reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
09:30
( 3 : 0 )
6 : 2
Raport

W minionym tygodniu miało miejsce starcie dwóch drużyn z dolnej części tabeli. Wynik tej rywalizacji mógł natomiast zapewnić spełnienie dwóch, zgoła odmiennych celów. W wypadku zwycięstwa FC Polska Górom, ekipa Aleksandra Kuśmierza, była w stanie odskoczyć od goniącej jej reszty stawki oraz umocnić się w środku tabeli. Dla Partyzanta Włochy natomiast, był to mecz o „być albo nie być” w siódmej lidze. Spotkanie, które rozpoczęło się o godzinie 8:30, było więc swoistym sprawdzianem sił, formy oraz ogólnych aspiracji. Mimo koncentracji i zaangażowania z obydwu stron, to właśnie gospodarze otworzyli wynik, strzelając bramkę już w piątej minucie. Po solowej akcji Kacper Kowalski zdołał pokonać Szymona Rutkowskiego. Do graczy FC Polska Górom szczęście uśmiechnęło się w pierwszej połowie jeszcze dwukrotnie. W ósmej minucie bramkę zdobył Kacper Figura, a pięć minut później gola zdobył Kamil Krupa. Wynik trzy do zera do przerwy bez wątpienia ustawił przebieg rywalizacji. Gracze Partyzanta próbowali jednak nawiązać równorzędną walkę. Pięć minut po rozpoczęciu do bramki trafił Mateusz Łuczak. Niestety dla drużyny z warszawskich Włoch, kolejny kwadrans okazał się być gwoździem do trumny. Gracze w czerwonych strojach zdołali zdobyć kolejne trzy bramki, a tym samym zwyciężyli w tym arcyważnym spotkaniu. Drogą kronikarskiego obowiązku, wynik tej rywalizacji to 6:2.

2
12:30
( 2 : 4 )
7 : 11
Raport

Stawka spotkania pomiędzy Więcej Sprzętu Niż Talentu, a Kubanami była wysoka. Wygrana gospodarzy dawała im realne szanse w walce o „pudło”, za to goście walczyli o utrzymanie piątego miejsca promującego grę w Naszym Pucharze. Mecz zaczął się od bardzo ładnego gestu gości, którzy zgodzili się na grę o zawodnika mniej w polu, gdyż drużyna WSNT nie zebrała pełnego składu. Pierwsza połowa od samego początku układała się po myśli Kubanów, większa przestrzeń na boisku pozwalała, aby ich akcje były spokojnie rozgrywane od własnej bramki. Dzięki takiej grze to właśnie drużyna gości dość szybko wyszła na czterobramkowe prowadzenie, za sprawą między innymi Marka Jasińskiego, który zdobył klasycznego Hat-tricka wykorzystując podania od Anasa El Ansariego. Gospodarze pomimo braku zmian nie spoczęli na laurach i starali się gonić rywala. Ich zaangażowanie i waleczność zaczęły przynosić efekty w postaci zmniejszenia strat i na przerwę obie ekipy schodziły przy rezultacie 2:4. Początkowo dalsza części rywalizacji była spokojna. Żadna z drużyn nie chciała zbyt szybko opaść z sił. Taka „rozważna” gra trwała do chwili, kiedy to gospodarze z zdobyli swoją trzecią bramkę w tym meczu i mieli już tylko jedną do odrobienia. Od tej chwili oba zespoły postanowiły grać odważniej, dzięki czemu widzieliśmy szybkie wymiany ciosów z korzyścią dla gości. Wynik spotkania ustaliła drużyna gospodarzy zdobywając gola na 7:11. Taki wynik sprawił, że walka o grę w Pucharze Ligi Fanów w siódmej lidze może okazać się bardzo wyrównana i interesująca, gdyż szósta drużyna ma tylko dwa oczka straty do czwartej Więcej Sprzętu Niż Talentu.

3
17:30

Siódma w tabeli drużyna Wiecznie Drudzy podejmowała liderującą Lagę Warszawa, która pewnie dąży do zdobycia mistrzostwa swojej ligi. Mecz rozpoczął się od szybkiego zdobycia prowadzenia przez Lagę, dalsze częste wyprawy pod bramkę bronionej przez Leonarda Gruczę nie przynosiły oczekiwanych efektów, za sprawą dobrych interwencji bramkarza, a i braku szczęścia, o czym świadczą ślady piłki pozostawione na słupkach i poprzeczce. Nieodpuszczająca w dążeniu do zdobycia, choć punktu w tym meczu drużyna gości również starała się o zdobycie bramki. Mimo ofensywy rywala pod sam koniec pierwszej części meczu udało im się doprowadzić do wyrównania i na przerwę schodziliśmy z wynikiem 1:1, który lekko Nas zaskakiwał. Dalsza gra odmieniła gości, którzy coraz odważniej atakowali mimo częstego zagrożenia własnej bramki. Ich ataki spełniały swoją rolę dając jakże wymarzone prowadzenie zmuszając gospodarzy do pogoni za wynikiem. Kiedy na minutę przed końcem dość nieoczekiwanie jedną bramką prowadziła drużyna Wiecznie Drugich, do bezcennego remisu doprowadził Jędrzej Święcicki, który wykorzystał podanie od dobrze grającego w linii pomocy Daniela Kielaka i ustalił wynik 3:3. Utracona wygrana w niemalże ostatniej akcji meczu nie pozbawiła szans Wiecznie Drugich na walkę o puchary, a następny mecz powinien okazać się łatwiejszy, w przeciwieństwie do Lagi, która zmierzy się z czwartą drużyna ligi.

4
19:30

Drużyna SGS podejmowała walczącą o awans na drugą pozycję w lidze ekipę FFK Oldboys, która w rundzie wiosennej nie poniosła porażki, a większość meczów kończyła z wysokim prowadzeniem. Pomimo dużej odległości w zajmowanych pozycjach w ligowej tabeli wszyscy zawodnicy dali Nam oglądać interesujące i wyrównane widowisko, które rozpoczęło się od prowadzenia gospodarzy i to już w drugiej minucie. Szybka odpowiedź FFK i mecz jakby zaczynaliśmy oglądać od nowa. Żadna z drużyn nie chciała popełnić błędu, który by ją kosztował stratę bramki. Dopiero w czternastej minucie drużyna gospodarzy przełamała obronę gości wychodząc znowu na prowadzenie. Ich radość i tym razem nie trwała długo, bo na siedem minut przed końcem pierwszej połowy wyrównał Vitalii Yakovenko ustalając wynik do przerwy 2:2. Dalsza część meczu to cały czas szybka i otwarta gra po obydwu stronach, w którą lepiej weszła ekipa FFK zdobywając bramkę dającą im po raz pierwszy prowadzenie w tym spotkaniu. Na odpowiedź czekaliśmy tyle, co mrugnięcie powieki i po szybkim wznowieniu przez SGS znów na tablicy wyników oglądaliśmy remis, który przerwała drużyna gości. Tym razem na wyrównanie musieliśmy już dłużej poczekać. Dążenie do remisu przez gospodarzy za sprawą Damiana Jakubika w końcu przyniosło rezultaty i dziewięć minut przed końcem tablica wyników pokazywała 4:4. Wysiłki do przechylenia szali zwycięstwa na swoją korzyść wykorzystała drużyna FFK pokonując bardzo dobrze broniącego bramkarza gospodarzy Michała Urbańskiego strzelając bramkę na 5:4 dającą bezcenne trzy punkty i szóstą wygrana z rzędu oraz podtrzymała nadzieję o drugą pozycję w lidze.

5
20:30
( 2 : 3 )
3 : 6
Raport

W meczu pomiędzy ekipą Żoliball, a zespołem FC Dziki z Lasu faworytem byli goście, którzy to plasują się na drugim miejscu w tabeli 7 ligi. Żoliball utrzymuje miejsce w strefie spadkowej i musi walczyć o każdy punkt, aby mieć jeszcze szansę na utrzymanie. Od początku mecz był bardzo wyrównany i sportowo stał na bardzo wysokim poziomie. Obie drużyny grały poukładany futbol, wyprowadzały ataki od bramki i nikt nie próbował ryzykownych zagrywek mając na uwadze to, że przeciwnik jest zdolny do wykorzystania każdego błędu. Pierwsi na prowadzenie wyszli zawodnicy gospodarzy, do odbitej piłki pierwszy dobiegł Staś Womela i pewnie umieścił ją w bramce. Kilka minut później mieliśmy już remis, kiedy to futbolówka tak niefortunnie odbiła się od bramkarza gospodarzy i wpadła do bramki. W kolejnych minutach obie ekipy zdecydowanie stawiały na ofensywę i dążyły do otwartej gry. W 15 minucie meczu na atomowy strzał po ziemi zdecydował się Michał Janowicz i pokonał zaskoczonego bramkarza gości. W końcówce pierwszej połowy ekipa Żoliball musiała grać w osłabieniu, co wykorzystali zawodnicy "Dzików". Najpierw Tymek Kuroczko doprowadził do remisu, a po chwili ten sam zawodnik wyprowadził swój zespół na prowadzenie i na przerwę schodziliśmy przy wyniku 2:3. Druga połowa praktycznie przebiegiem nie różniła się wiele od pierwszej, obie ekipy rozgrywały swoje wypracowane schematy. Ta część meczu również stała na wysokim poziomie technicznym i obfitował w wiele ciekawych akcji ofensywnych po obu stronach boiska. Z biegiem czasu rysowała się przewaga gości, którzy dość pewnie punktowali swoich rywali. Dwie kolejne bramki dla Dzików były autorstwa Szymona Bednarskiego i Michała Osowskiego. Przy wyniku 2:5 zawodnicy Żoliball nie mając nic do stracenia rzucili się do odrabiania strat. W ostatnich minutach meczu udało im się jeszcze strzelić bramkę, która była ozdobą całego spotkania. Pięknym strzałem z woleja popisał się Łukasz Sypiański. Ostatni akcent meczu należał jednak do gości, którzy to w samej końcówce zdobywają bramkę i ostatecznie wygrywają cały mecz 3:6. Trzeba przyznać, że byliśmy świadkami bardzo ciekawego spotkania, który stał na bardzo wysokim poziomie. Żoliball muszą szukać punktów w każdym spotkaniu, ale jesteśmy przekonani, że z taką grą urwą jeszcze punkty niejednej ekipie. Dziki z Lasu wróciły do swojej najwyższej formy i zdobywają komplet punktów w tym spotkaniu, ale cały czas muszą walczyć o każdy punkt jeśli chcą myśleć o mistrzostwie.

Reklama