Sezon Lato 2021
Relacje meczowe: Ekstraklasa
Starcie pomiędzy FC Impuls UA a FC Lakoksy było klasycznym meczem o sześć punktów. Obie ekipy przystępowały do rywalizacji bardzo zmotywowane – gospodarze chcieli opuścić strefę spadkową, a goście powiększyć swoją przewagę nad bezpośrednim rywalem w walce o utrzymanie.
Mecz od początku stał na wysokim poziomie technicznym. Jako pierwsi powody do radości mieli zawodnicy Bartka Królaka. Wynik otworzył Patryk Nowak, co zwiastowało udany wieczór dla Lakoksów. Radość gości nie trwała jednak długo. Impuls UA, pod wodzą Bohdana Ivaniuka, szybko przejął inicjatywę. Sygnał do ataku dał Dmytro Hrynov, doprowadzając do wyrównania. Od tego momentu gra zawodników z Ukrainy nabrała tempa i precyzji, świetnie spisywał się też bramkarz, który często uczestniczył w akcjach ofensywnych swojego zespołu. Kolejne akcje były pokazem skuteczności – najpierw Aidyn Yessaly wykończył podanie Romana Sołtysa, a chwilę później sam Sołtys wpisał się na listę strzelców, ustalając wynik do przerwy na 3:1. Lakoksy starały się konstruować ataki, ale w ich grze brakowało dokładności i zimnej krwi w kluczowych podaniach.
Druga połowa przyniosła zmianę obrazu gry. Impuls UA cofnął się głębiej, mądrze wyczekując na kontrataki i oddając pole gry rywalom, a defensywa gospodarzy była tego dnia bardzo dobrze dysponowana. Mimo optycznej przewagi Lakoksów to Impuls zadał kolejny cios – po koronkowej akcji na 4:1 trafił Vasyl Ivaniuk. W końcówce spotkania Gracjan Brzeziński tchnął jeszcze nadzieję w serca gości, strzelając bramkę na 4:2, jednak ostatnie słowo należało do gospodarzy. Wynik meczu na 5:2 ustalił Vladyslav Budz, pieczętując zasłużone zwycięstwo swojej drużyny.
Taki rezultat sprawił, że walka o utrzymanie w Ekstraklasie nabrała rumieńców. FC Impuls UA zrównał się punktami ze swoim dzisiejszym rywalem, a w dolnej części tabeli aż cztery zespoły mają obecnie po 12 oczek. Każdy, nawet najmniejszy błąd w nadchodzących kolejkach może teraz decydować o ligowym "być albo nie być".
Aż 10 kolejek musieli czekać zawodnicy TUR-a, aby ponownie zasmakować zwycięstwa w Ekstraklasie Ligi Fanów. W ekipie Tomka Kotusa dało się wyczuć wyjątkową mobilizację przed tym meczem i szybko okazało się, że nie było to wrażenie mylne. Już w 1. minucie spotkania wynik otworzył weteran tej ekipy, Maciej Baranowski. Chwilę później mogło być nawet 0:2, ale nie udało się wykorzystać sytuacji sam na sam z bramkarzem. W 7. minucie nie było już miejsca na błąd i Sebastian Klimiuk wbił piłkę do bramki Tanatosu. Gospodarze nieco przespali pierwsze minuty meczu, ale szybko zabrali się do odrabiania strat i momentalnie doprowadzili do remisu. Najpierw błysnął Szymon Lewicki, a po chwili prezent w postaci rzutu karnego wykorzystał Eryk Kopczyński. Riposta gości była błyskawiczna - pressing na połowie przeciwnika zmusił bramkarza do błędu, a gola zdobył Piotr Augustyniak. W niemal identycznych okolicznościach padła kolejna bramka w 21. minucie i TUR schodziłby na przerwę z dwubramkowym prowadzeniem, ale w samej końcówce pierwszej połowy dublet skompletował Szymon Lewicki.
W drugiej połowie mecz nabrał kolorów, bo w pewnym momencie ekipa z Ochoty musiała grać w dwuosobowym osłabieniu, a mimo to Tanatos nie zdołał przekuć tej przewagi na gola. W końcu udało się pokonać Pawła Sobolewskiego na dziesięć minut przed końcem, ale było to zupełnie przypadkowe trafienie - piłka odbiła się od obrońcy i zmyliła bramkarza gości. TUR napierał, ale Konrad Piskorz wyczyniał cuda między słupkami, między innymi broniąc dwie „setki”. W 45. minucie dokonał czegoś niezwykłego – przy rzucie karnym wykonywanym przez Maćka Baranowskiego całkowicie przeczytał zamiary strzelca i nie dał piłce wpaść do siatki.
Zdawało się, że Tanatos, niesiony euforią, przechyli szalę zwycięstwa na swoją stronę, ale stało się coś zupełnie innego. W 46. minucie, po kapitalnej akcji zespołowej, na 4:5 trafił Sebastian Klimiuk, a chwilę później gospodarzy dobił Piotr Augustyniak. W ostatniej akcji meczu ten sam zawodnik ustalił wynik na 4:7 i TUR w końcu mógł cieszyć się z kolejnej wygranej w Ekstraklasie LF.
Spotkanie 11. kolejki Ekstraklasy Ligi Fanów pomiędzy In Plusem a FC Otamanami zapowiadało się niezwykle interesująco i takie też było od pierwszego do ostatniego gwizdka. Obie drużyny dobrze rozpoczęły rundę wiosenną - gospodarze od zwycięstwa, natomiast goście wywalczyli cenny remis z mistrzem Polski. Ich cele na sezon są jednak zupełnie odmienne: In Plus walczy o medale, a Otamany o utrzymanie w lidze.
Początek meczu to wzajemne badanie się i ostrożna gra z obu stron. Zarówno jedni, jak i drudzy stworzyli sobie kilka sytuacji, jednak bramkarze spisywali się bez zarzutu. Przełamanie nastąpiło w 7. minucie, kiedy Kashperuk wykorzystał swoją okazję i wyprowadził gości na prowadzenie. Zaledwie 90 sekund później ten sam zawodnik ponownie wpisał się na listę strzelców, podwyższając wynik na 2:0. Po tym ciosie inicjatywę przejęli gospodarze. W 14. minucie kontaktowego gola zdobył Skotnicki, a chwilę później świetną akcję indywidualną Szulkowskiego wykończył Przyborek, doprowadzając do wyrównania. Wymiana ciosów trwała w najlepsze - Kashperuk skompletował hat-tricka, jednak błyskawicznie odpowiedział Szeliga. Do przerwy oglądaliśmy aż sześć bramek i wynik 3:3.
Druga połowa była równie emocjonująca i wyrównana. W 32. minucie prowadzenie gospodarzom dał najlepszy na boisku Szulkowski, a kilkadziesiąt sekund później Szeliga podwyższył na 5:3. FC Otamany nie poddawali się i w 40. minucie zdobyli bramkę kontaktową, ale mimo ambitnej walki nie zdołali doprowadzić do remisu. Ostatecznie In Plus zwyciężył 5:4 w jednym z najbardziej widowiskowych spotkań kolejki.
Spotkanie pomiędzy Gladiatorami Eternis a Ogniem Bielany miało wyraźnego faworyta, ale jak pokazał przebieg meczu, goście nie zamierzali łatwo oddać punktów. Gladiatorzy po świetnej rundzie jesiennej przewodzili tabeli, natomiast Ogień Bielany walczy o utrzymanie. Co ciekawe, obie drużyny rozpoczęły rundę wiosenną od niespodziewanych porażek, co tylko dodawało temu starciu dodatkowego smaczku.
Od pierwszych minut inicjatywę przejęli gospodarze. Już w 3. minucie Kielak wykorzystał swoją okazję i otworzył wynik meczu. Ogień Bielany nie zamierzał się jednak cofać – goście starali się grać odważnie i w 8. minucie przyniosło to efekt, gdy Nowak doprowadził do wyrównania. Stracony gol wyraźnie podrażnił Gladiatorów, którzy szybko wrócili na prowadzenie za sprawą trafienia Starosa. W kolejnych fragmentach spotkania gra była bardzo otwarta. Obie drużyny tworzyły sytuacje podbramkowe, jednak świetnie spisywali się bramkarze, którzy długo utrzymywali wynik bez zmian. Dopiero w 20. minucie Pietrzak popisał się znakomitą indywidualną akcją i podwyższył prowadzenie gospodarzy na 3:1. Z takim wynikiem zespoły zeszły na przerwę.
Po zmianie stron obraz gry nieco się zmienił. To Ogień Bielany częściej utrzymywał się przy piłce i próbował narzucić swoje tempo, jednak brakowało skuteczności. Tymczasem Gladiatorzy byli bezlitośni – w 35. minucie na 4:1 trafił Dryński, a w 45. minucie drugiego gola w meczu dołożył Kielak. Gdy wydawało się, że spotkanie zakończy się wynikiem 5:1, goście w jednej z ostatnich akcji zdobyli jeszcze bramkę, ustalając rezultat na 5:2. Mimo wyraźnej wygranej lidera tabeli, wynik nie oddaje w pełni przebiegu gry, bo Ogień Bielany postawił bardzo trudne warunki i momentami był równorzędnym rywalem dla faworyzowanych Gladiatorów.
Starcie GWA Media Ochota z KSB Warszawa zapowiadało się jako hit kolejki i bez wątpienia spełniło wszelkie oczekiwania. Był to pojedynek drugiej z trzecią drużyną w tabeli, a dodatkowego smaczku dodawał fakt, że gospodarze rozpoczęli rundę wiosenną poniżej oczekiwań, remisując z FC Otamanami, podczas gdy KSB było na fali po zwycięstwie nad FC Impulsem UA.
Od pierwszych minut było jasne, że zobaczymy coś wyjątkowego. Spotkanie rozpoczęło się od mocnego uderzenia gości, bo wynik otworzył Voronov. Gospodarze błyskawicznie odpowiedzieli za sprawą Patoki, jednak to, co wydarzyło się między 7. a 10. minutą, było prawdziwym szokiem – KSB zdobyło aż trzy gole i niespodziewanie wyszło na prowadzenie 4:1. Od tego momentu inicjatywę przejęli zawodnicy GWA Media Ochota, którzy zaczęli dominować w posiadaniu piłki, podczas gdy goście skupiali się na kontratakach. Po 15 minutach gry było już 4:2, a drugiego gola zdobył Patoka. Chwilę później Voronov popisał się kapitalnym, niesygnalizowanym strzałem z połowy boiska, ponownie zwiększając przewagę swojej drużyny. Ten moment okazał się przełomowy. Bramkarz gospodarzy opuścił boisko, a jego miejsce jako lotny bramkarz zajął Sebastian Dąbrowski. Ta decyzja przyniosła efekt – gra gospodarzy zaczęła się zazębiać i między 20. a 25. minutą zdobyli aż trzy bramki, doprowadzając do remisu 5:5 przed przerwą.
Druga połowa rozpoczęła się od zdecydowanej przewagi GWA Media Ochota. Gole Bieniasa i Patoki dały prowadzenie 7:5 w 30. minucie. Od tego momentu mecz zamienił się w prawdziwy rollercoaster – bramki padały niemal co dwie minuty, raz dla jednej, raz dla drugiej drużyny. Decydujący cios zadali jednak goście. Na kilka chwil przed końcem Kashuba zdobył gola na 12:10 dla KSB i stało się jasne, że sensacja jest blisko. Choć gospodarze zdołali jeszcze trafić do siatki, nie starczyło im czasu na odrobienie strat. Ostatecznie KSB Warszawa wygrało to niesamowite widowisko 12:11, a mecz ten z pewnością przejdzie do historii jako jedno z najbardziej emocjonujących spotkań sezonu.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)