimo porażki, zaprezentowali się w drugiej połowie naprawdę dobrze na tle rywala z wyższej półki. Jeśli w ich szeregach pojawi się więcej zgrania, punkty są tylko kwestią czasu.
Gdyby obie ekipy pojawiły się w pełnych składach, z pewnością oglądalibyśmy wyrównany mecz, w którym o końcowym wyniku decydowałyby detale. Rzeczywistość jednak mocno zweryfikowała nasze oczekiwania względem tego spotkania.
Wiadomo było, że pierwszy zespół KSB w trakcie meczu przebywał na greckiej Krecie, w dodatku wspomagany kilkoma zawodnikami ze swojej drugiej drużyny. Trudno było jednak przypuszczać, że do starcia z liderującą Iglicą Michał Tarczyński nie zdoła zorganizować choćby sześciu graczy. KSB II rozpoczęło mecz, mając na boisku zaledwie… czterech zawodników. KS Iglica skrzętnie wykorzystała tę sytuację, regularnie zdobywając kolejne bramki - w końcu zawsze warto budować jak najlepszy bilans bramkowy. Po stronie gości odpowiedzialność za zdobywane gole rozłożyła się równomiernie na kilku zawodników. Po kilku minutach do gospodarzy dołączył piąty zawodnik, Aleksander Giżyński, który krótko po wejściu na boisko zdobył pierwszą — i jak się później okazało, jedyną bramkę dla swojej drużyny w tym meczu.
Do przerwy Iglica prowadziła 10:1, a po zmianie stron obraz gry w zasadzie się nie zmienił. Z każdą kolejną akcją lider ligi coraz bardziej się nakręcał, grał z większym luzem i ochotą na możliwie najwyższe zwycięstwo. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 17:1. Iglica, z kompletem punktów na koncie, wciąż lideruje w tabeli i już w najbliższą niedzielę rozegra mecz na szczycie z Gamba Veloce. To spotkanie może zweryfikować, czy zespół faktycznie jest gotów udźwignąć presję głównego pretendenta do wygrania ligi.
A KSB II? Cóż, po pięciu kolejkach mają na koncie trzy punkty — niby więcej niż pierwszy zespół zdobył na Krecie, ale wciąż zbyt mało, jak na ambicje Michała Tarczyńskiego i całej ekipy KSB.
Spotkanie LaFlame Bielany z KS Sandacz miało być jednym z hitów 5. kolejki 9. ligi i zdecydowanie nie zawiodło oczekiwań. Starły się dwie drużyny z górnej części tabeli, które w tym sezonie prezentują ofensywny i widowiskowy futbol. Emocji, bramek i tempa nie brakowało, a ostatecznie górą byli gospodarze, którzy po bardzo dobrym występie pokonali rywali 8:4 i wrócili na zwycięską ścieżkę.
Początek meczu należał jednak do gości. KS Sandacz wykorzystał błąd w obronie Bielan i po mocnym strzale objął prowadzenie. Gospodarze nie dali się jednak wybić z rytmu, szybko przejęli inicjatywę, a piłka coraz częściej gościła pod bramką przeciwnika. Wyrównanie przyszło w idealnym momencie, a z każdą minutą LaFlame wyglądało coraz pewniej. Do przerwy prowadzili już 3:1, głównie dzięki świetnej grze Marcina Staszyca, który był wszędzie tam, gdzie powinna być piłka. Obok niego bardzo dobrze prezentował się również Szymon Lisiecki - mimo niewykorzystanego rzutu karnego, był motorem napędowym akcji ofensywnych i ważnym ogniwem w środku pola.
Druga połowa zaczęła się podobnie jak pierwsza. Sandacz ponownie zdobył bramkę jako pierwszy, ale był to raczej tylko chwilowy zryw. LaFlame zachowało spokój, konsekwentnie budowało swoje akcje i błyskawicznie odpowiedziało kolejnymi trafieniami. Goście próbowali jeszcze nawiązać kontakt, jednak gospodarze kontrolowali przebieg meczu i nie pozwolili, by wynik wymknął się spod kontroli.
Największym bohaterem spotkania był bez wątpienia Marcin Staszyc, który zakończył potyczkę z pięcioma bramkami na koncie. Jego skuteczność i instynkt w polu karnym robiły ogromne wrażenie - obrońcy Sandacza po prostu nie byli w stanie go upilnować. Dzięki jego znakomitej dyspozycji LaFlame wygrało pewnie 8:4 i potwierdziło, że jest jednym z głównych kandydatów do złota na koniec sezonu.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)