Sezon 2020/2021
Relacje meczowe: 9 Liga
Niezwykle istotne w kontekście układu tabeli przed rundą rewanżową było starcie Nagela z Hetmanem. Gospodarze do podium tracili przed meczem dwa punkty i wygrywając mogli nawet wskoczyć na trzecie miejsce w tabeli. Hetman jeżeli chciał się liczyć w walce o medale, musiał koniecznie wygrać, co zapowiadało dobre widowisko. Początek to szybka bramka dla Nagela. Po strzale z bocznego sektora piłka rykoszetem zmyliła bramkarza Bartłomieja Folca i wynik tego spotkania został otwarty, co przełożyło się na jeszcze większe emocje na boisku. Goście naprawdę dobrze wyglądali tego dnia i widać było, że mają pomysł na grę. Dość szybko powinni cieszyć się z remisu, ale sędzia nie dostrzegł, iż bramkarz zagarnął piłkę zza linii bramkowej i nakazał grać dalej. Ta sytuacja na szczęście jeszcze bardziej zmobilizowała ekipę Daniela Władka i po chwili padło wyrównanie. Zespół Hetmana nakręcał kolejne ataki, a motorami napędowymi zespołu byli Grzegorz Himkowski i Bartosz Kierszak. Do przerwy udało się gościem strzelić jeszcze dwie bramki i na przerwę schodzili z dwubramkową przewagą. Po zmianie stron Nagel starał się wyrównać, ale tego dnia gra nie kleiła się najlepiej i do tego sporo było chaosu w defensywie, co skrzętnie wykorzystywali rywale. Drugie 25 minut upłynęło pod dyktando Hetmana, który był bardzo skuteczny i wykorzystywał wszystkie błędy przeciwników. Goście zasłużenie wygrali to starcie i zdobyli cenne trzy punkty, które otwierają możliwość włączenia się w walkę o medale. Nagel musi zapomnieć o tym meczu jak najszybciej i skoncentrować się na rundzie rewanżowej, która rozpoczyna się za niespełna dwa tygodnie.
Zarówno Varsovia jak i ADP Wolska Ferajna przestępowały do tego spotkania z jasnym celem – walka o trzy punkty i zwiększenie szans w rywalizacji o najwyższe cele, czyli strefa medalowa. Obydwie drużyny przystąpiły do meczu bardzo skoncentrowane, ale pierwszy błąd w defensywie popełnili gospodarze i to ich rywale rozpoczęli tutaj strzelanie. Odpowiedź przegrywających była natychmiastowa i dwie minuty później w protokole meczowym był już wynik remisowy. Druga część pierwszej połowy to koncert ADP Wolskiej Ferajny, która w każdym elemencie piłkarskiego rzemiosła przewyższała swoich przeciwników zdobywając kolejne bramki. Efektem tej przewagi było aż 5 trafień i zespoły schodziły na przerwę przy wyniku 7:1. Początek drugiej części meczu to kolejne dwa trafienia zawodników z warszawskiej Woli i od tego momentu spotkanie bardzo się otworzyło. Gracze gości mając sporą przewagę nie bronili już tak skutecznie, dzięki czemu obydwie drużyny mogły podreperować dorobek strzelecki. Najwięcej na tym zyskało trzech zawodników gości – Oleksiewicz, Nejman i Nieskórski, którzy wspólnie zdobyli 10 bramek. Po drugiej stronie nie ustępował im Maciej Joniuk, który trzema trafieniami próbował ratować honor swojej drużyny. Jednak te starania poszły na marne, ponieważ Varsovia poniosła znaczącą porażkę 14:5 i mecz zakończyła bez zdobyczy punktowej. ADP Wolska Ferajna po bardzo dobrym spotkaniu odniosła cenne zwycięstwo i wskoczyła na miejsce gwarantujące grę o poziom wyżej.
Mecze na szczycie ligowej tabeli - niezależnie od poziomu rozgrywkowego - zawsze przynoszą sporą dawkę sportowych emocji. Nie inaczej było w meczu pomiędzy liderem dziewiątej ligi – zespołem GLK, a zajmującą drugie miejsce Rodziną Soprano. Początkowo goście wyglądali lepiej a ich akcje były bardziej składne, lecz to gospodarze już w 3 minucie za sprawą Rafała Zakrzewskiego wyszli na prowadzenie. Zdobyty gol sprawił, że spotkanie nabrało na tempie i oba zespoły pokazywały się z jak najlepszej strony. Kolejna zdobyta bramka przez GLK zmusiła gości do skuteczniejszej gry ofensywnej, która szybko zaowocowała wyrównaniem. Kiedy do gwizdka zwiastującego przerwę pozostało pięć minut zgrzyty pomiędzy zawodnikami Rodziny Soprano wykorzystali gospodarze i schodząc z boiska mieli dwubramkową przewagę. Po zamianie stron i uspokojeniu emocji przegrywający wzięli się za odrabianie strat i już w 26 mieli kolejnego gola na swoim koncie. Wyrównana gra toczyła się na całej powierzchni boiska i co chwila oglądaliśmy bramki zarówno z jednej, jak i drugiej strony. Cztery minuty przed końcem na tablicy wyników widniał wynik 7:7 i żadna z drużyn nie chciała popełnić błędu w obronie, lecz wciąż starając się przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Bohaterem GLK został Damian Sawicki, który w ostatnim strzale z rzutu wolnego zdobył gola na wagę zwycięstwa. Niepokonani przez 9 meczów z rzędu zawodnicy GLK umocnili się na pozycji lidera. Rodzina Soprano pozostała na drugim miejscu i musi zacząć się oglądać za swoje plecy, gdyż walka o podium robi się bardzo wyrównana.
Choć było to starcie drużyn z dolnej części tabeli, to patrząc na bezpośrednią rywalizację ciężko uwierzyć w taki stan rzeczy. Wprawdzie Łazarski ma od jakiegoś czasu problem ze stałym składem, jednak w ekipie tej nie brakuje talentów i Force Fusion miało twardy orzech do zgryzienia. Okazał o się jednak, że przewagą teamu Ruslana Yakubiva jest przede wszystkim zgranie drużynowe. Początek meczu należał do ekipy gospodarzy, choć sytuacji bramkowych nie brakowało po obu stronach boiska. W 7 minucie wynik otworzył się po golu samobójczym i goście objęli prowadzenie, ale już 2 minuty później wyrównał Yevheni Kovnat. W 14 minucie gospodarze wyszli nawet na prowadzenie po golu Yehora Holubko, ale po tym trafieniu inicjatywa powoli przechodziła na stronę Force Fusion. W 18 minucie sędzia podyktował jedenastkę, którą pewnym strzałem zamienił Dawid Paradowski, a już dwie minuty później Dawid wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie, którego goście nie oddali do końca meczu. Chwilę przed przerwą na 2:4 strzelił nowy nabytek Force Fusion, czyli Aleksandr Marzan. Po wznowieniu gry przewaga gości tylko rosła. W 28 minucie Aleksandr wbił swojego drugiego gola, a zawodnicy Force Fusion czuli się coraz pewniejsi i często grali wysokim pressingiem. Presja była momentami tak duża, że gospodarze mieli problem z rozegraniem piłki od własnej bramki i w 38 minucie jedna z takich sytuacji zakończyła się trafieniem Dmytro Pynylo. Po chwili Yehor Holubko trafił dla Łazarskiego, ale był to ostatni podryw gospodarzy, a końcówka należała już całkowicie do Force Fusion. Szczególnie rozkręcił się kapitan gości Ruslan Yakubiv, który ostatecznie zaliczył dwa gole oraz dwie asysty i poprowadził swój zespół do ostatecznego zwycięstwa 3:10.
Elitarni Gocław, bo niezłej końcówce poprzedniej rundy skończyli premierową część sezonu na trzecim miejscu. Również na trzecim, tyle że od końca finiszowali Mistrzowie Chaosu. Porównanie miejsc tych ekip stanowiło dość wyraźną wskazówkę, kto jest faworytem tej potyczki, chociaż wiadomo, że papier przyjmie wszystko, a na boisku czasami wygląda to zupełnie inaczej. No i w niedzielę mieliśmy tego potwierdzenie, bo od samego początku spotkania bardziej podobali nam się podopieczni Jakuba Spławskiego. Byli zdeterminowani, dobrze poukładani, a nawet gdy im coś nie wychodziło, bez zarzutu spisywał się Alan Bednarczyk. Więcej do roboty miał jednak drugi bramkarz, czyli Marcin Głębocki, który w pierwszej połowie dał się pokonać co prawda tylko raz, ale ta sytuacja zdecydowała o wyniku premierowych 25 minut. Warto odnotować, że pod koniec tej odsłony Elitarni w końcu zaczęli grać tak, jak tego od nich oczekiwaliśmy i wydawało nam się, że jeśli przełożą to na drugą część spotkania, to poprawa wyniku jest nieunikniona. Nic jednak z tych planów nie wyszło. To rywale byli konkretniejsi i w pewnym momencie prowadzili już nawet 4:0. Świetnie spisywał się duet Radek Niziołek – Kacper Owczarek, który miał udział przy wszystkich golach swojej drużyny. Faworyci przebudzili się dopiero pod koniec spotkania. Udało im się zdobyć dwie bramki, były nawet okazje, by zanotować kolejne, lecz ten zryw okazał się mocno spóźniony. Brakowało im troszkę siły przebicia w ataku, lecz nie ma się co dziwić, bo w ich kadrze brakowało tego dnia wielu graczy o ofensywnych inklinacjach. No i niestety trzeba było pogodzić się z porażką, jakkolwiek na mały plus zapisujemy tutaj debiut Dawida Rupińskiego, który widać, że może być cennym wzmocnieniem tej drużyny. Brawa należą się natomiast Mistrzom Chaosu. To był pokaz solidnej gry, pełnej koncentracji, skuteczności i w naszej ocenie ta wygrana może stanowić początek czegoś większego. A już na pewno doda chłopakom wiary, że w kontekście utrzymania wszystko jest wyłącznie w ich nogach.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)