Sezon Lato 2021
Relacje meczowe: 3 Liga
Będąca w środkowej strefie tabeli 3 ligi drużyna Sante mierzyła się z niepokonanym liderem FC Kryształ Targówek. Ostatnie wysokie wygrane gości stawiały ich w roli faworyta tego spotkania. Pierwsza połowa rozpoczęła się od szybko zdobytego gola przez chłopaków z Targówka, którzy niesieni dopingiem kibiców grali bardziej ofensywnie. Gospodarze nie chcąc stracić kontaktu z oponentem, również przyjęli bardziej ofensywny styl gry i dość niespodziewanie wyszli na jednobramkowe prowadzenie. Oba zespoły przed przerwą miały wiele dogodnych sytuacji na zmianę wyniku, lecz bramkarze wywiązywali się doskonale z powierzonych im obowiązków. Dopiero na dwie minuty przed przerwą Kryształ zdołał doprowadzić do wyrównania w tej części meczu. Kiedy zawodnicy po chwili przerwy powrócili na boisko goście potrzebowali 120 sekund, aby zdobyć taką samą liczbę bramek i odskoczyć rywalom. Chwilę później Sante miało wręcz idealną sytuację, aby „złapać kontakt”, lecz rzut karny wykonywany przez Michała Aleksandrowicza obronił Kacper Romanowski. Dziesięć minut przyszło nam czekać na kolejne gole, które cały czas wisiały w powietrzu. Na zdobytą przez gospodarzy bramkę rywale bardzo szybko odpowiedzieli dwoma i wydawało się, że śmiało można wskazywać zwycięzcę tego spotkania. Determinacja Sante w pogoni za Kryształem Targówek przyniosła jednak nieprzewidywany obrót sprawy. Michał Aleksandrowicz w ostatnich czterech minutach zdobył dwa gole, a zanotował też asystę przy golu dającym jakże cenny remis. Z wielką przyjemnością oglądaliśmy ten mecz pełen zwrotów akcji i rywalizacji do ostatnich sekund. To było naprawdę fajne widowisko!
Osłabiona ekipa z Ukrainy, która nie mogła skorzystać z dwóch zawodników zawieszonych za nadmiar żółtych kartek podejmowała vicelidera Fuszerkę. Od początku spotkania to goście lepiej weszli w mecz. Gospodarze jakby nie do końca mogli rozwinąć skrzydła w pierwszych minutach i brakowało wigoru, jaki prezentowali do tej pory w tym sezonie. Wykorzystał to team z Ukrainy, który wyszedł na prowadzenie. Goście dobrze operowali piłką i skutecznie grali w defensywie szybko uruchamiając kontry. Fuszerka jednak potrafiła wyrównać i wynik dalej pozostawał sprawą otwartą. Od stanu 2:2 to Zoria miała lepszy moment w meczu, a szczególnie aktywny w ofensywie był Orest Petryszyn. Jeszcze przed przerwą team z Ukrainy wyszedł na dwubramkowe prowadzenie. Do przerwy zatem mieliśmy wynik 2:4. Po zmianie stron gospodarze zamierzali gonić wynik, ale ich akcje nie potrafiły się zazębić i nie przynosiły efektu w postaci bramek. Co więcej - to Zoria była nadspodziewanie skuteczna i odskoczyła z wynikiem. Od stanu 2:6 Fuszerka zaczęła w końcu grać to, co prezentuje w tej kampanii. Do tego oponenci zaczęli faulować i dostawać kartki, co pomogło w odrabianiu strat. Najpierw z rzutu wolnego, a później z rzutu karnego nie pomylił się Maciej Chrzanowski. Końcówka niezwykle emocjonująca, gdzie Fuszerka dążyła do remisu, lecz ostatecznie to Zoria zdobyła cenne trzy punkty. W tej lidze naprawdę sytuacja w tabeli jest ciekawa i mamy wrażenie, że o tym które miejsce na koniec zmagań zajmie poszczególna drużyna, będzie decydowało się dopiero w ostatnich kolejkach sezonu.
Są takie mecze w amatorskich rozgrywkach, które wiesz jak się zakończą jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. I z ubolewaniem stwierdzamy, że rywalizacja Cosmos United kontra Szmulki Warszawa na taką się zapowiadała, bo nominalni gospodarze przyjechali na Arenę Grenady w zaledwie pięć osób. Co prawda tych pięciu śmiałków, to były naprawdę konkretne nazwiska, ale w trudnych warunkach jakie panowały tamtego dnia i w połączeniu z rywalem, który był młody i wybiegany – to wszystko sugerowało jeden możliwy scenariusz. Początek był jednak sensacyjny, bo Kosmiczni zaskoczyli oponentów i rozpoczęli od dwubramkowego prowadzenia. Trudno powiedzieć, czy gracze Szmulek nie byli skoncentrowani odpowiednio, czy też uznali, że wszystko przyjdzie im tutaj bez wysiłku, ale początek rywalizacji nie wystawia im najlepszego świadectwa. W miarę szybko udało się jednak ogarnąć temat, z prowadzenia Cosmosu nic nie zostało, aczkolwiek przy stanie 3:2 dla Szmulek, Kosmiczni zdołali jeszcze odpowiedzieć. Potem to był już niestety mecz do jednej bramki. Przy stanie 3:6 do ekipy Cosmosu dojechał Jarek Prociw, lecz zanim zdążył się zainstalować, to oponenci wbili jeszcze jednego gola i do przerwy było 7:3. Zmęczenie po stronie przegrywających również zaczęło się nasilać, przez co druga połowa była trochę podwórkowym widowiskiem, gdzie mało było obrony, padło sporo goli a finalnie ekipa z Pragi triumfowała 12:6. Dla zwycięzców okoliczności tych trzech punktów nie są pewnie spektakularne, natomiast w ich sytuacji liczył się końcowy wynik. Ten sukces na pewno da im trochę spokoju, chociaż jasnym jest, że w żadnym innym meczu nie będzie im tak łatwo jak w tym. A Cosmos? No cóż – nie po raz pierwszy bardziej niż z rywalem, przegrał ze swoimi problemami frekwencyjnymi. Kapitan tej ekipy Michał Podhajski mówił po meczu, że sam nie rozumie sytuacji, w której na grupie ma blisko 40 osób, a potem przyjeżdża tylko garstka z nich. Wydaje się, że trzeba tę rundę jesienną dograć, a potem dokonać gruntownej analizy na kim można polegać. Bo szkoda nerwów, zdrowia i czasu, tym bardziej, że w dobrym składzie można było tutaj spokojnie powalczyć o całą pulę. I to frustruje najbardziej.
Do bardzo ciekawego pojedynku doszło w 3.lidze, gdzie ekipa Michała Komorowskiego podejmowała zawsze groźną, waleczną i barwną drużynę Smoczej Furiozy. Spotkanie toczone w strugach deszczu nie należało do najprzyjemniejszych. Trudne warunki atmosferyczne, śliskie boisko oraz przeszywający chłód nie ułatwiał gry zawodnikom. Pierwszą bramkę jaką zobaczyliśmy to samobójcze trafienie Bartka Kochana i ekipa gospodarzy prowadziła 1-0. Na odpowiedź nie czekaliśmy zbyt długo, do remisu po indywidualnej akcji doprowadził Kuba Sosnowski. Od tego momentu gra w defensywie gości zupełnie się posypała i popełniali oni mnóstwo błędów, które często kończyły się groźnymi akcjami. Młodzieżowcy złapali wiatr w żagle i z każdą minutą zaczęli przejmować kontrolę na boisku. Bramka na 2-1 to właśnie niepotrzebna strata, którą bezbłędnie wykorzystał Adrian Krzyżański. Kolejne trafienie Młodzieżowców było autorstwa Igora Jagodzińskiego. Gospodarze w pełni kontrolowali końcówkę pierwszej połowy i na pauzę schodziliśmy przy wyniku 3:1. Druga odsłona była jeszcze ciekawsza niż pierwszą część meczu. Po mocnych słowach w przerwie do odrabiania strat przystąpili goście. Smocza Furioza ma w składzie kilku wyróżniających się zawodników, ale bez wątpienia jednym z nich jest Aleksander Janiszewski. To on na początek wypracował gola koledze, a następnie sam doprowadził do remisu 3-3. Końcówka meczu to już prawdziwy rollercoaster emocji. Najpierw po bardzo trudnej do oceny sytuacji bramkę dla gospodarzy strzela Marcin Kowalski. W tej sytuacji spore pretensje do sędziego mieli goście, ponieważ napastnik Młodzieżowców w tej akcji cały czas starał się walczyć z bramkarzem o jak najlepszą pozycję. W ocenie arbitra wygrał ją w sposób prawidłowy i skierował piłkę do bramki rywala. Dodajmy, że sytuacja ta była trudna do oceny i wiele osób oglądających ją na VEO różnie oceniała decyzję sędziego, a to jednoznacznie pokazuje jak trudne zadanie miał sędzia. Po wznowieniu gry goście, ponownie nadziewają się na kontrę i tym razem po przepisowym wślizgu Aleksander Janiszewski zagrywa piłkę ręką. Cała sytuacja miała miejsce w polu karnym i sędzia zmuszony był podyktować „11”. Do piłki podszedł Igor Jagodziński, ale jego strzał został świetnie powstrzymany przez bramkarza Smoczej Furiozy. Jak wiemy w futbolu niewykorzystane sytuacje lubią się mścić - tak też było w tym meczu. W samej końcówce Rafał Grunwald doprowadza do remisu 4-4 i po szalonej końcówce obie ekipy podzieliły się punktami. Jeden punkt z pewnością nie zadowala żadnej drużyny, ponieważ nie zmienia nic w ligowej tabeli, w której oba zespoły zajmują miejsca w dolnej części ligowej hierarchii.
Bardzo ciekawie zapowiadało się spotkanie pomiędzy drużynami Perła WWA a Husarią Mokotów III, ponieważ do tej pory te ekipy zdobyły po 9 punktów. Przed meczem w lepszych humorach byli gospodarze, którzy po słabym początku trzy ostatnie spotkania przechylili na swoją korzyść. Ich przeciwnik w ostatniej serii wysoko przegrał z liderem i liczył na powrót na zwycięską ścieżkę. I już na początku meczu udało im się objąć prowadzenie, które utrzymali do końca pierwszego kwadransa. W międzyczasie rywale mieli doskonałą szansę na wyrównanie, ale piłka po ich strzale wylądowała na słupku. Czego się nie udało zrobić w tej akcji, udało się zrealizować chwilę później, kiedy to w ciągu 60 sekund pokonali bramkarza rywali. Na odpowiedz zespołu z Mokotowa czekaliśmy ledwie kilka chwil - gol na 2"2 ustalił wynik premierowej odsłony. Początek drugiej połowy zaczął się ponownie bardzo dobrze dla gości, aczkolwiek po zdobytej bramce pojawiły się problemy. Jeden z zawodników tej ekipy otrzymał żółty kartonik, jednak rywale nie wykorzystali gry w przewadze. Zmarnowana szansa zemściła się bardzo szybko i rywal odskoczył na odległość dwóch trafień. Kolejne minuty to kontrola przebiegu gry przez gości, którzy dorzucając dwie bramki w końcowych fragmentach ustalili rezultat pojedynku na 6:2. Husaria Mokotów III zdobywając trzy punkty odskoczyła swoim dzisiejszym rywalom w ligowej tabeli. Perła WWA po bardzo dobrej pierwszej połowie w drugiej opadła z sił i już trzeci raz w tym sezonie musiała się uznać za pokonaną.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)