Sezon 2020/2021
Relacje meczowe: 9 Liga
Obie drużyny przystępowały do tego meczu w podobnych nastrojach, albowiem były po ubiegłotygodniowych porażkach. Gospodarze ulegli Elitarnym Gocław 2:3, a goście musieli uznać wyższość Rodziny Soprano. Lepiej w mecz weszła ekipa Force Fusion FC. W pierwszych kilku minutach mieli dwie doskonałe szanse do wyjścia na prowadzenie. Najpierw jeden z zawodników z tej drużyny uderzał zbyt lekko, będąc oko w oko z golkiperem rywali, później natomiast po strzale z dystansu piłka obiła słupek. Niewykorzystane sytuacje bardzo szybko się zemściły. W 12 minucie gola po podaniu Przybylskiego zdobył Rębiewski a 60 sekund później strzelec pierwszej bramki asystował Kucharskiemu i zrobiło się 2:0. Przed przerwą kolejne dwa trafienia dorzucił bardzo aktywny tego dnia Kamil Komorowski. Druga odsłona to kopia pierwszej. Zawodnicy Nagel kontrolowali grę, częściej byli przy piłce i stwarzali sobie groźniejsze sytuacje do zdobycia gola. Komorowski skompletował hat-tricka, gola dorzucił też Stesiuk. Gospodarze odpowiedzieli dwoma bramkami Paradowskiego, ale strzelili je zbyt późno, aby myśleć o korzystnym dla siebie rezultacie. W efekcie po dobrym meczu Nagel pokonuje Force Fusion FC i umacnia się w górnej części tabeli. Ich rywale natomiast cały czas są w strefie spadkowej i tracą już sześć oczek do bezpiecznego miejsca. Najlepszą okazją do tego aby to zmienić, będzie najbliższa niedziela, kiedy to staną w szranki z sąsiadującą w tabeli drużyną Mistrzów Chaosu.
W niedzielę na Arenie AWF drużyna Hetmana, która znajdowała się tuż nad strefą spadkową, podejmowała ekipę Elitarnych Gocław, którzy z kolei byli tuż za podium i po ostatnich dobrych wynikach zgłosili aspirację do włączenia się do walki o miejsca premiowane awansem. Spotkanie rozpoczęło się po myśli zawodników z Gocławia i to oni jako pierwsi mogli cieszyć się ze zdobytej bramki już w 4 minucie. Dariusz Gutkowski podszedł wysokim pressingiem do wprowadzającego piłkę obrońcy Hetmana i szczęśliwie dla niego w trakcie podania został nabity piłką, która zaskoczyła goalkeepera i powędrowała do siatki gospodarzy. Elitarni po objęciu prowadzenia cofnęli się do defensywy i inicjatywę zdecydowanie przejął Hetman, który tworzył sobie świetne sytuacje, ale kłopot pojawiał się, gdy było trzeba dokonać finalizacji. W 18 minucie Grzegorz Bednarz wykorzystał dogranie do pustej bramki od Łukasza Eljasiaka i Elitarni Gocław na przerwę schodzili z dwubramkowym prowadzeniem. Rozmowy motywacyjne w trakcie odpoczynku przyniosły efekt i ekipa gospodarzy chwilę po gwizdku rozpoczynającym drugą część gry zdobyła kontaktową bramkę. Było to ważne trafienie dające przełamanie Hetmanom, od którego rozpoczęli swój comeback. Bardzo aktywny Arkadiusz Kibler wraz z kolegami śmielej poczynali sobie w ofensywie i utrudniali życie defensorom gości. Po zaledwie sześciu minutach gospodarze odrobili straty z pierwszej odsłony i wyszli na prowadzenie, którego nie oddali już do samego końca. Hetman po słabym początku i nieskutecznej pierwszej połowie ostatecznie wygrał 5:2, dzięki czemu umocnił swoją pozycję w środku tabeli oraz zwiększył dystans od strefy spadku. Elitarni Gocław opuścili AWF z dużym niedosytem, ponieważ porażka kosztowała ich spadek o trzy lokaty i plany o wdrapaniu się na podium trzeba na jakiś czas odłożyć.
Niezwykle ważne spotkanie w kontekście układu tabeli w dziewiątej lidze stoczyły ekipy rodziny Soprano z Varsovią. Od początku meczu widać było determinację po obu stronach i czuliśmy, że będzie to mecz na styku, gdzie wynik pozostanie niewiadomą do samego końca. Pierwsi na prowadzenie wyszli goście i wydawało się, że pójdą za ciosem. Gospodarze jakby zaskoczeni takim obrotem spraw, bo mieli kilka swoich szans, ale ich nie wykorzystali i musieli dążyli do wyrównania. Jednak Varsovia w pierwszym fragmencie dominowała i zaliczyła kolejne trafienie autorstwa Bartosza Krajewskiego. Gdy wydawało się, że ma wszystko pod kontrolą to straciła bramkę. Do przerwy Rodzina Soprano złapała kontakt i po 25 minutach rywalizacji było 2:3. Najgorsze dla gości było to, że z gry wyeliminowanych zostało dwóch zawodników. Jeden doznał kontuzji nogi, a drugi po starciu w powietrzu długo nie podnosił się, w efekcie czego nie mógł kontynuować gry. W drugiej połowie Varsovia musiała sobie radzić bez zmian i to zwiastowało ciężką przeprawę dla tego zespołu. Goście trzymali jednak wynik i prowadzili kolejno 3:4 i 4:5. Gospodarze wiedząc że, nie mają nic do stracenia atakowali z pasją bramkę strzeżoną przez Bartka Gebhardta. Dopiero w końcówce udało się najpierw wyrównać, a dosłownie na chwilę przed końcowym gwizdkiem Patryk Kamola dał całej ekipie bramkę zwycięską. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 6:5 i Rodzina Soprano dzięki wygranej przeskoczyła Varsovię w tabeli. Goście mimo ambitnej walki nie mieli szczęścia, bo brak zmian z powodu kontuzji dwóch graczy na pewno odcisnął piętno na postawie tej ekipy w drugiej odsłonie tego zaciętego spotkania.
Mistrzowie Chaosu w dotychczasowych spotkaniach uzbierali 3 punkty i zajmowali dotychczas miejsce w strefie spadkowej. Ewentualne zwycięstwo przyniosłoby bardzo pozytywne efekty, bo pomogłoby nadrobić stracony w dotychczasowych kolejkach dystans. Z kolei GLK było niepokonane do tej pory, co przełożyło się na pozycję wicelidera, za plecami Wolskiej Ferajny. Przewaga GLK uwidoczniła się już od początku spotkania, chociaż Mistrzowie Chaosu mieli swój pomysł na rozegranie piłki. Sytuacja trochę skomplikowała się po kontuzji Rafała Sadacha, który poczuł ból w kolanie i musiał zejść z boiska. Dodatkowo, nie sposób pominąć bardzo dobrego występu Łukasza Trzpioły, który świetnie bronił. W ataku niesamowitą partię rozgrywali bracia Dominiak. Zaczął Patryk, który pokonał bramkarza Mistrzów Chaosu, a potem wykładał trzy razy piłkę bratu i na przerwę zeszliśmy z wynikiem 2:5. Po zasłużonym odpoczynku, obraz gry niespecjalnie się zmienił. Mistrzowie Chaosu co raz rzadziej atakowali bramkę Łukasza Trzpioły, a zamiast tego musieli uważać na groźne ataki GLK. W szeregach gospodarzy poza skutecznym Bartłomiejem Zalewskim, wyróżnił się Lasha Kvelashvili, który również tworzył sporo zagrożenia, ale niestety zabrakło wykończenia. Bracia Dominiak do spółki z Damianem Sawickim sprawili, że GLK po tym spotkaniu ma 16 punktów na koncie, a końcowy wynik brzmiał 3:8. Mistrzom Chaosu życzymy powodzenia w kolejnych spotkaniach, bo mają potencjał na dużo więcej, a GLK potwierdza, że w tym sezonie celują w mistrzostwo ligi.
Wolska Ferajna była przed tym spotkaniem na pierwszym miejscu 9.ligi, a Łazarski na ostatnim. Nie mieliśmy więc większych złudzeń, jak to się wszystko skończy, tym bardziej, że faworyci grają w tej edycji naprawdę dobrze i nie przewidywaliśmy, że mogą mieć jakiekolwiek problemy z czerwoną latarnią tabeli. Dziś już wiemy, że to spotkanie zakończyło się sporą niespodzianką, a ojcem sensacyjnego sukcesu Łazarskiego był Inigo Erro. Być może stwierdzenie, że ten zawodnik całkowicie odmienił grę swojej ekipy byłoby przesadą, ale dał jej coś ekstra w ofensywie, bo tak naprawdę ilekroć był przy piłce, to było jasne, że za chwilę pod bramką Ferajny będzie groźnie. Z kolei nominalni gospodarze mieli w niedzielę duży problem, by wyklarować sobie jakąś sytuację. W poprzednich meczach nie mieli z tym żadnych kłopotów, byli przecież do tego momentu najbardziej bramkostrzelną ekipą w 9.lidze, ale długimi fragmentami nic im się nie udawało. W pierwszej połowie nie potrafili zdobyć żadnej bramki, a rywale prowadzili 1:0 po trafieniu Jokhongira Khairullaeva, który skutecznie wykończył kontrę swojej ekipy. W drugiej odsłonie niewiele się zmieniło. Wolska Ferajna waliła głową w mur, a oponenci czekali na swoją okazję i po trafieniu Inigo Erro prowadzili już 2:0. W zespole Kamila Jagiełło widać było coraz większą frustrację. Spotęgowała się ona po kolejnym golu dla Łazarskiego, zwłaszcza że w międzyczasie doskonałej szansy nie wykorzystał Mateusz Nejman, posyłając piłkę z 2-3 metrów nad bramką. Ferajnie wreszcie udało się jednak przełamać impas, Mateusz Nejman w końcu wpisał się na listę strzelców, ale nie był to początek remontady w wykonaniu byłych już liderów tabeli. Łazarski nie dał się zepchnąć do defensywy, w końcówce dołożył bramkę pozbawiających rywali złudzeń i w ten sposób doszło do jednej z największych sensacji szóstej serii. Patrząc jednak na przebieg boiskowych wydarzeń, to nie można mówić o wielkim zaskoczeniu. Mądra gra Łazarskiego, połączona z kreatywnością Inigo Erro dała zasłużony efekt i wydaje się, że tak grający zespół Ivana Kirianova, może zaskoczyć jeszcze niejednego wyżej notowanego rywala. Co do Ferajny, to ten mecz im nie wyszedł, jakkolwiek mieli trochę pecha, że na Łazarskiego nie trafili trochę wcześniej. Wówczas wygraliby pewnie to spotkanie w cuglach, a tak musieli się pogodzić z bolesną, pierwszą porażką w tej edycji. Nie ma jednak co się przejmować, tylko trzeba jak najprędzej wrócić na zwycięską ścieżkę. A będzie to o tyle istotne, że teraz zagrają z liderującym GLK i będzie to starcie na szczycie 5.ligi. Powrót na pierwsze miejsce w tabeli może więc nastąpić bardzo, bardzo szybko.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)