Sezon Lato 2021
Relacje meczowe: 13 Liga
O godzinie 10:30 na Arenie Grenady do meczu przystąpiły Szereg Homogenizowany oraz NieDzielni. Zdecydowanym faworytem była ekipa Szeregu mająca 13 oczek, zaś NieDzielni utknęli w strefie spadkowej z dorobkiem jednego punktu. Jak dobrze wiemy, piłka nożna lubi płatać figle, rządzić się swoimi prawami oraz zaskakiwać, a niespodzianki kochamy w tym sporcie najbardziej. Z początku gospodarze wyglądali dużo lepiej. Środek pola był całkowicie zdominowany, a defensywa gości nie radziła sobie ze świetnie dysponowanym tego dnia Janem Mitrowskim. Ten gracz mijał czasami 3-4 rywali, przechodząc całe boisko. Szereg dwukrotnie wychodził na prowadzenie, ale ekipa gości miała w swoich szeregach jednego z bohaterów tego spotkania - Maćka Piątka. To on precyzyjnymi strzałami dwukrotnie oszukał bramkarza rywali, dając za każdym razem remis. W ostatnich minutach ponownie gwiazda Szeregu zmasakrowała defensywę rywali, kompletując hat-tricka. Po 25 minutach było 3:2. Po przerwie drużyna gości doznała natchnienia. Bardzo dobrze zawęzili środek pola i pokryli najgroźniejszego zawodnika przeciwników. Dzięki temu kontrolowali całą połowę, wychodzili z kontratakami, skutecznie kończąc swoją okazje. Praktycznie całą drugą odsłonę utrzymywali trzybramkowe prowadzenie. Co prawda po pierwszej połowie widać było w NieDzielnych ducha walki i chęć wygrania meczu, lecz nikt nie spodziewał się, że zrobią to w tak wspaniałym stylu. Szereg nie miał szans, chociaż Aleksander Ryszawa strzałem w okienko dał nadzieję, to jednak na jakikolwiek pościg było za późno. Chwilę później poszła kontra i znów zawodnicy w żółtych strojach strzelili bramkę. Mecz zakończył się wynikiem 4:7, który dał pierwsze zwycięstwo NieDzielnym w tym sezonie. Przy tak dobrej grze wygrana z Old Boys Derby lll oraz Pogromcami powinna być formalnością.
W niedzielne południe spotkały się drużyny Inferno Team lll oraz CWKS Ferajna Warszawa, reprezentujące 13 poziom rozgrywkowy. Gospodarze bardzo dobrze weszli w spotkanie, gdyż w ciągu kilku minut wyszli na prowadzenie 2:0. Chwilę później CWKS strzela bramkę i łapie kontakt. Mecz był zacięty, ale to Inferno wyglądało zdecydowanie lepiej. Goście mimo dobrych akcji i groźnych sytuacji, nie potrafili znacząco poprawić swojego dorobku. Do przerwy wynik brzmiał 4:2. Po krótkim odpoczynku gospodarze doprowadzają do wyniku 6:2. Powinni już dawno zamknąć mecz, lecz byli nieskuteczni. Z perspektywy Ferajny nie wszystkie wydaje się jeszcze stracone, zwłaszcza, iż zostaje podyktowany kontrowersyjny rzut karny, który pewnie wykorzystują zawodnicy w zielonych koszulkach. W ostatnich fragmentach Inferno nie jest już tak aktywne, a CWKS ma okazję zbliżyć się z wynikiem. Niestety podobnie jak rywal pozostaje nieskuteczne, przez co rezultat zamyka się w stosunku 6:3.
Gentleman Warsaw Team po porażce z ubiegłej kolejki, chciało błyskawicznie pozbyć się goryczy porażki, która bez wątpienia towarzyszyła im z powodu starcia z Klubem Sportowym Sandacz. Gracze w czarnych strojach mogli doszukiwać się szansy na poprawę morale w spotkaniu z Pogromcami Poprzeczek. Jeżeli ich przedsezonowym celem było wygranie rozgrywek, to starcie takie jak to (z drużyną ze strefy spadkowej), musieli zdominować. Paradoksalnie to chyba wyżej wymienione poczucie obowiązku spętało im nogi. Pierwsi do głosu doszli bowiem gospodarze, którzy po trafieniu Marcina Kowalskiego objęli prowadzenie. Ich radość nie trwała jednak długo, ponieważ goście odrobili stratę z nawiązką. Mimo pozornego przejęcia kontroli nad meczem, Gentlemani po raz kolejny ulegli dekoncentracji. Otrzeźwiająco podziałała na nich dopiero bramka Mateusza Niewiadomego, dająca remis 2:2. Finalnie przed przerwą udało im się ponownie wyjść na prowadzenie. W drugiej odsłonie tego starcia sytuacja się powtórzyła. Zmotywowany zespół Pogromców wziął się w garść i w szybkim tempie doszedł do głosu. Snajperskim kunsztem popisał się ponownie Mateusz Niewiadomy, który najpierw po asyście Kowalskiego wyrównał. Następnie gracz oznaczony numerem dziewięć zdołał pokonać Jakuba Augustyniaka po raz kolejny. Wszystko zdawało się układać na korzyść Pogromców, aż do wyniku 4:3. Niestety czegoś zabrakło, by sprawić tutaj sensację i dowieźć korzystny wynik aż do finału. Po trzech kolejnych bramkach zainkasowanych przez Adama Maja, sprawa była przesądzona. Tym samym ten jakże ciekawy mecz zakończył się wynikiem 4:6 dla faworytów.
Old Boys Derby III - Green Team to kolejne starcie, jakie mogliśmy oglądać w niedzielę na Arenie AWF. Drużyna gospodarzy wciąż szukała pierwszego zwycięstwa w tym sezonie, zaś Zielona ekipa, po ostatnich dwóch zwycięstwach, chciała potwierdzić swoją wysoką formę. I Green Teamowi doskonale się to udało w pierwszej połowie. Dwa trafienia Waszczuka, który tego dnia był najlepszy w swojej drużynie, dały pewną zaliczkę i prosty plan na drugą połowę - utrzymać to, co udało się zbudować. To nie do końca się jednak udało. Po zmianie bramkarza w drużynie OldBoys na Piotrka Arendta, przegrywający jakby dostali wiatru w żagle i zaczęli odrabiać straty. Rafał Kordowski jako pierwszy dał sygnał do ataku. I nagle ze stanu 2:5 zrobiło się 5:5 i mieliśmy niezwykle wyrównany mecz. Prawdę mówiąc, ostatnie dziesięć minut to prawdziwy rollercoaster i wymiana ciosów, która swój finisz miała przy stanie 9:9. Zdecydowanie bardziej zły na siebie może być Green Team, bo to on stracił bramkę na remis w ostatniej akcji meczu. I tak jak sygnał do powrotu dał Kordowski, tak trafienie na remis również było jego dziełem. Tym samym, po emocjonującym widowisku, drużyna Old Boys III dopisuje sobie kolejne oczko w ligowej tabeli, a Green Team ma świadomość, że powinien wygrać i na własne życzenie zgubił dwa punkty.
Lider, czyli Klub Sportowy Sandacz podejmował będącą w dole tabeli ekipę Wombatów. Przed spotkaniem naturalnym faworytem byli goście, ale początek spotkania nie był dla nich łatwy. Gospodarze dzielnie się bronili i choć mieli problemy, by skonstruować okazje do strzelenia bramki, to starali się nie ograniczać wyłącznie do defensywy. To spowodowało, że dobrych kilka minut zajęło Sandaczowi stworzenie przewagi. Wynik otworzył wreszcie Kacper Zając. Wombaty nie traciły jednak animuszu i starały się coraz śmielej atakować. To nie przyniosło co prawda korzyści bramkowych, ale trzeba przyznać, że nawet rywale byli zaskoczeni, że muszą tak mocno się natrudzić, by stworzyć kolejne okazje. Do przerwy skończyło się na 0:2. Po zmianie stron goście kontrolowali wydarzenia na boisku, a że przeciwnik nie miał zmian, to jasnym było, że z czasem sił będzie brakować. Sandacz potrafił w drugiej odsłonie strzelić cztery bramki, a mogło ich być zdecydowanie więcej, gdyby nie dobra postawa w bramce Gabriela Marqueza Munoza. W końcówce Wombaty miały okazję po rzucie wolnym, ale bramkarz Paweł Kyc sparował piłkę poza boisko i tym samym udało mu się zachować w niedzielny wieczór czyste konto. Klub Sportowy Sandacz umacnia się w fotelu lidera a Wombaty muszą szukać punktów w ostatnich dwóch kolejkach tego sezonu.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)