Sezon Lato 2020
Relacje meczowe: 7 Liga
Spotkanie drużyny Kubanów z Lagą Warszawa rozpoczęło się w iście jesiennej aurze, było zimno i ponuro. Gracze wydawali się mimo pogody doskonale przygotowani do tej potyczki. Pierwsza połowa zdecydowanie należała do drużyny gości, którzy już w trzeciej minucie spotkania prowadzili po dwójkowej akcji Patryka Szeligowskiego i Juliana Wzorka. Ten pierwszy umieścił piłkę w siatce. Kubany nabrali apetytu i niespełna po 10 minutach po dobitce podwyższył Aleksander Muszyński. Kolejne akcje to okupowanie bramki strzeżonej przez Kamila Pozorskiego i w konsekwencji ustalenie wyniku pierwszej połowy na 0:3. W drugiej połowie wspomniany wyżej golkiper drużyny gospodarzy Pozorski postanowił zmienić dość radykalnie swoje ustawienie na boisku i do końca meczu oglądaliśmy go na pozycji wysuniętego snajpera. Skutkowało to rozpoczęciem drugiej odsłony od pierwszej groźnej akcji gospodarzy. Niestety nie przeniosło się to na zdobycze bramkowe, ponieważ to goście w dalszym ciągu punktowali. Po ciekawym strzale na 0:4 podwyższył wynik spotkania Jerzy Żółtowski. Mimo, iż w drugiej części odnotowaliśmy już zdecydowanie większą aktywność gospodarzy to Laga Warszawa w dalszym ciągu zmuszała bramkarza Kubanów do wyciągania piłki z własnej bramki. W tym spotkaniu gospodarze zdołali odpowiedzieć wyłącznie honorowym trafieniem w końcówce meczu, które zakończyło się rezultatem 1:7.
Mecz o sześć punktów w 5. kolejce Ligi Fanów. W końcu zwycięstwo miało wprowadzić którąś z drużyn na miejsce premiowane awansem. Przewagę punktową miały Dziki, ale doświadczenie rywali sprawiało, że to w nich upatrywaliśmy faworytów. I faktycznie to WSnT zaczęli strzelanie - Staroszczyk dobił uderzenie swojego kolegi i wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Później gospodarze trafili również w poprzeczkę po wcześniejszym rozegraniu rzutu rożnego. Zaskoczone takim obrotem spraw Dziki szybko wzięły sprawę w swoje... racice (?) i doprowadziły do wyrównania. Tym razem dośrodkowanie z narożnika okazało się skuteczne, bo Adamczyk pięknym wolejem pokonał bramkarza rywali. Chwilę później ten sam duet (Adamczyk / Bednarski) wyprowadził swój zespół na prowadzenie, gdy strzelec wykonał atomowe uderzenie na bramkę przeciwnika. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 1:2, a zawodnicy sami przyznali, że nie było to najciekawsze 25 minut. Mecz rozkręcił się w drugiej części gry, gdy na 2:2 trafił Bartek Świerat. Chwilę później zagrożenie ponownie wyniknęło z dobrze rozegranego rzutu rożnego, bo Dziki obiły słupek. Jedna z najmłodszych ekip ligi poszła jednak za ciosem i aspirujący do miana najlepszego "Kanadyjczyka", Szymon Bednarski, do dwóch asyst dołożył bramkę. Ostatecznie Więcej Sprzętu niż Talentu zdołali strzelić na 3:3, bo, ogólnie dobrze spisujący się w tym meczu Pacocha, ponownie wypluł piłkę pod nogi napastnika rywali. Po meczu Dziki utrzymały się w zielonej strefie, ale muszą pozostać czujni, bo rywale są blisko.
KS Zloty Strzał musi zacząć szukać punktów, co w spotkaniu z Wiecznie Drugimi nie było wcale łatwym zadaniem. Wiecznie Drudzy słabo rozpoczęli sezon wiec oni tez szukali pilnie zwycięstwa. Obie ekipy dość licznie stawiły się na Arenie Picassa co zapowiadało dobre widowisko. Mecz rozpoczął się walką w środku pola, brakowało dogodnych sytuacji podbramkowych jednak gdy już zaczęło się dziać, to na dobre. Na prowadzenie wyszli gospodarze którzy za sprawą Mateusza Walerzaka wyszli na prowadzenie, co tylko podrażniło ekipę Piotrka Kawki, który szybko wziął się do odrabiania strat. Po stracie bramki WD szybko odrobili straty z nawiązką i wyszli na prowadzenie. Goście w końcu w tym sezonie poprawili grę w obronie, przez co zawodnicy Złotego Strzału mieli gigantyczne problemy ze stwarzaniem jakiejkolwiek sytuacji bramkowej. Z kolei zapędy ofensywne Wiecznie Drugich znamy nie od dziś, a akcje indywidualne Piotrka Kawki czy przede wszystkim najlepszego zawodnika na placu Tomka Chwaji zapierały dech w piersiach. Wiecznie Drudzy w końcu zdobyli upragniony komplet punktów i być może to będzie początek zwycięskiej passy. Tymczasem Złoty Strzał jest coraz bliżej zdobycia 3 punktów, jednak chłopaki muszą poprawić z całą pewnością koncentrację i przede wszystkim ofensywę. Być może to spowoduje, że Złoty Strzał się obudzi i zapunktuje jak należy.
W meczu pomiędzy vice liderem, a ósmym miejscem tabeli zwycięzca mógł być tylko jeden. Nie myślcie jednak, że dla zawodników FFK Oldboys w spotkaniu z KS Partyzant Włochy wszystko przedstawiało się w różowych barwach. Mimo szybkiego prowadzenia gospodarzy, goście sensacyjnie wyrównali na 4:4. Nie mogli oni jednak postawić kropki nad przysłowiowym „i" i przechylić szali na swoją korzyść – walcząc jak równy z równym aż do stanu 6:6. Po tym etapie inicjatywę przejęli gracze FFK wykazując się większym spokojem, zachowując przy tym więcej sił na ostatnie minuty, w których to zdobyli cztery bramki ustalając wynik spotkania na 10:6 na swoją korzyść. Abstrahując od samego rezultatu mecz ten był rozgrywany w niezwykle przyjacielskiej atmosferze, której oprócz śmiechów i żartów towarzyszyły piękne zagrania z obydwu stron. Chciałoby się rzec, że przydałoby się oglądać więcej tego typu rywalizacji. Gracze po spotkaniu przybili sobie piątki i podziękowali młodym kibicom wychodząc właśnie z założenia FFK – Fun for kids. Zahaczając jeszcze o ten slogan niewątpliwie nie tylko dzieci bawiły się fantastycznie, kapitalny tego dnia Vitalii Yakovenko zdobył aż sześć bramek, dokładając do tego – i tak imponującego wyniku dwie asysty. To właśnie dzięki jego postawie gospodarze mogą cieszyć się z powiększenia przewagi nad depczącymi im po piętach Dzikami z Lasu do trzech punktów.
„Latający cyrk Monty Pythona" na obiektach przy Vincenta van Gogha 1, w meczu pomiędzy ekipami Żoliball, a FC Polska Górom. Termin ten dobitnie podsumowuje sporą część rywalizacji. Nie chodzi nam jednakże o poziom sportowy, a o komiczne sceny poślizgów i wszelakich ślizgów spowodowanych złym doborem obuwia tego dnia. Murawa była zdecydowanie najcięższym przeciwnikiem dla obydwu drużyn. Gracze przez pierwsze dziesięć minut musieli skalibrować trochę trakcję, gdyż z powodu noszonych halówek lub turfów jeździli po boisku jak w bajce „Happy Feet: tupot mały stóp". Gdy ta nie lada sztuka udała im się, spotkanie nabrało rumieńców. Zacięte starcia i dużo zaangażowania poskutkowały tym, że w meczu zamykającym dzień ligowy oglądać mogliśmy przez dłuższy czas remis. Jednakże to właśnie gracze z warszawskiego Żoliborza pokonali ekipę Olka Kuśmierza 5:2 uciekając tym samym ze strefy spadkowej. Zawodnicy w pomarańczowych trykotach mogą „pluć sobie w brodę", ponieważ hipotetyczna wygrana przy remisie Dzików z Lasu w meczu z Więcej Sprzętu Niż Talentu dałaby im zaledwie dwa punkty straty do trzeciego miejsca w ligowej tabeli siódmej ligi. Mimo wszystko gracze FC Polska Górom powinni traktować ten mecz jak wypadek przy pracy, ponieważ ich potencjał daleko wykracza poza siódme miejsce. Rezultat ten niebywale spłaszcza i tak już płaską tabelę dodając kolorytu reszcie rozgrywek.







)
)
)
)
)
)
)
)
)