Sezon 2020/2021
Relacje meczowe: 9 Liga
Dla Łazarskiego ostatnie tygodnie były naprawdę udane. Ivan Kirianov i spółka odnieśli dwa zwycięstwa, z czego jedno nad dużo wyżej notowanym rywalem, dlatego mogło się wydawać, że rundę również zakończą pozytywnym akcentem. Nie wolno jednak nie wspomnieć, że poprzednie wiktorie miały wspólny mianownik i nazywał się on Inigo Erro. To właśnie ten gracz decydował o obliczu Łazarskiego w minionych potyczkach, a w niedzielę go niestety zabrakło. Tym samym rola faworyta przypadła Elitarnym, którzy walczyli o to, by najbliższe miesiące przezimować na podium. No i udało im się, jakkolwiek mecz z Łazarskim tak naprawdę z obydwu stron nie był wielkim widowiskiem. Dużo błędów indywidualnych, pomyłki bramkarzy, sporo niedokładności – te obrazki przychodzą nam na myśl w pierwszej kolejności, gdy wracamy do tego spotkania. Zresztą – już początek był kuriozalny, bo Elitarni zdobyli bramkę praktycznie w pierwszym strzale, a golkiper rywali myślał, że piłka chyba nie leci w światło bramki i odpuścił interwencję. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że ta sytuacja będzie trochę symboliczna z perspektywy całej potyczki. Łazarski szybko puścił jednak w niepamięć tego gola i wyrównał, ale dalsza część pierwszej połowy należała do ekipy z Gocławia, która prowadziła nawet 3:1, lecz do przerwy różnica wynosiła jednego gola. Ciekawiej było w drugiej odsłonie. Elitarni znowu mieli dwie bramki zapasu, jednak rywale nie odpuszczali. Najpierw doprowadzili do stanu 4:3, a potem doskonałą okazję miał Wiktor Rychlik, ale zmarnował ją, a kolejną próbę Łazarskiego kapitalnie obronił Marcin Głębocki. To była kluczowa interwencja, bo gdyby tutaj doszło do wyrównania, to mecz mógł się potoczyć w dwie strony. A tak to Łazarski wciąż musiał gonić, natomiast końcówkę spotkania rozegrał najgorzej jak tylko się da. Najpierw żółtą kartkę obejrzał Jokhongir Khairullaev, a potem błąd popełnił bramkarz Deniz Suicmez, który tak podawał piłkę, że sprezentował ją rywalom, a ci zamknęli mecz w stosunku 5:3. Elitarni zgarnęli więc całą pulę i w naszej ocenie zrobili to zasłużenie, będąc drużyną dojrzalszą. Dzięki temu kończą rundą na podium. Łazarski musi się zadowolić 9 lokatą i za kilka miesięcy czeka go trudna batalia o to, by wreszcie wychylić głowę znad strefy spadkowej.
Mecz podwyższonego ryzyka – tak śmiało możemy opisać spotkanie pomiędzy zespołami GLK a Hetmanem FC. Zawodnicy obydwu drużyn doskonale się znają, bo sporo z nich w poprzednim sezonie występowało razem na boiskach Ligi Fanów w barwach Awantury Warszawa. W lepszej sytuacji przed spotkaniem byli gospodarze, którzy pewnie prowadzą w tabeli. Goście natomiast w ostatnich kolejkach minimalnie przegrywali, odnosząc tylko jedno zwycięstwo, przez co znajdują się w dolnych rejonach tabeli. Początek spotkania lepszy dla faworytów, którzy już w 4 minucie objęli prowadzenie. W kolejnych minutach obydwie drużyny bardzo mądrze się broniły i mimo kilku klarownych sytuacji, wynik nie ulegał zmianie. Sytuacja ta trwała do końca pierwszej części meczu i drużyny schodziły na przerwę ze skromnym prowadzeniem GLK. Druga odsłona spotkania ponownie rozpoczęła się idealnie dla liderów tabeli, którzy już na początku podwyższyli prowadzenie. Kolejna zmiana wyniku nastąpiła dopiero dziesięć minut później i ponownie piłkę do bramki skierowali gospodarze. Od tego momentu gra gości robiła się coraz bardziej nerwowa. Głupio otrzymana kartka przez golkipera spowodowała, że oponenci skrzętnie wykorzystali grę w przewadze. Ostatni kwadrans to popis skuteczności napastników GLK, którzy raz po raz groźnie atakowali bramkę rywali. Motorem napędowym był głównie Sebastian Dominiak, który w całym meczu zdobył sześć bramek. Gole te miały znaczny udział w końcowym rezultacie, który ostatecznie wyniósł 11:1 dla faworytów. Kolejne trzy punkty umocniły ten zespół na prowadzeniu. Zawodnicy Hetmana FC w drugiej połowie zdołali tylko raz pokonać bramkarza rywali i rundę zakończyli w minorowych nastrojach.
Obie ekipy zajmowały miejsce w strefie spadkowej, z zaledwie jednym zwycięstwem w całej rundzie i walka w tym spotkaniu była przede wszystkim o zwiększenie swoich szans na wydostanie się z tej strefy na wiosnę, bowiem strata do bezpiecznej pozycji na ten moment była zbyt duża. Rywalizację z wysokiego C zaczęli goście – już po kilkunastu sekundach prowadzili 0:1, co zapowiadało nam grad goli. Po sześciu minutach Force Fusion mieli już na koncie trzy trafienia, problem w tym, że jedno z nich to było dość kuriozalne trafienie samobójcze, tak więc goście prowadzili zaledwie 1:2. Do głosu coraz mocniej zaczęli dochodzić gospodarze – słabsze wejście w mecz nie związało im nóg, dzięki czemu mecz stał się wyrównany. Podopieczni Jakuba Spławskiego najpierw doprowadzili do remisu, a następnie nawet wyszli na prowadzenie – Radosław Niziołek odebrał piłkę rywalowi przed polem karnym i mocnym strzałem pokonał bramkarza. Force Fusion nie dało za wygraną i dosłownie w końcówce pierwszej części doprowadziło do stanu 3:3. W drugiej części gospodarze na dobre się rozkręcili. Kluczowy był okres między 32 a 37 minutą, wtedy to padły aż cztery bramki, przy czym trzy z nich dla Mistrzów Chaosu, a zaledwie jedna dla Force Fusion. To pozwoliło odskoczyć gospodarzom na dwie gole różnicy, której rywal nie był już w stanie odrobić. Co więcej - Mistrzowie dołożyli w tym meczu jeszcze dwa trafienia i mecz zakończył się wynikiem 8:4. I z przebiegu 50 minut wydaje się on sprawiedliwy, bo triumfatorzy zagrali lepiej przede wszystkim jako drużyna – gole padały po niezłych zespołowych akcjach i Mistrzowie mogą być w gronie tych drużyn, które mogą żałować, że runda właśnie dobiegła końca. Goście natomiast spadają na ostatnie miejsce w tabeli i w zimę muszą solidnie popracować, by na wiosnę jeszcze powalczyć o utrzymanie w lidze.
Niezwykle ciekawe widowisko zaprezentowały drużyny Rodziny Soprano i ADP Wolskiej Ferajny. Gospodarze przed meczem byli wyżej w tabeli, ale goście też prezentowali się solidnie w tej kampanii i z nadziejami na korzystny wynik przystępowali do spotkania. Przed pierwszym gwizdkiem czuć było jednak w sztabie ADP Wolskiej Ferajny lekki niepokój, bo mieli tylko pięciu zawodników, lecz na szczęście w trakcie meczu szybko dojechali pozostali i można było wejść na wyższe obroty. Gospodarze jak zawsze liczyli na swojego lidera Krzysztofa Kulibskiego, który potrafi zrobić różnicę na boisku. Pierwsi do bramki trafili jednak rywale, ale dość szybko właśnie Krzysiek wyrównał wynik. Od tego momentu inicjatywę na boisku przejęli goście i to oni wyszli na prowadzenie. Stopniowo z każdą minutą powiększali swoją przewagę i na kilka chwil przed końcem pierwszej połowy było już 1:4. Rodzina Soprano przed przerwą zdołała jeszcze strzelić gola i po 25 minutach rywalizacji było 2:4. W przerwie gospodarze mobilizowali się, by nie popełniać prostych błędów i walczyć na całego a tymczasem odpuszczanie krycia skończyło się kolejnymi bramkami i rywal doskoczył na cztery gole. Sytuację starał się ratować kapitan Rodziny Soprano, który strzelał kolejne bramki. Przeciwnicy szybko jednak potrafili odpowiedzieć swoimi trafieniami. Końcówka to gol za gol, ale przewagę wypracowaną w pierwszej połowie ADP Wolska Ferajna utrzymała i zasłużenie wygrała to spotkanie. Na wiosnę będzie ciekawie w tej lidze, bo minimum sześć ekip ma szansę, by w grze o medale pozostać do samego końca.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)