Sezon Lato 2021
Relacje meczowe: 9 Liga
Starcie między ASAP Vegas FC a KS Iglica Warszawa w ramach 3. kolejki zapowiadało się wyjątkowo interesująco, ponieważ obie ekipy prezentowały rewelacyjną formę, a po dwóch spotkaniach posiadały komplet punktów. Nim mecz na dobre się rozpoczął, genialny tego dnia Krystian Sobierajski zaskoczył rywali uderzeniem z własnej połowy, posyłając piłkę tuż przy słupku.
Dla gospodarzy taki cios był najgorszym możliwym scenariuszem – już od pierwszych minut zostali zmuszeni do odrabiania strat. Goście po bramce zawęzili swoją formację i przeszli do defensywy, skutecznie broniąc się przed napierającymi rywalami, którzy dwukrotnie obili obramowanie bramki. Grad strzałów ASAP przełamał ciekawie rozegrany rzut rożny, który za sprawą Kacpra Kubiszera przyniósł dwubramkowe prowadzenie na chwilę przed końcem pierwszej połowy.
Podczas przerwy w "szatni" gości musiały paść kluczowe słowa, które zmotywowały zespół do kontynuowania ofensywy i pełnej dominacji po zmianie stron – bo już po niespełna pięciu minutach Iglica prowadziła aż 4:0. Od tej pory mecz był znacznie spokojniejszy, a tempo gry wyraźnie opadło. Na 14 minut przed końcem, po pięknej akcji kombinacyjnej całego zespołu, Norbert Dymiński dał ASAP nadzieję na odwrócenie losów meczu, lecz to nie wystarczyło. Gospodarze do końca spotkania dorzucili jeszcze jedno trafienie, a mecz ostatecznie zakończył się wynikiem 4:2 dla gości.
Po zaciętym i stojącym na wysokim poziomie spotkaniu KS Iglica Warszawa triumfuje, meldując się na fotelu lidera 9. Ligi z wciąż nieprzerwaną passą zwycięstw.
O godzinie 14:00 na Arenie Grenady, w ramach trzeciej kolejki, zmierzyły się drużyny Królewscy WoLa i A.D.S. Scorpion’s. Dla gospodarzy był to mecz o pierwsze punkty w sezonie, natomiast goście – po wysokim zwycięstwie sprzed tygodnia – chcieli podtrzymać swoją zwycięską serię.
Pierwsza część spotkania toczyła się pod dyktando Scorpion’s. Goście częściej utrzymywali się przy piłce i tworzyli więcej sytuacji, jednak świetnie dysponowany był bramkarz Królewskich, Kamil Ostapiński, a momentami brakowało też skuteczności. Jak mówi piłkarskie przysłowie – niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. I w tym przypadku nie było inaczej. Pierwsza bramka padła dopiero w 25. minucie – Paweł Lewandowski po dobitce z rzutu wolnego zdobył gola i to gospodarze schodzili do szatni z prowadzeniem 1:0.
W drugiej połowie obraz gry się nie zmienił. Przegrywający nieustannie atakowali, zasypując bramkę rywali strzałami, co w 35. minucie zmusiło zawodnika gospodarzy, Yuriego Freika, do faulu taktycznego, za który otrzymał żółtą kartkę. Oblężenie bramki Królewskich trwało w najlepsze, ale Skorpiony najwyraźniej zapomniały o defensywie – jedna kontra zadecydowała o losach spotkania. Sam na sam z bramkarzem wyszedł Adrian Oliwiński, który z zimną krwią podwyższył wynik na 2:0. Rezultat ten utrzymał się już do ostatniego gwizdka.
Trudno uwierzyć, że w tak wyrównanym i napiętym meczu Kamil Ostapiński zachował czyste konto. A.D.S. Scorpion’s zabrakło być może kogoś, kto w trudnym momencie pociągnąłby zespół i przechylił szalę zwycięstwa, gdy piłka za nic nie chciała wpaść do siatki.
Obie drużyny z tego spotkania z pewnością wyciągną cenną lekcję i do następnych meczów przystąpią z chłodną głową.
W trzeciej kolejce doszło do starcia zespołów, które wciąż czekały na swoje pierwsze punkty w sezonie. Na boisku spotkały się Bielany Legends oraz KSB II Warszawa. Nic więc dziwnego, że spotkanie zapowiadało się nieźle – obie drużyny chciały wreszcie przełamać złą passę i rozpocząć marsz w górę tabeli.
Od pierwszych minut oglądaliśmy wyrównane widowisko, w którym żadna ze stron nie zamierzała się bronić. Już po kilku minutach padł pierwszy gol – na prowadzenie wyszli zawodnicy Bielany Legends, wykorzystując nieporozumienie w defensywie rywala. Radość gospodarzy nie trwała jednak długo – zaledwie kilkanaście sekund później Aleksander Giżyński potężnym strzałem pod poprzeczkę doprowadził do wyrównania. KSB II Warszawa z czasem zaczęło przejmować inicjatywę, stwarzając coraz więcej groźnych sytuacji. Brakowało im jednak skuteczności, aż w końcu duet Łęczycki–Giżyński ponownie dał o sobie znać – ten drugi po raz kolejny wpisał się na listę strzelców, wyprowadzając gości na prowadzenie 2:1.
Po przerwie obraz gry się wyrównał. Bielany Legends szukały swoich szans, a między słupkami świetnie spisywał się Robert Bogusław Jędrych, który kilkoma znakomitymi interwencjami utrzymywał swój zespół w grze. W 30. minucie gospodarze dopięli swego – po świetnej wymianie podań Piotr Tomiak zagrał do Mateusza Borczyka, a ten skierował piłkę do pustej bramki, doprowadzając do remisu. Chwilę później Bielany były bliskie objęcia prowadzenia, ale kapitalną interwencją popisał się Kacper Kułakowski, ratując KSB przed stratą gola. To okazało się momentem zwrotnym, bo końcówka należała już do Aleksandra Giżyńskiego. Napastnik KSB w odstępie dwóch minut zdobył dwa efektowne gole z dystansu, zapewniając swojej drużynie pierwsze zwycięstwo w sezonie.
KSB II Warszawa zgarnia premierowe punkty i pokazuje, że potrafi być groźne w ofensywie. Bielany Legends natomiast muszą jeszcze poczekać na swoje przełamanie, choć ich gra daje powody do optymizmu.
Konfrontacja pomiędzy Gamba Veloce a Klubem Sportowym Sandacz zakończyła się efektownym zwycięstwem gospodarzy 9:4. Przed meczem to goście uchodzili za lekkich faworytów – mieli na swoim koncie komplet punktów po dwóch kolejkach, podczas gdy gospodarze zgromadzili zaledwie trzy oczka.
Spotkanie rozpoczęło się jednak idealnie dla Gamby. Już w 2. minucie Bartosz Dybowski popisał się precyzyjnym, płaskim strzałem w długi róg bramki i otworzył wynik meczu. Sandacz nie pozostał dłużny i szybko odpowiedział – po składnej akcji oraz świetnym podaniu kolegi do siatki trafił Rostankowski. Chwilę później, po błędzie w defensywie gospodarzy, Rozmarynowski z najbliższej odległości wyprowadził swój zespół na prowadzenie.
Gamba Veloce nie zamierzała się jednak poddawać. Po wyrzucie z autu piłka trafiła do Długołęckiego, który wyrównał precyzyjnym uderzeniem. Jeszcze przed przerwą gospodarze ponownie objęli prowadzenie – długie zagranie od bramkarza wykorzystał Skwirtniański, ustalając wynik pierwszej połowy na 3:2.
Tuż po zmianie stron Sandacz doprowadził do remisu. Świetną indywidualną akcją popisał się Malinowski, mijając dwóch rywali i pewnie finalizując sytuację. Od tego momentu jednak gra gości kompletnie się posypała. Gospodarze przejęli pełną kontrolę nad spotkaniem, co udokumentowali serią aż sześciu bramek.
Trzy z nich zdobył Filip Wolski, który zanotował klasycznego hat-tricka i był prawdziwym katem defensywy Sandacza. Po jednej bramce dorzucili jeszcze Skwirtniański, Radziszewski oraz Nita. Oponenci zdołali odpowiedzieć jedynie honorowym trafieniem w końcówce, ale nie zmieniło to ogólnego obrazu – Gamba Veloce rozbiła KS Sandacz 9:4, udowadniając, że potrafi grać ofensywnie, efektownie i skutecznie. Dla Sandacza to z kolei zimny prysznic po dwóch zwycięstwach.
Mówienie, że starcie TRCH z LaFlame Bielany miało „senny charakter”, byłoby sporym kłamstwem, jednak oglądając ten mecz na żywo, można było odnieść wrażenie, że goście przeszli przez niego bez najmniejszego wysiłku. Nie umniejszając graczom z Tarchomina ich starań o przerwanie dominacji rywala – przeciwnik miał po swojej stronie po prostu więcej czysto piłkarskiej jakości.
Ta przewaga sprawiła, że do przerwy na tablicy wyników widniało 0:4, a na listę strzelców wpisali się Kaczmarczyk, Kisiel i Przewoźny – po asystach Lisieckiego oraz wspomnianego Przewoźnego. W drugiej odsłonie, gdy wynik był już właściwie pod kontrolą rezerw Ognia Bielany, na boisku pojawili się zmiennicy, tacy jak Kacper Polak czy Sebastian Górski. Dla obu był to dobry moment, by zebrać cenne minuty i skalibrować celowniki – ten pierwszy podwyższył nawet na 0:5, wykorzystując podanie od Konrada Kiśla.
W końcu urzeczywistniła się premierowa bramka dla gospodarzy. Po wrzucie z autu wykonywanym przez Jędrzeja Gutowskiego, gola zdobył najaktywniejszy zawodnik TRCH – Bartek Fiks. LaFlame szybko ostudziło jednak radość przeciwników, gdy kolejne trafienie dołożył Polak, tym razem po prostopadłym podaniu od Przewoźnego.
Mecz, choć toczony w spokojnej atmosferze, obfitował w częste faule, a fakt, że w bramce gości stał były golkiper gospodarzy, Adrian Kras, tylko dodawał smaczku rywalizacji. Co więcej, Kras niemal osobiście wbił gwóźdź do trumny swoim byłym kolegom – przebiegł z piłką pół boiska i między nogami jednego z defensorów TRCH posłał idealne podanie do Polaka, który z zimną krwią skompletował hat-tricka. W końcówce sprawy w swoje ręce wziął kapitan graczy z Tarchomina, Kamil Pasik, który po minięciu kilku rywali znalazł drogę do bramki, zakładając siatkę Krasowi. Ostatni akcent meczu należał jednak do bielańskiej drużyny – po podaniu z głębi pola, strzałem z lewej nogi wynik ustalił Jan Napiórkowski.
Mecz bez większej historii – pewne i w pełni zasłużone zwycięstwo gości oraz niestety trzecia porażka z rzędu dla TRCH, co nie napawa optymizmem przed następnymi kolejkami.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)