Sezon Lato 2021
Relacje meczowe: 13 Liga
Ten mecz miał wszystko: bramki, zwroty akcji i zakończenie godne scenariusza z Netflixa. W 16. kolejce 13. ligi Pogromcy Poprzeczek podejmowali Gentleman Warsaw Team i przez długi czas wszystko wskazywało na to, że trzy punkty zostaną u gospodarzy.
Zaczęło się idealnie – już w pierwszych minutach Aleksander Peszko otworzył wynik po zagraniu Mateusza Niewiadomego, a chwilę później Marcin Kowalski podwyższył na 2:0, finalizując świetną asystę Norberta Plaka. Goście odpowiedzieli kontaktem – Michał Ostachowski zaskoczył wszystkich strzałem „z czuba”, ale Pogromcy nie zamierzali spuszczać z tonu. Na 3:1 trafił Plak po dograniu Kowalskiego i takim wynikiem zakończyła się pierwsza połowa.
Po zmianie stron wszystko się posypało. Gentleman Warsaw Team wrócił z szatni z nowym ogniem. Najpierw Sebastian Bartosik zdobył gola kontaktowego, a choć Mateusz Niewiadomy błyskawicznie odpowiedział trafieniem na 4:2, to był ostatni moment, w którym Pogromcy kontrolowali sytuację. Potem zaczął się prawdziwy rollercoaster: Piotr Loze na 4:3, Bartosik wyrównał, a chwilę później wykorzystał błąd bramkarza i wyprowadził gości na prowadzenie. Na 4:6 trafił jeszcze Dodi po przechwycie i wydawało się, że to już koniec marzeń gospodarzy.
Ale Pogromcy się nie poddali. Mateusz Niewiadomy zdobył bramkę na 5:6 po ładnej akcji z Kowalskim. A potem nadeszła ostatnia akcja meczu i… rzut karny. Do piłki podszedł Kowalski – bohater lub antybohater? Niestety dla gospodarzy, jego strzał wyczuł Augustyniak i zatrzymał marzenia o punkcie.
Z 3:1 do 5:6. Taki scenariusz może napisać tylko amatorska piłka, w której nic nie jest pewne. Gentleman Warsaw Team pokazał charakter i zabójczą skuteczność po przerwie. Pogromcom została gorycz – i świadomość, że byli o centymetry od wyrównania.
W niedzielne popołudnie na Arenie Grenady rozegrano mecz 16. kolejki 13. Ligi Fanów, w którym Szereg Homogenizowany podejmował zamykających tabelę Niedzielnych. Choć różnica punktowa między zespołami była spora, spotkanie przez długi czas trzymało w napięciu, a kibice doczekali się aż trzynastu bramek.
Od początku gospodarze ruszyli z impetem. Szybko na prowadzenie wyprowadził ich duet Jakub Myszór – Tomasz Świeczka. Myszór dwukrotnie wpisał się na listę strzelców po świetnych podaniach Świeczki, dając Szeregowi bezpieczny bufor bramkowy. Niedzielni jednak nie zamierzali składać broni. Najaktywniejszy w ich szeregach – Daniel Czekaj – zmniejszył straty kapitalnym strzałem z dystansu po dograniu od bramkarza. To był dopiero początek jego prób – Czekaj wielokrotnie testował czujność golkipera gospodarzy.
Do wyrównania doprowadził Piotr Sitarczyk, ale radość gości nie trwała długo – hat-tricka skompletował Jakub Myszór, znów wyprowadzając gospodarzy na prowadzenie. Do końca pierwszej połowy Szereg dorzucił jeszcze dwa gole, a wynik tej części meczu na 5:3 ustalił niezawodny Czekaj, trafiając bezpośrednio z rzutu wolnego.
Po przerwie przewaga gospodarzy była już bardziej wyraźna. Szereg kontrolował przebieg meczu, a Jakub Myszór kontynuował swój show – dorzucając kolejne dwa gole i kończąc spotkanie z dorobkiem pięciu trafień oraz jednej asysty. Niedzielni odpowiedzieli tylko jednym golem, ale za ambicję i walkę – szczególnie w ofensywie – należą się im brawa. Daniel Czekaj był wyróżniającą się postacią, a bramkarz gospodarzy musiał się kilka razy mocno natrudzić, by nie dopuścić do kolejnych strat.
Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 9:4 dla Szeregu Homogenizowanego, który potwierdził swoją wyższość i wykorzystał problemy rywala. Bez dwóch zdań bohaterem spotkania został Jakub Myszór – pięć goli mówi samo za siebie.
OldBoys Derby III od początku tej rundy imponowali formą, ale po serii kilku zwycięstw z rzędu dopadła ich lekka zadyszka. To oczywiście było wodą na młyn dla Green Teamu, który nie tylko to wykorzystał, ale zrobił to z przytupem – wygrywając aż 6:1.
Największym problemem gospodarzy były indywidualne błędy. Goście często na nich bazowali, a najlepszym tego przykładem są dwa rajdy Piotra Waszczuka – ominął rywali jak tyczki i pokonał bezradnego Przemysława Białego. Do przerwy Zieloni prowadzili 2:1\.
Druga połowa? To już pełna dominacja drużyny gości. Green Team był świetnie zorganizowany w defensywie, a przy kontratakach zabójczo skuteczny. Cztery kolejne gole tylko potwierdziły, kto tego dnia był lepszy. OldBoys nie potrafili się przebić – ich ataki gasły na dobrze ustawionej obronie, brakowało pomysłu i dokładności.
Kolejny raz bohaterem meczu został Piotr Waszczuk – skompletował hat-tricka i znów udowodnił, że jest nie tylko świetnym technikiem, ale też pewnym egzekutorem. Jego występ miał kluczowe znaczenie dla efektownego zwycięstwa ekipy Roberta Zawistowskiego.
Jednym z ostatnich spotkań 13 ligi był mecz Wombatów z Klubem Sportowym Sandacz. Sandacze przyszli tutaj po komplet punktów – przy ewentualnej wpadce w czubie tabeli mogłoby się tam mocno zagotować. Jednak zwycięstwo, mimo końcowego rezultatu, nie przyszło im tak łatwo, jak mogli się tego spodziewać.
Niedługo po rozpoczęciu spotkania Wojciech Grabowski zdobył bramkę otwierającą wynik. Przez dłuższy czas Wombaty utrzymywały minimalne prowadzenie. W końcu Sandacze doprowadziły do wyrównania. Dobre ustawienie gości wymuszało błędy po stronie drużyny Szymona Godonia, choć w tamtym momencie nie kończyło się to jeszcze stratą gola. W końcu po składnej akcji Wombaty ponownie wyszły na prowadzenie. Ale po naprawdę dobrych 15 minutach coś w grze gospodarzy stanęło. Prawdopodobnie zaczęło brakować tlenu, sił, koncentracji – bo z wyniku 2:1 zrobiło się do przerwy aż 2:5.
Po zmianie stron to Wombaty jako pierwsze trafiły do siatki i na chwilę dały sobie nadzieję na odrobienie strat, ale niestety – po tym golu mecz przejął już tylko jeden zespół. Do końca spotkania prowadzenie Sandaczy nie spadło poniżej dwóch bramek, a końcówka była już całkowicie jednostronna.
Nikt nie spodziewał się, że po tak dobrym wejściu Wombatów, mecz zakończy się wynikiem 5:10. Sandacze robią tym samym duży krok w stronę mistrzostwa, a Wombaty zostają w strefie spadkowej, z której – patrząc realistycznie – raczej już się nie wydostaną.
Jedno z ostatnich spotkań 16. kolejki 13. ligi rozegrali Inferno III oraz CWKS Ferajna Warszawa. Kibice spodziewali się zaciętego boju – stawką były miejsca premiowane awansem do wyższej ligi.
Początek meczu to delikatna przewaga Ferajny. Szybko do siatki trafił Bartosz Puchalski i to CWKS objęło prowadzenie. Niezwykle dużo pracy miał bramkarz Inferno – Stanisław Wojda – który długo ratował swoją drużynę przed stratą kolejnych goli. W końcu jednak został pokonany – Wojciech Sobieski wyrównał stan meczu na 1:1, ale była to jedyna bramka Inferno w pierwszej połowie. Goście grali bardzo poukładanie, wykorzystując swoje okazje i do przerwy prowadzili już 4:1.
W przerwie w obozie Inferno było widać koncentrację i mobilizację. Druga połowa to zupełnie inna energia – chłopaki rzucili się do odrabiania strat, strzelając trzy gole z rzędu i wyrównując na 4:4. Szczególne brawa należą się bramkarzowi CWKS, który – zasłużenie – został MVP meczu. Gdyby nie jego interwencje, Inferno mogło ten mecz spokojnie wygrać. Końcówka była nerwowa, a w gorącej atmosferze to Patryk Szerszeń strzelił gola na 5:4, dającego Ferajnie komplet punktów… na chwilę.
Jak się okazało, po meczu CWKS Ferajna Warszawa złamała regulamin i musiała oddać 3 punkty rywalowi. W efekcie Ferajna spada z trzeciego miejsca, a Inferno umacnia się na pozycji wicelidera. Między trzecią a czwartą ekipą różnica wynosi tylko punkt, więc końcówka sezonu zapowiada się naprawdę gorąco!







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)